Miesięczne archiwum: Kwiecień 2001

Od słowa do chaosu [2001]

Z brzmienia niektórych przepisów Kodeksu spółek handlowych wynika wiele niejasności.

Z dobrych intencji czasem rodzą się złe przepisy. Kodeks spółek handlowych wbudował w ustrój spółki akcyjnej i z o.o. prawo członków zarządu i rady nadzorczej do udziału w walnym zgromadzeniu. Pomysł jest poczciwy, lecz ustawodawca sfuszerował jego wykonanie. Zamiast rozstrzygnąć sprawę jednoznacznie – sprowokował nieporozumienia, wywołał wątpliwości.

Jest wiele argumentów za dopuszczeniem członków zarządu i rady nadzorczej (niekiedy nawet w sytuacji, kiedy ich mandaty już wygasły, w tym wskutek odwołania) do udziału w walnym zgromadzeniu. Najczęściej zgromadzenie otwiera przedstawiciel rady nadzorczej lub zarządu spółki. Podczas obrad walnego zgromadzenia zarząd obowiązany jest do udzielania akcjonariuszom na ich żądanie informacji dotyczących spółki, jeżeli jest to uzasadnione dla oceny sprawy objętej porządkiem obrad. Walne zgromadzenie rozpatruje sprawozdania zarządu i rady nadzorczej, oraz udziela absolutorium członkom tych organów. Najczęściej któryś z tych organów zwołuje zgromadzenie. Każdy z nich, a także każdy z ich członków z osobna może wytaczać przeciwko spółce powództwa o stwierdzenie nieważności lub uchylenie uchwały walnego zgromadzenia.

Rzecz w tym, że kodeks przyznaje członkom zarządu i rady nadzorczej ‘prawo uczestniczenia’ w walnym zgromadzeniu. Członkowie organów spółki, których mandaty wygasły przed dniem zwyczajnego walnego zgromadzenia zatwierdzającego sprawozdania za rok obrotowy mają ‘prawo uczestniczyć’ w nim. Czy wobec tego obecni lub byli członkowie organów spółki są z racji obecnego lub byłego członkostwa w organach spółki ‘uczestnikami’ walnego zgromadzenia? Otóż nie.

Jeżeli nie są akcjonariuszami (lub pełnomocnikami akcjonariuszy) – nie figurują w ‘spisie uczestników walnego zgromadzenia z wyszczególnieniem liczby akcji, które każdy z nich przedstawia, i służących im głosów’. Nie figurują też wtedy na ‘liście obecności z podpisami uczestników walnego zgromadzenia’. Nie należą także do kręgu ‘osób uprawnionych do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu’, z którego zgromadzenie wybiera przewodniczącego i komisje. Kodeks wprowadził bałagan. Pomieszał pełnoprawnych uczestników walnego zgromadzenia – akcjonariuszy i ich pełnomocników, którzy zarejestrowali akcje, podpisali listę obecności, mogą głosować i być wybierani funkcjonariuszami zgromadzenia – z osobami, których obecność na walnym zgromadzeniu wynika nie z posiadania zarejestrowanych akcji, lub dysponowania pełnomocnictwami, lecz z obecnego, lub nawet przeszłego, członkostwa organu spółki. Stworzył nową kategorię osób, które mają ‘prawo uczestniczenia’ w walnym zgromadzeniu, lecz nie są ‘uczestnikami’ walnego zgromadzenia w rozumieniu przejętym z dawnego kodeksu handlowego. Gdyby którąś z takich osób, nie będących ‘uczestnikami’, lecz mającymi prawo ‘uczestniczenia’, wybrano przewodniczącym walnego zgromadzenia, dałoby to podstawę do stwierdzenia nieważności wszystkich uchwał podjętych przez walne zgromadzenie.

Prawo członków (i byłych członków) organów spółki do ‘uczestniczenia’ w walnym zgromadzeniu nie przekreśla prawa akcjonariuszy i pełnomocników akcjonariuszy, czyli pełnoprawnych uczestników walnego zgromadzenia, do rozpatrywania we własnym gronie, przy zamkniętych drzwiach, takich spraw, jak na przykład zawieszanie lub odwołanie członków zarządu, zmiany w składzie rady, udzielenie absolutorium, lub wytoczenie roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przy sprawowaniu zarządu albo nadzoru. Jeżeli członek organu spółki uczestniczy w zgromadzeniu akcjami lub pełnomocnictwem do akcji – sali obrad nie opuści, ale i tak nie może głosować nad uchwałami w sprawach, które dotyczą go osobiście.

Nieco inaczej kodeks traktuje członka zarządu, który został odwołany. Jest on uprawniony (i obowiązany) do ‘udziału’ w walnym zgromadzeniu zatwierdzającym sprawozdania za okres pełnienia przez niego funkcji w zarządzie. Mniejsza o ciążący na odwołanym członku zarządu obowiązek ‘udziału’ w walnym zgromadzeniu, nie obwarowany inną sankcją, niż możliwość nie udzielenia mu absolutorium. Z tego obowiązku może on zostać zwolniony aktem odwołania. Chodzi o to, czym przysługujące mu prawo ‘do udziału’w walnym zgromadzeniu różni go od sytuacji odwołanego członka rady nadzorczej (albo byłego kolegi z zarządu, którego mandat wygasł wskutek rezygnacji) mającego prawo ‘uczestniczyć’ w tymże samym walnym zgromadzeniu?

Jest w prawie spółek wiele paradoksów: papier wartościowy nie jest papierem, akcji na okaziciela nie można okazać, spółka jednoosobowa nie jest spółką osobową. Teraz przybywa następny: prawo uczestniczenia nie czyni uczestnika. To już nie żart – to chaos! O innym aspekcie tej sprawy jeszcze napiszę niebawem.

Tekst ogłoszony 30 kwietnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także:
2001.05.07 Walne imieniny

Trzy domeny [2001]

Niekiedy przyzwoitość wymaga od członków zarządu i rady nadzorczej więcej, niż prawo.

W spółkach akcyjnych rozpoczął się sezon zwyczajnych walnych zgromadzeń. Często nazywa się je walnymi zgromadzeniami ‘akcjonariuszy’, czyli WZA. Niesłusznie, skoro w walnych zgromadzeniach uczestniczą nie tylko akcjonariusze. Nieścisłe określenie używane jest nawet w statutach co bardziej niechlujnych spółek. Utarło się też błędne przekonanie, że walne zgromadzenie jest ‘najwyższą władzą w spółce’. Wynika to z założenia, jakoby spółka akcyjna zbudowana była hierarchicznie. Widać to na schematach organizacji spółek. U góry pośrodku strony rysuje się więc prostokąt oznaczający walne zgromadzenie. Poniżej niego, pod strzałką oznaczającą podporządkowanie – prostokąt z radą nadzorczą. Poniżej rady jest zarząd, poniżej zarządu prezes. W schematach chodzi o to, któremu z członków zarządu podlegają poszczególne piony. Rzekoma kaskada organów jest tylko ozdobnikiem. Rada nadzorcza wcale nie podlega walnemu zgromadzeniu, jak zarząd wcale nie podlega radzie. Każdy organ ma swoją domenę, niezależną od domen pozostałych organów.

W spółce akcyjnej podporządkowanie jednego organu drugiemu nie jest zasadą, lecz wyjątkiem od niej. Rada nadzorcza nie może uchylić uchwały zarządu, chociaż najczęściej może zmienić zarząd (i nie można pozbawić jej prawa zawieszania, z ważnych powodów, członków zarządu). Walne zgromadzenie nie może uchylić uchwały zarządu, chociaż może odwołać lub zawiesić członków zarządu. Nie może ono także (aczkolwiek z pewnym wyjątkiem) uchylić ani zawiesić uchwały rady nadzorczej, chociaż najczęściej może zmienić radę.

Natomiast rada nadzorcza (i zarząd), a także każdy z członków rady (i zarządu) może zaskarżyć uchwałę walnego zgromadzenia sprzeczną ze statutem lub dobrymi obyczajami i godzącą w interes spółki lub mającą na celu pokrzywdzenie akcjonariusza. Członek rady (i zarządu) może wytoczyć przeciwko spółce powództwo o uchylenie uchwały bez względu na to, czy uczestniczył w walnym zgromadzeniu, oraz jak nad nią głosował. Lecz czy wypada mu nie wziąć udziału w walnym zgromadzeniu?

Członkowie zarządu i rady nadzorczej mają bezwzględne prawo uczestniczenia w walnym zgromadzeniu. Nie ma przy tym znaczenia, czy są akcjonariuszami lub (co jest dopuszczalne jedynie w przypadku członków rady nie będących pracownikami spółki) pełnomocnikami akcjonariuszy. Również ci członkowie zarządu i rady, których mandaty wygasły przed dniem zwyczajnego walnego zgromadzenia, mają prawo uczestniczyć w tym zgromadzeniu. Mają oni także prawo przeglądać najważniejsze dokumenty przedkładane przez spółkę walnemu zgromadzeniu: sprawozdanie zarządu z działalności spółki, sprawozdanie finansowe, sprawozdanie rady nadzorczej (nie z działalności rady, bo takie nie jest od niej wymagane, ale z oceny sprawozdań, o których mowa powyżej, oraz wniosków zarządu dotyczących podziału zysku albo pokrycia straty), oraz opinię biegłego rewidenta. Mogą oni także przedkładać walnemu zgromadzeniu pisemne uwagi do tych dokumentów. Powinni oni jednak zgłosić na piśmie zarządowi spółki, najpóźniej na tydzień przed walnym zgromadzeniem, żądanie skorzystania z tych uprawnień.

Inaczej wygląda sytuacja członka zarządu, którego mandat wygasł przed dniem zwyczajnego walnego zgromadzenia na skutek odwołania. Ma on, jak inni, prawo do udziału w walnym zgromadzeniu zatwierdzającym sprawozdania za okres pełnienia przezeń funkcji, lecz ma on także obowiązek udziału w tym walnym zgromadzeniu, chyba że akt odwołania stanowi inaczej. Akt odwołania może zatem zwolnić go z obowiązku udziału w walnym zgromadzeniu, ale nie może pozbawić go prawa udziału w tym zgromadzeniu. Jest to jedyny przypadek, w którym kodeks formułuje obowiązek członka organu spółki do udziału w walnym zgromadzeniu (aczkolwiek tylko jednorazowo i jedynie względem członka zarządu, jedynie odwołanego, oraz jedynie w przypadku, gdy nie został zwolniony z tego obowiązku).

Wynika z tego, że członkowie zarządu i rady nadzorczej nie są formalnie zobowiązani do uczestniczenia w walnym zgromadzeniu. Lecz przyzwoitość wymaga, by przecież brali w nim udział. Nie jest to wcale jedyny przypadek, gdy przyzwoitość jest bardziej surowa i wymaga więcej, niż przepisy. W dodatku przyzwoitość wymaga bardziej stanowczo, gdyż operuje sankcją potępienia. Nieobecność członków zarządu i rady nadzorczej na walnym zgromadzeniu może być zatem poczytana przez akcjonariuszy za obrazę. Jeżeli nieobecność jest gromadna, obraza będzie ciężka.

Prawo członków zarządu i rady nadzorczej do uczestniczenia w walnym zgromadzeniu stoi natomiast w niezgodzie z przepisem dopuszczającym możliwość odbycia walnego zgromadzenia bez formalnego zwołania. Lecz to już inna historia…

Tekst ogłoszony 23 kwietnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2011.10.14 Walne dla troglodytów
2001.04.30 Od słowa do chaosu

Racja stanu [2001]

Porządek korporacyjny poskromi zapędy państwa ku obsadzaniu spółek kolesiami.

Pomiędzy kapitałem, spółkami, ich otoczeniem, oraz pomiędzy organami spółek rozpościera się wrażliwa przestrzeń, w której kształtuje się charakter gospodarki, jej konkurencyjność wobec świata, innowacyjność, mobilność. Wiele zależy od tego, czy ta przestrzeń ogarnięta jest chaosem, czy wypełniają ją jasne reguły i należycie sprawowane władztwo.
Współcześnie światem rządzi gospodarka, a gospodarką rządzą stosunki w owej wrażliwej przestrzeni, czyli corporate governance. Im lepsze te stosunki, bardziej przejrzyste i przewidywalne, tym atrakcyjniejsza gospodarka w oczach światowego kapitału, przeto tym więcej wchodzi go do spółek, przeto tym więcej bodźców pobudza je do działania, przeto tym większe ich szanse na sukces. Świadczy to o powołaniu naszych czasów do stanowienia i wcielania w życie zasad porządku korporacyjnego.

Niedawno słyszałem pogląd, że poprawa corporate governance jest dla Polski sprawą racji stanu. Podzielam to stanowisko. Konieczne jest wszak ważne zastrzeżenie. Otóż do racji stanu odwołujemy się najczęściej wtedy, gdy dążymy do wzmocnienia roli państwa. Natomiast w tym przypadku nie państwo wymaga wzmocnienia, ale reprezentacja światłych kół gospodarczych. Przyjęta przez nie autoregulacja pozwoli wygnać państwo z tej przestrzeni. Przywrócić w niej porządek, ustawicznie burzony przez państwo.

W ostatnich latach wpływ państwa na wydarzenia w sferze porządku korporacyjnego uległ degeneracji. Kolejni ministrowie Skarbu Państwa psuli Polskę, angażując resort w rozgrywki polityczne. Stanowiska w spółkach obsadzano z nadania partyjnego (nazwałem to zjawisko “alotażem”), wikłano Skarb Państwa w gorszące rozgrywki o NFI, wykorzystywano wpływ na spółki z udziałem Skarbu Państwa, by ich pieniędzmi wspierać wątpliwe przedsięwzięcia. Stąd pisałem, że „Skarb Państwa to dwa w jednym: włodarz wspólnego majątku i polityczny kłótnik”. Kiedy nastał fatalny epizod Andrzeja Chronowskiego, włodarzenia było jeszcze mniej, kłótni i szkód jeszcze więcej. Minister Aldona Sowińska zdążyła w krótkim czasie poprawić atmosferę. Dobrze, że w rządzie jest ktoś na poziomie. Źle, że tak wiele zależy od tego, czy szef jednego z resortów działa odpowiedzialnie. Fatalnie, że kiedy poprzedni minister postępował nieodpowiedzialnie, nie budziło to reakcji szefa rządu.

Dowodzi to, jak bardzo porządek korporacyjny bywa podatny na wpływ polityki. Wpływ kapryśny: raz zły, raz fatalny, lub akurat dobry, jak ostatnio. Trzeba wyzwolić go spod tego wpływu. Nikt przecież nie da gwarancji, że nie pojawi się kolejny Emil Wąsacz (na samą myśl – odpukuję!). Państwo ma zajmować się sprawami o randze strategicznej, a nie bezustannie ingerować w obsadę rad nadzorczych i zarządów, dobieranych całkiem do niedawna na podstawie antykompetencji. Wszechobecność polityki w gospodarce osłabia gospodarkę, szkodzi obrazowi Polski w świecie. Dobrze, że przy obsadzie prezesur Totalizatora i PZU nie liczyła się nareszcie polityka, ale kwalifikacje i cechy charakteru.

Porządek korporacyjny jest sprawą racji stanu w tym znaczeniu, że jego wprowadzenie pomoże gospodarce. Ale to nie państwo go wprowadzi. Nie państwo będzie dbało o jego przestrzeganie. Porządek korporacyjny pomoże okiełznać państwo, poskromić jego niezdrowe zapędy ku obsadzania spółek kolesiami i upartyjnianiu gospodarki. Utrudni finansowanie awanturniczych projektów pieniędzmi akcjonariuszy. Jeżeli środowiska gospodarcze przyjmą twórcza autoregulację zasad postępowania – wydatnie ograniczą rolę państwa, pozbawią je atrybutów politycznego kłótnika.

Racją stanu jest też wyplenienie nonszalanckiego stosunku do prawa. Za to, że prawo nie jest przestrzegane, wini się sądownictwo, które ponoć działa opieszale. To uproszczenie! Niedawno omawiałem postanowienie olsztyńskiego sądu, który nałożył grzywnę na prezesa Stomilu Olsztyn za odmowę udzielenia wyjaśnień członkowi rady nadzorczej delegowanemu do indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Sąd szybko rozpoznał sprawę.

Wygląda na to, że sąd trudził się niepotrzebnie. Albowiem Stomil nie zmienia swojego postępowania. Sąd wywiódł, że zbyteczne jest składanie przez członka rady nadzorczej oświadczeń o zachowaniu poufności. Sąd wskazał, że Stomil bezpodstawnie żąda od członka rady zobowiązania do niepodejmowania działalności konkurencyjnej. Stomil przysłał mi ostatnio komunikat, w którym w istocie odmawia poddania się nadzorowi. Szczytem hucpy jest ubolewanie zarządu Stomilu Olsztyn, że członek rady nadzorczej nie podpisuje klauzul, których nie powinien podpisywać. Michelin zapowiedział ściganie inwestorów, którzy w Polsce zwalczają jego wątpliwe praktyki. Już pozwał ich o zniesławienie. Po ochronę prawa sięga ten, kto sam go nie przestrzega.

Tekst ogłoszony 17 kwietnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka. Od tego czasu złagodziłem ocenę ministerium Emila Wąsacza, za to przygasł mój zachwyt dokonaniami min. Aldony Sowińskiej.

Czytaj także:
2001.03.16 We dwa kije
2001.04.02 Piąte koło

Wyjście z pata [2001]

Każdy z członków rady ma jeden głos, ale nie wszystkie głosy ważą tyle samo. O wyniku głosowania w radzie nadzorczej spółki akcyjnej może rozstrzygać – w przypadku równości głosów – głos przewodniczącego rady. Warunkiem jest dopuszczenie takiego rozwiązania przez statut spółki. Jeżeli statut milczy na ten temat, przewodniczący rady nie może korzystać z głosu rozstrzygającego (ang. casting vote).

Statut nie może przyznać głosu rozstrzygającego osobie innej niż przewodniczący rady nadzorczej, na przykład jego zastępcy, nawet jeżeli wiceprzewodniczący prowadzi posiedzenie pod nieobecność przewodniczącego. Podobnie, na mocy przepisu statutu, z głosu rozstrzygającego na posiedzeniach zarządu może korzystać prezes, ale nie wiceprezes lub inny członek zarządu. Pod rządami starego kodeksu handlowego sprawa była wybitnie niejasna. Żaden jego przepis w żadnym stopniu nie wyróżniał głosu przewodniczącego rady nadzorczej, zwanego „prezesem”, ani głosu jego zastępcy (żaden przepis nie wyróżniał także głosu prezesa zarządu, ponieważ takiej funkcji kodeks handlowy nawet nie dostrzegał). Tym niemniej statuty spółek nierzadko przyznawały przewodniczącemu rady głos rozstrzygający. Przyznawały go nierzadko także, pod nieobecność przewodniczącego – wiceprzewodniczącemu, bądź członkowi rady prowadzącego jej posiedzenie.

Nawet jeżeli statut nie przyznawał przewodniczącemu prawa głosu rozstrzygającego, niekiedy taki przywilej bywał mu nadawany w regulaminie rady. Zapewne prawem kaduka, aczkolwiek autorytet, prof. Janusz Szwaja – współautor komentarza do kodeksu handlowego, dopuszczał przecież takie rozwiązanie. Na szczęście nowy kodeks jest w tej materii całkiem jednoznaczny: tylko przewodniczący dysponuje głosem rozstrzygającym w razie równości głosów – i tylko jeżeli statut tak przewiduje. Dotyczy to rozstrzygnięć na posiedzeniach rady i uchwał podejmowanych poza posiedzeniami. W przypadku zarządu warunek „tylko” występuje aż trzykrotnie: tylko prezes, tylko jeżeli statut tak przewiduje, oraz tylko na posiedzeniach zarządu, skoro zarząd nie może podjąć uchwały poza posiedzeniem. Natomiast nigdy głos rozstrzygający w przypadku równości głosów nie przysługuje przewodniczącemu walnego zgromadzenia!

Przyznanie przewodniczącemu rady (i prezesowi zarządu) głosu rozstrzygającego w przypadku równości głosów jest jednym z wyjątków od kodeksowej zasady, że uchwały rady (i zarządu) zapadają bezwzględną większością głosów. Rozwiązanie to służy usprawnieniu prac organów spółki. Ich zadaniem jest podejmowanie uchwał. Przewodniczący, jeżeli zostaje wyposażony w przywilej głosu rozstrzygającego, ma wyjście z sytuacji patowej: może przełamać ją. Przyznanie przewodniczącemu głosu rozstrzygającego jest szczególnie celowe w przypadku rady skleconej na zasadzie parytetu. Przykładem są rady nadzorcze większych niemieckich spółek (akcyjnych i z ograniczoną odpowiedzialnością). Połowa miejsc w radzie przypada przedstawicielom pracowników, połowa przedstawicielom akcjonariuszy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, że w takiej radzie głosy rozłożą się po połowie. Otóż jest na to sposób: wówczas zarządza się powtórne głosowanie, w którym przewodniczący rady (często jest nim przedstawiciel kapitału, lecz to już inna historia) ma głos rozstrzygający. Nie ma przeszkód, by także statut polskiej spółek pozwalał przewodniczącemu przechylić szalę dopiero w powtórnym głosowaniu.

Czasem parytet w radzie przybiera inną postać: dwie strony o odmiennych interesach obsadzają po tyle samo miejsc, a radę uzupełnia osoba neutralna. Skład rady jest wtedy nieparzysty. Neutrał bywa uzgadniany przez obie strony, jak arbitrzy wybierają superarbitra, lub wyznaczany przez trzecią stronę. Taki system, już obumierający, przyjęto kiedyś w RFN dla rad nadzorczych spółek węglowych i hutniczych: 10 miejsc obsadza kapitał, 10 miejsc praca, a rolę języczka u wagi pełni wybrany wspólnie „dwudziesty pierwszy”. W Polsce na podobnej zasadzie 4 + 4 + 1 została skonstruowana (i zrekonstruowana po ekscesach poprzedniego ministra Skarbu Państwa) rada nadzorcza PZU.

Zatem skuteczność nadzoru może zależeć od statutu spółki. Niestety, statuty spółek często wcale nie odzwierciedlają interesów ich akcjonariatów. Są to gotowe szablony, bezmyślnie przejmowane przez jedne spółki od drugich. Dzięki kserokopiarkom, błędne przepisy statutów bywają powielane w nieskończoność. Ostatnio weszły na giełdę dwie spółki. Ich statuty powtarzają to samo rozwiązanie: pod nieobecność przewodniczącego rady nadzorczej – w razie równości głosów decyduje głos wiceprzewodniczącego. Statuty obu spółek (i niemal wszystkich pozostałych) trzeba będzie więc dostroić do przepisów kodeksu spółek handlowych, a przy okazji oczyścić z wielu rozwiązań cudacznych i wołających o pomstę do nieba.

2001.04.09 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2002.09.02 Głos doradczy

Piąte koło [2001]

Francja jest ojczyzną praw człowieka, ale wcale nie ceni wysoko praw akcjonariusza.

Porządek korporacyjny (corporate governance) napełnia treścią stosunki pomiędzy kapitałem, spółkami, ich otoczeniem, oraz pomiędzy organami spółek, czyli – w istocie rzeczy – nadaje sens gospodarce. Dlatego gospodarki bywają coraz częściej oceniane miarą porządku korporacyjnego, podobnie jak miarą oceny postępowania państw jest przestrzeganie przez nie praw człowieka. W obu przypadkach chodzi o to samo, mianowicie o ochronę praw mniejszości.

„W wielu aspektach corporate governance Francja daleko odstaje od zasad najlepszej praktyki” – ocenia The Economist. Opiniotwórczy tygodnik wskazuje znamienny przykład: firmę oponiarską Michelin. Jest ona w branży światowym liderem, sprzedaje w wielu krajach, lecz chociaż francuski rynek wchłania zaledwie 15–20% produkcji potentata – w radzie nadzorczej nie ma żadnego obcokrajowca. Oczywiście, kobiety też nie ma! Jeżeli w ogóle warto wspominać o radzie nadzorczej, skoro w praktyce koncernem trzęsie triumwirat tzw. partnerów zarządzających, złożony głównie z członków dynastii Michelin. Tygodnik konkluduje: „nic dziwnego przeto, że Michelin zajmuje w klasie corporate governance jedną z najgorszych lokat we Francji, a może w Europie”.

Z badań firmy doradczej Korn/Ferry wynika, że w koszyku CAC40 (czyli wśród 40 największych spółek paryskiej giełdy) Michelin jest czarną owcą, bowiem nie czyni postępu w kierunku przestrzegania standardów corporate governance. Zostały one skodyfikowane przez francuskie koła gospodarcze w tzw. raportach Viénot (1995 i 1999). O wiele wyższą ocenę otrzymał bank Crédit Lyonnais (m.in. za jawność polityki płacowej). Wartość takich ocen poddaje jednak w wątpliwość czytelnik ze stanu Maryland, który zwraca redakcji uwagę, że Michelin, chociaż „be”, regularnie płaci dywidendy, a Crédit Lyonnais, chociaż „cacy”, utrzymał się na powierzchni tylko dzięki pieniądzom podatników, zaś w USA prowadził nieczyste operacje.

To prawda. Michelin przynosi zyski i płaci dywidendy. Spółka potrafi niemal jednym tchem ogłosić świetne wyniki i zapowiedzieć bolesne redukcje zatrudnienia. To na tym tle wybuchł we wrześniu 1999 r. skandal nazwany „l’affaire Michelin”. Natomiast Crédit Lyonnais od lat systematycznie pracuje na obu półkulach na zasłużoną opinię banku marnotrawnego, wspieranego z kieszeni podatników. Lecz biada temu, kto zadrze z francuskim podatnikiem!

We Francji znacznie łatwiej wykiwać akcjonariuszy, skoro tamtejsze prawo nie gwarantuje im równego traktowania. Praktykowane są ograniczenia w wykonywaniu przez nich prawa głosu. Uzasadnienia są różne, a skutek zawsze ten sam – umocnienie pozycji zarządu kosztem akcjonariatu. Crédit Lyonnais przyjął rozwiązania zmierzające do ograniczenia prawa głosu tych inwestorów, którzy przekroczyli niski skądinąd próg 0,5% udziałów. Inny bank, Société Generale, ustanowił ograniczenie wykonywania prawa głosu na pułapie 15%. Za tymi przykładami poszedł znany w Polsce koncern Vivendi, inwestor w Elektrimie. Prezes Jean–Marie Messier zdołał wyjednać u akcjonariuszy zgodę na samoograniczenie siły ich głosów, niby dla ochrony przed utratą kontroli nad spółką, do czego niby mogłoby dojść w następstwie niskiej frekwencji na walnym zgromadzeniu. W istocie chodzi o to, by to zarząd nie stracił kontroli. Wszak nie zachęca on akcjonariuszy do uczestnictwa w walnych zgromadzeniach!

Takie praktyki moszczą zarządom wygodne gniazdka, lecz godzą w prawa mniejszości. Dlatego najpoważniejsze ze stowarzyszeń inwestorów indywidualnych, ADAM, podjęło przeciwdziałania. Przy okazji wzmogły się naciski zagranicznych inwestorów instytucjonalnych na dopuszczenie ich do rad nadzorczych, a także na większą przejrzystość spółek. Zagraniczni inwestorzy posiadają dwie piąte akcji spółek z koszyka CAC40, lecz wciąż rzadko zasiadają w radach.

Zarzut naruszenia praw mniejszości został także podniesiony przez grupę posiadaczy uprzywilejowanych akcji spółki Legrand, przejmowanej przez innego potentata energetyki, spółkę Schneider. 3 kwietnia spodziewane jest w tej sprawie orzeczenie paryskiego Sądu Apelacyjnego. Nie ma przy tym znaczenia, że ilekroć mniejszość wznosi lament, iż naruszono jej prawa – w tle znajdują się spore pieniądze. Na rynkach finansowych zawsze przecież chodzi o pieniądze. Jedynie kabotyni usiłują demaskować mniejszość: jakaż ona chytra, zakłamana, niby domaga się praw, niby chodzi jej o wzniosłe ideały, a w gruncie rzeczy, tfu, zabiega o cel nikczemny, o godną pogardy mamonę. Mniejszości, puchu marny, ty wietrzna istoto!

Mniejszość często bywa traktowana jak piąte koło u wozu. Jak koło z łysą oponą. W Polsce nie trzeba o tym nikogo przekonywać. Francuscy inwestorzy już tu są. Dalszych wyjaśnień udzielą akcjonariusze Agrosu, albo Stomilu Olsztyn.

Tekst ogłoszony 2 kwietnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2001.03.26 We dwa kije
2000.04.17 Racja stanu