Miesięczne archiwum: Wrzesień 2004

Od pomysłu do konkursu [2004]

Politycy żądają procedur chroniących gospodarkę przed ich wpływem. Dali rządowi na to trzy tygodnie.

Z własności płyną prawa. Skarb Państwa i samorządy posiadają znaczące udziały w wielu spółkach, więc wywierają wpływ na skład organów tych spółek. Najwięcej dyskusji wywołuje obsada miejsc w radach nadzorczych. Uważa się powszechnie, że są to synekury, dające spore pieniądze bez obowiązków i odpowiedzialności. Przez kilkanaście lat transformacji nie wypracowaliśmy sprawnego, przejrzystego systemu obsadzania przez państwo i samorządy należnych im miejsc w radach.

Samorządy praktykują system łupów. Miejsca w radach zawłaszczane są przez ugrupowania polityczne. Uprawia się korupcję. Konflikty interesów bywają tak powszechne, że już nie zwraca się na nie uwagi. Natomiast w resorcie skarbu przed laty przyjęto zasadę, że skoro urzędnicy są marnie opłacani, przeto należą się im po dwie rady. To znaczy – należy im się wynagrodzenie z racji członkostwa w dwóch radach nadzorczych. Spotkałem w radach nadzorczych wielu urzędników ministerstwa. Ceniłem ich wysoko, bo pracowali rzetelnie i reprezentowali spore kwalifikacje. Niemniej sprawowany przez nich nadzór z natury rzeczy był ułomny, bo ministerstwo nie miało ani strategii działania, ani zasad określających mandat jego urzędników w radach. Niekiedy interesy skarbu państwa w radach nadzorczych spółek bywają powierzane osobom spoza resortu, jak urzędnicy innych ministerstw, służb skarbowych, administracji terenowej itd. Wymaga się on nich jedynie, by złożyli stosowny egzamin.

Rzecz w tym, że jest to wymóg bez praktycznego znaczenia. Do zdania egzaminu wystarczy uczestnictwo w dwutygodniowym szkoleniu. Kursy dla kandydatów na członków rad nadzorczych organizuje kto bądź. Stosowny egzamin złożyło z pięćdziesiąt tysięcy osób. Ponieważ kursy to dobry interes, liczba absolwentów stale rośnie. Nie wiadomo po co, skoro resort skarbu i tak nie panuje nad bazą danych. Kiedy wypada obsadzić jakąś radę, nie dokonuje się wcale przeglądu wszystkich potencjalnych kandydatów, ale powołuje pierwszych z brzegu. Wcale nie spośród wszystkich! Ostatnio powołanie do odbywania szkoleń odkryli w sobie powszechnie lekarze i pielęgniarki. Te grupy zawodowe kalkulują, że kiedy placówki służby zdrowia będą przekształcane w spółki, im właśnie zostanie powierzona większość miejsc w radach nadzorczych. Doszło do tego, że na marginesie przemysłu kursów narodził się przemysł fałszowania dyplomów egzaminacyjnych.

Rzuciłem kiedyś hasło: „Więcej konkursów, mniej kursów”. Apelowałem: czas skończyć z pobieżnymi kursami, a stanowiska w radach nadzorczych obsadzać w drodze konkursów. Lecz sprawa nie jest prosta. Brakuje nam dotkliwie kultury rzetelnych konkursów na stanowiska publiczne; nie mamy też tradycji obsadzania miejsc w organach spółek w drodze przejrzystych konkursów. Kiedyś komisja kwalifikacyjna miesiącami trudziła się nad doborem kandydatów do rad nadzorczych NFI, a minister i tak skomponował skład rad po uważaniu. Znamienny jest też przypadek Orlenu. Pierwszy konkurs na prezesa spółki nie był przejrzysty, ale motywy negatywnej reakcji ministra skarbu na wybór dokonany przez radę poza konkursem także nie były przejrzyste. Nie wystarczy więc ogłosić konkurs, ani nakłonić dobrych kandydatów, aby stanęli do niego. Trzeba zawczasu uzgodnić uczciwe zasady procedowania, a przede wszystkim – pragnąć rozstrzygnięcia w oparciu o przyjęte procedury, umieć dochodzić do porozumienia w dobrej wierze i bez zbędnej zwłoki. Jest to materia bardzo delikatna, bowiem powodzenie konkursów zależy od ukształtowania kultury życia publicznego, co przecież musi potrwać.

Niedawno sejm wezwał rząd do opracowania i przedstawienia w terminie trzech tygodni zasad przeprowadzania publicznych konkursów na obsadzane przez organy administracji centralnej stanowisk w organach spółek. Proces dojrzewania takich zasad zajmuje sporo czasu. Powinny one powstać już przed laty, ale skoro wtedy nie powstały, dzisiaj nie stworzy się ich w trzy tygodnie. Sam taki pomysł, autorstwa Platformy Obywatelskiej, to propagandowy strzał na wiwat. W pośpiechu i pod presją polityków niełatwo będzie przygotować zasady zmierzające do ochrony gospodarki przed wpływem polityków. Ustalenie przejrzystych, uczciwych procedur obsady przez skarb państwa (a także samorządy) stanowisk w organach spółek to doniosła i skomplikowana reforma ustrojowa. Jestem za konkursami, lecz przeprowadźmy wpierw porządnie jeden zanim przystąpimy do drugiego. Oczywiście, ze względów praktycznych takimi publicznymi konkursami nie sposób objąć funkcji w organach wszystkich spółek z udziałem skarbu państwa: byłoby to przecież kilkadziesiąt tysięcy postępowań. Przeprowadzanych według różnych zasad, ponieważ własnościowa lub statutowa pozycja skarbu państwa jest w spółkach zróżnicowana. Czy Platforma pomyślała o tym?

Tekst został ogłoszony 20 września 2004 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA.
Czytaj także:
2014.01.26 Wyższa szkoła demoralizacji
2003.08.11 Więcej konkursów, mniej kursów!