Miesięczne archiwum: Marzec 2003

O jeden most za daleko [2003]

Desant urzędników na niwę dobrej praktyki napotyka opór rynku. Przewodzą mu zagrożeni przewodniczący rad. W londyńskiej City trwają dyskusje na temat raportu Higgsa. Przed rokiem kanclerz skarbu Gordon Brown i minister handlu i przemysłu Patricia Hewitt powierzyli Derekowi Higgsowi misję pokierowania pracami nad przeglądem roli i skuteczności tzw. non–executive directors (w skrócie NEDs) w brytyjskich radach. Chodziło m.in. o zbadanie ich wynagrodzeń; zdefiniowanie pojęcia niezależnego członka rady; ustalenie dopuszczalnej liczby rad, w których można jednocześnie pełnić obowiązki; a także o pobudzenie bliższej współpracy NEDs z akcjonariatem.

Higgs, weteran bankowości inwestycyjnej, jest doświadczonym nadzorcą: w chwili nominacji przewodniczył radzie Partnership UK plc i był członkiem rad Egg plc, The British Land Co., Jones La Salle Inc. i Allied Irish Bank. City życzliwie przyjęła, że nie nawiedzony teoretyk, a trzeźwy finansista dokona oceny współczesnej praktyki korporacyjnej i określi jej nowe kanony.
Zalecenia raportu Higgsa przewidują m.in., że przynajmniej połowę składu rady powinni stanowić niezależni; obsada kierowniczych stanowisk powinna leżeć w gestii komisji do spraw nominacji; komisje do spraw audytu i do spraw wynagrodzeń powinny być w całości złożone z NEDs; rozdziela się stanowiska prezesa zarządu i przewodniczącego rady; członkowie rady, którzy nie prowadzą bieżących spraw spółki (NEDs) spotykają się przynajmniej raz do roku we własnym gronie, bez udziału zarządu i przewodniczącego rady; powinni oni wyłonić swojego lidera (Senior Independent Director); ich posługę dla spółki należy ograniczyć do dwóch trzyletnich kadencji; spółka zapewnia członkom zarządu i rady możliwości dokształcania się i corocznej oceny dokonań; nie należy jednocześnie przewodniczyć więcej niż jednej radzie; członków rady należy godziwie wynagradzać, lecz nie opcjami na akcje. Raport przyniósł także definicję niezależnego członka rady: to taki, którego rada uzna za niezależnego z uwagi na brak powiązań mogących wpłynąć na jego osąd.

Znaczny wpływ na kształt tych zaleceń wywarli urzędnicy. Rząd pragnie wkrótce wprowadzić je w życie. Zdaniem City podążają one zbyt stanowczo, zbyt szybko, zbyt daleko. Nie brak głosów, że żadna ze spółek wchodzących w skład indeksu FTSE100 nie czyni zadość wszystkim zaleceniom. W radzie co czwartej spółki większość należy do członków prowadzących jej bieżące sprawy, a przecież nie wszyscy pozostali spełniają kryteria niezależności. Niektórym radom przewodniczy prezes zarządu. Komisje niektórych rad nie są złożone w większości z niezależnych. Kilka spółek nie wyłoniło jeszcze komisji do spraw nominacji. Kilku radom przewodniczą osoby pełniące taką funkcję w innych spółkach.

Z najbardziej gniewną reakcją spotkał się wyczytany w raporcie Higgsa zamysł ograniczenia roli przewodniczącego rady. Wyrażane są obawy, że lider wyłoniony przez niezależnych członków rady stanie się jego dublerem. Ma on bowiem wyręczać przewodniczącego rady w kierowaniu komisją do spraw nominacji; ma on także wtykać nos w kontakty zarządu z inwestorami i informować o nich całą radę. Do tej pory była to domena przewodniczącego. Nie wszystkim podoba się pomysł dorocznych spotkań NEDs bez udziału przewodniczącego. Kwestionowana jest także zasada, że pozbawienie prezesa zarządu przewodnictwa w radzie dobrze służy porządkowi korporacyjnemu.

Kontrofensywie przewodzi Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu (CBI). Jej dyrektor Digby Jones stoi na stanowisku, że zalecenia Higgsa są nazbyt normatywne. Sformułowania powinny być mniej kategorycznie, ich szata słowna – bardziej elastyczna. Dobre intencje raportu można, owszem, zinstytucjonalizować, lecz przecież nie natychmiast. Nadgorliwość regulatora zmierza do narzucenia rynkowi opcji ‘przestrzegaj’. Lecz niemniej ważna jest opcja ‘wyjaśniaj’. Akcjonariat ma nie tylko same prawa. Ciąży na nim także obowiązek wsłuchiwania się w spółkę, nawiązania z nią dialogu. Nie wszystkie spółki bowiem są na to samo kopyto. Święta prawda!

Zwraca się także uwagę, że rozrastający się zbiór zasad dobrej praktyki godzi zwłaszcza w interesy mniejszych spółek. Niełatwo im bowiem pozyskać członków rady spoza samej spółki, a szczególnie członków niezależnych. Jeszcze trudniej im opłacić te osoby. Niezależni wcale nie są tani. Zwłaszcza jeżeli spółka nie opromienia ich prestiżem towarzyszącym członkostwu w jej radzie.

Brytyjczycy, pracując od lat nad zasadami dobrej praktyki, dopiero teraz, w atmosferze sporu, dochodzą do stanowiska, że niezależni powinni stanowić przynajmniej połowę składu rady. Nie brak głosów, że to rozwiązanie zmierza o most za daleko. My mamy więcej fantazji i zaczynamy tam, gdzie Brytyjczycy zaszli przez dekadę. Śmiało skaczemy w nieznane. Dodam, że nie leci z nami pilot i zapomnieliśmy spadochronów.

Tekst został ogłoszony 31 marca 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także:
2014.04.30 Niezależność jest publiczna
2003.06.23 Niezależni: odrzut z importu

Tupanie w parkiet [2003]

Czy można spółkom polecić opracowany przez giełdę wzorzec sprawozdania o stosowaniu dobrej praktyki?

W ubiegłym roku giełda przyjęła zasady dobrej praktyki notowanych na niej emitentów. Następnie zażądała, by złożyli oni oświadczenia o zamiarze stosowania owych zasad. Większość spółek zadeklarowała, że oczywiście zamierza kierować się dobrą praktyką. Jest to postawa krzepiąca, dobrze wróżąca polskiemu porządkowi korporacyjnemu. Mam jednak wątpliwości co do wiarygodności owych solennych zapewnień, skoro złożyły je także wyrodki przynoszące tylko wstyd rynkowi i znane ze złych praktyk. Nie prowadzą one działalności, tylko od czasu do czasu wydają komunikaty, że rozwijają się, konsolidują, pozyskują inwestorów strategicznych. Surowo napomniane głośnym tupaniem w parkiet, pod który zapadły się, ogłosiły one także o podjęciu działań zmierzających do przygotowania procedur związanych z wdrożeniem i przestrzeganiem w spółce zasad ładu korporacyjnego. Dla większej wiarygodności owych komunikatów, niektóre spółki (Atlantis, 4Media) przybrały je w tę samą szatę słowną. Z pewnym wyjątkiem: spółka 4Media zgodnie ze swoim ethosem dodała, że chodzi o przestrzeganie zasad owego ładu w możliwie najszerszym zakresie. Ładne kwiatki!

Sytuacja jest zakłamana, bo akcje emitenta, którego de facto nie ma, są notowane na giełdzie, co jest fatalną praktyką. Sytuacja jest zakłamana, bo składa się deklaracje o gotowości udzielania wsparcia ofiarom oszustw spółki 4Media, lecz nie umie się wskazać adresu, pod którym można zastać członków zarządu tej spółki, gdyby ktokolwiek miał z nimi cokolwiek do omówienia. Nie warto więc przeceniać oświadczeń o zamiarze kierowania się dobrą praktyką. Wkrótce nadejdzie pora składania przez spółki oświadczeń nie o intencjach, lecz o rzeczywistym wywiązywaniu się z przyjętych zobowiązań – a wtedy będzie można oceniać spółki po faktach, nie po słowach rzucanych na wiatr.

Zgodnie z zasadą ‘stosuj lub wyjaśniaj’, do 1 lipca spółki mają ogłosić, które zasady przyjęły i jak je wykonują, a które odrzuciły i dlaczego. Na emitentach ciąży przeto nowa powinność informacyjna. Aby ułatwić spółkom wywiązywanie się z niej, giełda ogłosiła na witrynie www.gpw.com.pl tzw. ‘raport przykładowy’, czyli wzorzec stosownego sprawozdania. Jest w nim wiele pożytecznych inspiracji. Na przykład dotyczących otwartości informacyjnej spółki, bądź programu edukacyjnego świadczonego przez spółkę nowowybranym członkom rady nadzorczej. Niestety, więcej znajduję przykładów skrajnego dogmatyzmu, przewagi schematu nad treścią, formy nad sednem sprawy.

Gwoli przykładu: w kwestii zasady dotyczącej wykształcenia i doświadczeń członków rady nadzorczej ‘raport przykładowy’ podpowiada, by spółka ogłosiła, że jej rada nadzorcza określiła ogólne kryteria, którym powinni odpowiadać jej członkowie. Wśród tych kryteriów wymienia się wykształcenie zgodne z profilem działalności spółki. Czy chodzi tutaj o to, by w radzie nadzorczej rzeźni mogli pracować tylko magistrowie rzeźnictwa, a prawnik to już nie? Czy może o to, że geografowi wolno zasiadać w radzie nadzorczej PPWK, ale od innych spółek winien on raczej trzymać się z daleka? Inny przykład jest już niebezpieczny: otóż aczkolwiek spółka deklaruje, że wyboru biegłego rewidenta dokonuje rada nadzorcza po zapoznaniu się z opinią swojej komisji do spraw audytu złożonej z niezależnych członków rady (wzorowa procedura!), przecież ‘raport przykładowy’ zakłada mimo to, że wyboru podmiotu świadczącego usługi biegłego rewidenta dokonuje… zarząd spółki. Owszem, w niektórych spółkach biegłego rewidenta wyznacza sobie zarząd, lecz jest to zła praktyka. Rzecz w tym, że ani w przyjętych przez giełdę zasadach dobrej praktyki, ani we wzorcu sprawozdania spółki, nie rozróżnia się firm audytorskich od biegłych rewidentów.

Dobra praktyka dotyczy postępowania spółek, które nierzadko odbiega daleko od prawa, statutu spółki, bądź regulaminów jej organów. Lecz ‘raport przykładowy’ zbyt często pozwala spółce wyręczyć się odwołaniem do swoich regulaminów, przy tym giełda notorycznie myli przepis z zapisem: przepis to, w skrócie, część aktu prawnego, a zapis jest na akcje. Przepis regulaminu może być słuszny, ale przecież martwy. Tu chodzi o to, jak spółki naprawdę postępują, a nie o to, jaki mają ustrój. Doskonale pamiętamy pewien bank utrudniający odbycie walnego zgromadzenia. Regulamin zgromadzenia był poprawny, praktyka była zła.

W ‘raporcie przykładowym’ spółka kilkakrotnie powołuje się na oświadczenia podpisywane przez członków zarządu i rady nadzorczej, a nawet dyrektorów jednostek organizacyjnych. Otóż taki schemat wręcz zniechęca do dobrej praktyki. Nie chodzi bowiem o to, by podpisywać lojalki i mnożyć sprawozdania, lecz by kierować się jasnymi zasadami, które przydadzą wartości i spółce, i jej akcjonariatowi. Inaczej znowu przyjdzie tupać w parkiet.

Tekst ogłoszony 24 marca 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także sprostowanie: 2003.04.07 Kto wybiera rewidenta

ING zmienia oblicze [2003]

Stosunek spółek do porządku korporacyjnego odzwierciedla skalę ich działania.

W kwietniu odbędzie się w Hadze walne zgromadzenie ING. Przewiduje się zmiany w statucie i nową strategię spółki na niwie corporate governance. Zmiany będą reakcją na wymogi stawiane na rynku amerykańskim i na krytykę spółki przez holenderskie stowarzyszenie inwestorów (VEB), a przy tym odzwierciedlą globalizację grupy, rozwijającej działalność w kilku dziedzinach (bankowość, ubezpieczenia, zarządzanie aktywami, nieruchomości itd.) na kilku kontynentach (Europa, obie Ameryki, Azja i region Pacyfiku). Spółka lokalna powinna brać pod uwagę wzorce postępowania ukute dla jej lokalnego rynku. Spółka globalna powinna wzbić się ponad lokalne uwarunkowania, prezentując globalne podejście do standardów corporate governance.

ING deklaruje chęć kierowania się dobrem nie tylko akcjonariuszy, lecz ponadto interesariuszy, czyli wszystkich z otoczenia spółki pokładających w niej interesy, w tym klientów, pracowników i społeczeństw. Jeżeli kwietniowe walne zgromadzenie zatwierdzi nowy porządek korporacyjny w ING, dojdzie m.in. do rozszerzenia praw akcjonariuszy, wzmocnienia kompetencji walnego zgromadzenia oraz ukształtowania nowego modelu współpracy z reprezentacją załogi.

Grupa zmienia mechanizm działania. Do tej pory jej struktura wyrastała z modelu holenderskiego, który przewiduje radę nadzorczą uprawnioną m.in. do powoływania i odwoływania członków zarządu oraz do zatwierdzania decyzji o strategicznym znaczeniu. Lecz ponieważ w Holandii pracuje mniej niż 30% załogi ING, ów model zostanie zachowany tylko na szczeblu lokalnym, natomiast na szczeblu grupy planuje się, że walne zgromadzenie zyska wpływ na obsadę stanowisk w zarządzie. Członkowie zarządu będą wprawdzie powoływani przez radę (jest to konieczne w obliczu wymogów tamtejszych organów nadzoru, odpowiedników KNB i KNUiFE), lecz walne zgromadzenie będzie mogło odrzucać poszczególne nominacje większością dwóch trzecich głosów przy uczestnictwie co najmniej jednej trzeciej kapitału. Uzyska ono także wpływ na skład rady, dotychczas kompletowanej w drodze kooptacji.

Do tej pory walne zgromadzenie mogło tylko przyjąć lub odrzucić sprawozdanie finansowe; propozycje przewidują przyznanie mu wpływu na treść sprawozdania. Partnerem holenderskich związków zawodowych był dotąd zarząd grupy. Teraz ma być nim zarząd szczebla lokalnego. Co najważniejsze: przewiduje się zniesienie wszystkich, dotychczas licznych i poważnych, ograniczeń wykonywania prawa głosu z akcji i kwitów depozytowych, oraz uczestniczenia ich posiadaczy w walnych zgromadzeniach. Przewiduje się także zniesienie ograniczeń dotyczących wymiany kwitów depozytowych na akcje, a nadto wprowadzenie licznych ułatwień dotyczących wykonywania prawa głosu na WZ przez dowolnie wybranego pełnomocnika.

Zmienia się rola dwóch instytucji, tzw. biur powierniczych, mających głównie przeciwdziałać próbom wrogiego przejęcia, dotąd reprezentujących interes spółki wobec akcjonariuszy i posiadaczy kwitów depozytowych, a odtąd – ich interesy wobec spółki. Instytucje te były z urzędu nadzorowane przez przedstawicieli rady grupy, którzy teraz zostaną zastąpieni przez niezależnych. Rady obu powierników będą dwakroć do roku spotykać się z zarządem i radą nadzorczą grupy. W radzie nadzorczej grupy, prócz komisji do spraw audytu oraz komisji do spraw wynagrodzeń i składu zarządu, powstaje komisja do spraw corporate governance, odpowiedzialna za doroczne przeglądy sytuacji w świecie i analizy, czy przyjęty przez grupę model porządku korporacyjnego dotrzymuje kroku zmieniającym się potrzebom.

ING ma kilka tożsamości. Holenderską, bo reprezentuje tradycje tamtejszej przedsiębiorczości. Europejską, bo spółka ma silną pozycję w krajach Unii Europejskiej (jak Belgia, Niemcy), oraz w krajach mających do niej niebawem dołączyć (tu przede wszystkim liczy się Polska). Amerykańską, bo 20% akcji znajduje się za Atlantykiem. Globalną, bo spółka działa od Kanady po Australię, od Meksyku po Chiny i Tajwan. Dlatego spółka reaguje na bodźce płynące do niej z rynków na których działa (obecnie takim bodźcem jest przede wszystkim Sarbanes – Oxley Act), ale też sama stara się kształtować wzorce zachowań na rynkach. Czyni to, co musi, ale też czyni to, czego nie musi, a chce. Zarazem zachowuje własną specyfikę, wyrażającą się m.in. odrębnością zarządu i rady nadzorczej.

ING uchyla większość ustrojowych zabezpieczeń przed wrogim przejęciem. Ale chociaż do tej pory prawa akcjonariuszy i posiadaczy kwitów depozytowych były ograniczone, przecież poza Holandię, czyli w „obce ręce” poszło 70% kapitału. Zapewne sprawiła to przejrzystość ING. Grupa prowadzi dobrą politykę informacyjną. Dla wielu posiadaczy akcji i kwitów depozytowych było to chyba ważniejsze od możliwości korzystania z pełni praw korporacyjnych.

Tekst ogłoszony 17 marca 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Szklany sufit po polsku [2003]

Finanse są tradycyjnie enklawą awansu kobiet. Zapewne sprawił to pieniądz, najlepszy łącznik ze światem. W tle rozważań o udziale kobiet w nadzorze korporacyjnym (podjąłem je w tym miejscu przed trzema tygodniami) pojawia się pytanie: co, z racji samej płci, wnoszą kobiety do rady nadzorczej? Otóż tylko jedno: różnorodność. Twierdzę tak na podstawie własnego doświadczenia, natomiast nie wiem, czy w Polsce prowadzono już badania nad tą kwestią, bo w wielu krajach owszem. Różnorodność w radzie bywa twórcza i wzbogaca skuteczność nadzoru nad działalnością spółki. Z kolei skuteczny nadzór pomnaża wartość spółki, wzbogaca akcjonariuszy.

Uważam, że ważnym miernikiem poziomu cywilizacji jest obecność kobiet w parlamentach, rządach, zarządach i radach nadzorczych. Im wyższy udział kobiet w owych gremiach, tym bardziej nowoczesne społeczeństwo i jego gospodarka, tym wyższe tempo rozwoju. Społeczeństwa, które dyskryminują kobiety, albo nie doceniają ich możliwości intelektualnych, nieuchronnie pozostaną w tyle. Pierwszeństwo przypadnie tym, które wykorzystują zdolności i aspiracje obu połów gatunku ludzkiego. Minęło sporo czasu, od kiedy przedstawiciel jednego z najmniej oświeconych krajów przemówił w ONZ do współautorki Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Eleonory Roosevelt: „Pani ma rację, że chodzi o prawa człowieka. Mój rząd nie zgodzi się na to, by dotyczyły one także kobiet”.

Współcześnie prawa człowieka są najważniejszym kryterium oceny postępowania państw. Natomiast gospodarkę ocenia się w znacznej mierze po stopniu jej nasycenia porządkiem korporacyjnym. Kraj, w którym istnieje szklany sufit, utrudniający kobietom drogę na szczyty karier, zostanie negatywnie oceniony tak pod kątem przestrzegania praw człowieka, jak pod kątem corporate governance. Obie oceny zaważą krytycznie na ruchach kapitału, napływie inwestycji, dostępie do technologii, a nawet na klasie kadry kierowanej na placówki w takim kraju. Do pracy w koloniach, zwłaszcza wśród dzikich, delegowano wszak wyłącznie mężczyzn, w dodatku niekoniecznie najbardziej obiecujących.

W Polsce kruszenie szklanego sufitu odbywa się powoli. Jedną z pierwszych enklaw awansu kobiet są finanse. Sprawiła to tradycja, ponieważ nawet w czasach zimnej wojny pieniądz wciąż łączył ze światem i wymagał fachowego traktowania. Wprawdzie ani wtedy, ani dzisiaj, kariery nie bywały całkiem neutralne politycznie, lecz na tej niwie brano pod uwagę także kwalifikacje. Stąd kobiety stały albo stoją – bardziej stosowny jest dzisiaj czas przeszły! – na czele wielu banków, w tym banku centralnego, Pekao, PKO, BPH, PBK (te dwa ostatnie, dzisiaj połączone, pod kierownictwem kobiet przeżyły lepsze czasy), byłego Komunalnego, byłego Częstochowa, zapomnianego już PBKS. Ministerstwa finansów i skarbu to tradycyjnie resorty z największym udziałem kobiet na ważnych stanowiskach. Nikogo już nie dziwi, że kobiety kieruje pracami ważnych instytucji, jak Bankowy Fundusz Gwarancyjny, Polcard, Visa, fundusze inwestycyjne, izby gospodarcze domów maklerskich i funduszy emerytalnych. Rzuca się w oczy niski udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych działających w Polsce zagranicznych towarzystw ubezpieczeniowych, gdzie przyjęto model kolonialny, oraz brak kobiet w kierownictwie giełdy papierów wartościowych.

Pozytywnym objawem jest stosowanie wobec obu płci tych samych, albo przynajmniej zbliżonych, kryteriów oceny kadrowej. W licznych środowiskach wierzy się, że kobieta awansuje tylko wtedy, gdy jest trzy razy lepsza od mężczyzny, z którym rywalizuje. Ewentualnie przynajmniej dwa razy. Od polskich finansistek nikt tego moim zdaniem nie wymaga. Wystarczy, że spełnią kryteria. Nie muszą być lepsze od mężczyzn. I często wcale nie są, co im zresztą w niczym nie uchybia.

Zwiększenie udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych zależy od spełnienia dwóch warunków. Pierwszy to odstąpienie od rozdawnictwa stanowisk między politycznych stronników, nawet niekompetentnych (nazywam to zjawisko alotażem). Drugi to upowszechnienie praktyki obsadzania funkcji w organach spółek w drodze konkursów. Dobry przykład winien dać Skarb Państwa.

Na koniec dwie obserwacje z gatunku: o czasy!, o obyczaje! Niedawno czytelniczka ‘Forbes Global’ przysłała do redakcji ostry list. Zarzuciła w nim, że pismo tendencyjnie przemilcza osiągnięcia kobiet. Jeszcze kilka lat temu nikt nie stawiałby takich oczekiwań przed pismem ekonomicznym. Pewna polska instytucja finansowa rozesłała dziennikarzom informację o nominacji w swojej strukturze. Tekstowi towarzyszyło zdjęcie nominata nazbyt intensywnie wypacykowanego makijażem. Naśmiewaliśmy się w prasie z pań prezes utrzymujących nadwornych fotografów i fryzjerów, nawet osobne windy do prywatnego użytku. Okazuje się, że część tych ekscesów była zasługą nadgorliwców z działów public relations.

Artykuł ukazał się w Gazecie Bankowej 10 III 2003. Wytłuszczenia współczesne.

Cox wie lepiej [2003]

Fundamentem porządku korporacyjnego jest równe traktowanie akcjonariuszy. Nawet dużych albo ulubionych!

W Szeptelu zwołano nadzwyczajne walne zgromadzenie. Zajmie się ono tylko jedną sprawą – zmianami w radzie nadzorczej. Sytuacja jest czytelna. Zmienił się układ sił w akcjonariacie spółki. Wyszli z niej niektórzy inwestorzy. Ich miejsce zajęli inni, którzy obecnie domagają się reprezentacji w radzie. Nic w tym nadzwyczajnego. Tak bywa w wielu spółkach. Prezes spółki skomentował dla ‘Parkietu’, że w radzie są dwa wakaty, bowiem odeszli z niej ‘przedstawiciele’ BRE. ‘Dwie osoby reprezentują z kolei BGŻ, choć bank pozbył się wszystkich akcji spółki. Zmiana rady jest w tej sytuacji naturalna’. Otóż wcale nie jest naturalna! Doświadczony menedżer (bywał już prezesem innych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie) reprezentuje tu pogląd, jakoby istniała reguła, że kto sprzedał akcje – stracił tytuł do członkostwa w radzie, bowiem winno ono teraz przypaść temu, kto właśnie akcje kupił. Członek rady powiązany z inwestorem, który już wyszedł ze spółki, zasługuje na los hinduskiej wdowy: spalenie na stosie.

Daremnie teoretycy strzępią języki i pióra, by wbić do powszechnej świadomości, że członek rady nadzorczej nie działa w niej z ramienia inwestora, któremu zawdzięcza wybór, lecz przede wszystkim winien mieć na względzie interes spółki. Praktyka podążyła innym torem. Członkowie rad nadzorczych odczuwają brzemię oczekiwań (pokładanych w nich przez inwestorów, którzy zdołali przepchnąć ich do rady), że staną się rzecznikami interesów swoich mocodawców. Inwestorzy oczekują także, że ich ‘przedstawiciele’ będą informować ich o wszystkim, co dzieje się w spółce.

Wybitny znawca tematu, prof. Grzegorz Domański tak sformułował swoje stanowisko: ‘Wbrew rozpowszechnionemu w Polsce przekonaniu członkowie rady nadzorczej nie są „przedstawicielami” poszczególnych akcjonariuszy (lub grup akcjonariuszy), lecz reprezentują wyłącznie siebie i mają obowiązek prawny kierować się przy podejmowaniu decyzji przede wszystkim interesem spółki. Inna sprawa, że będą pojmować ten interes tak, jak pojmują go akcjonariusze, których głosami zostali wybrani. W tym świetle zasada równego traktowania akcjonariuszy nabiera wielkiego znaczenia, sprzyja bowiem osiąganiu racjonalnego kompromisu na forum rady. Niedopuszczalne jest uprzywilejowanie określonych akcjonariuszy w dostępie do informacji o sprawach spółki dzięki temu, iż mają w radzie nadzorczej swego „przedstawiciela”’.

Walka między akcjonariuszami o miejsca w radzie nadzorczej często prowadzona jest zawzięcie. Niezaprzeczalnie bywa tak dlatego, że poprzez swojego człowieka – owego ‘członka z ramienia’ – akcjonariusz uzyskuje dostęp do informacji o sytuacji spółki, więc łatwiej mu wywierać na nią wpływ w sposób dla niego korzystny. Delikatnie trąciła w tę strunę prezes Agory Wanda Rapaczyńska podczas przesłuchania przez sejmową komisję śledczą. Otóż poseł Bogdan Lewandowski zadał pytanie, czy jeden z akcjonariuszy Agory, Cox Enterprises, z własnej inicjatywy napisał znany list do premiera RP, czy też został do tego skłoniony przez Wandę Rapaczyńską. Amerykański inwestor zajął w owym liście stanowisko w sprawie projektu polskiej ustawy o mediach, opowiadając się za poszanowaniem interesów Agory.
Prezes Rapaczyńska przytomnie odparła, że skądże, ona o list nie błagała, była to inicjatywa Cox Enterprises, wszak ‘Cox ma reprezentanta w radzie nadzorczej spółki, jedną osobę, i na bieżąco jest powiadamiany o wszystkich sprawach, które spółki dotyczą’. Cox ma więc pełny dostęp do informacji o spółce. Dzieje mu się w spółce znacznie lepiej, niż rzeszy prostych dawców kapitału.

Zestawienie Agory z Szeptelem wydaje się niesłuszne, ponieważ na giełdzie Agora lokuje się wysoko, a Szeptel ledwie zipie. Statuty obu spółek są jednak po jednych pieniądzach. Są w nich przepisy bardzo osobliwe. Członkowie rady nadzorczej mogą pochodzić z… nominacji przewodniczącego walnego zgromadzenia (Szeptel). Walne może odbyć się gdzie bądź, byle w Polsce, w miejscu wskazanym w ogłoszeniu o jego zwołaniu (też Szeptel). Biegłego rewidenta wybiera spółce zarząd, co rada ma jedynie akceptować, a i to nie zawsze (Agora). Członkowie zarządu mogą uczestniczyć w posiedzeniach rady nadzorczej – jak ze statutu wynika, nawet bez zaproszenia! – i przysługuje im w radzie głos doradczy, cokolwiek owo pojęcie oznacza (Agora). Większość bezwzględna, termin klarownie objaśniony w kodeksie spółek handlowych, jest traktowany w statucie Agory nad wyraz dowolnie: na walnym zgromadzeniu to nierzadko aż ¾ głosów, za to w radzie nadzorczej taką większość można wykreować, przy równym rozkładzie głosów, głosem przewodniczącego. Prawnicy mieli zabawę klecąc tak ciekawe rozwiązania. Godzi się wszelako odnotować, że Agora pełnym głosem deklaruje zamiar przestrzegania przyjętych przez giełdę zasad dobrej praktyki. Będzie lepiej.

Tekst ogłoszony 3 marca 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA