Miesięczne archiwum: Styczeń 2002

Hinduska wdowa [2002]

Teoria i praktyka różnią się w kwestii, w czyim interesie powinien działać członek rady nadzorczej. W środowisku prawniczym panuje teoria, że członek rady nadzorczej nie powinien utożsamiać się z interesem inwestora, któremu zawdzięcza wybór. Kiedy dojdzie do konfliktu interesów spółki i inwestora, członkowie rady nadzorczej winni dać prymat interesom spółki. W praktyce bywa inaczej. Członkowie rad nadzorczych zajmują różne postawy, zależne od sposobu umocowania ich w radzie. Jest w radach grono osób niezależnych, zarówno od samej spółki, jak od poszczególnych inwestorów. Tylko od nich można oczekiwać, by wzbili się ponad doraźne (i sprzeczne!) interesy poszczególnych inwestorów.

Rzecz w tym, że w polskich radach jest niewielu niezależnych członków. Otóż, paradoksalnie, inwestorom nie zależy na tym, by nadzór nad spółkami przekazać w ręce osób działających w interesie spółek. Inwestor niekoniecznie kieruje się dobrem spółki. Często patrzy, jak by z niej coś urwać. Niekoniecznie przeto współpracuje z innymi inwestorami. Często patrzy, jak by ich wykiwać. Natomiast niezależni członkowie rad nadzorczych dają baczenie na to, by nikt nie urywał i nie kiwał, więc nie dla wszystkich bywają wygodni.

Coraz więcej miejsc w radach nadzorczych obsadzają inwestorzy finansowi. Niektórzy wchodzą do spółki na dłużej. Inni wpadają na chwilę i zajmują miejsca blisko wyjścia. Jedni i drudzy chętnie kierują swoich ludzi do pracy w radzie nadzorczej. Członkowie rady nadzorczej zatrudnieni w instytucjach finansowych, które nabyły pakiet akcji spółki i mogą z tego tytułu obsadzać miejsca w radzie, kierują się lojalnością względem swojej macierzystej firmy. Gdyby interes tej firmy okazał się rozbieżny z interesem spółki – tym gorzej dla spółki. Pracownicy instytucji finansowych sprawują nadzór nad licznymi spółkami, w które ich firma zainwestowała. Nie przywiązują się oni do poszczególnych spółek, jak nie przywiązuje się ich firma. Nie przywiązują się także do swoich miejsc w radach nadzorczych. Kiedy tylko macierzysta firma wychodzi z inwestycji – składają rezygnację.

Różne bywają tylko bezpośrednie motywy tych rezygnacji. Podzielę je na trzy grupy. Niektórzy rezygnują pod naciskiem macierzystej firmy, która nie chce, żeby jej personel zajmował się czymkolwiek prócz służby dla pracodawcy (a zajmowanie się spółką, która wypadła z portfela, przestało leżeć w jego interesie). Inni rezygnują z braku czasu na zajmowanie się czymkolwiek poza pracą zawodową (a zajmowanie się spółką, która wypadła z portfela, nie należy dłużej do ich zadań). Są też tacy, którzy rezygnują w obawie przed konfliktem interesów, skoro ich mocodawca może zainwestować w konkurencyjną spółkę i właśnie im powierzyć zajęcie się jej sprawami.

Polskie spółki pilnie potrzebują dobrej praktyki nadzoru. Przybliżymy się do tego celu propagując zalety statusu niezależnych członków rad nadzorczych. Oddalamy się od tego celu nie dostrzegając, że w radach nadzorczych pracują także członkowie pod wieloma względami zależni od swoich mocodawców. Nie ma sensu walczyć z tym zjawiskiem, ani potępiać go. Walczę z traktowaniem rad nadzorczych jako drzwi obrotowych, w które co chwilę ktoś wchodzi, by zaraz potem wyjść. Głoszę korzyści płynące za stabilnego nadzoru. Ale nie rzucam gromów na przedstawicieli instytucji finansowych, którzy ustępują z rad nadzorczych, kiedy ich mocodawca wycofał się ze spółki. Problem tkwi jednak w tym, że kiedy inwestorzy stadnie opuszczają spółkę, stadna rezygnacja członków rady pozbawia spółkę nadzoru.

Tak stało się w MCI Management. W ostatnich miesiącach z rady nadzorczej ustąpiło bodaj sześciu członków (‘bodaj’, gdyż nie wszystkie komunikaty spółki są ogłaszane na witrynie Onet). Jeden za powód rezygnacji podał konflikt interesów. Dwóch nie podało powodów. Jeden nieprzekonująco zasłonił się przyczynami osobistymi. Dwóch wskazało na obniżenie przez ich mocodawców zaangażowania w spółkę.

Z tego wniosek, że kiedy inwestor wycofuje się ze spółki, umocowany przez niego członek rady nadzorczej traci tytuł do stanowiska. Hinduska wdowa też idzie na stos wraz ze zwłokami męża. Statut spółki sankcjonuje tę praktykę. Tak długo jak oznaczony w nim akcjonariusz posiada co najmniej 20 procent głosów na walnym zgromadzeniu, powołuje on i odwołuje dwóch członków rady nadzorczej (liczącej od trzech do sześciu członków). Jest to dopuszczalne. Traci on to uprawnienie w przypadku zejścia poniżej progu 20 procent głosów. Wówczas mandaty powołanych przez niego członków rady wygasają. „Stwierdzenie wygaśnięcia mandatów dokonuje w formie uchwały rada nadzorcza na swoim najbliższym posiedzeniu”. Także to rozwiązanie jest dopuszczalne. Osłabia ono szlachetną i nieżyciową teorię, że członek rady ma dawać prymat interesom spółki nad interesami mocodawcy.

Tekst ogłoszony 14 stycznia 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Droga na skróty [2002]

Statut może ułatwić radzie podejmowanie uchwał, ale są pewne wymogi, które i tak należy dopełnić!

W kodeksie spółek handlowych mechanizm podejmowania uchwał przez radę nadzorczą został uregulowany prosto: uchwały zapadają na posiedzeniu (na które wszyscy członkowie zostali zaproszeni) wymaganą większością głosów w obecności kworum, lecz statut spółki może wykreować trzy inne możliwości.
• Po pierwsze, statut może dopuścić, że na posiedzeniu rady, oprócz obecnych, w podejmowaniu uchwał mogą brać udział także nieobecni, oddając głos na piśmie za pośrednictwem innych członków rady.
• Po drugie, statut może dopuścić podejmowanie uchwał przez radę w trybie pisemnym.
• Po trzecie, statut może dopuścić podejmowanie uchwał przez radę przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.

Nawet jeżeli statut przewiduje owe ułatwienia, są przecież pewne wymogi, które należy dopełnić. Oddanie głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad na posiedzeniu rady. Uchwała podejmowana w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość jest ważna tylko wtedy, gdy wszyscy członkowie rady zostali powiadomieni o treści projektu uchwały. W żadnym z powyżej wspomnianych trzech uproszczonych trybów nie można podjąć uchwały w sprawie wyboru przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej, powołania członka zarządu oraz odwołania i zawieszania w czynnościach tych osób.

Oddanie głosu na piśmie za pośrednictwem innego członka rady dotyczy tylko uchwał podejmowanych przez radę na posiedzeniu. Pośrednik (może być nim tylko inny członek rady obecny na posiedzeniu) dostarcza na posiedzenie pismo, w którym nieobecny jednoznacznie oświadcza, jak głosuje. Dlatego nie można oddać głosu na piśmie w sprawach wprowadzonych do porządku obrad dopiero na posiedzeniu: nieobecny nie znał zawczasu projektów uchwał w tych sprawach, więc nie miał możliwości ustosunkowania się do nich. Dlatego też nieobecny, nawet oddający głos na piśmie za pośrednictwem obecnego członka rady, nie liczy się do kworum, choć liczy się do większości.

Członek rady pośredniczący w oddaniu głosu nieobecnego jest tylko listonoszem. Nie jest pełnomocnikiem. Prawo nie przewiduje działania członka rady i zarządu przez pełnomocnika. Bywa, że nieobecny wystawia obecnemu na posiedzeniu członkowi rady upoważnienie in blanco: w moim imieniu głosuj, jak uważasz – a rada na to przyzwala i liczy taki głos. Ostrzegam: tu zachodzi nie drobne uchybienie procedurze, a oszustwo rzutujące na ważność uchwał.

Podjęcie przez radę nadzorczą uchwały w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość jest możliwe tylko pod warunkiem, że wszyscy członkowie rady zostali powiadomieni o treści projektu uchwały. Wszyscy: chorzy, uwięzieni, nieobecni w kraju. Jeżeli którykolwiek z członków rady z jakiegokolwiek powodu nie został powiadomiony o treści projektu uchwały, uchwała nie jest ważna. Nawet gdyby taki członek rady nie robił z tego kwestii. Nawet gdyby wyrażał gotowość głosowania ‘w ciemno’. Stwierdzić nieważność uchwały nie będzie wprawdzie łatwo, ale to inna historia.

Nie jest więc zgodna z prawem procedura przyjęta w jednej ze spółek giełdowych: przewodniczący rady nadzorczej obdzwania wszystkich członków rady i uzyskuje ich stanowisko w sprawie poddanej pod konsultacje. ‘Po uzyskaniu stanowiska wszystkich członków rady nadzorczej banku w przedmiotowej sprawie, przewodniczący rady nadzorczej sporządza i podpisuje protokół dotyczący podjęcia uchwały w opisanym trybie, który na najbliższym posiedzeniu rady zostanie potwierdzony poprzez podpisanie przez wszystkich pozostałych członków rady nadzorczej banku’.

Cytowany przepis kreuje dziwaczną procedurę. Niektóre skróty są niezgodne z prawem. Przewodniczący konsultuje wszystkich członków rady z osobna; w tym czasie oni nie mogą porozumieć się pomiędzy sobą. Nie jest jasne, czy zostają oni powiadomieni o treści projektu uchwały, co jest warunkiem jej ważności. Nie głosują oni zresztą nad konkretnym projektem uchwały, ale wyrażają stanowiska. Przewodniczący rady waży te stanowiska, po czym sporządza protokół, który też nie będzie głosowany, lecz ‘zatwierdzony poprzez podpisanie przez wszystkich’. A gdyby ktoś nie podpisał, na przykład z powodu nieobecności na owym najbliższym posiedzeniu – to co?

Co to są ‘głosy’, jaka może być ich treść i postać – wynika z ustawy. Co to jest ‘stanowisko’, nie wynika ani z ustawy, ani z cytowanego statutu. Niedawno walne zgromadzenie banku dokonało pewnych zmian w statucie, po czym uchwaliło jego tekst jednolity. Nie skorzystano z okazji, by doprowadzić statut do stanu zgodnego z prawem. Zresztą nie tylko w tej sprawie.

Tekst ogłoszony 7 stycznia 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka