Miesięczne archiwum: Wrzesień 2000

Komisja do lamusa [2000]

Współcześnie nadzór mniej dba o ład w księgach, raczej zajmuje się przyszłością spółki, kreowaniem jej misji i strategii.

Kodeks spółek handlowych zniesie w spółce akcyjnej komisję rewizyjną. Nie będzie to zmiana doniosła, ponieważ rada nadzorcza, już niebawem obligatoryjna, w praktyce i tak wyparła komisję. Jej uwiąd miał kilka przyczyn. Obrazują one wyraziście, w jakim kierunku rozwija się nadzór.

Komisja rewizyjna miała zajmować się „badaniem” dokumentów finansowych spółki. Takie „badanie” kodeks porucza też radzie nadzorczej, z jedną znamienną różnicą. Otóż komisja powinna złożyć walnemu zgromadzeniu „szczegółowe” sprawozdania z wyników swojego badania. Od rady kodeks oczekuje mniej: jej sprawozdanie wcale nie musi być szczegółowe. Ponieważ współcześnie nadzór odwraca się od badania sprawozdań finansowych, komisja rewizyjna straciła rację bytu. Rada nadzorcza uchowała się, bowiem należą do niej rozległe kompetencje na wielu innych polach, a do komisji w zasadzie należy tylko grzęda finansowa. W zasadzie, skoro statut teoretycznie mógłby rozszerzyć jej obowiązki, lecz tylko w spółce bez rady nadzorczej, zaś taka spółka akcyjna byłaby w naszych czasach uznana za anachronizm.

Dwa są powody, dla których nadzór poświęca coraz mniej uwagi sprawozdaniom finansowym spółek. Po pierwsze, jest to domena biegłych rewidentów. Po drugie, jest to domena o coraz wyższym stopniu złożoności, wymagająca wnikliwej, specjalistycznej wiedzy, której współczesny nadzór najczęściej nie posiada. Stąd Kodeks spółek handlowych wyróżnia się realizmem, zdejmując z organu nadzoru obowiązek „badania” dokumentów finansowych spółki. Do szczególnych obowiązków rady należeć będzie m.in. „ocena” sprawozdania zarządu z działalności spółki oraz sprawozdania finansowego za ubiegły rok obrotowy. Z wyników tej oceny (oraz oceny wniosków zarządu dotyczących podziału zysku albo pokrycia strat) rada składa walnemu zgromadzeniu coroczne pisemne sprawozdanie. Na czym ta „ocena” ma polegać, dokładnie nie wiadomo. Przesądzi o tym praktyka, która z czasem ukształtuje wzorce. Okaże się, czy oceny będą powierzchowne, czy wnikliwe.

Oceny wymaganej przez kodeks spółek handlowych nie należy mylić z ocenami sytuacji i perspektyw rozwojowych spółki, przygotowywanymi przez niektóre światłe rady nadzorcze dla walnych zgromadzeń. Nie wymaga ich kodeks handlowy, nie będą one także wymagane w przepisach jego następcy, ale zaczyna domagać się ich społeczność akcjonariuszy.

Niegdyś umiejętność czytania bilansu była w organach nadzoru powszechną, ale też była ona względnie łatwa do opanowania. Współczesne standardy rachunkowości uchodzą za trudniejsze, zwłaszcza dla społeczeństwa, dla którego szwoleżer był zawsze kimś lepszym od księgowego. Nadzór spotyka się przynajmniej raz do roku z badającymi spółkę biegłymi rewidentami, ale nie zawsze potrafi nawiązać z nimi dialog. Do tego potrzeba współdziałania obu partnerów, natomiast z jednej strony rady nadzorcze czasem nie znają się na rzeczy, z drugiej – niektórzy biegli rewidenci przypominają komety ciągnące za sobą warkocze oparów tajemnej magii.

Komisja rewizyjna obumarła, bowiem pochylona nad księgami – grzebała wyłącznie w przeszłości. Ale za sprawą tego, że wgląd miała tylko w przeszłość spółki, nie wynosiła na zewnątrz sekretów kryjących przyszłość. Współcześnie nadzór mniej dba o wgląd w księgi, bardziej o wgląd w sekrety i tajniki działalności spółki, mniej dba o w przeszłość, za to aspiruje do odgrywania coraz większej roli w kształtowaniu przyszłości spółki, kreowaniu jej misji i strategii. Na posiedzeniach rady wciąż rutynowo dyskutuje się na temat bieżących wyników, lecz także zatwierdza się dalekosiężne plany.

Czas biegnie coraz szybciej. Kiedyś rok obrotowy był jego krótką miarą. Jego wynik miał swoją wymowę. Dzisiaj niejednokrotnie macha się ręką na to, co było jeszcze przed rokiem, wszak w „nowej” gospodarce kwartał, a nawet miesiąc, może odmienić sytuację (nawet nie na papierze, ale na ekranie komputera). Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że przeszłość przestaje się liczyć. Wielu buduje przyszłość nie na przeszłości, lecz z założenia – wbrew niej. Niektóre spółki nie mają przeszłości, więc usiłują sprzedać inwestorom niezbadane mgławice przyszłości. Komisja rewizyjna do takiego świata nie pasuje, więc brakło dla niej miejsca.

Do wyparcia komisji ze spółek przyczynili się więc biegli rewidenci, którzy przejęli zadania związane z badaniem ksiąg. Do wyparcia komisji przyczyniła się także żywotność rad nadzorczych, wkraczających na wciąż nowe pola i zdolnych do ułożenia sobie roboczych stosunków z zarządami. Komisja rewizyjna kontaktowała się z zarządem sporadycznie, zaś rada coraz częściej pracuje z nim ręka w rękę, wytyczając spółce drogę w przyszłość.

Tekst ogłoszony 25 września 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Internetowa rada [2000]

Można odbywać w internecie posiedzenia rad nadzorczych, nie można – walnych zgromadzeń. A szkoda! Kodeks spółek handlowych przewiduje różne tryby procedowania rad nadzorczych. Jeden z nich przewiduje możliwość podejmowania uchwał przez radę nadzorczą „przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość”. Warunkiem jest dopuszczenie takiego trybu przez statut.

Dzisiaj obowiązuje jeszcze kikut kodeksu handlowego zredagowanego z początkiem lat trzydziestych. Nie ma znaczenia, którego stulecia. I tak nikomu nie śnił się internet. Lecz chociaż wyobraźnia ówczesnych legislatorów nie śmigała jeszcze w cyberprzestrzeń, była to przecież wyobraźnia twórcza! Już obecnie, na gruncie kodeksu handlowego, możliwe jest odbycie posiedzenia rady nadzorczej on-line. Z zastrzeżeniem, że kodeks handlowy w ogóle nie używa terminu „posiedzenie”. Za to gustuje w nim kodeks spółek handlowych. Ani stary kodeks, ani nowy, nie wymagają, by posiedzenia rady odbywały się w siedzibie spółki (stąd posiedzenia wyjazdowe, na przykład w Portugalii). Stary kodeks nie wymaga nawet, by posiedzenia rady toczyły się w jednym miejscu.

Wykorzystano to w statutach wielu spółek dopuszczających możliwość podejmowania przez rady nadzorcze uchwał drogą korespondencyjną, bez odbycia posiedzenia. Treścią prac rady jest właśnie podejmowanie uchwał. Praktyka dowodzi, że można czynić to na odległość. Materię dobrotliwie ominiętą przez kodeks handlowy uregulował wreszcie nowy kodeks, ale inaczej, więc statuty trzeba będzie zmieniać. Przetrwają natomiast postanowienia statutów przewidujące prowadzenie obrad rady za pośrednictwem środków łączności umożliwiających wzajemne porozumienie wszystkich uczestniczących w obradach członków rady. Kodeks handlowy wprawdzie wspomina o „obecnych” (jego następca o „obecnych na posiedzeniu”), lecz czy za jednym stołem? Internet nie zapewnia obradom jedności miejsca, lecz daje jedność czasu. Jeżeli spółka skonfiguruje do internetu swój statut i regulamin rady, jak technicy konfigurują łącza – rada może procedować on-line.

Zaletą trybu on-line jest ominięcie trudności ze zgromadzeniem quorum (ksh spolszczy to słowo na „kworum”) na posiedzeniu rady. Najczęściej udział w radzie jest dla jej członków jedną z wielu pozycji na liście obowiązków. Łatwiej skupić członków rady w jednym czasie, niż w jednym miejscu, nierzadko odległym o setki kilometrów (oraz niedogodne połączenia) od ich gabinetów albo domów. Podstawowe wady trybu on-line polegają na tym, że z jednej strony ułatwia on mechaniczne przyjmowanie uchwał w brzmieniu proponowanym, a z drugiej – wydatnie utrudnia redagowanie poprawek, dyskutowanie szczegółów, dochodzenie do porozumienia ponad rozbieżnościami. Podejmowanie uchwał, będące treścią prac rady, to nie tylko sam akt głosowania, ale proces twórczy.

Ani kh, ani ksh nie dopuszczają za to możliwości odbycia w internecie walnego zgromadzenia. Szkoda, bo walne zgromadzenie on-line byłoby bardzo korzystne dla drobnych akcjonariuszy. Wszystko sprzysięga się przeciwko im, utrudniając im fizyczny udział w obradach walnych zgromadzeń. Odbywają się one nierzadko poza siedzibą spółki, hen gdzieś na drugim końcu Polski (na przykład statut Apeximu dopuszcza odbywanie walnych zgromadzeń w Warszawie, Szczecinie, Poznaniu, Białymstoku, Katowicach, Krakowie, Łodzi i Gdańsku). Odbywają się o wczesnych porach, co w praktyce wyklucza przyjezdnych. Dochodzi na nich do niecnych matactw proceduralnych. Odracza się obrady w nieskończoność. Lecz termin ważności świadectwa o blokadzie akcji u maklera upływa z dniem zwołania walnego zgromadzenia, więc przewlekanie obrad, jak zresztą wszystko razem, godzi w akcjonariuszy. Jest nadto wiele sposobów, by obrzydzić udział w zgromadzeniu akcjonariuszom zatrudnionym w spółce.

Internet już trafił pod strzechy, przeto walne zgromadzenie on-line, jeżeli dopuści je prawo, ułatwi udział w obradach drobnym akcjonariuszom. Będzie to ważny krok ku porządkowi korporacyjnemu. Wolałbym w internecie uczestniczyć w walnym zgromadzeniu, niż w obradach rady nadzorczej. Albowiem zgromadzenie zazwyczaj nie grzęźnie w słowach, ale żwawo głosuje, za lub przeciw, nad przedłożonymi mu projektami uchwał. Przyjmuje je lub odrzuca. Głosowanie i tak odbywa się najczęściej z udziałem urządzeń elektronicznych. Natomiast rada czasem dochodzi do uchwały przez długie, wnikliwe dyskusje. Kiedy sprawa jest pilna i prosta, mogę zarządzić głosowanie korespondencyjne. Kiedy trzeba osiągnąć konsensus, lub wypracować kompromis, zwołuję posiedzenie. Głosować można z daleka. Dyskusje wolę wieść z bliska.

Lata praktyki przekonały mnie, że z bliska łatwiej o porozumienie. Pod warunkiem, że członkowie rady wyłączą na czas obrad swoje telefony komórkowe.

Tekst ogłoszony 18 września 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
W 2009 r. prawo dopuściło możliwość zdalnego udziału w WZ. Ale nowinka nie przyjęła się.

Czytaj także:
2016.06.03 Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)
2010.06.10 e-WZ da się lubić

Eurokonfitury [2000]

Wynagrodzenie rady ma się nijak do wyników spółki, skali jej działalności, a także jakości nadzoru.

Spółki mają daleko idącą swobodę kształtowania wynagrodzeń rad nadzorczych. Korzystają z niej chętnie. Na oślep. Co spółka, to inne zasady wynagradzania rady. Nie ma w nich żadnej logiki. Apanaże rad nadzorczych nie zależą od rentowności przedsiębiorstwa spółki, jego rozmiaru, stopnia złożoności. Nie zależą od kwalifikacji członków organów nadzoru, liczebności tych organów lub wkładu pracy poszczególnych osób. Czasem mała spółka z duża stratą hojniej traktuje radę, nawet leniwą i niekompetentną, niż duża, zyskowna spółka radę pracowitą i rzetelną.

Prawo przesądza jedynie, że wynagrodzenie przysługuje członkowi rady delegowanemu do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. O tym, czy w innym przypadku członkowie rady nadzorczej otrzymują wynagrodzenie od spółki, rozstrzyga statut, a gdy statut milczy – uchwała walnego zgromadzenia. Nawet jeżeli statut przewiduje, że niektórzy (lub wszyscy) członkowie rady nadzorczej powoływani są do niej inaczej niż w trybie wyboru przez walne zgromadzenie, wynagrodzenie od spółki może przyznać im, oprócz statutu, tylko uchwała walnego zgromadzenia, choćby nie miało ono wpływu na wybór tych członków rady.

Wyjątek od tej zasady dotyczy członków rady delegowanych przez nią do czasowego wykonywania czynności członka zarządu. W innych przypadkach wpływ rady na wynagrodzenie jej członków ogranicza się do ewentualnego usprawiedliwiania nieobecności na posiedzeniu (brak usprawiedliwienia często pozbawia członka rady prawa do wynagrodzenia). Nieprawidłowe jest więc rozwiązanie przyjęte przez Compensę: „wysokość wynagrodzenia poszczególnych członków rady ustala Rada Nadzorcza” – nawet jeżeli walne zgromadzenie kreśli ramy dla takich ustaleń.

Akcjonariat decyduje nie tylko o tym, czy członkowie rady otrzymują wynagrodzenie od spółki, lecz i o wysokości tego wynagrodzenia. Nadmierne wynagrodzenie, odbiegające od zadań, spoczywających na radzie, i od sytuacji finansowej spółki, może być zaskarżane w trybie art. 414 kh. Skorzystał z tej drogi Skarb Państwa w wałbrzyskiej Porcelanie (wyznaczono tam radzie nadzorczej wynagrodzenia jaskrawo odbiegające od możliwości spółki). W spółce publicznej skargę może wnieść jedynie akcjonariusz (lub grupa akcjonariuszy) posiadający bezpośrednio akcje uprawniające do wykonywania nie mniej niż 1% ogólnej liczby głosów. To ograniczenie prawa skargi drobnego akcjonariatu jest rozwiązaniem fatalnym.

Liczne spółki, w tym publiczne, utrzymały zasady nadane im przez Skarb Państwa, gdy był ich jedynym akcjonariuszem. Podstawą jest miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wraz z wypłatami z zysku w kwartale (lub za ostatni w nim miesiąc) poprzedzającym kwartał, w którym dokonywane są wypłaty. Przewodniczący rady otrzymuje 1,4 tej podstawy, sekretarz 1,2, a pozostali członkowie rady 1,1. W niektórych spółkach podstawą jest średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w spółce, natomiast iloczyny bywają znacznie wyższe. Inne spółki kierują się własnymi zasadami wynagradzania rady. Jest ono najczęściej wypłacane co miesiąc, rzadziej – od posiedzenia. Przewodniczący bywa wyżej wynagradzany. Członkowie rady nie wszędzie otrzymują równe wynagrodzenie.

W Banku Komunalnym wynagrodzenie przysługuje tylko obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej. Walne zgromadzenie przyjęło taką uchwałę nie wyjaśniając, dlaczego dyskryminuje obcokrajowców. Co na to konstytucja? Animex też nie płaci obcokrajowcom, ale przyjął od nich oświadczenia „o zrzeczeniu się prawa do wynagrodzenia”. Nie zrzekli się pieniędzy, ale prawa do ich otrzymania. a to wybranych do rady Polaków walne zgromadzenie potraktowało nierówno, jednemu przyznając wynagrodzenie „w wysokości stanowiącej równowartość w złotych kwoty 8.333 dolarów USA miesięcznie”, drugiemu w równowartości 500 dolarów miesięcznie. Wprawdzie na biednego nie trafiło, lecz skala zróżnicowania budzi kontrowersje.

Zabawne, że spółki notowane na polskim rynku naliczają wynagrodzenie członków rad nadzorczych jako równowartość kwot w walutach obcych. Zabawne, że przy tym chętnie pozbawiają obcokrajowców dostępu do konfitur. Słyszałem tłumaczenia, że Animex lub Exbud, gdzie płace rady liczy się w dolarach, to przecież spółki przejęte przez zagranicznych inwestorów. Z kolei rodzima Krakchemia wyznaczyła wynagrodzenie członków rady nadzorczej jako równowartość (sporych) kwot w euro. Czy eurokonfitury są smaczniejsze?

Można sobie natomiast darować porównywanie wysokości świadczeń płaconych przez spółki radom z pozycją tych spółek na rynku i wysokością ich zysków. Tu nie ma żadnego związku. Kiepskie wyniki nie są też przeszkodą dla wyróżniania rad. Gdy spółka przynosi straty, tantiem wypłacić nie można. Wypłaca się nagrody.

Oda do młodości [2000]

Między zarządem a radą nadzorczą chętnie ustawiłbym znak drogowy ‘jeden kierunek ruchu’. Dozwolony byłby przepływ kadr z zarządu do rady nadzorczej, zaś ruch pod prąd jedynie wyjątkowo, w sytuacji awaryjnej, kiedy rada pędzi do pożaru wozem bojowym straży. Na sygnale.

Przenikanie z zarządu do rady często wzbogaca spółkę, przydaje jej wartości. Ruch kadrowy z rady do zarządu zawsze będzie budzić wątpliwości, czy aby nie dlatego rada wyśrubowała wynagrodzenia zarządu, bądź dokonała w nim czystek, by wepchnąć do zarządu kogoś z własnego grona. Takie desanty z rady do zarządu były przed laty ćwiczone w kilku poważnych bankach. Nie powiodły się (cele leżały o jeden most za daleko), ale narobiły zamieszania.

Ostatnio w kilku dużych polskich spółkach doszło do zmiany prezesa zarządu. Możemy nawet mówić o zmianie pokoleniowej. Znani menedżerowie, niekiedy twórcy spółek, autorzy ich sukcesów, odchodzą ze stanowisk w obliczu trudnych wyzwań stojących przed ich firmami. Odchodzą nie bez zachęty ze strony zagranicznych inwestorów, którzy niedawno objęli większościowe pakiety ich spółek. Często czeka na nich miejsce w radzie. Tam jeszcze długo mogą służyć spółce doświadczeniem, znajomością branży, wiedzą fachową, obyciem w realiach gospodarki. Tam jeszcze długo mogą pomnażać wartość spółki. Miejsce w radzie nie jest w tym wypadku nagrodą za zasługi. Świadczy o tym, że nie każdy prezes po opuszczeniu zarządu wchodzi do rady nadzorczej. Każdorazowo decydują o tym indywidualne przymioty odwołanego prezesa. Przy tym zmienia się przeciętny wiek członków rad nadzorczych.

Oprócz prezesów, nie wszystkich, ale najbardziej przydatnych w obliczu trudnych wyzwań naszych czasów, do rad nadzorczych tłumnie wchodzi młodzież. Opowiadał mi wysłużony kapitan wielkiego przemysłu, jak brał udział w walnym zgromadzeniu. Obok niego siedział młody człowiek. „Myślałem, panie tego, że chłoptaś przez pomyłkę zabłąkał się do sali obrad, bo przyszedł kupić sobie kartę Euro < 26, a on wszedł do rady nadzorczej!” Z głosu weterana przebijał żal. Wszak w powszechnej wyobraźni nadzór jest przytułkiem dla starszego pokolenia. Lecz czasy zmieniły się, wobec czego potaniało doświadczenie, zdobyte w innych realiach, natomiast podrożało świeżo uzyskane wykształcenie.

Posłużę się garścią przykładów z ostatnich dni i tygodni (lista nie jest kompletna). Do rady małej spółki telekomunikacyjnej wszedł 28-latek, absolwent jednego z najlepszych wydziałów prawa i administracji, z licencją maklera i podyplomowymi studiami MBA. W wyniku wyboru przez grupę do rady spółki zdominowanej przez silnego światowego inwestora wszedł, z bardzo odpowiedzialnym zadaniem przeniknięcia firmowych sekretów, 30-letni absolwent SGH z kilkuletnią praktyką w finansach londyńskiej City, zarazem członek zarządu poważnej instytucji finansowej. W radzie nadzorczej agencji spedycyjnej (a wcześniej w radzie firmy produkcyjnej) zasiadła 23-letnia studentka. Wprawdzie z nazwiska można dedukować rodzinne powiązania z poważnym inwestorem, ale po stronie własnych dokonań może się ona wykazać licencjatem na Uniwersytecie York i studiami socjologicznymi na prestiżowym Uniwersytecie Środkowo-Europejskim. O rok starszy jest członek rady nadzorczej jednego z NFI, student V roku prywatnej szkoły biznesu, analityk papierów wartościowych w aspirującym do ścisłej czołówki towarzystwie funduszy inwestycyjnych. Do rady spółki notowanej na CTO wybrano 25-latka, członka zarządu spółki niepublicznej. W radzie spółki publicznej wywodzącej się z programu NFI pracuje jego rówieśnik, absolwent John Hopkins University, dyrektor inwestycyjny w firmie zarządzającej, z dużym doświadczeniem z innych rad. Przewodniczącym jest niewiele starszy absolwent zarządzania i studiów podyplomowych, w tym MBA, który już przewodniczył radom nadzorczym pięciu spółek. Wreszcie do rady spółki leasingowej wszedł niedawno 29-letni doktor ekonomii, absolwent SGH, z dorobkiem zawodowym w poważnych bankach.

Wraz z wysłużonymi kapitanami wielkiego przemysłu odpływa na złom kanon rad nadzorczych komponowanych z byłych menedżerów. Współczesne rady nadzorcze są wielopokoleniowe, wzbogacone kwalifikacjami osób nowocześnie wykształconych i kształcących się nadal, ale przy tym czynnych zawodowo. Jest to zjawisko bardzo pożyteczne, lecz rodzi niebezpieczeństwo, że młodzi, sprawni, zdolni członkowie rad nadzorczych mogą kierować swoje aspiracje ku miejscom w zarządach spółek. Dlatego chciałbym postawić przed nimi od strony zarządu znak ‘zakaz wjazdu’, korespondujący ze wspomnianym wcześniej znakiem ‘jeden kierunek ruchu’. Nie dotyczyłby on członków rady oddelegowanych do czasowego wykonywania czynności członków zarządu, lecz to już inna historia.

 

Artykuł został ogłoszony 4 września 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka. Zobacz także: 2013.03.25 Efekt Benedykta?