Miesięczne archiwum: Marzec 2001

We dwa kije [2001]

Postanowienie olsztyńskiego sądu to sto mil na drodze ku porządkowi korporacyjnemu!

Są jeszcze sędziowie w Olsztynie! Tamtejszy Sąd Rejonowy Wydział VIII Krajowego Rejestru Sądowego w osobie SSR Barbary Wiśniewskiej wydał postanowienie w sprawie dotyczącej jednego z ważnych aspektów porządku korporacyjnego. Sąd nałożył karę grzywny na prezesa Stomilu Olsztyn SA, który odmówił wyjaśnień członkowi rady nadzorczej delegowanemu do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Prezes zapowiedział zażalenie.

O ukaranie prezesa wnioskował tak skutecznie Waldemar Siwak, wybrany do rady nadzorczej olsztyńskiej spółki w drodze głosowania grupami. Ten tryb wyboru wyposażył go w prawo stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych (sąd rozpatrzył sprawę pod rządami kodeksu handlowego; nowy kodeks spółek handlowych utrzymał ów przywilej). Prezes Benoit de la Breteche odmówił jednak wnioskodawcy dopuszczenia go do wykonywania czynności nadzorczych, zasłaniając się regulaminem rady nadzorczej i załącznikiem do tegoż. Otóż po tym, jak w sierpniu 2000 r. grupa akcjonariuszy dokonała wyboru wnioskodawcy do rady nadzorczej, rada uchwaliła nowy regulamin, wraz z załącznikiem nazwanym „Regulaminem wykonywania czynności nadzorczych przez członka Rady Nadzorczej delegowanego do stałego, indywidualnego wykonywania nadzoru w spółce Stomil – Olsztyn S.A.”.

Regulamin rady i załącznik do niego zawierają, w moim przekonaniu, sporo dziwacznych rozwiązań, ale przedmiotem rozstrzygnięcia przez sąd były wyłącznie kwestie zgodności z prawem przepisów precyzujących (1) zakres informacji, które członek rady nadzorczej obowiązany jest zachować w tajemnicy, oraz (2) zakaz konkurencji. Obie kwestie dotyczą wielu spółek, więc postanowienie olsztyńskiego sądu może przyczynić się do kształtowania porządku korporacyjnego w Polsce.

W praktyce Stomil uzależnia możliwość uzyskania przez wnioskodawcę (W. Siwaka) żądanych informacji od spełnienia wielu warunków, w tym od „uprzedniej akceptacji rady nadzorczej”, od składania przez wnioskodawcę, na żądanie prezesa zarządu „pisemnego oświadczenia o zachowaniu poufności, jak to jest przyjęte w Spółce” oraz od widzimisię prezesa zarządu. Sąd wywiódł, że postanowienia regulaminu nie mogą być sprzeczne z prawem i statutem, oraz że zbyteczne jest składanie przez członków rady nadzorczej oświadczeń o zachowaniu poufności. Sąd zwrócił uwagę, że w świetle załącznika do regulaminu rady „organ, którego działalność ma być poddana kontroli przez członka rady nadzorczej delegowanego do stałego indywidualnego nadzoru, ma decydować o dopuszczeniu lub odmowie dopuszczenia tegoż członka do wykonywania swoich obowiązków”. Ponadto prezes zarządu żądał od Waldemara Siwaka podpisania przezeń zobowiązania do niepodejmowania działalności konkurencyjnej przez okres sprawowania funkcji w radzie, oraz przez dalszych 12 miesięcy, do czego nie dawał mu podstaw nawet (niezgodny z prawem) regulamin, ani tym bardziej statut.

Sąd wskazał, że członka rady delegowanego do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych obejmuje ustawowy zakaz konkurencji i wywiódł, że rozszerzenie tego zakazu na okres po upływie kadencji, odwołaniu lub wygaśnięciu mandatu takiego członka rady może nastąpić tylko w drodze umowy stron. Dotyczące tej kwestii postanowienia regulaminu, czy innego aktu wewnętrznego spółki, nie są więc skuteczne względem wnioskodawcy – przedstawiciela mniejszości w radzie.

Czyli: w jednej sprawie prezes Stomilu Olsztyn zawinił dwakroć. Po pierwsze, opierając się na sprzecznym z prawem regulaminie rady, żądał od W. Siwaka oświadczenia o zachowaniu poufności. Po drugie, bezpodstawnie żądał od W. Siwaka zobowiązania do niepodejmowania działalności konkurencyjnej. Nie karze się członków rad nadzorczych za uchwalanie niezgodnych z prawem regulaminów, za to karze się członków zarządów za stosowanie tych regulaminów! Przeto i stary, i nowy kodeks przewidują grzywnę do 20.000 zł dla członka zarządu, który wbrew obowiązkowi dopuszcza do tego, że zarząd odmawia wyjaśnień osobie powołanej do rewizji lub nie dopuszcza jej do pełnienia obowiązków. Sąd nałożył na prezesa Stomilu Olsztyn grzywnę w wysokości 10.000 zł i powołał się na przepis pozwalający wymierzać grzywnę wielokrotnie w celu przymuszenia do żądanych czynności, bądź darować grzywnę w razie ich spełnienia.

W gronie akcjonariatu olsztyńskiego Stomilu trwa konflikt. Inwestor strategiczny (reprezentowany przez zarząd i większość w radzie nadzorczej) pozbawił mniejszość (reprezentowaną przez Waldemara Siwaka) prawa do informacji o spółce. Mniejszość weszła na drogę sądową, więc prezesa ukarano grzywną. Podobno mniejszość zamierza pozbawić jeszcze prezesa prawa do pracy w Polsce. Nieszczęśnik byłby wzięty we dwa kije. Łupu cupu!

Tekst ogłoszony 16 marca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2001.04.17 Racja stanu
2001.04.02 Piąte koło

Panika szalonych pudli [2001]

Niektórym radom nadzorczym powinna przyjrzeć się inna rada: Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Gromadne rezygnowanie z członkostwa w radzie nadzorczej to zjawisko nowe, niepojęte, wybitnie niepokojące. Rada ulega zdekompletowaniu, wobec czego nie może skutecznie wykonywać nadzoru nad spółką. Pozostawienie spółki bez nadzoru godzi w spółkę i w jej akcjonariat; może też godzić we wszystkich, z którymi spółka wchodzi w interesy. Brak porządku korporacyjnego psuje reputację gospodarce i zagraża bezpieczeństwu państwa.

Prawo dopuszcza możliwość składania rezygnacji z członkostwa w radzie nadzorczej. W tej kwestii nie ma żadnych ograniczeń. Rezygnację można złożyć zawsze. Jest ona bezwzględnie skuteczna od chwili jej złożenia. Nie przyjmuje się więc rezygnacji, ani odrzuca jej, ponieważ nawet walne zgromadzenie nie może podjąć uchwały w sprawie ostatecznie przesądzonej, jak rezygnacja lub śmierć członka rady. Zachodzi tu jednak różnica. Śmierć nie rodzi odpowiedzialności z tytułu szkody wyrządzonej spółce, rodzi ją natomiast rezygnacja – jeżeli dwa warunki zostały łącznie spełnione. Po pierwsze, członkostwo w radzie dawało tytuł do wynagrodzenia. Po drugie, rezygnacja nie została umotywowana konkretnym, „ważnym” powodem.

Odnośnie pierwszego warunku warto dodać, że nie liczy się, czy osoba składająca rezygnację już pobrała od spółki wypłatę, bądź czy zdążyła zapracować na nią (obecnie modne bywa składanie rezygnacji jeszcze przed pierwszym posiedzeniem rady, lub na tym posiedzeniu). Nie warto też zasłaniać się twierdzeniem, jakoby ktoś nie wiedział, że za członkostwo w radzie przysługuje mu wynagrodzenie. Jestem za przyjęciem domniemania, że z pracą w radzie nadzorczej związane są pieniądze. Odnośnie drugiego warunku warto dodać, że ów „ważny” powód powinien być podany spółce do wiadomości i nie ma przeszkód, by spółka upowszechniła go. Kto nie ujawni powodu złożenia rezygnacji – poniesie odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną rezygnacją, jakby nie stał za nią żaden powód.

Łatwo o szkodę w sytuacji, kiedy aż kilkoro członków rady jednocześnie składa rezygnację, dekompletując radę. Jak w trójkącie bermudzkim znikają statki i samoloty, tak w Polsce tajemniczo znikają całymi czwórkami członkowie rad nadzorczych. Odbywa się to w trójkącie PZU – PZU Życie – Totalizator Sportowy. Kiedy trzeba wyrzucić prezesa, albo spojrzeć mu bacznie na ręce, rady nadzorcze rozsypują się. Jakie kryją się za tym powody, dowiemy się z reportaży, kiedy tylko dziennikarze zwęszą temat. Jakimi owocuje to skutkami, ustalić może bezstronnie tylko Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Albowiem wchodzą tu w grę najżywotniejsze interesy państwa. Z rad nadzorczych rezygnują na wyścigi i pracownicy ministerstw (finansów i Skarbu Państwa), i osoby powołane przez ministrów, by strzegły interesów Skarbu Państwa. Lecz zamiast występować w obronie tych interesów, mandatariusze Skarbu tchórzliwie umykają.

Kiedy rada Totalizatora na polecenie ministra zmieniła w spółce prezesa, nazwałem to „alotażem” (wzbogacając polszczyznę o wdzięczny rzeczownik odimienny), a członkom rady nadzorczej nadałem w felietonie status „halabardników”, którzy nie odgrywają żadnej poważnej roli, a tylko statystują w przedstawieniu. Ale przezwisko, jak się okazało, zostało użyte na wyrost, bo halabardnik nie pierzchnie ze sceny zanim zapadnie kurtyna. Za to z rady Totalizatora stale ktoś rezygnował, nawet parami i przed zakończeniem pierwszego posiedzenie, w którym nieszczęśnicy brali udział.

Wiadomo doskonale, że są to spółki trudne. Sprawowanie nadzoru nad nimi wymaga umiejętności i odwagi. Jakich przedstawicieli kierują do nich resorty? Jeden kandydat nie miał wyższego wykształcenia (acz był uczony na tyle, by kierować gabinetem politycznym ministra). Inny kandydat wykształcenie ma, jakkolwiek osobliwe. Jest on mianowicie kierownikiem katedry technologii surowców zwierzęcych w jednej z akademii rolniczych. Pytany przez dziennikarzy o kwalifikacje do kierowania pracami rady nadzorczej wielkiej instytucji finansowej – zapowiadał, że ujawni je niebawem. Zanim zdążył ujawnić, ustąpił. Prawdopodobnie słusznie.

Rada została zdekompletowana, ponieważ wraz z profesorem także trzej inni członkowie złożyli rezygnacje. Pewnie dotknęła ich jakaś tajemnicza epidemia. Ciekawe: czy to pryszczyca, czy choroba szalonych krów? Sytuacja byłaby komiczna, gdyby nie była tragiczna. Skarb Państwa nie potrafi panować nad spółkami, za które odpowiada, ani nad osobami, którym powierza zadanie nadzorowania tych spółek. Zamiast srogim, szkolonym brytanom, powierza zresztą nadzór rozkapryszonym pudlom, których nie da się uwiązać na łańcuchu, więc rozbiegają się, dobytku nie upilnują, złodzieja nie odstraszą. Za to roznoszą wirusa paniki szalonych pudli.

Tekst został ogłoszony 19 marca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2000.04.25 Alotaż
2001.01.22 Mroczny powód rezygnacji

Randka w ciemno [2001]

Los spółki często zależy od tego, czy właściwie dokonano w niej wyboru biegłego rewidenta.

Źle się stało, że kodeks spółek handlowych nie wskazał rady nadzorczej jako jedynego organu spółki akcyjnej uprawnionego do wyboru biegłego rewidenta. Kodeks nie podjął tej sprawy, więc liczy się rozstrzygnięcie przyjęte w ustawie o rachunkowości: biegłego rewidenta przeprowadzającego badanie sprawozdania finansowego wybiera organ zatwierdzający sprawozdanie finansowe spółki, chyba że statut (lub inny wiążący spółkę przepis) stanowi inaczej. Badanie przeprowadzone z naruszeniem tej zasady jest nieważne z mocy prawa.

Organem zatwierdzającym sprawozdanie finansowe jest oczywiście walne zgromadzenie, ale statut może powierzyć wybór biegłego rewidenta zarządowi lub radzie nadzorczej. W tym miejscu drogi prawa i porządku korporacyjnego rozchodzą się daleko. W świetle porządku korporacyjnego niedopuszczalny jest bowiem wybór biegłego rewidenta przez zarząd.

Im mniejszy jest udział zarządu w procesie wybierania biegłego rewidenta, tym lepiej. Lepiej dla spółki, a także – lepiej dla biegłego rewidenta. Dla jego reputacji. Wybrany przez zarząd spółki, biegły rewident nie daje rękojmi bezstronności i niezależności. Tym bardziej, że wiele firm zajmujących się badaniem sprawozdań finansowych świadczy też spółkom wachlarz innych usług, jak doradztwo gospodarcze, prawne, podatkowe, personalne (tzw. cross–selling). O tym, czy spółka skorzysta z tych form doradztwa, decyduje zarząd. Jeżeli zarząd przyjmie inne oferty firmy audytorskiej i da jej więcej zarobić – pomiędzy nim a nią zostanie w czasem utkana pajęczyna wzajemnych zależności.

Lekarstwem na tę chorobę stało się odchodzenie przez firmy audytorskie od działalności innej niż „czyste” badanie sprawozdań. Wydziela się z nich spółki zajmujące się wszelkim doradztwem. Zwycięża przekonanie, że jedno nie da pogodzić się z drugim, gdyż jednoczesne badanie sprawozdań i świadczenie wszelkiego doradztwa rodzi ostry konflikt interesów. Od lekarstwa, nawet skutecznego, lepsza moim zdaniem jest prewencja, więc wykluczyłbym możliwość wpływania przez zarząd na wybór biegłego rewidenta. Niestety, w Polsce nawet w niektórych spółkach giełdowych zarządy suwerennie wybierają biegłych rewidentów. O wyborze biegłego rewidenta, a nawet o charakterze wydanej przez niego opinii, mogą wtedy decydować względy pozamerytoryczne. Analitycy śpią i nie biorą tego pod uwagę. A potem bywa za późno! Znane przykłady świadczą, że niewłaściwy wybór biegłego rewidenta (lub zbyt późny wybór właściwego) przypieczętował los niejednej spółki.

Przeciwko wyborowi biegłego rewidenta przez walne zgromadzenie przemawia natomiast obawa, że będzie to mechaniczne przyklepywanie decyzji podejmowanych poza zgromadzeniem. Wybór, o którym mowa, nie jest przecież konkursem piękności, gdzie do werdyktu wystarczy rzut okiem. Jest to w istocie proces pozyskiwania ofert, analizowania ich, eliminowania najgorszych, wyłaniania najlepszych, porównywania cen i terminów, wreszcie – negocjowania z tymi, których oferty uznano za najbardziej korzystne dla spółki.

Często powodzenie przedsięwzięcia zależy od prologu: pozyskania odpowiednich ofert. Niektóre spółki nie dbają o pozyskanie ofert i poprzestają na tym, co przyniesie listonosz. Następnie z pliku kopert wygrzebuje się coś najtańszego. Może już lepiej byłoby powierzyć przeprowadzenie badania listonoszowi? Jest on przynajmniej znany, darzony zasłużonym zaufaniem, a wybór biegłego rewidenta dokonywany bywa na chybił – trafił. Ot, taka randka w ciemno.

Organ dokonujący wyboru audytora powinien z nim współpracować, a przede wszystkim – wnikliwie przedyskutować opinię wraz z raportem. Walne zgromadzenie absolutnie nie podoła takim obowiązkom, albowiem zbiera się rzadko i bardzo szanuje czas. Przeto sądzę, że wybór biegłego rewidenta powinien być wyłączną domeną rady nadzorczej.

Jedynie rada nadzorcza ma szansę dokonania wnikliwego wyboru biegłego rewidenta i nawiązania z nim stałej współpracy. Współcześnie prawo nie wymaga od nadzoru przeprowadzenia badania sprawozdań spółki, a tylko dokonania oceny tych sprawozdań. Dlatego wzrosło znaczenie biegłego rewidenta, jego wyboru przez spółkę oraz współpracy z nim.

O audytorach kursuje sporo złośliwych powiedzeń. Jedno z nich głosi, że biegły rewident jest jak kukułka z zegara: co pewien czas wyskakuje, coś hałaśliwie obwieszcza – i znika, a wszystko i tak zależy od tego, jak działa mechanizm zegara (czyli jak działa spółka). Nie jest to porównanie zupełnie absurdalne. Zaiste, coś jest na rzeczy. Z tym, że kukułka nigdy nie wykuka, czy zegar chodzi punktualnie, natomiast biegły rewident potrafi to ustalić. Czasem potrafi także dopowiedzieć, czy zegar nie domaga się naprawy, oraz czy będzie chodził do następnego kukania.

Tekst ogłoszony 12 marca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Norma to forma [2001]

Członek rady przedstawia cały kapitał i działa w interesie spółki, choćby nie był akcjonariuszem.

Z kodeksu spółek handlowych wynika, że radę nadzorczą spółki akcyjnej można zebrać w dwóch odmiennych trybach. Pierwszym jest „zaproszenie” wszystkich członków rady na jej posiedzenie. Drugim jest „zwołanie rady nadzorczej” lub „zwołanie posiedzenia” (oczywiście chodzi o to samo) przez przewodniczącego rady na wniosek zarządu lub członka rady nadzorczej, bądź przez wnioskodawcę samodzielnie. Należy podać wtedy datę, miejsce i proponowany porządek dzienny. Ponieważ i zaproszenie z natury rzeczy wskazuje przynajmniej datę i miejsce posiedzenia, oba tryby różnią się wymogiem podania porządku obrad.

Materię tę można dopełnić w regulaminie rady. Kodeks mówi, że określa on organizację rady i sposób wykonywania czynności. Regulaminy wszystkich organów są w spółce akcyjnej fakultatywne, a regulamin rady jest jedynym, któremu kodeks zakreśla ramy treściowe. O regulaminie zarządu kodeks wspomina dwukrotnie, lecz nie objaśnia, czego on dotyczy. Nie wspomina natomiast w ogóle na temat regulaminu walnego zgromadzenia, w istocie najważniejszego, ponieważ może on wywierać wpływ na sytuację uczestników walnego zgromadzenia.

Regulamin rady może na przykład regulować tryb wyznaczania terminu posiedzenia. Chodzi o to, czy termin może być arbitralnie narzucony przez inicjatora posiedzenia, czy też należy go uzgodnić z członkami rady. Regulamin może też określić tryb wyznaczania miejsca posiedzenia rady: w siedzibie spółki lub, za zgodą wszystkich członków rady, w innym miejscu (innej miejscowości). Regulamin może wymagać, by proponowany porządek obrad ustalać z uwzględnieniem sugestii zgłaszanych przez członków rady i zarząd spółki. Można też określić w regulaminie tryb ustalania listy materiałów dostarczanych członkom rady przed posiedzeniem, lub na posiedzenie, oraz organów lub osób odpowiedzialnych za ich przygotowanie, a także tryb ustalania listy osób zapraszanych na posiedzenie rady. Ważne są także: termin rozsyłania zaproszeń na posiedzenie (na przykład umożliwiający ich otrzymanie na 7 dni przed terminem posiedzenia), ich treść i tryb doręczania. W grę wchodzi nie tylko tradycyjny list polecony, także przesyłka kurierska, faks, poczta elektroniczna.

W regulaminach kilku rad nadzorczych znalazłem postanowienie: „Rada może odbyć posiedzenie bez formalnego zwołania jeżeli wszyscy członkowie są obecni i nikt nie wniesie sprzeciwu”. To jeden z Narodowych Funduszy Inwestycyjnych narzucał swoim spółkom parterowym takie osobliwe rozwiązania. Są one oczywiście bezskuteczne.

Zapewne komuś wydawało się, że jeżeli bez formalnego zwołania dopuszcza się odbycie, pod pewnymi warunkami, walnego zgromadzenia – tym bardziej można odbyć w takim trybie posiedzenie rady nadzorczej. Jest to wniosek absolutnie błędny! Nieformalnego trybu prac rady nadzorczej nie dopuszczał kodeks handlowy, a kodeks spółek handlowych jeszcze zaostrzył rygory. Wymaga on nie tylko zaproszenia wszystkich członków rady na posiedzenie, lecz nadto obecności przynajmniej połowy jej członków, przy czym statut może ustanowić surowsze wymagania dotyczące kworum, natomiast w żadnym przypadku nie może ich złagodzić. Normą jest dochowanie formy podjęcia uchwały. Wymogi te służą ochronie interesów akcjonariatu. Nie potrzebuje on tak daleko idącej ochrony na walnym zgromadzeniu, w którym przecież może uczestniczyć. Na walnym zgromadzeniu każdy uczestnik przedstawia tylko część kapitału (chyba, że spółka jest jednoosobowa). W radzie nadzorczej każdy z jej członków zawsze przedstawia cały kapitał i działa w interesie spółki, choćby sam nie był jej akcjonariuszem.

Dlatego państwo A, B i C jako jedyni akcjonariusze spółki mogą jako walne zgromadzenie podjąć uchwałę ad hoc, w saunie lub na basenie, pod warunkiem, że dołączy do nich rejent. Ci sami państwo A, B i C jako członkowie rady nadzorczej spółki akcyjnej, w której reprezentują cały kapitał, nie mogą podjąć ad hoc, bez dopełnienia procedur, uchwały rady nadzorczej. Wprawdzie mogą podjąć ją bez odbywania posiedzenia, lecz tylko pod warunkiem, że statut tak stanowi. Kodeks dopuszcza wprawdzie tryb pisemny lub środki bezpośredniego porozumiewania się na odległość, ale nie dopuszcza doraźnie improwizowanych posiedzeń rady nadzorczej.

Zresztą przepisy kodeksu spółek handlowych wydatnie skomplikowały odbywanie walnego zgromadzenia bez formalnego zwołania, uprawniając do udziału w walnym zgromadzeniu bezwarunkowo członków zarządu i rady nadzorczej, a do udziału w walnym zgromadzeniu zatwierdzającym sprawozdania spółki także, chociaż warunkowo, odwołanych w okresie objętym sprawozdaniem członków zarządu. Nie wystarczy zatem posłać po rejenta, trzeba umożliwić udział w walnym zgromadzeniu wszystkim uprawnionym.

Tekst ogłoszony 5 marca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Kwestia odbywania przez rade nadzorczą posiedzeń bez formalnego zwołania nadal pozostaje dyskusyjna.