Miesięczne archiwum: Sierpień 2001

Miara potrzeb [2001]

Kodeks spółek handlowych rozstrzygnął sprawę, która wcześniej bywała przedmiotem fantazji statutowych.

W każdej spółce tkwi odmienna dusza, więc każda rada nadzorcza powinna dostosować styl i metody pracy do specyficznej sytuacji i aktualnych potrzeb nadzorowanej spółki. Styl pracy rady nadzorczej to także rytm jej posiedzeń. Ich częstotliwość jest nie bez znaczenia dla skuteczności nadzoru. W latach trzydziestych ubiegłego wieku nie wiązano wyników nadzoru z liczbą posiedzeń rady, bądź ich częstotliwością, więc stary kodeks handlowy pomijał to zagadnienie, przewidując jedynie możliwość nałożenia grzywny na członka zarządu, który dopuszcza do tego, że spółka przez czas dłuższy niż trzy miesiące pozostaje bez nadzoru w należytym składzie.

Grzywna wynosiła: dla członka zarządu spółki z o.o. do 10.000 zł, dla członka zarządu spółki akcyjnej – do 20.000 zł. Kodeks spółek handlowych utrzymał tę regulację, ale ujednolicił zagrożenie karą grzywny dla jednych i drugich do 20.000 zł. Można wyprowadzać z tego wniosek, że trzy miesiące to najdłuższy okres, przez jaki spółka może obywać się bez nadzoru w należytym składzie. Czy stąd pośrednio wynika wskazówka, iż taki właśnie może być dopuszczalny przedział czasowy między posiedzeniami? Byłaby to wskazówka zawodna, gdyż kodeks spółek handlowych wyraźnie przewiduje: ‘Rada nadzorcza powinna być zwoływana w miarę potrzeb, nie rzadziej jednak, niż trzy razy w roku obrotowym’, co nie oznacza wcale, że raz na cztery miesiące, lub że najrzadziej co cztery miesiące.

Z chwilą rozstrzygnięcia przepisem ustawy minimalnej częstotliwości posiedzeń rady nadzorczej, znikła potrzeba (a także celowość) poruszania tej sprawy w statutach. Postanowienia statutu nie mogą obecnie odbiegać od kodeksu ani w kwestii, że rada nadzorcza powinna być zwoływana w miarę potrzeb, ani w kwestii, że rada nadzorcza powinna być zwoływana przynajmniej trzy razy w roku. Poprzednio tylko statut określał częstotliwość posiedzeń rady nadzorczej. Najczęściej przyjmowano rozsądne rozwiązanie, że rada nadzorcza zbiera się w miarę potrzeb, lecz nie rzadziej, niż przynajmniej raz na kwartał. Bardziej gorliwe spółki przyjmowały, że posiedzenia rady odbywają się przynajmniej raz na dwa miesiące. Najgorliwsze, że nie rzadziej, niż raz w miesiącu. Lecz posiedzenie rady samo z siebie niczego nie kreuje, chyba że protokół. Lepiej, gdy rada nadzorcza bywa zwoływana w miarę potrzeb (niekiedy wymagających szybkiego reagowania, częstego obradowania, podejmowania uchwał dyktowanych wymogami chwili), ale nie rzadziej niż…

Częstotliwość zwoływania rady bywa przedmiotem bardzo osobliwych fantazji statutowych. Jedna ze spółek przyjęła w statucie, że posiedzenia rady odbywają się przynajmniej raz w roku (ale jednocześnie zaliczono do obowiązków rady rozpatrywanie raportów miesięcznych!). Jeden z banków przyjął ustalenie, że rada nadzorcza zbiera się cztery razy w roku. Nie trzy razy, ale też nie pięć, choćby się paliło i waliło. To rozwiązanie świadczy, że rzeczywisty nadzór wykonywany jest przez właścicieli gdzieś ponad radą banku, która jest jedynie parawanem. Jest to niezgodne z prawem i bank będzie musiał zmienić statut. Pora, by spółki spaliły pożółkłe kalendarze posiedzeń rad nadzorczych (zwoływanych co rok, lub co miesiąc), zastępując fantazje ustawą. Reguluje ona szczegółowo tryb zwoływania rady przez przewodniczącego, zarząd i każdego z członków rady.

Czym różni się zwołanie rady od odbycia przez nią posiedzenia? To proste: posiedzenie rady nadzorczej dochodzi do skutku, gdy spełnią się dwa warunki. Pierwszym jest zwołanie rady, czyli zaproszenie wszystkich jej członków, drugim – obecność na posiedzeniu kworum przewidzianego ustawą (co najmniej połowa członków rady) lub statutem (który może przewidywać surowsze wymagania). Nie można zatem odbyć posiedzenia pod nieobecność kworum, nawet jeżeli statut dopuszcza taką możliwość. W statutach spółek publicznych jest mnóstwo szkaradnych głupstw. Nikt na to nie zwraca uwagi, a w szczególności sądy rejestrowe.

Statut może natomiast dopuszczać, że rada (z pewnymi zastrzeżeniami) podejmuje uchwały przy wykorzystywaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, lecz nie oznacza to, że w takim trybie rada może odbyć posiedzenie. Czyli bez względu, jak często (a także jak owocnie) rada nadzorcza będzie porozumiewać się na odległość, przynajmniej trzy razy w roku powinna zostać zwołana na posiedzenie fizyczne.

Tekst ogłoszony 26 sierpnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także:
2014.07.21 Ile razy w roku?
2010.05.11 Posiedzenie nie jest wartością

Między prymatem a zastępcą [2001]

Domena wiceprzewodniczącego rady jest maleńka, ale w razie konfliktu może on wiele napsuć.

W przeciwieństwie do przewodniczącego rady nadzorczej spółki akcyjnej, któremu poświęciłem cykl felietonów, wiceprzewodniczącemu warto poświęcić zaledwie ten jeden. Jest to funkcja tak mało istotna, że do poprzedniego zdania niewiele można dodać. O wiceprzewodniczącym rady nadzorczej kodeks spółek handlowych wspomina mimochodem, za to dwakroć. Raz w kontekście niedopuszczalności wyboru na tę funkcję i odwołania z niej przez samą radę w innym trybie, niż na jej posiedzeniu (dla zapewnienia możliwości odbycia tajnego głosowania). Drugi raz w kontekście dopuszczalności otwarcia przez piastuna tej funkcji walnego zgromadzenia, jeżeli sam kodeks lub statut nie stanowi inaczej. W pierwszym przypadku kodeks wymienia wiceprzewodniczącego rady, ponieważ taka jest właściwa nazwa tej funkcji, w drugim przypadku – zastępcę przewodniczącego rady, ponieważ taki jest charakter tej funkcji.

Domena wiceprzewodniczącego rady nadzorczej nie jest okazała. Najczęściej obejmuje ona tylko zastępowanie przewodniczącego, na jego polecenie lub pod jego nieobecność, lecz wcale nie we wszystkim. Kodeks dopuszcza więc, by statut przewidywał, że w razie równości głosów w radzie nadzorczej rozstrzyga głos przewodniczącego. Pod nieobecność przewodniczącego, jego zastępca nie może korzystać z głosu rozstrzygającego, nawet gdyby statut przez pomyłkę przyznał mu takie prawo. Niestety, taką szkaradną pomyłkę zawiera wiele statutów. Są wśród nich statuty spółek publicznych. Wynika z tego, że często statutów nie czytają nawet sędziowie sądów rejestrowych. Ciekawe, kto odpowiada za wpuszczenie szkaradków na parkiet?

Nierzadko statut uzależnia możliwość odbycia posiedzenia rady od udziału w nim przewodniczącego lub wiceprzewodniczącego. Kiedy natomiast zwolni się stanowisko przewodniczącego, co następuje wskutek jego rezygnacji z rady nadzorczej albo z funkcji w radzie, śmierci albo odwołania z rady, wiceprzewodniczący nie wstępuje automatycznie w szersze uprawnienia przewodniczącego, lecz pozostaje przy swoich. Zadania wiceprzewodniczącego sprowadzają się przeto do tego, by pod nieobecność przewodniczącego, bądź na jego polecenie, zwoływał posiedzenia rady i przewodniczył im. Często polega to na tym, że wiceprzewodniczący przejściowo obejmuje przewodnictwo obradom, kiedy przewodniczący opuszcza na chwilę salę, wywołany do pilnego telefonu. Gdyby akurat ważyły się doniosłe sprawy, taktowny wiceprzewodniczący ogłosi krótką przerwę.

Gdyby jednak w takiej sytuacji rada powzięła uchwałę, będzie ona ważna, chyba że statut zawiera osobliwy przepis, iż do ważności uchwały konieczny jest udział przewodniczącego, a wiceprzewodniczący nie wystarcza. Tym różni się rada nadzorcza od walnego zgromadzenie, które nie może podjąć uchwały pod nieobecność przewodniczącego, wobec czego nie powinno ono w ogóle dokonywać wyboru wiceprzewodniczącego. Podobnie jak przewodniczący rady, jego zastępca bywa wybierany na swoją funkcję przez walne zgromadzenie, albo przez samą radę, bądź wyznaczany przez inwestora albo grupę inwestorów. Niekiedy statut przewiduje ‘wiceprzewodniczących’. Ich liczba nie zawsze bywa określana. Najzupełniej wystarcza jeden. I tak najczęściej nie ma nic do roboty.

O tym, jak ważna jest funkcja przewodniczącego rady, najlepiej świadczy dystans dzielący go od zastępcy. Przewodniczący często sprawuje prymat w radzie, a nawet w spółce. Jest widoczny, animuje pracę rady. Jego zastępca wkracza na scenę jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Najczęściej dyskretnie tkwi w tle, nie wyróżniając się niczym spośród pozostałych członków rady. Najwyżej symbolicznie wyższym wynagrodzeniem…

W niektórych spółkach tworzy się ‘prezydium’ rady nadzorczej albo jej ‘komitet wykonawczy’. Są to organy nie mające umocowania w kodeksie, a często i w statucie. Zazwyczaj wiceprzewodniczący rady wchodzi w skład takiego ciała. Czasem sprawuje pieczę nad pracą komisji rady. Organizacja rady i sposób wykonywania przez nią czynności jest sprawą samej spółki, więc prezydium, komitet wykonawczy lub komisja może porządkować lub usprawniać pracę rady, ale nie może wstępować w jej prawa, lub podejmować uchwał w jej imieniu.
Póki przewodniczący należycie spełnia obowiązki, wiceprzewodniczący jest niezauważalny.

Dlatego nie ma potrzeby rozwijania jego uprawnień w statucie spółki i regulaminie rady nadzorczej. Przyznanie mu rozbudowanych kompetencji niczemu nie służy, a może prowadzić do szkodliwej rywalizacji między przewodniczącym a jego zastępcą. Nadużywanie funkcji przez wiceprzewodniczącego wywoła konflikt w radzie, zaszkodzi spółce. Ile może wiceprzewodniczący, najczęściej okazuje się w sytuacjach, kiedy piastun tej funkcji obraca się ku destrukcji.

Czytaj także:
2001.04.09 Wyjście z pata
2001.06.25 Arytmetyka rady