Dzienne archiwum: 8 sierpnia 2013

Prezesura do kasacji?

Jedna ze spółek notowanych na rynku New Connect zadała sobie trud dokonania zmiany statutu polegającej na usunięciu z niego funkcji prezesa zarządu i przyjęciu zasady, że „członkowie zarządu prowadzą sprawy spółki samodzielnie; jednakże w przypadku, gdy przed podjęciem danej czynności choćby jeden z członków zarządu wyraził swój sprzeciw, dla dokonania takiej czynności konieczne jest podjęcie uchwały przez zarząd”. Takie rozwiązanie zbliża ustrój wspomnianej spółki, chociaż akcyjnej, do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością pod rządami Kodeksu handlowego z 1934 r. Lecz nawet w spółce akcyjnej funkcja prezesa zarządu nie jest obligatoryjna, jej zniesienie nie narusza porządku prawnego lub natury spółki, nie godzi też w niczyje interesy. Prawdopodobnie we wspomnianej spółce żaden z kilkorga znaczących akcjonariuszy nie chciał oddać innemu inicjatywy w zarządzaniu, a nie stać jej na wynajęcie zawodowego menedżera.

Odstępując od obsadzania funkcji prezesa zarządu, spółka zrezygnowała z kilku użytecznych instrumentów. Jednym z nich jest głos rozstrzygający, którym prezes może przesądzić o wyniku głosowania w sytuacji równej ilości głosów za uchwałą z jednej strony oraz przeciw i wstrzymujących się z drugiej. Oczywiście, głos rozstrzygający może zostać użyty tylko wtedy, gdy statut dopuszcza taką możliwość. Tylko przez prezesa zarządu (w radzie nadzorczej przez przewodniczącego), nigdy przez innego członka zarządu (lub rady), bez względu na to, czy funkcja prezesa (lub przewodniczącego) jest obsadzona, czy nie. I tylko wtedy, gdy statut znosi wymóg większości bezwzględnej, dopuszczając zwykłą.

Statut może przyznać prezesowi zarządu (lecz przewodniczącemu rady nadzorczej już nie) określone w nim uprawnienia w zakresie kierowania pracami zarządu. Kodeks nie zawiera katalogu takich uprawnień, a spółki rzadko wprowadzają do swoich statutów stosowne postanowienia, bo też statuty bywają sporządzane na jedno kopyto, według kiepskiego wzorca w komputerze kancelarii prawnej. Lecz można wskazać, że statutowe uprawnienia prezesa obejmują na przykład ustalanie i zmienianie porządku obrad, ograniczanie czasu wystąpień, decydowanie o osobach zaproszonych na posiedzenie zarządu, przydzielanie członkom zarządu spraw do załatwienia lub podział obowiązków między nich, decydowanie o kolejności załatwiania spraw, zarządzanie przerw i wznawianie obrad. Czyli wszystko w granicach zasady, że prezes nie jest przełożonym członków zarządu.

Statut może nawet uzależnić możliwość podjęcia przez zarząd uchwały od udziału prezesa w głosowaniu (przed czym stanowczo przestrzegam, ponieważ daje to prezesowi nieuzasadnioną możliwość obstrukcji procedowania). Zdarza się także, że statut przyznaje akcjonariuszowi pełniącemu funkcję prezesa zarządu prawo powoływania jednego lub więcej członków rady nadzorczej; przywilej ów płynie wszelako nie z racji pełnienia stanowiska, a z tytułu posiadania akcji, niemniej zniechęcam do takiej praktyki, ponieważ wyznaczony przez prezesa członek rady nadzorczej będzie zwykłym „słupem”. Jakakolwiek zależność członka rady nadzorczej od członka zarządu godzi bowiem w naturę spółki. Bywa wreszcie, że to prezes jest słupem: przed laty Lewiatan sp. z o.o. (proszę nie mylić z konfederacją Lewiatan Henryki Bochniarz), niegdyś wydawca pisma „Lewiatan”, w procesie o zapłatę, wytoczonym przez „Studio er” podnosiła, że prezes spółki Andrzej A. reprezentował ją tylko gwoli podniesienia jej prestiżu (o wdzięku już nie wspomniano), zaś de facto rządził dyrektor operacyjny. Osobliwe.

W historycznym Kodeksie handlowym nie przewidziano żadnych wyróżników dla prezesa zarządu, nawet sam tytuł „prezes” został incydentalnie przypisany przewodniczącemu rady nadzorczej. W przedsiębiorstwach przekształcanych w spółki pod rządami ustawy o prywatyzacji do zarządów powoływano zazwyczaj członków dyrekcji, przeto prezesem zostawał dyrektor naczelny czy generalny, a tytuł prezesa długo traktowany jako pośledni. Zmieniło się to niedawno. Lecz spółka może skasować funkcję prezesa i właściwie nic się nie stanie – najwyżej straci pewne możliwości usprawniania prac zarządu.