Miesięczne archiwum: Luty 2001

Okiem słońca [2001]

Rada nadzorcza powinna corocznie przedstawiać rzetelną ocenę sytuacji i perspektyw spółki.

Nadchodzi sezon walnych zgromadzeń, więc rady nadzorcze opracowują doroczne sprawozdania ze swojej działalności. Prawo ich nie wymaga. Utarła się jednak praktyka, że rady sporządzają sprawozdania. Skoro nie są one obligatoryjne, niech przynajmniej będą pożyteczne. Właściwie przygotowane sprawozdanie rady nadzorczej daje poważne korzyści akcjonariuszom i spółce. Jedynym dokumentem wymaganym przez prawo od rady jest coroczne pisemne sprawozdanie z wyników oceny sprawozdania zarządu z działalności spółki i sprawozdania finansowego za ubiegły rok obrotowy, oraz wniosków zarządu dotyczących podziału zysku albo pokrycia straty.

Sprawozdanie to ma postać uchwały, ponieważ uchwała jest jedynym wyrazem prac rady. Zawiera ono wyniki oceny obu wspomnianych sprawozdań w zakresie ich zgodności z księgami i dokumentami, jak i ze stanem faktycznym, oraz oceny wniosku co do zagospodarowania wyniku finansowego spółki. Kodeks spółek handlowych zalicza dokonanie tej oceny i złożenie sprawozdania z jej wyników do „szczególnych obowiązków rady nadzorczej”. Innych przykładów szczególnych obowiązków rady kodeks nie wymienia.

Obowiązujący do końca ubiegłego roku kodeks handlowy ujmował sprawę inaczej: rada miała dokonywać badania wspomnianych sprawozdań i wniosków i składać zgromadzeniu „piśmienne” sprawozdanie z jego wyników. Czym różni się wymagana przez nowy kodeks „ocena” sprawozdań i wniosków od wymaganego przez stary kodeks „badania” tych dokumentów? Z przepisów nie wynika odpowiedź na to pytanie. Podpowiada ją zdrowy rozsądek. Współcześnie badanie sprawozdania finansowego dokonywane jest przez biegłego rewidenta. Jest to proces czasochłonny i złożony, wymagający kwalifikacji. Rada nie ma na to czasu. Najczęściej jej członkowie, w większości lub w komplecie, nie mają także stosownych kwalifikacji. Życie pokazuje, z jaką łatwością ludziom przychodzi dokonywać ocen w kwestiach, których z pewnością nie potrafiliby zbadać. Z czasem praktyka przyniesie odpowiedź na pytania jak ma przebiegać „ocena”, a także jak ma wyglądać „coroczne pisemne sprawozdanie z wyników tej oceny”.

Ponadto, lecz już nie z obowiązku, rady sporządzają sprawozdania ze swojej działalności. Ich wartość bywa mizerna. Najczęściej rada wylicza, ile posiedzeń odbyła i ile uchwał przyjęła, co przecież nie ma znaczenia. Natomiast sprawozdanie może mieć sporą, wręcz ogromną wartość, jeśli uwzględni inne elementy. Najważniejsze, by rada nadzorcza corocznie informowała akcjonariat, jak ocenia sytuację spółki i jej perspektywy. Polskim radom nadzorczym brakuje właśnie ogólnej refleksji nad kondycją spółki i jej szansami w przyszłości. Spojrzenie rady może różnić się od spojrzenia zarządu, bowiem z góry, okiem słońca, widać lepiej. Zwłaszcza, jeżeli rada potrafi wylecieć nad poziomy, przeniknąć „z końca do końca” spółkę i jej otoczenie. Akcjonariusze mają prawo tego wymagać. Na usta ciśnie się hasło: akcjonariusze wszystkich spółek przebudźcie się!

Ocenę sytuacji i perspektyw spółki dobrze nie tylko przedstawić walnemu zgromadzeniu, lecz nadto ogłosić w sprawozdaniu (raporcie) rocznym spółki, bądź w formie uchwały rady, bądź posłania jej przewodniczącego. Ale nie wszystkie spółki (nawet publiczne!) ogłaszają sprawozdania. Nie we wszystkich sprawozdaniach zarząd przewidział miejsce dla rady nadzorczej. Na świecie rada nadzorcza bierze w sprawozdaniach precedencję przed zarządem. W Polsce zarządy zazdrośnie strzegą swojej pozycji. Nierzadko rada nadzorcza, by zająć należne jej miejsce, daje zarządowi (lub prezesowi zarządu) po łapach, lub po kieszeni. Nie pochwalam tego, lecz rozumiem.

Jeżeli ponadto rada pragnie zaprezentować walnemu zgromadzeniu swoje dokonania, może poinformować o tematyce jej prac. Z tego, czym rada się zajmowała, doświadczony akcjonariusz dowie się wiele o spółce. Z tego, czym rada się nie zajmowała, doświadczony akcjonariusz dowie się wiele o radzie nadzorczej. Niekiedy rada przedstawia walnemu zgromadzeniu zestawienie zmian w składzie rady. Wprawdzie najczęściej walne zgromadzenie samo dokonywało tych zmian, lecz bywa ich tak wiele, że trudno je spamiętać. Polskie rady nadzorcze są jak drzwi obrotowe: wchodzi się do nich po to, by wkrótce wyjść – i tak w kółko. Kodeks spółek handlowych daje spółkom akcyjnym możliwość ustanowienia aż pięcioletniej kadencji rady nadzorczej. Cóż z tego, skoro kadencyjność jest fikcją. W praktyce większość zmian w składzie rady bywa dokonywana nie w związku z upływem kadencji, lecz w jej toku.

Skarb Państwa nawet wymaga od spółek, w których ma przedstawicieli w radach, by w porządku obrad każdego walnego zgromadzenia umieszczały punkt „zmiany w składzie rady nadzorczej”. Parafrazując Heraklita – banda rhei…

Tekst ogłoszony 26 II 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Profesja pierwszej potrzeby [2001]

Członkom rady nie wystarczy znajomość samego kodeksu spółek handlowych. Muszą znać prawo!
Z wejściem w życie kodeksu spółek handlowych (1 stycznia 2001 r.) wzrosła rola prawników w radach nadzorczych. Wcześniej przydatni, teraz są niezbędni. Kodeks handlowy był na tyle prosty, że doświadczona rada potrafiła się nim posługiwać nawet gdy zabrakło w niej prawnika. Nowy kodeks jest natomiast aktem o wiele bardziej dojrzałym, a jego stosowanie wymaga nieporównanie wyższych kwalifikacji. Stary kodeks sprzyjał samoukom, nowy obnaża ich braki.

Kodeks handlowy wywodził się z innej epoki, z 1934 roku. Z czasem został mocno okrojony. Stracił pierwotny kształt. Jego pozostałości trwały samotnym bytem na obrzeżach porządku prawnego. Nie były zintegrowane z kształtującym się systemem prawnym nowoczesnego państwa. Paradoksalnie, ułatwiało to stosowanie przepisów kodeksu tym członkom rad nadzorczych, którzy nie znali wielu innych ustaw, a niekiedy nawet nie wiedzieli, gdzie kończą się przepisy, a zaczyna się komentarz do nich.

Dla ilustracji przytoczę wypowiedź znanego praktyka nie będącego prawnikiem: „…uczyłem się tzw. Kodeksu Allerhanda, czyli kodeksu handlowego z komentarzami Allerhanda – dopiero po pewnym czasie stwierdziłem z pewnym zdumieniem, że większość tekstu stanowią komentarze, a nie przepisy prawa. To tylko pokazuje, jak ważny jest dobry komentarz – dobrze skonstruowane prawo powinno dać się interpretować w sposób nie budzący wątpliwości i zrozumiały dla tzw. ‘normalnego człowieka’. Coraz bardziej jednak odczuwalny stawał się fakt, że niektóre komentarze powinny być wpisane bezpośrednio do tekstu ustawy…”.

Szanuję wyrażoną w cytowanej wypowiedzi myśl, że prawo powinno być jasne i łatwe w stosowaniu. Jednak komentarze z pewnością nie będą wpisywane do tekstu ustawy. Nie będą uchwalane przez parlament. Prezydent nie będzie miał prawa zgłaszania weta do komentarzy. A wreszcie kodeks handlowy był zawsze tą samą ustawą, zawsze znaczącą to samo, chociaż komentarzami opatrywali go różni uczeni. Jest prawdą, że dobry komentarz znacznie ułatwia stosowanie prawa. Lecz stosowaniu przepisów kodeksu spółek handlowych posłuży nie tylko podpórka w postaci komentarzy, które zapewne z czasem, z uwzględnieniem orzecznictwa i praktyki, zostaną opracowane. Praktyk już obecnie jest zmuszony sięgać do instytucji umocowanych w innych ustawach, przede wszystkim w kodeksie cywilnym.

Odrzucono bowiem anachroniczny podział na prawo cywilne i handlowe. Kodeks spółek handlowych jest częścią systemu prawa cywilnego. Z systemu prawa cywilnego czerpie, do niego też odsyła, z poszanowaniem własnej tożsamości. Wyrósł z potrzeby dostosowania polskiego prawa i kształtowanej przez prawo praktyki gospodarczej do standardów Unii Europejskiej. Stąd potrzeba znajomości przez praktyków dyrektyw (oraz projektów dyrektyw) Unii. Wiele rozwiązań unijnych zostanie z czasem przejętych do naszego rodzimego prawa. Kodeks spółek handlowych obficie sięga także do rozwiązań przyjętych przez państwa obce. Warto śledzić ewolucję tych rozwiązań, więc znać nie tylko polski system prawny, lecz także zręby systemów, które wywarły nań wpływ, skoro prawdopodobnie ów wpływ nie straci wcale na znaczeniu, a raczej umocni się. W miarę, jak zmieniają się warunki prowadzenia działalności gospodarczej, kodeks będzie nowelizowany. To przecież nie jest martwy pomnik prawa, lecz elastyczny instrument służący potrzebom życia. Nie obawiajmy się zmian kodeksu spółek handlowych, gdyby okazały się celowe. Utrudnią one pracę samoukom, lecz przedsiębiorcom – ułatwią działalność.

Kodeks spółek handlowych wszedł w życie szybko po zakończeniu procesu legislacyjnego, zanim większość zainteresowanych zdążyła się z nim bliżej zaprzyjaźnić. Lecz ustawa, nowoczesna i przejrzysta, nie wywołała szoku, który spowodowałby przejściową koniunkturę dla prawników, objaśniających nowe rozwiązania. Wzrost wartości tej profesji wydaje się zjawiskiem trwałym. Nie ulega wątpliwości, że prawnicy okażą się pomocni w należytym stosowaniu norm kodeksu spółek handlowych. Liczyłem też na ich przydatność we wprowadzaniu do spółek, oraz w ich otoczenie, zasad porządku korporacyjnego.

Lecz z wejściem w życie nowego kodeksu, dającego nam przepustkę do Europy, zbiega się (zapewne przypadkowo) festiwal złych obyczajów. Przykładów dostarczają wydarzenia wokół spółek grupy PZU, a także wokół kilku narodowych funduszy inwestycyjnych, które Skarb Państwa próbuje „odzyskać” dla swoich sprzymierzeńców. Niektórzy przedstawiciele profesji pierwszej potrzeby dopuścili się brzydkich ekscesów, nie licujących z etyką swoich korporacji zawodowych. Tracą na tym spółki uwikłane w te nieeleganckie poczynania, traci ich akcjonariat, traci opinia zawodów prawniczych, traci także wizerunek Polski.

Tekst ogłoszony12 lutego 2001 w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także: 2000.10.23 Nie deptać prawników

Wici na radę [2001]

Materię zapraszania na posiedzenia rady nadzorczej najlepiej precyzyjnie unormować w jej regulaminie.

Zdolność rady nadzorczej do podejmowania uchwał na posiedzeniu zależy od łącznego spełnienia dwóch warunków. Jednym jest obecność kworum przewidzianego w ustawie (co najmniej połowa członków rady), albo w statucie spółki. Może on przewidywać surowsze wymagania dotyczące kworum, na przykład obecność 2/3, bądź 4/5, bądź nawet wszystkich członków rady, nie wolno mu natomiast złagodzić wymagań ustawy. W stosunku do dawnego kodeksu handlowego jest to przepis nowy i zasadny. Drugi warunek spełniony jest wtedy, gdy wszyscy członkowie rady zostali zaproszeni. Z kodeksu spółek handlowych bynajmniej nie wynika, co oznacza słowo „zaproszeni”, ani jaka ma być forma zaproszenia. Nie wynikało to także z dawnego kodeksu handlowego, z którego przepis został (z niewielką zmianą) przejęty. Pojęcie „zaproszeni” trąci myszką. Brzmi mało normatywnie, bardziej jak instytucja stosunków towarzyskich, niż instytucja prawna. W kodeksie spółek handlowych zmienił się jednak kontekst, w jakim użyto tego mętnego sformułowania.

Po pierwsze, nowy kodeks przewiduje, że zarząd lub członek rady nadzorczej spółki akcyjnej mogą żądać zwołania rady, podając proponowany porządek obrad, a jeżeli przewodniczący nie zwoła tego posiedzenia w terminie dwóch tygodni, wnioskodawca może zwołać je sam, podając datę, miejsce i proponowany porządek obrad. Z kodeksu nie wynika, czy jeżeli przewodniczący zwołuje posiedzenie nie na wniosek członka rady lub zarządu, lecz z własnej inicjatywy, proponowany porządek obrad ma być uwzględniony w „zaproszeniu”. Po drugie, nowy kodeks wprowadził nową zasadę dotyczącą posiedzeń zarządu. Otóż uchwały zarządu mogą być powzięte, jeżeli wszyscy członkowie zostali prawidłowo zawiadomieni o posiedzeniu zarządu. Czym (w sensie prawnym) różni się „zawiadomienie” od „zaproszenia”? Czy chodzi o meritum, czy o stopniowanie kurtuazji? Dlaczego członków zarządu należy „prawidłowo zawiadomić” o posiedzeniu zarządu, a członków rady wystarczy „zaprosić” na posiedzenie rady? Jakie warunki winno spełnić „zawiadomienie”, by było „prawidłowe”? Dlaczego zaproszenie nie musi być „prawidłowe”?

Wiem jedno: zaproszenie na posiedzenie rady nie jest materią błahą. Kodeks potraktował ją pobieżnie, ale dzięki temu spółka może precyzyjnie dostroić wymogi, jakim winno odpowiadać zaproszenie, do swojej specyfiki. Jeżeli bowiem wymogi stawiane zaproszeniu nie zostaną jasno określone w regulaminie rady, będzie mogło ono przybrać dowolną formę i treść. Wtedy wystarczy przekazać je ustnie, nawet przez telefon, nawet za pośrednictwem sekretarki, nawet bez wyprzedzenia. Umożliwi to manipulacje, zwłaszcza gdy zaproszenie będzie enigmatyczne, wystosowane są w ostatniej chwili, a termin posiedzenia ustalony zostanie znienacka. Utrudni to osiągnięcie przez radę porozumienia. Im lepiej regulamin unormuje materię zaproszenia, tym lepsze będą obyczaje w radzie, tym wyższa będzie jej wartość dla spółki.

Dobrze, gdy umocowany w statucie spółki regulamin rady przewiduje, kto zwołuje jej posiedzenia, oraz w jakim trybie. Dobrze, gdy wymaga, by termin posiedzenia wyznaczany był z należytym wyprzedzeniem i w porozumieniu z członkami rady (z czym równoznaczne bywa uzgodnienie go na poprzednim posiedzeniu rady). Dobrze, gdy posiedzenia zwoływane są w siedzibie spółki, a w innych miejscach tylko za zgodą wszystkich członków rady. Dobrze, gdy regulamin wymaga zamieszczania w zaproszeniu proponowanego porządku obrad, a także gdy wymaga, by ów porządek uwzględniał sugestie zgłaszane przez członków rady i zarząd. Dobrze, gdy regulamin ustala formę zaproszeń (na przykład list polecony, faks, listel czyli tzw. „e-mail”), a także gdy przewiduje, z jakim wyprzedzeniem zaproszenie, wraz z materiałami na posiedzenie rady, powinno być doręczone. Dobrze, gdy zaproszenie ponadto informuje, kto prócz członków rady i zarządu będzie uczestniczył w posiedzeniu (uważam, że zarząd spółki powinien być zapraszany na część merytoryczną każdego posiedzenia). Regulamin rady nadzorczej nie jest aktem obligatoryjnym. Może on jednak wydatnie usprawnić pracę rady. Utrudnić manipulacje. Ułatwić porozumienie. Służy temu ustalenie w jasnych przepisach regulaminu procedury zapraszania na posiedzenia rady. Może być ona w każdej spółce inna, jak inna bywa dusza każdej spółki.

Gdy król rozsyłał wici, honor nakazywał rycerzowi stawienie się na apel. Niestety, różnie bywa z honorem członków rad. Jak wspomniałem wyżej, nowy kodeks dyscyplinuje radę, wymagając kworum na jej posiedzeniach. Jeżeli zabraknie kworum, bądź wszyscy członkowie rady nie zostaną zaproszeni, rada nie będzie mogła podjąć uchwał, a wtedy nie ma sensu odbywać posiedzenia. Lepiej od razu iść na obiad.

Tekst ogłoszony 6 lutego 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2001.03.05 Norma to forma
2001.11.19 Między sztuką a sztuczkami