Miesięczne archiwum: Marzec 2004

Nie ma powinności bez wzajemności [2004]

Społeczna odpowiedzialność biznesu wymaga odpowiedzialności państwa i społeczeństwa wobec biznesu!

Idea społecznej odpowiedzialności biznesu staje się coraz bardziej popularna, lecz jest niebezpiecznie wieloznaczna. W swoim obecnym, jeszcze mglistym kształcie, sprowadza się ona do tego, żeby uświadomić biznesowi powinności wobec otoczenia, które samo nie poczuwa się do żadnych powinności w stosunku do biznesu. Na owo otoczenie składa się nie tylko społeczeństwo. Jego elementem jest też państwo. To właśnie ono jest najbliższym partnerem biznesu. To właśnie kształt stosunków między biznesem a państwem rzutuje na stosunki biznesu ze społeczeństwem. Jeżeli państwo żąda od biznesu cokolwiek ponad przestrzeganie prawa i sumienne płacenie podatków, zakłóca to harmonię biznesu ze społeczeństwem. Także jeżeli regulacje prawne dotyczące działalności gospodarczej są nazbyt rozbudowane, podatki za wysokie – odbywa się to kosztem społeczeństwa.

Dyskusję o społecznych powinnościach ciążących na biznesie należy wesprzeć refleksją o polityce państwa wobec społeczeństwa i biznesu. Uważam, że w Polsce państwo w stosunkach ze społeczeństwem lekceważy treści biznesowe, natomiast w stosunkach z biznesem pomija treści społeczne. Społeczna odpowiedzialność biznesu najlepiej rozwinie się wtedy, gdy polityka społeczna przestanie być wyłączną domeną biurokracji, a stanie się przedmiotem partnerstwa publiczno–prywatnego.

Wielu uczestników dyskusji poświęconych krzewieniu społecznej odpowiedzialności biznesu nie rozumie potrzeby biznesowej odpowiedzialności społeczeństwa. Nie rozumieją jej rozwielmożnione, szczególnie w Polsce, związki zawodowe. Nie dostrzegają jej niektóre ruchy i organizacje ochrony środowiska albo praw konsumentów. Czyniony przez nie zamęt nierzadko bywa słuszny, lecz często gdzieś w tle jasnych spraw czają się niejasne interesy. Wielu zachodnich intelektualistów stawia społeczną odpowiedzialność biznesu na jednej platformie z uznaniem małżeństw homoseksualnych. Zaczynają od litanii ogólników poświęconych prawom kobiet i mniejszości, po czym z wdziękiem przechodzą do modnej dzisiaj kwestii gay marriage, która z biznesem nie ma nic wspólnego.

W wielu korporacjach sprawami społecznej odpowiedzialności nie zajmują się osoby kształtujące politykę spółki, ani jej aspekty finansowe, handlowe, produktowe, a w szczególności członkowie zarządów i rad nadzorczych, tylko osoby odpowiedzialne za public relations. Nie mają one wpływu na zachowanie spółki, za to starają się dorobić spółce korzystny wizerunek. Zaśmiecają one rynek mnóstwem niechcianych, nieistotnych informacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że działy public relations dostrzegły ważne zjawisko: społeczna odpowiedzialność to coraz ważniejsza płaszczyzna konkurowania spółek. Konkurowania nie tylko o prestiż w społeczeństwie lub sympatię opinii publicznej, ale przede wszystkim o pieniądze konsumentów i inwestorów. Społeczna odpowiedzialność nie powinna być przy tym jedynie chwytem marketingowym; jest ona sensem spółki. Dlatego i u nas niebawem ta tematyka wkroczy do sal posiedzeń zarządów i rad nadzorczych, będzie prezentowana w raportach rocznych spółek (gdzie do tej pory nie jest poruszana, lub bywa poruszana wybitnie nieudolnie), omawiana na walnych zgromadzeniach.

Racja bytu spółki to nie tylko zbieżność interesów inwestorów, to także gotowość do współdziałania z otoczeniem gospodarczym i społecznym. Wielu menedżerów protestuje przeciwko nakładaniu na podmioty gospodarcze brzemienia jeszcze jednej postaci odpowiedzialności. Mówią oni, że odpowiedzialnością biznesu jest po prostu biznes. Cytują Miltona Friedmana, iż jest tylko jedna i jedyna postać społecznej odpowiedzialności biznesu, mianowicie wykorzystywanie jego sił i środków dla zwiększania zysku. Lecz kiedy oponentów społecznej odpowiedzialności biznesu wciąga się w dyskusję, często wychodzi na jaw, że uprawiają oni biznes ze wszech miar odpowiedzialny. Dbają o wysokie standardy etyczne, o corporate governance, o prawa i pieniądze inwestorów, o interesy klienteli, o pracowników, o harmonijny rozwój lokalnych społeczności, o środowisko, o dobre stosunki z bankami, nawet o sympatię dziennikarzy, co nie przeszkadza im pracować z myślą o zwiększeniu zysku i osiągać ten cel.
Skąd przeto niechęć polskich menedżerów do wspominania o tym, co robią znakomicie? Z podejrzliwości wobec otoczenia. Z populizmu politycznej tłuszczy, pragnącej wygodzić wszystkim, a przede wszystkim sobie, kosztem spółek, inwestorów, rozwoju gospodarczego. W imię społecznej odpowiedzialności oczekuje się czasem od spółek działań sprzecznych z interesem społeczeństwa.

Oczekując wiele od biznesu, zarazem strzelamy mu w plecy. Parafrazując Johna Kennedy’ego: nie pytaj, co biznes może zrobić dla społeczeństwa, ale co społeczeństwo może zrobić dla biznesu.

Tekst został ogłoszony 15 marca 2004 r. w tygodniku Gazeta Bankowa.

Czytaj także:

2014.03.15 (P)oszukiwanie sponsora
2004.03.15 Grzęzawisko ryzyk