Miesięczne archiwum: Lipiec 2002

Z własnej szkatuły [2002]

Niektóre spółki przyjmują osobliwe rozwiązania statutowe. Skorzystać na tym może tylko fiskus.

W poprzednim artykule z tego cyklu (2002.07.15) napisałem rzecz nad wyraz oczywistą, że nawet indywidualnie oznaczony akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje prawo powoływania lub odwoływania członków rady nadzorczej, nie ma wpływu na ich wynagrodzenie: ani czy im ono przysługuje, ani na jego formę, ani kwotę. Nie ma on prawa dysponowania środkami spółki, co uwydatniłem wykrzyknikiem. Wynika to bezpośrednio z kodeksu spółek handlowych stanowiącego, że wynagrodzenie członków rady nadzorczej może płynąć tylko ze statutu lub z uchwały walnego zgromadzenia. Wynika to ponadto z natury spółki akcyjnej, gdyż tylko ona sama jest uprawniona do dysponowania swoimi funduszami. Nie może przeto dysponować nimi nawet ten akcjonariusz, któremu statut spółki indywidualnie przyzna osobiste uprawnienia do powoływania lub odwoływania członków zarządu lub rady nadzorczej.

Spółka akcyjna jest osobą prawną, więc działa tylko przez swoje organy (w tym przypadku przez walne zgromadzenie). Akcjonariusz, który z mocy statutu ma prawo powoływania lub odwoływania członków organów spółki, może przyznać im wynagrodzenie w dowolnej wysokości, lecz nie od spółki, a z własnej szkatuły.

W praktyce utarły się dwa różne rozwiązania tej materii. Przykład pierwszego z nich czerpię ze statutu MCI Management. Przewiduje on, że jak długo Czechowicz Ventures sp. z o.o. posiada co najmniej 20% głosów na walnym zgromadzeniu, akcjonariusz ten powołuje i odwołuje dwóch członków rady nadzorczej, niemniej jednak ich wynagrodzenie ustalane jest przez walne zgromadzenie. Jest to rozwiązanie dopuszczalne. Przeciwne przykłady dają statuty Farmacolu i Prospera. W obu spółkach farmaceutycznych przyjęto, że przewodniczącego rady nadzorczej wskazują spośród osób wybranych do tego organu akcjonariusze serii A, którzy też określają jego wynagrodzenie. Natomiast wiceprzewodniczącego rady wskazują spośród osób wybranych do niej akcjonariusze serii B (Prosper) lub akcjonariusze posiadający akcje serii C (Farmacol) i oni też określają jego wynagrodzenie.

Równo przed rokiem pisałem, że takie rozwiązanie jest obrazą prawa: „natura spółki akcyjnej jest taka, że nie mogą dysponować jej środkami sami akcjonariusze, nawet cieszący się arcyprzywilejami, a tylko spółka, reprezentowana (przynajmniej w tym przypadku) przez walne zgromadzenie. Czy prawnicy wyjechali na wakacje?” Skoro bowiem ustawa stanowi, że członkom rady nadzorczej może zostać przyznane wynagrodzenie, a określa je statut lub uchwała walnego zgromadzenia, oznacza to, po pierwsze, że albo statut sam rozstrzygnie kwestię przyznania wynagrodzenia oraz określi wysokość, lub mechanizm wyliczania wysokości wynagrodzenia, albo powierzy owe uprawnienia (wprost lub w następstwie przemilczenia kwestii) walnemu zgromadzeniu. Statut nie może natomiast powierzyć tych uprawnień komukolwiek poza walnym zgromadzeniem.

Jeżeli przeto spółka wypłaca członkowi rady nadzorczej kwoty określone nie przez statut lub uchwałę walnego zgromadzenia, lecz przez akcjonariusza, choćby najważniejszego (gdyż stan jego posiadania lub zasługi nie mają nic do rzeczy) – powstają wątpliwości, czy jest to świadczenie należne, oraz czy spółka może uważać je za koszty uzyskania przychodu? Powstają też wątpliwości, czy nie zachodzi tutaj działanie na niekorzyść spółki uzasadniające wystąpienie z roszczeniem odszkodowawczym? Nie jestem przekonany, czy wyjaśnianie owych wątpliwości jest zadaniem niniejszego tekstu. Aspektem podatkowym zapewne zajmą się bardziej w tej materii kompetentne właściwe urzędy skarbowe. Aspektem odszkodowawczym powinny zająć się sądy. Nonszalancja prawników, którzy wyjechali na wakacje i pozostają na nich nieprzerwanie, może okazać się bardzo kosztowna dla obsługiwanych przez nich spółek.

W myśl przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych nie uważa się bowiem za koszty uzyskania przychodów wydatków ponoszonych przez spółki na rzecz osób wchodzących w skład rad nadzorczych, z jedynym wyjątkiem wynagrodzeń z tytułu pełnionej funkcji. Ustawodawca prezentuje więc ujęcie negatywne: nie uważa się za koszty uzyskania przychodów niczego, co w tym przypadku nie może zostać zakwalifikowane jako wynagrodzenia członków rad nadzorczych. Natomiast w przepisach o spółkach handlowych ustawodawca przyjął ujęcie pozytywne: wynagrodzeniem jest w tym przypadku tylko świadczenie określone przez statut lub uchwałę walnego zgromadzenia.

Wobec tego świadczenie na rzecz członka rady nadzorczej, które nie płynie ze statutu lub uchwały walnego zgromadzenia, nie będzie uważane za koszty uzyskania przychodów. Być może ta konstatacja mocniej przemówi do spółek, niż argumenty czerpane z ustawy albo wyprowadzane z pojęcia natury spółki.

Tekst ogłoszony 22 VII 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.09.18 Między przepisem a praktyką
2002.07.15 Wynagrodzenie rady

Wynagrodzenie rady [2002]

Często zamiast nadzorować spółkę członkowie rady nadzorczej wyciągają z niej pieniądze.

W kodeksie spółek handlowych uregulowano kwestię wynagrodzenia członków rady nadzorczej spółki akcyjnej. Pominięto tę kwestię w przypadku organów nadzoru (rady nadzorczej i komisji rewizyjnej) spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, korzystającej tu z większej swobody. Zasady ustrojowe spółki akcyjnej przewidują zatem, że członkom rady nadzorczej wynagrodzenie przysługuje tylko z woli walnego zgromadzenia i tylko w wysokości i na zasadach ustalonych przez walne zgromadzenie, a wobec tego jest ono jawne dla akcjonariuszy.

Nie istnieje przeto domniemanie, że członkom rady nadzorczej należy się cokolwiek prócz zwrotu kosztów związanych z udziałem w pracach rady. O tym, czy przysługuje im wynagrodzenie od spółki, bądź którym członkom rady przysługuje wynagrodzenie, w jakiej formie oraz w jakiej kwocie, decydować może tylko spółka, a w jej imieniu – walne zgromadzenie. Nie może rada nadzorcza sama ustalać wysokości kwot wypłacanych swoim członkom, jak – ku obrazie prawa – praktykowano w Compensie

Bywa, że to nie walne zgromadzenie wybiera członka rady, a jest on powoływany przez indywidualnie oznaczonego (z nazwiska lub firmy) w statucie akcjonariusza. Lecz nawet indywidualnie oznaczony akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje prawo powoływania lub odwoływania członków rady nadzorczej, nie ma wpływu na ich wynagrodzenie: ani czy im ono przysługuje, ani na jego formę, ani kwotę. Nie ma on prawa dysponowania środkami spółki! Warto pamiętać, że walne zgromadzenie może przyznać wynagrodzenie jednemu tylko, lub kilku imiennie wskazanym członkom rady, pomijając pozostałych członków rady. Może też ono różnicować wysokość wynagrodzenia bądź ze względu na funkcje pełnione w radzie, bądź osobę oznaczonego w uchwale członka rady.

Kodeks pomija kwestię wynagradzania członków rad nadzorczych ze źródeł innych, niż spółka. Mogą więc oni pobierać wynagrodzenie od akcjonariuszy, dla których sprawują nadzór. Mogą pobierać je bez względu na to, czy otrzymują także wynagrodzenie od spółki. Jeżeli członkom rady zostało przyznane wynagrodzenie od spółki, bywa ono czasem cedowane na inny podmiot, na przykład na inwestora, który sam opłaca członka rady. Taką zasadę stosują niektóre Narodowe Fundusze Inwestycyjne. Wynagrodzenie z tytułu udziału pracownika firmy zarządzającej funduszem w radzie nadzorczej spółki parterowej bywa wtedy przekazywane owej firmie.

Wynagrodzenie członków rady nadzorczej spółki akcyjnej określone jest w statucie lub uchwale walnego zgromadzenia. Wynagrodzenie członków rady w formie prawa udziału w zysku spółki (tantiemę) może uchwalić tylko walne zgromadzenie. Tantiema nie może płynąć wprost ze statutu spółki, gdyż nie wiadomo z góry, czy sprawozdanie finansowe przyniesie zysk, oraz czy zostanie on przeznaczony do wypłaty akcjonariuszom. Tantiema przysługuje członkom rady dopiero po spełnieniu przez spółkę kilku warunków. Jednym z nich jest wykazanie zysku w sprawozdaniu finansowym; innym – przeznaczenie go przez walne zgromadzenie do wypłaty akcjonariuszom. Kiedy zysku nie ma, lub kiedy spółka nie wypłaca dywidendy, tantiema nie przysługuje. Spółki bądź łamią ten przepis (Kable, Muza), bądź usiłują go obejść, wypłacając członkom rady nadzorczej nagrody (BOŚ) lub premie (Mostostal Gdańsk).

Czasem wyczynia się łamańce prawne, by zataić przed akcjonariatem, ile zarabia nadzór. Zarządy zatrudniają członków rady na podstawie umowy o pracę, lub zawierają z nimi umowy cywilnoprawne, do których stosuje się przepisy dotyczące zlecenia. W ten sposób członek organu nadzoru zostaje finansowo i organizacyjnie uzależniony od tego, kogo ma nadzorować. W pierwszych latach transformacji z takiej metody oswajania nadzorców – przedstawicieli Skarbu Państwa, w tym nawet urzędników resortu – korzystali prezesi niektórych jednoosobowych spółek Skarbu Państwa.

Zarządy pozwalają na dorabianie członków rady w spółce, bądź w spółkach od niej zależnych. Zamawia się u członków rad opinie, płaci się im ekstra za ‘doradztwo’, powołuje się ich odpłatnie w skład komisji przetargowej itp. Nie licuje to z naturą spółki akcyjnej, a już szczególnie ze statusem spółki publicznej. Z wydanego przez Parkiet w czerwcu 2002 r. ‘Przewodnika Inwestora’ wynika na przykład, że w roku 2000 (?) członkowie rady nadzorczej Simple zarobili 61 tys. zł z tytułu pracy w radzie, a 855 tys. zł z tytułu usług świadczonych dla spółki.

W założeniu nadzór służy akcjonariatowi, ale kiedy łamie się przepisy, lub postępuje się niezgodnie z ich celem i duchem, okazuje się, że to spółka służy nadzorowi (ściślej: portfelom nadzorców) kosztem akcjonariatu, jak było w głośnej sprawie wałbrzyskiej Porcelany.

Tekst został ogłoszony 15 lipca 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.09.18 Miedzy przepisem a praktyką
2002.07.22 Z własnej szkatuły