Miesięczne archiwum: Wrzesień 2003

Od Ożarowa do Jarosławia [2003]

Więcej przejrzystości! To hasło jednoczy dążenia do porządkowania polityki i gospodarki. Przejrzyste państwo lepiej służy obywatelom. Przejrzysty rynek nie tylko jest bardziej efektywny, jest także bardziej bezpieczny. Żądanie coraz większej przejrzystości dotyczy również uczestników rynku. Przy czym nie chodzi już jedynie o to, czy przejrzysta jest struktura spółki, czego możemy wymagać raptem od dwustu firm notowanych na warszawskiej giełdzie, lecz nie od samej giełdy. Chodzi także o przejrzystość celów i metod działalności, czego możemy wymagać od wszystkich. Współcześnie żaden z uczestników rynku nie może wygasić świateł i oznajmić opinii publicznej, że nic nie powinno ją obchodzić, ku jakim celom korporacja zmierza i jakimi metodami działa.

Spółka istnieje pośród społeczeństwa. Znaczenie tego wymiaru jej działalności, jaki umownie nazywamy społeczną odpowiedzialnością spółki, zwolna dorasta znaczeniu wyniku finansowego. Nieodwracalnie przeminęły czasy, kiedy w imię lepszego wyniku uchodziło naruszać etykę, lekceważyć interesy lokalnej społeczności, pomijać dobro interesariuszy. Za takie postępowanie może spotkać spółkę sroga kara. Jej najwyższym wymiarem jest bojkot. Doświadczyło go już sporo spółek. Przed laty Baby Milk Action wzywała do bojkotu Nestle na naruszenie międzynarodowych zasad marketingu substytutów naturalnego pokarmu matki. Mleko nie spełniało wymogów Międzynarodowej Organizacji Zdrowia. Bojkot ugodził w renomę firmy, a przy okazji w sprzedaż kawy. Kampania „Shell out of Nigeria” (1995) wynikała z przekonania, że zaangażowanie koncernu w Nigerii prowadziło do prześladowań rdzennej na terenach roponośnych ludności Ogoni. Nigeria dokonała egzekucji 9 aktywistów występujących w obronie Ogoni; ich przywódca, Ken Saro–Wiwa był zgłaszany do pokojowej nagrody Nobla. W tym czasie ostro krytykowano Shella także za zniszczenie platformy Brent Spar, co spowodowało znaczne szkody w środowisku. Coca Cola oberwała za wspieranie reżymu Nigerii, Pepsi za takież postępowanie względem Birmy (Myanmar), a Bacardi – Kuby. Producenci odzieży Nike i Reebok byli obiektami bojkotu za urągające prawom człowieka warunki pracy w fabrykach na Dalekim Wschodzie. Latem 2000 roku antyrasiści wzywali do bojkotu portalu Yahoo! za dopuszczanie stron internetowych gloryfikujących nazizm. Portal bywał krytykowany już wcześniej za aukcje pamiątek po hitleryźmie.

Bojkot niekiedy dotyka instytucji finansowych. Barclays Bank ucierpiał z powodu współpracy ze wspierającym politykę apartheidu reżymem RPA. Nie tylko społeczeństwa bojkotują: niekiedy czynią to pewne profesje lub instytucje. Holenderskie stowarzyszenie brokerów wzywało do bojkotu polis Nationale–Nederlanden po fuzji towarzystwa z NMB Postbank (wynikiem fuzji było zawiązanie ING Groep). W Polsce nie było dotychczas sensownej kampanii obywatelskiej ani wezwań do bojkotu. Na Wybrzeżu związkowcy obrzucali bilonem placówki Pekao SA, ponieważ bank (słusznie!) nie wspomógł zbankrutowanej stoczni. Palili też opony, za co powinni zostać zbojkotowani przez ekologów. Nikt nie wezwał do bojkotu Vitay, programu lojalnościowego PKN Orlen, promowanego kiedyś uwłaczającą godności kobiet i głupią reklamą radiową (dwaj zarozumiali kretyni przyznawali kobietom punkty za powierzchowność, aż jeden zdyskwalifikował „swoją” Beatę).

Nie było też warunków sprzyjających skutecznemu bojkotowi. Nie było ich w Łodzi, gdzie wbrew protestom załogi ale z pożytkiem dla miasta likwidowano rzeźnię. Nie było w Ożarowie, gdzie butna Telefonika zamknęła fabrykę na szkodę załogi i regionu . Lecz oto są w Jarosławiu: LU Polska, jedna ze spółek koncernu Danone, zamierza zamknąć zakłady cukiernicze SAN. Skoro nie wyjaśniono powodów takiej decyzji, lekceważąc Jarosław i region – tamtejszy PSS Społem podjął bojkot wyrobów Danone. Czołem przed Społem!

Przed kilku laty w Lipsku koncern Brau und Brunnen, znany i u nas z niefortunnej inwestycji w Okocimiu, postanowił zamknąć tamtejszy browar Brauhaus zu Reudnitz. Sasi wezwali do bojkotu wszystkich produktów koncernu, zbierali podpisy pod protestem, organizowali masówki. W kościołach odbywały się modlitwy o oświecenie zarządu koncernu duchem Bożym. Wielu wybitnych polityków, ludzi kultury i liderów gospodarki wsparło mieszkańców Lipska. Mieszkańców Jarosławia wspiera (jak czytam) kościół, ale władze Podkarpacia pozostały bierne. Niech lepiej żywo wezmą się do dzieła. Chodzi wszak o to, aby spółki zachowywały się odpowiedzialnie, przejrzyście, spolegliwie. A także o to, by zachowywały się tak nie tylko wobec akcjonariuszy, lecz także względem interesariuszy. Na spółce ciążą przecież społeczne powinności. Może bojkot pomoże wychować spółki obecne na polskim rynku? Może czas wezwać Polaków: niech nie jedzą ciastek Danone!

Artykuł ukazał się 22 września 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa. Wzmianka o giełdzie dotyczy faktu, że nie była ona wówczas notowana.

Czytaj także:
2014.01.05 Powiew bojkotu

Kodeks do poprawek [2003]

Przepisy dotyczące działania spółki akcyjnej powinny odzwierciedlać potrzeby naszych czasów.

Corporate governance to bezustanne dążenie ku większej przejrzystości. Chodzi nie tylko o przejrzystość finansów spółki. Liczy się także przejrzystość procesów podejmowania decyzji w spółce. Oraz przejrzystość rynku, na którym spółka działa. Oraz przejrzystość prawa, które reguluje jej działalność.

Prawo nie rodzi się w próżni. Najczęściej nowe ustawy powstają na zrębie starych. Stąd w aktach prawnych współistnieją z sobą rozwiązania lub pojęcia z różnych epok. Czas zmienia znaczenie słów. Dlatego dzisiaj papier wartościowy najczęściej nie jest papierem. Dlatego akcji na okaziciela najczęściej nie można okazać. Dlatego spółka jednoosobowa jest wbrew zdrowemu rozsądkowi spółką. Dlatego wbrew logice nie jest ona spółką osobową. Zapewne nie ma potrzeby korygowania tej terminologii. W kodeksie spółek handlowych dostrzegam jednak przepisy siejące wątpliwości. Gdyby doszło do zapowiadanej nowelizacji kodeksu, powinny one zostać wygładzone.

Mój pierwszy postulat dotyczy wyraźnego dopuszczenia przez kodeks możliwości podejmowania uchwał przez zarząd spółki akcyjnej w trybie innym, niż na posiedzeniu. Rada nadzorcza może podejmować uchwały bez odbycia posiedzenia, w trybie korespondencyjnym. Rada może także podejmować uchwały i odbywać posiedzenia przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Kodeks dopuszcza udział członka rady nieobecnego na jej posiedzeniu w głosowaniu nad znanym zawczasu projektu uchwały. Zarząd nie korzysta z tych ułatwień; w świetle kodeksu, może on podejmować uchwały wyłącznie na posiedzeniu, rozumianym w sposób tradycyjny. Jest to rozwiązanie archaiczne, wywodzące się z odległych czasów, kiedy członkowie zarządu urzędowali w spółce codziennie od ósmej do trzeciej. Nie przystaje ono do epoki, w której spółki prowadzą działalność na znacznych terytoriach, często wykraczających poza granice państw; w której dysponujemy nowoczesnymi środkami łączności i komunikacji.

Istnieje pogląd, jakoby podejmowanie przez zarząd uchwał drogą korespondencyjną, albo na posiedzeniach odbywanych za pośrednictwem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, o czym kodeks milczy, mogło zostać dopuszczone regulaminem zarządu. Mam tutaj poważne wątpliwości. Kodeks dopuszcza takie ułatwienia w stosunku do rady nadzorczej jedynie pod warunkiem, gdy tak stanowi statut. Natomiast regulamin zarządu jest aktem wewnętrznym spółki. Często nie znają go jej kontrahenci, a nawet akcjonariusze. Wprawdzie uchwalone przez giełdę zasady dobrej praktyki wymagają, by spółka ogłaszała ten dokument na swojej witrynie internetowej, lecz wiele spółek ignoruje ów wymóg. Skoro zarządy wielu spółek podejmują już uchwały poza formalnie odbywanymi posiedzeniami, lepiej wyraźnie dopuścić w przepisach Ksh możliwość nowoczesnego procedowania przez zarząd.

Drugi postulat dotyczy usunięcia z kodeksu spółek handlowych mętnego pojęcia „głos doradczy”. Przysługuje on na posiedzeniu zarządu spółki akcyjnej członkowi rady nadzorczej wybranemu do niej w drodze głosowania oddzielnymi grupami i delegowanemu przez swoją grupę do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych. Taki członek rady ma prawo uczestniczenia w posiedzeniach zarządu, a zarząd ma obowiązek zawiadomić go uprzednio o swoim posiedzeniu. Wszystko jest jasne – z wyjątkiem znaczenia pojęcia „głos doradczy”, który wcale nie jest głosem w rozumieniu kodeksu. Jest to pojęcie zgoła niepotrzebne. Chodzi wszak o to, aby członek rady uprawniony do uczestniczenia w posiedzeniach zarządu miał wgląd w działalność spółki i prace jej zarządu, a nie o to, by cokolwiek radził. Nie bierze on udziału w głosowaniach, a gdyby wystąpił z jakąś radą, za jej skutki odpowie nie on, a ci którzy rady posłuchają.

Z kodeksu „głos doradczy” rozprzestrzenił się do statutów spółek. Niektóre z nich budują zgoła odwrotną konstrukcję, przyznając członkom zarządu prawo (bądź prawo i obowiązek) uczestniczenia z „głosem doradczym” w posiedzeniach rady nadzorczej. Pomijam, że zarząd powinien uczestniczyć w posiedzeniach rady, ale jedynie w sytuacjach, gdy zostanie na nie zaproszony. Statut, który uprawnia członków zarządu do uczestniczenia w posiedzeniach rady nawet bez zaproszenia, godzi w naturę spółki. Statut, który przyznaje członkom zarządu „głos doradczy” na posiedzeniu rady, krzewi nonsensy. Grozi on podporządkowaniem nadzoru zarządowi. Jak zarząd podejmuje uchwały suwerennie, nie kierując się „głosami doradczymi” członków rady uprawnionych do uczestniczenia w posiedzeniach zarządu, tak rada jest suwerenna względem zarządu spółki. Nie musi ona nie tylko kierować się „głosami doradczymi” członków zarządu, ale nawet wysłuchiwać ich. Ów „głos doradczy” to termin będący zbędną pozostałością innej epoki.

Tekst ogłoszony 15 września 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2000.08.21 Grupami do rady
2002.09.03 Wehikuł czasu