Miesięczne archiwum: Grudzień 2013

Poszukiwany, poszukiwana

Wiadomo: człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. Snajper raz przeszyje wrażą pierś, innym razem trafi w płot. Tak samo w sieci: internauta wpisuje w wyszukiwarkę hasło, a ta prowadzi go w sedno albo wyprowadza na manowce. Doświadczam tego jako początkujący bloger. Kto trafi na tę stronę czasem znajdzie czego szuka, czasem opuści ją rozczarowany. Pragnę więc opisać, czego – nawigując po internecie – szukali ci, którzy w 2013 r. zawitali do tego blogu..

1 stycznia 2014 r. blog obchodzi pierwsze urodziny. Został on pomyślany jako wybitnie niszowa platforma monotematyczna. Nie udało mi się wejść z Czytelnikami w interakcję. Nie otrzymuję rzeczowych komentarzy. Nadchodzą głównie mechaniczne spamy, liczne i idiotyczne. Za to udało mi się zainteresować tym blogiem spore grono osób, liczba odwiedzin idzie w tysiące. W znacznej większości są to odwiedziny zamierzone, w połowie przypadków internauta wpisuje do wyszukiwarki adres strony, w mniej więcej ćwierci przypadków gość trafia tu po moim nazwisku, czasem z imieniem, czasem ze środkowym inicjałem, czasem z dopiskiem „prezes”. Mili Państwo, już niedługo mojej prezesury! Niebawem opuszczę stołek, co odbędzie się z pożytkiem dla mojego steranego serca, a zapewne i dla tego blogu, ponieważ do tej pory nie byłem w stanie poświęcać mu czasu, na jaki zasługuje. Ktoś szukał mojego życiorysu, ktoś inny mojego telefonu (jest w książce telefonicznej Krakowa).

Pozostali trafili tutaj wpisując do wyszukiwarek słowa kluczowe. Wyobrażałem sobie, że przepustką na tę stronę będzie temat corporate governance. Nic bardziej mylnego! Owszem, wiele pytań dotyczyło dobrych praktyk w spółkach publicznych. Lecz w roku 2013 absolutne pierwszeństwo przypadło tematyce związanej z hasłami dotyczącymi wartości nominalnej akcji (odmienianej na wszelkie sposoby) i pokrewnymi, jak odwrotny split, złamany grosz, wartość nominalna giełdy (?), akcje bez kwoty nominalnej, akcje giełdowe za 1 grosz, akcje notowane poniżej wartości nominalnej. W tym roku prowadziłem, tutaj i na łamach Gazety Giełdy Parkiet, prywatną wojnę z plagą spółek groszowych. Cieszę się, że udało mi się zainteresować tym tematem przynajmniej cząstkę społeczności rynku kapitałowego.

Innym tematem budzącym szczególne zainteresowanie internautów jest komitet audytu. Wielu Czytelników trafiło tu dzięki hasłom: ustawa o biegłych rewidentach, audyt wewnętrzny, brak komitetu audytu, komitet audytu, audyt wewnętrzny w spółce giełdowej, audyt corporate governance, audyt wewnętrzny czy jest organem spółki? Pytano także o kwalifikacje członków komitetu audytu. Ustawę o biegłych nazwałem Wielkim Zderzaczem Andronów, więc kto do wyszukiwarki wpisywał słowo androny, tego zaraz niosło na stronę www.andrzejnartowski.pl. Nie sądzę, żeby przynosiło mi to zaszczyt…

Zapytania na temat corporate governance miały charakter praktyczny: o przepisy dotyczące tej materii w 2013 r., o wzór do naśladowania, o ksiązki, o corporate governance w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, w OFE i w zakładach ubezpieczeń. Znacznie więcej zapytań dotyczyło rad nadzorczych: współczesna rada nadzorcza, niezależność członków rad, badanie ich niezależności, brak kwalifikacji rady, uchwała rady, zdanie odrębne, protokół, brak podpisu członka rady na protokole, byli politycy w radach, certyfikat członka rady, członkostwo w kilku radach. Czy audytor wewnętrzny może być członkiem rady? A biegły rewident? A żołnierz, w szczególności zawodowy? A student – czy może? A inspektor kontroli skarbowej? Czy członek rady może zostać ukarany jako pracownik? Czy w radzie można zasiadać bez kursu? Jakim tekstem żegnać członka rady?

Liczne pytania dotyczyły drzwi obrotowych. W którym roku powstały? W którą stronę się kręcą? Wprowadziłem to pojęcie, by zobrazować nim sytuację, w której do rady nadzorczej wchodzi się nie na całą kadencję, lecz na krótko – ot, by się rozejrzeć, pokręcić i wyjść niebawem, kiedy odwołają. Biada mi, gdy wspomniane hasło doprowadza tutaj hotelarza, który poszukuje producenta drzwi obrotowych do hallu!

Do tematów wyróżniających się liczbą zapytań należą wynagrodzenia menedżerów, także jawność wynagrodzeń, jawność zarobków, komitet wynagrodzeń, wynagrodzenie audytora wewnętrznego w spółce giełdowej. Internauci szukali też informacji na tematy: kobiety w radzie nadzorczej, procent kobiet na czele spółek giełdowych, szklany sufit po angielsku, badania empiryczne na temat szklanego sufitu. Wiele pytań dotyczyło walnego zgromadzenia, w tym: walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze (!), absolutorium lub dywidenda na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu, akcje uprzywilejowane w wyborach rady nadzorczej odrębnymi grupami. Pytano także o zarządzanie ryzykiem, narzędzia zarządzania ryzykiem. Niekiedy pytano o konkretne spółki, najczęściej o PGE (dywidenda, akcjonariusze PGE w sadzie – zapewne chodziło o sąd) i KGHM, niekiedy szukano konkretnych artykułów – do najczęściej wywoływanych odsyłam poniżej.

Wnioski z badania ścieżek prowadzących internautów na mój blog wskazują, jak wiele jeszcze spraw powinienem omówić, poruszyć, wyjaśnić… W sieci pojawiały się także pytania bezprzedmiotowe oraz takie, na które nie potrafię lub nie chcę odpowiedzieć: Jak płacić za posiedzenie audytu wewnętrznego? (o co chodzi?), Jak zwalczyć mniejszość w spółce? (wiem, ale nie ujawnię), Czego brakuje polskim menedżerom? (wiary w siebie), Kiedy głos przewodniczącego liczy się podwójnie? (nigdy!), Kiedy prezes zarządu może ograniczyć wynagrodzenie rady nadzorczej? (przenigdy!), Zarządzanie wartością spółki kapitałowej Pawłowicz, czy warto? (WARTO! Chodzi o podręcznik pod redakcją J. K. Bieleckiego i prof. L. Pawłowicza z moim rozdziałem o corporate governance), Co oznacza głos doradczy? (no właśnie!), Czy rady nadzorcze w spółkach giełdowych służą akcjonariuszom? (często mam wątpliwości), Komu ufają inwestorzy?

Najbardziej zastanawiające kwestie wklepywane do wyszukiwarek to Koszt wydestylowania kotki (o co chodzi? Co ja mam z tym wspólnego?), Co robi była prezes PGNiG? (nie wiem), Mam być prezesem w spółce SA, jakie wynagrodzenie? (negocjuj, człowieku), Jak dr Lisiecki Andrzej traktuje pacjentki? (nie mam pojęcia; przypuszczam, że to pytanie trafiło do mnie, gdyż kiedyś incydentalnie wspomniałem Martynę Lisiecką-Klinz, założycielkę niesławnego Prosper Banku, o którą pytało kilka osób). Ktoś dopytywał o „książkę dla prezesa spółki” – niestety, jedna nie wystarczy. Ktoś o skutki uboczne zażywania Cidrex Plus (nie zażywam). Wszakże najbardziej frapująca kwestia brzmi: Krs protokół nieufności. Doprawdy, nie mam pojęcia, o co chodzi. Czy ktoś potrafi wyjaśnić?

Po jednym zapytaniu dotyczyło etyki biznesu oraz: Jakie korzyści płyną z sumienności? Przynajmniej tyle dobrego.

Czytaj także:
2013.09.04 Sami swoi
2013.07.03 Dobry obyczaj: wypłata dywidendy

Głupoty są wolne od podatku

Z początkiem 2013 r. podjąłem prywatną wojnę z „groszówkami” – spółkami, które cenę swoich akcji sprowadziły do marnych groszy, czy to wskutek nieudolnego zarządzania, czy nawet celowych zabiegów. Wszelako najcięższe zarzuty skierowałem nie przeciwko spółkom notowanym po groszu lub dwa, ani przeciwko giełdzie tolerującej groszowe mutanty, ale przeciwko legislatorowi, który ustalił minimalną wartość nominalną akcji na 1 gr (słownie: jeden grosz), dając tym zachętę do brewerii.

Ostatnio giełda nareszcie podjęła usiłowania ku skłonieniu spółek do podnoszenia kursu przynajmniej do poziomu 50 groszy. Jest to nadal kwota śmiesznie niska, szczególnie w porównaniu z ceną biletu tramwajowego, gazety lub pączka. Niektóre spółki podjęły więc prace nad scalaniem akcji (potocznie nazywamy ten proces odwrotnym splitem). Za wcześnie, by ocenić efekty tych przedsięwzięć, lecz niektóre poczynania spółek potrafią zadziwić nawet mnie – starego, doświadczonego uczestnika rynku kapitałowego.

Czytam więc ogłoszenie spółki akcyjnej Devoran o zwołaniu walnego zgromadzenia. Nadzwyczajnego, rzecz jasna. Zgromadzeń nadzwyczajnych odbywa się w Polsce więcej niż zwyczajnych, co wynika z nieznośnej łatwości nękania akcjonariuszy, albowiem większość zgromadzeń zwołuje się niepotrzebnie. Że chodzi o nękanie, świadczy termin, na które NWZ zostało tym razem zwołane: 31 grudnia b.r., w dzień świętego Sylwestra, przez inwestorów chętnie obchodzony na zabawnych walnych zgromadzeniach (na inwestycji pewnie przyjdzie stracić, ale można zaoszczędzić na orkiestrze).

Nazwa Devoran przywodzi na myśl uroczą miejscowość w Kornwalii. Od kilku tygodni nosi ją także spółka notowana na New Connect. Notowana po 1 gr, ale nie handlowana, bo i po co? Wcześniej nosiła nazwę Polsko-Amerykański Dom Inwestycyjny. Jeszcze wcześniej – ViaGuara SA, przedtem ViaGuara sp. z o.o. Przecht na warszawskiej giełdzie jest aż tyle, że chyba można wyżyć z wymyślania dla nich dziwnych nazw. Zajmę się tym na emeryturze.

Przedmiotem działalności spółki jest zapewne kreowanie złego wrażenia o sobie: raporty smucą stratami, strona internetowa nieaktualna i właściwie pusta, brak na niej nawet statutu. W porządku obrad zgromadzenia przewidziane jest podjęcie uchwały o upoważnieniu zarządu (czyli kogo, gdyż nie jest to jasne?) do podwyższania kapitału, także – uwaga! – za wkłady niepieniężne bez konieczności uzyskania zgody rady nadzorczej, z możliwością wyłączenia lub ograniczenia prawa poboru. Celem, na który środki maja być pozyskane, jest „dalszy rozwój spółki w najbardziej optymalny sposób”. Dalszy! Zarząd spodziewa się pozyskać kapitał od inwestorów finansowych (ciekawe, których?), a to na przejęcia, rozwój organiczny i rozwój oferty asortymentowej. Równie dobrze można było wpisać turystykę międzyplanetarną.

Projekt następnej uchwały dotyczy scalenia akcji poprzez zmianę wartości nominalnej z 10 groszy na 10 złotych, czyli w stosunku 100:1, bez zmiany kapitału zakładowego. Ale już po chwili spółka zamierza jednak dokonać „obniżenia kapitału zakładowego w drodze obniżenia wartości nominalnej akcji w celu wyrównania części strat poniesionych przez Spółkę w latach poprzednich”. Przeto wartość nominalną akcji, wywindowaną przed chwilą aż na 10 złotych, spółka po chwili obniży do 25 groszy. Czy takie zabiegi wstrząsną kursem akcji twardo trzymającego się pułapu 1 grosza? Zakładam, że bez względu na planowane wyrafinowane operacje statutowe kurs nie oderwie się od dna. Nawet gdy dno odpadnie.
W proponowanym porządku obrad znajduję punkt osobliwy, o którym nie wiem, czemu / komu służy: „Wolne głosy i wnioski”. Walne zgromadzenie nie jest klubem dyskusyjnym, gdzie każdy może powiedzieć co wie, sądzi, przypuszcza lub tuszy. Taki punkt w porządku rodzi otóż ryzyko, że jakiś zagubiony akcjonariusz zacznie przemawiać, z sensem lub bez sensu, często przydługo, zawsze nie na temat. Zgłaszać wnioski i dezyderaty. Domagać się wyjaśnień, co stało się z jego pieniędzmi. Do niczego to nie doprowadzi…

Przyznaję, że w noc św. Sylwestra, niesiony szampańskim humorem, także wyczyniałem różne głupstwa, ale aż takich, to nie. Optymistyczny scenariusz dla Devoran SA zakłada, że GPW usunie spółkę z notowań przed pozyskaniem przez nią kapitału. Scenariusz pesymistyczny – dla spółki, gdyż dla mnie krzepiący – przybrałby taki obrót, że ktoś w MinFin wymyśli przecież sposób na opodatkowanie operacji obniżania wartości nominalnej akcji. Co niniejszym poddaję pod uwagę. Bo pospolite głupoty są wolne od podatku.

Czytaj także:
2013.09.14 Przestrzeń dla spadków
2013.12.16 Awers, rewers i kant

Awers, rewers i kant

Problem wcale nie polega na tym, ile akcja kosztuje, lecz na tym, w jakiej cenie jest ona emitowana!
Warszawska giełda nareszcie postanowiła rozprawić się z tzw. akcjami groszowymi. Która spółka nie podejmie w porę kroków na rzecz podniesienia kursu, zostanie wycofana z obrotu. Śmiesznie tanie akcje charakteryzują się nadmierną zmiennością notowań, co rodzi nadmierne ryzyko. Nie chodzi tu o sprzeciw wobec praw rynku, wszak groszowe akcje nieprzypadkowo zostają bardzo nisko wyceniane: ich ceny wyrażają, że inwestorzy nie widzą w nich wartości. Nie zobaczą jej zapewne również po mechanicznym scalenie akcji, nawet w stosunku 1000:1. Zabieg ten może okazać się równie skutecznym, co zaklinanie deszczu przez szamana. Wieszczyłem już na tych łamach, że odwrotny split zadziała krótko, otworzy przestrzeń dla dalszych nieposkromionych spadków. W stosunku do marnych spółek zero ma znaczną siłę przyciągania.

Komentatorzy zwracają uwagę na poboczne aspekty problemu. Pierwszym jest ochrona inwestorów mniejszościowych. Przykro mi to napisać, ale ochrona inwestorów często bywa mało skuteczna – zwłaszcza, gdy chodzi o ochronę ich praw przed nimi samymi. Pracownik Millennium DM wystrzelił z grubej rury: (wprowadzane przez GPW) „rozwiązanie jest lekko absurdalne i noszące znamiona systemu nakazowego. Groszówki czy złotówki, jaka to różnica” (cytuję za Parkietem z 4 XII). Otóż różnica jest znaczna. Mam rachunek w Millennium DM i teraz obawiam się, czy nie zamienią mi na nim złotych na grosze, skoro dla nich to żadna różnica – a dla mnie przecież spora. Krytycznie odezwało się także Stowarzyszenie Inwestorów Giełdowych, może specjalnie na tę okazję założone. Ktoś zwraca uwagę na koszty scalania akcji, ponoć znaczące w budżetach biedniutkich spółek groszowych.

Nie sympatyzuję z tymi spółkami. Wiele z nich tanieje od zawsze, niektóre z wysokich poziomów, a fatalnego trendu zapewne nie uda się odwrócić. Mirosław Kachniewski przypomniał, że jedne spółki potaniały do parteru z powodu złego zarządzania, inne jednak zeszły tam celowo, dokonując splitów akcji – „i to wydaje się szczególnie niepokojące. Wynika z tego, że niska wycena akcji może być dla spółki i jej inwestorów czymś atrakcyjnym” (cytuję za Parkietem z 5 XII). Przyznaję: nie ogarniam motywów inwestorów uczestniczących w rozpaczliwych emisjach śmieciowych, które w teorii prowadzą do podniesienia kapitału, a w praktyce spychają notowania w dół.

Problem wcale nie polega na tym, ile akcja kosztuje, lecz na tym, w jakiej cenie jest ona emitowana! Niech sobie jedna akcja kosztuje 10 tysięcy złotych, druga 10 groszy. Niech nawet ta sama akcja kosztuje to setki złotych, to znowu marne grosze: przypadek Petrolinvestu świadczy, że „falowanie i spadanie, falowanie i spadanie” to nie wymysł zespołu Manaam, lecz proces rynkowi dobrze znany. Chodzi o to, by zatrzymać fatalną praktykę emitowania groszowych walorów. Niektóre spółki chyba nie zajmują się niczym innym, jak produkcją papierów. Degeneracja rynku jest ceną, jaką płacimy za fundamentalny błąd, za kurzą wyobraźnię ustawodawcy, który w 2003 roku lekkomyślnie znowelizował Kodeks spółek handlowych, obniżając minimalną wartość nominalną akcji z bezpiecznego poziomu 1 złotego na bardzo ryzykowny poziom 1 grosza.

Ile wart grosz, pokazał prof. Marek Belka. Jako prezes NBP proponował wycofanie z obiegu monet o tym nominale, a kiedy przyszło mu ustąpić pod naciskiem sieci handlowych ustalających końcówki cen na poziomie 99 groszy – przeniósł bicie najdrobniejszych monet do tańszej mennicy w Wielkiej Brytanii. Może warto przypomnieć, że przed laty, jeszcze jako minister finansów, prof. Belka z powagą zapowiadał w Trójce, w audycji primaaprilisowej, wprowadzenie do obiegu monety o nominale 99 groszy, co miało spowodować znaczne oszczędności. I niewątpliwie spowodowałoby…

Jak każda moneta, grosz ma trzy strony: awers, rewers i kant. Dopuszczając wartość nominalną akcji na poziomie jednego zaledwie grosza, ustawodawca może i chciał dobrze, ale zachęcił do kantów. Dlatego giełda musiała chwycić za miotłę i zabrać się za sprzątanie parkietu, by obecność na nim amatorów groszowych mutantów nie wypłoszyła poważnych inwestorów.

Artykuł został ogłoszony w Gazecie Giełdy Parkiet 16 grudnia 2013 r.
Czytaj także:
2013.12.18 Głupoty są wolne od podatku
2013.09.14 Przestrzeń dla spadków