Miesięczne archiwum: Lipiec 2003

Kultura raportu rocznego [2003]

Spółka jest winna rynkowi i akcjonariuszom rzetelną informację o swoich poczynaniach i zamierzeniach.

Wzrasta znaczenie raportu rocznego. Ambitne spółki widzą w nim sposobność do rzetelnej autoprezentacji. Zyskują na tym względem konkurencji, która po staremu śle na rynek ociekające lukrem broszury marketingowe. Dobry raport sytuuje spółkę nie tylko na tle jej historii, także na tle sektora i rynku; wnikliwie i krytycznie przedstawia jej otoczenie, sytuację i perspektywy. Wynik oczywiście też się liczy, lecz wcale nie jest jedynym kryterium oceny spółki. Dzisiaj rynkowi nie wystarcza wiedza, ile spółka zarobiła lub straciła. Nie bez znaczenia jest także, jak spółka zarobiła, albo dlaczego straciła. Same liczby tego nie powiedzą. Dlatego w raporcie rocznym nad kolumnami liczb, wykresami i ilustracjami, górują słowa.

Raport roczny z natury wychodzi poza ciążące na spółce obowiązki informacyjne. W komunikatach bieżących spółka ogłasza to, co musi; tutaj może ponadto ogłosić, co uzna za stosowne. Jest to najlepsze miejsce dla przedstawienia przez spółkę jej misji, strategii, corporate governance, etyki działalności, oceny krajobrazu gospodarczego, pozycji konkurencyjnej, porównania osiągnięć z zamierzeniami, wrażliwości i odpowiedzialności społecznej, innowacji i nowych produktów, osiągnięć w dziedzinie badań i rozwoju, relacji ze spółkami zależnymi, a także ich struktury i dokonań, wynagrodzenia biegłego rewidenta (oraz kwot wypłaconych firmie audytorskiej tytułem innych usług), indywidualnych wynagrodzeń członków zarządu i rady nadzorczej wraz w wszelkimi ubocznymi świadczeniami (i z uwzględnieniem bieżącej wartości przyznanych im kiedyś opcji), wyzwań, ryzyk, niepewności, oraz błędów i złych wiadomości. Raport nie musi być hymnem pochwalnym. Nic nie uwiarygodni spółki bardziej, niż sumienne przedstawienie negatywnych wydarzeń, zagrożeń, niepowodzeń. Sam Warren Buffet przyznaje się do błędów (jest w tym zresztą odrobina kokieterii) i mocno akcentuje niesprzyjające okoliczności.

Niektóre spółki publiczne są najwyraźniej zmęczone obowiązkami informacyjnymi (ponieważ przychodzi im odsłaniać niekorzystne informacje) i emocjonalnymi reakcjami analityków na ich raporty kwartalne. Lecz kwartał jest tylko częścią cyklu gospodarczego, którego jednostką jest rok. Nie jestem orędownikiem ogłaszania sprawozdań kwartalnych, lecz nisko cenię spółki, które nie ogłaszają raportów rocznych, albo usiłują wykorzystać ten instrument dla agresywnej reklamy. W Polsce nie mamy bogatej tradycji raportów rocznych. Mamy też do czynienia z biernością rad nadzorczych. Stąd przyjęte przez giełdę zasady dobrej praktyki przewidują, że spółka publiczna ogłasza raport roczny i zamieszcza w nim dokonaną przez radę nadzorczą, niezależną od zarządu ocenę sytuacji spółki. Zmusi to rady do samodzielności i uświadomi ich członkom, że za każde słowo tej oceny – oraz za brak właściwego słowa – poniosą odpowiedzialność.

Spółki nauczą się odpowiedzialnie traktować swoje raporty roczne dopiero wtedy, gdy rynek nauczy się z nich korzystać. Warto studiować raporty, by poznawać spółki, ich produkty, oraz rynki na jakich działają. Oto kilka przykładów na kanwie raportów za 2002 rok. Raport fińskiej spółki Setec może służyć za świetny przewodnik po innowacjach technicznych i tendencjach w dziedzinie kart o najwyższych parametrach bezpieczeństwa i urządzeń służących identyfikacji wizualnej. Raport ING Banku Śląskiego zawiera cenne wyznania na temat kierunków rozwoju banku. Ciekawskim polecam zdjęcie prezesa na s. 10, a raczej – widok za oknem (Warszawa to, czy raczej Katowice?).

Cenny użytek z raportu rocznego potrafią czynić spółki niepubliczne. W raporcie Samopomocy bardzo ważna jest deklaracja zawarta w liście prezesa rady nadzorczej, że inwestor strategiczny, HDI, będzie w miarę wzrostu sprzedaży obejmował akcje następnych emisji. Takie przyrzeczenie waży tu znacznie więcej, niż w oświadczeniu dla prasy, albo nawet w liście intencyjnym. W raporcie rocznym Ergo Hestii nie ma ani słowa o działalności rad nadzorczych obu towarzystw. Za to wyraziście przedstawiono społeczną odpowiedzialność i obywatelską aktywność grupy. Wysublimowane artystycznie wydawnictwa Ergo Hestii dowodzą, że raport roczny jest jak mężczyzna z piosenki Jacka Fedorowicza: nie musi być piękny, ale wcale nie szkodzi gdy jest. Tym razem grupa zaskakuje nas chłodną ascezą alfabetu Braille’a.

Na rozwiniętych rynkach kształtuje się już kultura raportu rocznego. Finansiści dokładają starań, żeby dla dobra spółki odsłonić jak najwięcej, bo wtedy raport może dać oparcie decyzjom inwestycyjnym. Dlatego spółki konkurują nie tylko wynikami, także ich prezentacją. Coraz więcej znaczy przekonanie, że przyszłość rynków zależy od zaufania pokładanego w nich przez inwestorów, a źródłem zaufania jest dostęp do informacji: rzetelnych, zrozumiałych, kompletnych, porównywalnych.

Tekst ogłoszony 21 lipca 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa.

Społeczne oblicze spółki [2003]

W trudnych czasach instytucje finansowe muszą pracować na zaufanie równie wytrwale, jak na zyski.

Spółka nie działa w próżni. Nie jest ona prostym automatem do nabijania zysków. Uważa się, że spółka powinna tworzyć wartość, przede wszystkim dla akcjonariuszy, którzy dostarczyli jej kapitał, a ponadto dla swojego otoczenia. Są nim ci, którzy w spółce pokładają swoje interesy – klienci, pracownicy, lokalne społeczności, organizacje pozarządowe. Stosunki między akcjonariuszami a interesariuszami to materia bardzo delikatna, wciąż pełna niedomówień. Warto ją zdefiniować. Wiele spółek kwituje tę kwestię kilkoma budującymi akapitami raportu rocznego. Tylko nieliczne próbują wyjść poza ogólniki.

Należy do nich grupa ING. 23 czerwca ogłoszono doroczny raport pod hasłem ‘ING w społeczeństwie’. Jest to ciekawa lektura. Pisałem tu niedawno, że ING zmienia oblicze, modyfikuje swój porządek korporacyjny. Raport na temat społecznych aspektów działalności grupy ING wykracza poza domenę corporate governance. A raczej – wzbogaca ją o wymiar zaufania, praw człowieka i społecznej odpowiedzialności. Do grona swoich interesariuszy grupa zalicza klientów (jest ich ogółem 60 milionów), akcjonariuszy, pracowników (jest ich, w przeliczeniu na pełne etaty, 115.815) i społeczeństwa (grupa działa w 60 krajach).

ING czyni wiele w kierunku otwartości i przejrzystości grupy. Raporty roczne traktują o spolegliwości finansowej. Raporty społeczne wzbogacają obraz spółki o jej wymiar społeczny, etyczny, oraz o kwestie związane z ochroną środowiska. Ponadto spółka kilkakroć do roku ogłasza wydawnictwa periodyczne, ‘Shareholders’ News’ i ‘Shareholders’ Bulletin’; są one wszystkie powszechnie dostępne. Tematem przewodnim raportu społecznego 2002 jest zaufanie: wartość szczególna, budowana żmudnie, w każdym segmencie rynku, w każdej społeczności z osobna; wartość szczególnej troski, z czasem krzepnąca potęgą procentu składanego.

Dla polskiego czytelnika niektóre dociekania raportu społecznego mogą wydawać się obce, wręcz egzotyczne. Kto u nas dba o to, ile firma produkuje odpadów na pracownika? Ile dwutlenku węgla? Jaki jest udział kobiet na ścieżkach awansu zawodowego? Czy dostawcy spełniają kryteria społecznej poprawności? Czy wśród nich mają preferencje firmy prowadzone przez kobiety lub mniejszości? Dowiadujemy się, że pracownicy placówek ING w Holandii wypijają 26 milionów porcji kawy (po 900 na pracownika rocznie) dostarczanej z firmy spełniającej kryteria. Dowiadujemy się, że bank wprowadził restrykcje kredytowe wobec firmy powiązanej z Birmą, gdzie naruszane są prawa człowieka. Oraz wobec przemysłu papierniczego i wytwórców oleju palmowego – nie z powodów ekonomicznych, lecz mając na uwadze ochronę środowiska.

Ważne są informacje o zamyśle zmiany polityki wynagradzania zarządu (rada nadzorcza zamierza uwzględnić realia światowych rynków), krytycznym odzewie społecznym na takie propozycje, oraz rozważnym, rozłożonym w czasie wprowadzaniu ich w życie. Ważne, że spółka zmienia swoją politykę świadczeń na rzecz potrzebujących od pasywnych donacji w stronę aktywnego mecenatu. Ważne, że spółka dostrzega możliwość konfliktu interesów między akcjonariuszami zainteresowanymi coraz wyższym zwrotem z kapitału, a pracownikami zainteresowanymi bezpieczeństwem zatrudnienia. Bardzo ważne, że spółka wzbogaca swoją politykę przesłaniem wynikającym z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Uchwalona przed 55 laty, deklaracja adresowana była wówczas do rządów i społeczeństw; dzisiaj światową scenę zapełniają także korporacje ponadnarodowe mające większy wpływ na społeczne i ekonomiczne, a nawet kulturalne aspekty życia ludzkości, niźli niejeden rząd. Globalne spółki już widzą, że będą oceniane nie tylko przez pryzmat wskaźników obrazujących ich rozwój, także przez pryzmat ich stosunku do praw człowieka, ponieważ która spółka nie uszanuje tych praw – utraci zaufanie i akceptację społeczną, przekreśli szanse na rozwój.

ING prowadzi działalność na sześciu kontynentach, ale ostentacyjnie nie przypisuje większego znaczenia pozyskiwaniu życzliwości rządów. W tym kontekście nie wspomniano Polski, której rząd lubi wywierać naciski na prywatne instytucje finansowe, by wykładały pieniądze na stocznie lub kopalnie. Nie tak dawno, podczas konferencji Corporate Governance XII, wiceminister finansów prof. Jan Czekaj publicznie powołał się na opinie anonimowych prezesów banków z kapitałem zagranicznym, którzy ponoć wyznawali mu w sekrecie, że ich inwestorzy strategiczni nie dbają o interes polskiej gospodarki narodowej. Replikowałem, prosząc o przykłady. Nie usłyszałem konkretów.

Dzisiaj o zaufanie muszą zabiegać nie tylko podmioty gospodarcze, także rynki, społeczeństwa, rządy. Niestety ani rynek, ani społeczeństwo, ani rząd nie zdają sobie sprawy z tej powinności. Polska powinna dokonać surowego rachunku sumienia, co czyni by przychylnie usposobić do siebie kapitał.

Tekst ogłoszony 7 lipca 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA

Czytaj także 2003.03.17 ING zmienia oblicze