Miesięczne archiwum: Lipiec 2009

Basset Management [2009]

Wpadło mi kiedyś w rękę uczone czasopismo, w którym nieznany mi autor cytował moją zapomnianą pracę. Cytował ją kilkakrotnie. Rzecz w tym, że tak w tekście, jak w przypisach, jawiłem się jako „Natowski”. Bez „r” – litery, do której jestem przywiązany. Zadzwoniłem do autora i do redakcji, by pouczyć o prawidłowym brzmieniu mojego nazwiska. Obie rozmowy trwały krótko: „Nazwisko zmienił panu komputer, nic na to nie poradzę”. Przeto wygląda na to, że ród mój wywodzi się z NATO.

Rzecz prosta: włącza się funkcję „spell checking”, wówczas program samoistnie poprawia „błędy”. Jak moje nazwisko zmienił na Natowski, tak Cazenove zmienia na Casanova, Schwab na Schab, Paga na Plaga, Szwarc na Szwajc (ale zastrzega, że „wskazany wyraz jest używany potocznie”; czy mam się wstydzić, że w ogóle nie znałem tego wyrazu?), Frankowski na Frantowski lub Frankoński, Szczypiorski na Szczypiorki? – tak właśnie, z pytajnikiem. W najtrudniejszej sytuacji autokorektor stawia Diderota: wszak miał na imię Denis…

Kto nie wyłączy tej funkcji na zawsze, ryzykuje mnóstwo nieporozumień. Jedna z redakcji wysłała do prezesa banku pismo eleganckie, lecz z zawinionym przez automatyczną korektę błędem w pisowni nazwiska. Prezes komputera nie obsługuje, więc przyczyny błędu nie znał i obraził się z powodu złośliwego, jak przypuszczał, przekręcenia jego nazwiska. Znajomy nosi nazwisko bezwzględnie przekręcane przez komputer. Jest dobrym mówcą, przemawia składnie, wzmacniając siłę swoich argumentów łagodnym tonem głosu i miłą powierzchownością. Pisze zaś chaotycznie, zdań nie kończy, ortografię i gramatykę ma za nic, daje się ponieść nastrojom. Wysłał raz wielce emocjonalny listel (komputer nie lubi tego słowa, a to zbitka słów „list” i „elektroniczny”) pewnemu Autorytetowi. Odbiorca zadziwił się, przesłał mi wynurzenia znajomego do wiadomości z ledwie skrywaną naganą, z kim utrzymuję kontakty. Odpisałem: ależ to nie mój znajomy, nazwisko jest przecież inne, ktoś się podszywa! Niestety, panowie spotkali się nazajutrz.

Powszechnie przekręcane są nazwy instytucji. TNOiK (skrót nazwy Towarzystwa Naukowej Organizacji i Zarządzania) to po prostu „tonik”, WSiP (Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne) to „wpis”, BSkyB to „Bosky”, kancelaria Salans to „Balans”. Sygnity to „Wygnity” (czy oni w Microsofcie wiedzą coś, czego spółka jeszcze nie ogłosiła w raportach bieżących?). Bliskie mi Wydawnictwo Bauer to „Bajer”, Ecofin to „coffin”, a komitet to „vomited”, co często bywa zbliżone do prawdy.

Ciech, szanowana spółka giełdowa, to „Uciech”, chociaż oni tam powodu do uciech nie mają. Sui (generis) to ”psui” lub „szui Genesis”. Actio pro socio to „Action pro kocio”. Granty to „granaty”. Otrzymuję propozycję zastąpienia „Angels” (od aniołów biznesu) słowami „Angeles” lub „Engels”. Atoli Fryderyk aniołem nie był, gdy jego przyjaciel Karol głodował – on fundował sobie nowe wierzchowce wyścigowe. Euro, waluta jednoczącej się Europy i wkrótce nasza narodowa to „europ”. Asset management to po automatycznej korekcie pisowni „Basset management”. Ten, kto klecił program, słyszał o psach rasy basset, słyszał o ascetach, nie słyszał o assetach. Wszystkim firmom prowadzącym Asset Management radzę sprawdzić swoje witryny internetowe: zdumiewające, jak często szczekają tam bassety. Wynika to z braku nawyku czytania tego, co się napisało. Przecież komputer poprawił pisownię, więc z pewnością wszystko jest w porządku.

Wcale nie jest. Komputer poprawia fraud na „freud” albo „Frajd”, audyty na „Judyty”, reputacyjne (ryzyko) na „refutacyjne”, katastralny na „kat astralny”. Karci mnie za zdanie: „Profesor pyta studenta o Pakty Praw Człowieka”, uznając jeden z użytych wyrazów za wulgarny, inny za przestarzały. W zdaniu: „Skarb Państwa wykiwał akcjonariuszy BPH” komputerowy korektor wstawia przecinek przed BPH, co zmienia sens wywodu. Model, ulubione słowo ekonomistów, zostało zakwalifikowane jako używane potocznie, całkiem jakby nobliści wiedli dyskursy pod budkami z piwem. Nie ma już wańki wstańki, jest „wańka wstawka”. Biada temu, kto zawierzy sugerowanej przez komputer interpunkcji: przecinki zostaną mechanicznie wstawione przed „więc”, „zatem”, przed nawiasem, za to po „lub” i po…dwukropku, a połowa słów będzie pisana dużymi literami.

Trwają spory, czy notatka w jednym z pism codziennych o „Alei Ofiar Kaczyńskich” także została zawiniona przez komputerowy program korektorski. Mój komputer nie zmienia katyńskich na Kaczyńskich, proponuje mi natomiast zmianę na „latyńskich”, „katańskich”, „katońskich”. Ale też ja o Kaczyńskich pisuję raczej rzadko, a to z uwagi na ich dosyć luźne związki z tematyką corporate governance lub good governance w ogólności. Otóż wielu znawców mediów sądzi, że lapsus był celowy: taki błąd budzi zainteresowanie, zwiększa sprzedaż pisma.

Z pewnością celowym nie był przypomniany przy okazji lapsus owego pisma codziennego, które informowało, iż Amerykanie dostarczali afgańskim mudżahedinom stringi. Chodziło o rakiety Stinger. Komputer nie był tu winien. Sprawczynią tej pomyłki była zwyczajna głupota. Wystarczy wyobrazić sobie mudżahedinów w stringach! Dla wzmocnienia efektu proszę przyjąć, że ci waleczni mężowie zakładają stringi przodem do tyłu.

P.S. Komendę: „wyloguj” komputer usiłuje poprawić na „wyleguj” bądź „wylosuj”. I jestem w kropce, co bardziej atrakcyjne: wylegiwanie się, czy wylosowanie szóstki w Totku. Rrrrrrr!

Tekst ogłoszony w nr 3 (19) 2009 kwartalnika „Przegląd Corporate Governance”