Miesięczne archiwum: Wrzesień 2005

W Państwie Środka [2005]

Gospodarka już mknie po odległych orbitach, porządek korporacyjny dopiero wsiada na rower.

Mityczni argonauci wyprawili się do Kolchidy po złote runo. W poszukiwaniu wysokich stóp zwrotu współcześni inwestorzy wędrują ku mitycznym ziemiom obiecanym. Chodzi o rynki państw nazwanych zbiorczo BRIC: B jak Brazylia, R jak Rosja, I jak Indie, C jak Chiny. Ponieważ gospodarkę nakręca w znacznym stopniu należyte sprawowanie władztwa, zarówno na szczeblu państwowym, jak w poszczególnych podmiotach gospodarczych, losy tych rynków mogą ułożyć się rozmaicie. Brazylia i Rosja dopiero tworzą ramy corporate governance, zaś ich tożsamość polityczna jest wciąż nieokreślona. Indie to demokracja z silnie rozbudowanym porządkiem korporacyjnym, natomiast Chiny zdają się przeczyć teorii, że gospodarka łaknie demokracji i porządku korporacyjnego. Tamtejszą gospodarkę postrzegamy przez pryzmat wzrostu, który wyniósł ją pomiędzy galaktyki. Lecz warto także dostrzec obiecujący zwrot ku zrozumieniu wagi praw człowieka i porządku korporacyjnego.

Im bardziej jakakolwiek gospodarka zespala się ze światem, tym bardziej skłania się ona ku przyjęciu światowych standardów. W Chinach rodzi się rynek, rozwija się sektor prywatny. Rośnie wymiana handlowa. Firmy działające w formie spółek zostają dopuszczane do działalności w sektorach do tej pory zamkniętych przed nimi, jak infrastruktura, finanse, usługi komunalne. Sprzyja to przekształcaniu przedsiębiorstw państwowych w spółki i wprowadzaniu ich na giełdy, aczkolwiek wciąż występują liczne utrudnienia dla tworzenia spółek akcyjnych i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Niemniej powstało nowoczesne prawo upadłościowe i trwają prace nad reformą prawa spółek. Zniesiony zostanie dokuczliwy limit liczby wspólników spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, dopuszczone zostanie zawiązywanie spółek jednoosobowych, obniżone będą wymogi dotyczące wysokości kapitału zakładowego w spółkach akcyjnych i z o.o.. Zresztą wszelakie limity są istną plagą chińskiej gospodarki, a tendencja zmierzająca ku ich ograniczaniu (jak zwiększenie możliwości zaangażowania inwestorów zagranicznych w spółkach działających w wybranych sektorach) wydaje się raczej wyrazem doraźnej polityki niż trwałym elementem porządku korporacyjnego.

Niemniej w toku reformy prawa spółek planuje się wprowadzenie instrumentów służących ochronie interesów mniejszości, zarówno w spółkach publicznych jak niepublicznych. Podejmowane są też usiłowania ku właściwemu określeniu roli rady nadzorczej i zdefiniowaniu praw i obowiązków członków organów spółki. Pożytki płynące z tych rozwiązań będą wszelako znikome dopóty, dopóki będzie utrzymywany faktyczny prymat organizacji partyjnej w przedsiębiorstwie spółki nad jej statutowymi organami.

W chińskiej praktyce corporate governance ścierają się sprzeczne prądy. Obok akcji zbywalnych, posiadanych przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, występują akcje niezbywalne, posiadane przez podmioty państwowe. Często właśnie podmioty państwowe dysponują większością głosów na walnych zgromadzeniach spółek publicznych, decydują o obsadzie rady nadzorczej i – niejako „martwą ręką” – kontrolują spółkę. Reforma zmierza w kierunku wzmocnienia pozycji rzeczywistych inwestorów poprzez uzależnienie ważności uchwał walnego zgromadzenia od poparcia ich przez większość głosów wykonywanych z akcji zbywalnych uczestniczących w walnym zgromadzeniu.

Warto jednak odnotować, że spółki notowane na giełdach są zobowiązane do umożliwienia akcjonariuszom uczestniczenia w walnym zgromadzeniu online. Chodzi o zapewnienie możliwie powszechnego udziału inwestorów indywidualnych w podejmowaniu uchwał i wyeliminowanie niedogodności, na jakie byliby narażeni akcjonariusze z odległych regionów kraju (tamtejsza prasa głosi, że są tacy, i to wcale liczni!) pragnący uczestniczyć w walnym zgromadzeniu. Wprawdzie rośnie popularność internetu jako narzędzia głosowania, niemniej wśród inwestorów indywidualnych nadal przeważa nieufność do elektronicznych środków komunikowania. Oraz niewiara, że ich uczestnictwo w walnym zgromadzeniu ma jakiekolwiek praktyczne znaczenie. Natomiast inwestorzy instytucjonalni chętnie wykonują swoje prawa za pośrednictwem internetu.

W Chinach nie wykształciła się jeszcze instytucja niezależnych członków rady. Nie ma procedur umożliwiających wybór rady nadzorczej w drodze głosowania oddzielnymi grupami. Lecz nie ma także akcji uprzywilejowanych pod względem siły głosu: na każdą przypada jeden głos. Tamtejsze giełdy i komisja papierów wartościowych podejmują starania na rzecz poprawy corporate governance nawet w dotychczasowych, niedoskonałych przecież ramach prawnych. Szanghajska giełda przyjęła zasady dobrej praktyki notowanych na niej spółek już w 2000 roku, czyli wcześniej, niż w Polsce podjęto prace nad kleceniem takich zasad…

Tekst ogłoszony 26 września 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Podręcznik dobrej praktyki [2005]

Największy fundusz emerytalny ujawnia kanon standardów, jakimi kieruje się na rynku kapitałowym.

Inwestor instytucjonalny tym się różni od indywidualnego, że może skuteczniej wpływać na wartość inwestycji. Po pierwsze, bywa większy, a z takim bardziej się liczą. Po drugie, nie działa na oślep. Kieruje się zasadami. Coraz częściej bywają wśród nich przyjęte przezeń zasady w kwestii porządku korporacyjnego. Czasem inwestor instytucjonalny układa je sobie sam, lecz coraz częściej czerpie z dorobku macierzystej grupy kapitałowej. Wszystkim tym grupom, wszystkim inwestorom formułującym własny kanon postępowania wobec spółek, w które inwestują, przyświeca wspólna myśl: porządek korporacyjny wydatnie zwiększa wartość inwestycji. Porządek ma być w spółce portfelowej, niemniej aby go tam zaprowadzić wskazana jest dobra praktyka po stronie inwestora.

Fundusz emerytalny lub fundusz inwestycyjny, który dorobił się już kanonu postępowania wobec spółek portfelowych, ogłasza go publicznie. Ogłasza on także wymogi stawiane przezeń tym spółkom pod względem corporate governance. Niech bowiem spółki wiedzą, co je czeka: jeżeli ich organy nie dopełnią wspomnianych wymogów, fundusz podejmie akcje na rzecz naprawy spółki, co często owocuje wymianą składu organów. Niech wiedzą też uczestnicy, jak ich pieniądze są inwestowane, czy w spółki czyniące zadość standardom corporate governance, przeto bezpieczne, przejrzyste – czy w spółki mniej wiarygodne i bardziej ryzykowne.

1 września b.r. wchodzą w życie standardy ładu korporacyjnego Commercial Union PTE – towarzystwa zarządzającego największym funduszem emerytalnym. Jest to dokument obszerny, zawierający szczegółowe wskazówki zarówno dla funduszu, jak dla spółek. Niesie on ważną obietnicę: fundusz będzie zachowywać się przejrzyście, przewidywalnie, z nielicznymi wyjątkami jawnie. Raporty dotyczące wykonywania przez fundusz prawa głosu (i, ewentualnie, raporty obrazujące aktywność funduszu na niwie corporate governance) będą publikowane na stronie internetowej, chociaż niestety nie wiadomo, kiedy. Kanon Commercial Union PTE niesie też inne ważne obietnice. Po pierwsze, fundusz deklaruje aktywne podejście do spółek. Aktywność nie ma polegać na „głosowaniu nogami”, ale na wsparciu dążeń ku poprawie efektywności i wyników spółki, zwiększaniu jej wartości. Po drugie, fundusz deklaruje gotowość ścisłej współpracy z innymi inwestorami instytucjonalnymi. Wprawdzie na polskim rynku współpraca inwestorów jest regułą, lecz mało który z nich przyznaje się do tego, pragnąc uniknąć zarzutów o „działanie w porozumieniu”, często stawianych w złej wierze. Dobrze przeto, że największy fundusz zamierza działać z otwartą przyłbicą, a jego przedstawiciele nie będą więcej spóźniać się na pociąg. Tu przypomnę młodszym Czytelnikom: nieobecność przedstawiciela Commercial Union odmieniła kiedyś układ sił na walnym zgromadzeniu jednego z dużych banków. CU tłumaczyła tę znamienną nieobecność spóźnieniem się jej człowieka na pociąg do Katowic. A czy nie mógłby on dotrzeć na walne zgromadzenie tramwajem, co jedzie mi w oku?

Fundusz oświadcza, że dołoży starań na rzecz zwiększenia przejrzystości spółek i równego traktowania akcjonariuszy. Nie tylko słowa w tym przypadku krzepią, ale i fakt, kto je wypowiada. Inwestorzy instytucjonalni potrafią ulec manierze lekceważenia drobnicy. Największy fundusz zamierza szanować jej prawa i interesy. Niemniej dorobek funduszu na tym polu, i na kilku innych, będzie można rzetelnie ocenić najwcześniej za kilka lat. Standardy CU PTE dotyczą nie tylko sposoby głosowania funduszu na walnych zgromadzeniach i jego współpracy z innymi inwestorami. Bardzo obszernie omówiono w nich zadania rady nadzorczej będącej przecież – w moim przekonaniu – ważnym, ale najsłabszym ogniwem polskiej spółki. Można więc oczekiwać, że fundusz będzie dążyć do rozliczania rad z ich obowiązków, których one wcale nie wypełniają. Zalecam radom nadzorczym, by potraktowały standardy CU PTE jako podręcznik dobrej praktyki. Kodeks spółek handlowych uściśla, co rada nadzorcza może; standardy CU PTE wskazują, co powinna i za co odpowiada przed akcjonariuszami. Fundusz podejmuje także kwestie zasad wynagradzania i premiowania członków zarządów i rad nadzorczych.

Spodziewam się, że w następstwie przyjęcia przez największy fundusz emerytalny kanonu dobrej praktyki rynek podejmie dyskusję nad przynajmniej niektórymi ze spraw, wobec których fundusz odważył się zająć jednoznaczne stanowisko. Niestety, fundusz odwołuje się do zasad OECD, z natury ogólnikowych, bo kształtowanych ponad systemami anglosaskim i kontynentalnym. Żałuję, że punktem odniesienia dla tych standardów nie były przyjęte przez giełdę i większość spółek publicznych zasady dobrej praktyki, tak dobrze osadzone w polskich realiach.

Tekst ogłoszony 5 września 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także: 2011.01.26 Fundusze dobrych praktyk