Miesięczne archiwum: Październik 2000

Czarne chmury [2000]

Ofiarą agresywnych zachowań akcjonariuszy, wojen pomiędzy nimi, jest przede wszystkim spółka.

Spośród spraw stających na porządku obrad walnych zgromadzeń, najwięcej namiętności wywołują wybory rad nadzorczych. O miejsca w radach, lub o większość w nich, prowadzone są prawdziwe wojny w łonie akcjonariatu. Coraz częściej nie przestrzega się zasady, że w imię dobra spółki należy temperować zachowania, szanować obyczaje. Praktykowane są proceduralne faule. Dochodzi do tumultu.

Środowisko prawnicze upaja się zdumiewającą lekturą. Jest to akt notarialny – protokół walnego zgromadzenia VII NFI im. Kazimierza Wielkiego odbytego w ratach 15 i 21 września b.r. Ktoś bardzo sympatyczny skopiował dokument liczący 54 strony i przysłał mi go pocztą. Niebawem listonosz doniósł dokumentację pokrewną. Dziękuję!

Urobek pierwszego dnia obrad sprowadził się do tego, że zgromadzenie zostało otwarte i wybrało przewodniczącego. Lecz akcja przypomina osławiony serial „Czarne chmury”, w którym na przemian dokazywali radziwiłłowscy dragoni i elektorscy rajtarzy. Spoza kart protokołu wyziera obraz sytuacji. Radziwiłłowscy zarządzają funduszem. Elektorscy pragną nim zawładnąć. Skrzyknęli sporo szabel. Skarb Państwa dosiadł konia po ich stronie. Przeciwnicy pomawiają go o zdradę, wszak przyrzekł dochować neutralności.

Zanim radziwiłłowscy przeforsowali swojego na przewodniczącego, już dwoje elektorskich i Skarb Państwa złożyło jednobrzmiące wnioski o sprawdzenie listy obecności przez wybraną w tym celu komisję. Względem uchwały o wyborze przewodniczącego zgłoszono sprzeciw. Ledwo stwierdził on prawidłowość zwołania i zdolność zgromadzenia do podejmowania uchwał, zgłoszono wniosek o odwołanie go (bezskuteczny). Dla urozmaicenia Skarb Państwa, który poprzednio wnioskował o sprawdzenie listy, wycofał wniosek, ale gdy takie wnioski złożyli trzej radziwiłłowscy – ponowił swój, wycofany (o komisji radzono bez końca, lecz ostatecznie jej nie powołano).

Radziwiłłowscy gotowi paktować. Przewodniczący zarządza przerwę do 14.19. Elektorskim to się nie podoba, rwą do boju. Zgłaszają sprzeciw wobec przerwy, wniosek o głosowanie, żądanie kontynuowania obrad. Nadaremnie: po przerwie przewodniczący zarządza przerwę do 14.50. Po tej przerwie – trzecią do 17.00. Po tejże – następną. Elektorscy żądają kontynuowania obrad. Pytają: czy zgromadzenie zostało wznowione po przerwie? Skoro przewodniczący oświadcza, że nie – próbują go znowu odwołać. Wobec tego wznowiono obrady – i ogłoszono piątą przerwę, a po niej jeszcze szóstą, do 21 września.

W drugiej części obrad radziwiłłowscy użyli fortelu. Stwierdzili, że Skarb Państwa i jeden z akcjonariuszy po stronie elektorskiej utracili prawo głosu. Elektorscy odpowiedzieli serią prób odwołania przewodniczącego. Podważali bezstronność firmy obsługującej urządzenia do głosowania elektronicznego. Stwierdzili, że nie umieją głosować elektronicznie, więc będą głosować na kartkach. Radziwiłłowscy przeforsowali uchwałę, że elektorscy to awanturnicy, przeto w przyszłości niechaj przysyłają pełnomocników o wyższych kwalifikacjach moralnych. W ogólnym rwetesie pani rejent zaprotokołowała, że nie jest w stanie stwierdzić wyników głosowania nad tymi kwalifikacjami moralnymi. Właśnie!

I tak w kółko: radziwiłłowscy tłukli elektorskich i nie uznawali głosów Skarbu Państwa, a Skarb Państwa dzielnie występował po stronie elektorskich i wnosił sprzeciwy wobec odmawiania mu prawa do udziału w głosowaniu. Zamęt panował straszliwy. Na przykład: głosowano jakiś wniosek, po czym przewodniczący oznajmiał, że „ze względu na zamieszanie, jakie zaistniało na sali obrad, trudno jest ocenić, jaki był los tego wniosku”.

Skarbowi Państwa przybyła z odsieczą Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Daremnie! Radziwiłłowscy nie uznawali głosów Skarbu Państwa (tylko w ten sposób mogli pokonać elektorskich). Głosowano w nieskończoność, jawnie i imiennie, a pani rejent skrzętnie protokołowała wyniki głosowań i sprzeciwy. Wybory do rady nadzorczej przeprowadzono w głosowaniu tajnym. Obie koalicje głosowały na swoich kandydatów. Wszyscy kandydaci zostali w swoim przekonaniu wybrani, przeto zawiązały się dwie rady, przeto fundusz ma dwa zarządy. Do pełni szczęścia brakuje dwóch sądów, z których każdy poprze inną stronę.

Lecz sąd jest jeden. Przyznał on rację elektorskim. Stwierdził bowiem, że aczkolwiek przewodniczący nie uznawał głosów Skarbu Państwa, przecież jego stanowisko nie pozbawiło owych głosów mocy. Radziwiłłowscy wystąpili z wnioskiem o wstrzymanie wykonalności tego postanowienia, lecz został on oddalony. Na tym nie koniec serialu. Obie strony kują kosy, ostrzą szable. Oryginał dłużył się. Obecne wykonanie jest tak śmieszne, jak gdyby udział w nim wzięli Bracia Marx i Buster Keaton. Tylko spółki szkoda.

Tekst ogłoszony 30 X 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także: 2000.11.20 Festiwal złych obyczajów

Nie deptać prawników [2000]

Powołaniem naszych czasów jest krzewienie porządku korporacyjnego. Ułatwi to kodeks spółek handlowych.

Niebawem wejdzie w życie nowy kodeks spółek handlowych. Kreuje on nowe typy spółek, wprowadza także zmiany zarówno do organizmów spółek już działających, jak do ich stosunków z otoczeniem. Czeka nas wiele zmian w dokumentach ustrojowych spółek. Obecnie niejedna spółka działa na cudzych papierach. Założyciele często korzystają z dokumentów innej spółki. Kopiują je bezmyślnie. Spółek nie wolno klonować jak owce. Każda powinna mieć własną tożsamość. Usprawni to jej działalność, ułatwi osiągnięcie celu gospodarczego, często przysporzy zysku.

Wejście w życie nowego kodeksu to dla wielu spółek znaczny kłopot. To ingerencja w ich spokojny byt. To przebudzenie ze snu zimowego. Teraz trzeba wziąć się do roboty, przejrzeć umowę spółki, rozpocząć podwyższanie kapitału, poprawić regulaminy walnego zgromadzenia, zarządu i rady nadzorczej. Jest to zarazem wyjątkowa szansa, by dokumenty ustrojowe spółki nareszcie oczyścić z nonsensów, zwłaszcza z postanowień sprzecznych z prawem. Spotykam je nawet w statutach niektórych spółek publicznych! Zgrozę budzą też regulaminy. Nie zapewniają one współdziałania spółki ze wspólnikami, ani między organami spółki.

Nowy kodeks jest wyzwaniem dla prawników. Rodzi się jednak pytanie, co robili oni do tej pory, skoro w spółkach gołym okiem widać fundamentalne nieprawidłowości? Powołaniem naszych czasów jest krzewienie zasad porządku korporacyjnego (ang. corporate governance), czego nie można dokonać bez współdziałania prawników. Natomiast polskie spółki prawników nie doceniają. Nie docenia ich także społeczność akcjonariuszy tych spółek. Owocuje to niedostatecznym udziałem środowiska prawniczego w radach nadzorczych.

Pisałem tu, jak wybitny polski ekonomista zestawiał swój dream team – idealny skład rady nadzorczej. Jego zdaniem, rada powinna być skomponowana z ekspertów finansów, przemysłu, zarządzania zasobami ludzkimi, informatyki i organizacji. Autor domaga się przy tym ochrony inwestora. Kto miałby ją zapewnić, kadrowiec czy przemysłowiec? Nie mam także nic przeciwko informatykom, ale uważam, że w radzie nadzorczej prawnik byłby bardziej pożyteczny. Kiedy z początkiem lat dziewięćdziesiątych rozpoczęto przekształcanie przedsiębiorstw w spółki handlowe, Skarb Państwa (reprezentowany przez ministra przekształceń własnościowych) skrupulatnie przestrzegał zasady, że w każdej radzie nadzorczej jest miejsce dla fachowców: prawnika i finansisty.

Resort odstąpił od tej zasady dopiero w trakcie konstrukcji programu NFI. Przesądziły o tym dwie przyczyny. Programem zawiadywał inny departament ministerstwa, w którym każda komórka prowadzi odmienną politykę. Ponadto na NFI baczenie miał sam premier, inż. Waldemar Pawlak. To on zabiegał wytrwale, by do rad nadzorczych NFI wprowadzać osoby „z wykształceniem inżynierskim”, cokolwiek ten termin oznacza. Konsekwencje widać gołym okiem. Przeprowadzono konkurs do rad nadzorczych NFI, ale z grona jego laureatów eliminowano prawników. Skomponowano rady złożone w dużej mierze z kapitanów wielkiego przemysłu, które pod okiem ministra negocjowały fatalne umowy o zarządzanie majątkiem funduszy. Zapewne sprawa odżyje przed wyborami parlamentarnymi. Kto będzie miał odwagę przeprosić za NFI?

Po akcji „Czyste Ręce” jej inicjator, ówczesny minister sprawiedliwości Włodzimierz Cimoszewicz proponował, by zrezygnować z reprezentowania Skarbu Państwa w radach nadzorczych przez urzędników i polityków, a w zamian odwołać się do korpusu profesjonalistów, na przykład radców prawnych, działających w granicach pełnomocnictw. Postulat poszedł w niepamięć. Przyjęto założenie, że wystarczy egzamin kończący kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych. Rzecz w tym, że egzamin bywa lipą.

Zasada TKM (ostatnio nazywana „marianizmem”) sprawia, że w radach nadzorczych zasiadają protegowani. Kolejni ministrowie mają swoich. Obecnie dobrze pochodzić z Nowego Sącza. Jest to zresztą piękne miasto. Sam jestem w nim urodzony. Perspektywa rychłego wejścia w życie kodeksu spółek handlowych winna skłonić środowiska gospodarcze i prawnicze do zacieśnienia współpracy. Bez współdziałania prawników, spółki nie podołają stojącym przed nimi zadaniom. Ale prawnik zatrudniony w spółce pracuje dla zarządu, chodzi koło jego interesów. Interesy zarządu i rady niekoniecznie pokrywają się. Dlatego rada nadzorcza jedynie w skromnym zakresie może korzystać z prawnika zarządu. Prawnicy w radach nadzorczych są dzisiaj bardzo potrzebni. Obecnie stoi przed nimi niepowtarzalna szansa wykreowania wartości dodanej spółek pod ich nadzorem. Przy ich udziale nowy kodeks pomoże przydać spółkom wyższą jakość. Z tego względu – postuluję, jak w tytule.

Tekst został ogłoszony 23 X 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także: 2000.07.31 Dream team
Czytaj także: 2004.02.23 Przepraszam za NFI

Opakowanie zastępcze [2000]

Spółkom opłaca się wydawać sprawozdania roczne, dbać o ich wartość merytoryczną i poziom estetyczny.

O spółce świadczy jej wynik. Jest to stwierdzenie nazbyt oczywiste, by mogło być jednoznaczne. Wiadomo, że wynik nie ma czasu teraźniejszego, jedynie przeszły i przyszły. Który z nich dominuje nad wizerunkiem spółki? Przeszły jest faktem, przyszły obietnicą; przeszły historią, przyszły niewiadomą. Dlatego inwestorom nie wystarcza poznać wynik spółki, względnie także opinię i raport biegłego rewidenta z badania tego wyniku. Dopiero kompetentna interpretacja wyniku tchnie życie w suche liczby. Inwestor sam dokonuje takiej interpretacji, lecz potrzebuje do niej wielu danych. Jednym ze źródeł bywa raport roczny, przez eleganckie spółki nazywany sprawozdaniem rocznym.

Od sprawozdania rocznego nie można oczekiwać rewelacji. Sprawozdanie finansowe spółki i sprawozdanie zarządu można wcześniej poznać z innych źródeł. Cała reszta jest opakowaniem. Lecz wiadomo, że opakowanie ma wyjątkowe znaczenie. Wywiera ono istotny wpływ na to, jak towar jest postrzegany, a także czy znajdzie nabywcę. Spółki, nawet publiczne, nie są obowiązane wydawać pokaźne, kosztowne, nierzadko bardzo szykowne tomy sprawozdań rocznych. Zatem niektóre spółki sprawozdań nie wydają. Czyli nie dbają o to, by swój wynik właściwie opakować. Puszczają go w obieg luzem, jak na jarmarku chłop sprzedaje wprost do ręki czerpane z beczki ogórki kiszone.

Warto zachęcać spółki do ogłaszania sprawozdań. Za rzetelne i klarowne sprawozdania z czasem nagrodzi je rynek. Już teraz za najlepsze sprawozdania doroczne nagrody przyznaje Fundacja Rozwoju Rachunkowości. Należy się jej uznanie za znakomity pomysł, sprzyjający krzewieniu na rynku najlepszych obyczajów i porządku korporacyjnego. W ubiegłorocznej, pierwszej edycji konkursu, zwyciężyło sprawozdanie Banku Handlowego w Warszawie. Tegorocznym laureatem jest Bank Pekao. Drugie miejsce przypadło Wielkopolskiemu Bankowi Kredytowemu, trzecie – Bankowi Rozwoju Eksportu. Przyznano też wyróżnienia za wartość informacyjną sprawozdania zarządu, zastosowane zasady rachunkowości oraz wartość informacyjną i marketingową sprawozdania finansowego.

Dobrze opracowane i elegancko wydane sprawozdanie roczne przydaje spółce wartości, ponieważ pomaga ocenić jej przeszły wynik, bieżącą sytuację i perspektywy rozwoju. Polskie sprawozdania jeszcze daleko odbiegają od światowych standardów. Posłania przewodniczących rad nadzorczych i prezesów zarządów bywają jeszcze sztampowe i nudne (na najważniejszych rynkach prowadzone są klasyfikacje oceniające wartość informacyjną listów władz spółki do akcjonariuszy), bowiem nie odsłaniają tego, co najważniejsze, czyli strategii spółki. Mało w nich faktów, dużo lukru.

Nie może budzić zdziwienia, że w konkursie na najlepsze sprawozdanie wśród polskich spółek publicznych zdecydowanie zwyciężają banki. Wprawdzie trzej tegoroczni laureaci to banki z udziałem inwestorów strategicznych z pierwszej światowej ligi, lecz ocenione najwyżej sprawozdanie Banku Pekao utrzymane jest w dobrej tradycji sprawozdań z lat poprzednich, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, kto dostanie ten bank w swoje ręce. Co ważne: wszystkie trzy banki mają zostały nagrodzone za sprawozdanie z roku szczególnie dla nich trudnego. Bank Pekao mozolnie scalał cztery różne banki w jeden, WBK zręcznie torował drogę swojemu inwestorowi do przejęcia Banku Zachodniego, BRE poniósł fiasko w staraniach o dobrze pomyślaną, korzystną dla rynku, lecz niemiłą oszołomom fuzję z Bankiem Handlowym.

Świat przywiązuje coraz większe znaczenie nie tylko do wymowy zawartych w sprawozdaniach kolumn liczb – także do słów, oszczędnie i prawdziwie towarzyszących liczbom. Składają je artyści. Przywiązany do branżowego lub środowiskowego żargonu urzędnik lub finansista nie potrafi jasno i skutecznie komunikować się z inwestorami. Ze względu na potrzebę dochowania wierności faktom nie można powierzyć opracowania tekstu bezwstydnym specjalistom od reklamy. Zatrudnia się do tego świetne pióra, i to wcale nie anonimowo. Na przykład autorem obszernego i ciekawego rozdziału sprawozdania spółki DaimlerChrysler za 1999 r. jest pisarz Paul Bell.

Na tle światowej praktyki, sprawozdania polskich spółek wyróżniają się wartością estetyczną. Sprawozdanie jest bowiem jak mężczyzna z piosenki Jacka Fedorowicza – nie musi być piękne, chociaż wcale nie szkodzi, gdy jest. Do najpiękniejszych tradycyjnie należą kolejne tomy rocznych sprawozdań obu Hestii. Bank Pekao pochwalił się prawdziwym klejnotem – pieczołowicie restaurowanym oddziałem przy Szpitalnej w Krakowie, z pięknym witrażem samego Józefa Mehoffera. Można wydać sprawozdanie pozbawione akcentów artystycznych, ale przy innych, wspaniałych, będzie ono wyglądało jak przaśne opakowanie zastępcze…

Tekst ogłoszony 16 października 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka