Miesięczne archiwum: Luty 2014

Trup w szafie

LEKTURY – Kordian: Część pierwsza trylogii. Spisek koronacyjny, 1834.

Często mylimy dwa różne zabiegi: zamiatanie pod dywan i ukrywanie trupa w szafie. Różnica polega na tym, że w pierwszym przypadku kłopoty zostają na jakiś czas ukryte, acz pozostają w spółce. Natomiast, wbrew powszechnemu przekonaniu, w pojęciu trupa w szafie (ang. skeleton in the closet) nie chodzi o to, że coś się po prostu ukrywa, ale o to, że sekret wyprowadza się daleko, zacierając ślady. Operację tę przedstawił w najdrobniejszych szczegółach, w dodatku wierszem, nasz narodowy wieszcz Juliusz Słowacki w „Kordianie”, akt III, scena IX.

Oto kłótnia wielkiego księcia Konstantego z carem. Car wypomina bratu, że w niecnym zamiarze uprowadził, usiłował zniewolić, a w końcu wydał żołnierzom ku uciesze piękną młodą Angielkę („lat szesnaście, dziecinna, płocha, jak śnieg biała, z błękitnymi oczyma”). Wie też, jak ukryto trupa. Dokonał tego zaufany wielkiego księcia, anonimowo, pod charakteryzacją („Nie zaniedbał wszelako włosów przemalować, twarzy przekształcić”) i w przebraniu: „Wziąwszy odzież bogatą, krzyże, tytuł grafa, / Najął w mieście część domu i zapłacił z góry. / Do pokojów z meblami weszła wielka szafa…”. Następnie zausznik wyszedł
zamknąwszy drzwi na zamek – i przepadł bez śladu. Dopiero po jakimś czasie odkryto w szafie gnijący już szkielet. Technika śledcza, która dzisiaj nazywamy „forensic services” pozwoliła zidentyfikować zwłoki. „Na palcu zapomniany brylant ogniem błyska / Ten pierścień mówił … i dwa powiedział nazwiska: / Jej i twoje” – mówił car, tym samym przyznając, że jego służby miały wielkiego księcia na oku. Sprawie ukręcono łeb, sprawca zbrodni nie poniósł kary, chociaż w uniesieniu wygrażał imperatorskiemu bratu, że i jego zabije, do szaf zamknie i wyjdzie wesoły.

Wniosek taki, że to, co u nas wyprawiał Elektrim, było najwyżej zmiataniem śmieci pod dywan. Trupy w szafie to hodował Enron: temu służyły owe „special purpose entities” i „off balance sheet items”. Słowacki napisał “Kordiana w wieku 24 lat. Lecz wiedział, o czym pisze: po studiach prawniczych w Wilnie pracował w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, ówczesnym ministerstwie finansów. Był dobrze rozgarnięty finansowo, w czasach paryskich inwestował z powodzeniem na giełdzie, zwłaszcza w rosnące akcje kolei żelaznych.

Między rynkiem a dobrymi praktykami

Alessandro Profumo, były szef Unicredit, powiedział kiedyś obrazowo, że corporate governance jest sztuką rozwiązywania konfliktów interesów. Wiele w tym racji! Konflikt interesów w spółce i wokół niej jest zjawiskiem ze wszech miar normalnym. W niejednej radzie nadzorczej ścierają się rozbieżne interesy różnych akcjonariuszy, a członkowie rady występują, półskrycie lub wręcz otwarcie, w imieniu partykularnych interesów swoich mocodawców. W teorii członek rady działa wyłącznie w interesie spółki: ciąży na nim obowiązek dokładania należytej staranności na rzecz tego wyłącznego interesu. W praktyce – różnie bywa. Konflikty interesów występują na styku rynku i dobrej praktyki, albo na styku rynku i prawa. Nie wystarczy spisać zasady dobrej praktyki, albo uchwalić przepisy, ponieważ szkopuł tkwi w tym, że wcale niełatwo orzec, czy w danej konkretnej sytuacji występuje konflikt interesów, czy też może wszystko jest w porządku. Za ilustrację tej myśli posłużą dwa przypadki nadesłane mi niedawno pod rozwagę.

PRZYPADEK PIERWSZY: członkostwo w radach nadzorczych spółek powiązanych. PID został poproszony o opinię w następującej kwestii: członek rady nadzorczej ważnej i głośnej spółki został powołany przez nadzorowany przezeń zarząd do rady nadzorczej spółki zależnej, nawet nie bezpośrednio, zależność jest bowiem piętrowa. Potocznie można ująć to w ten sposób, że członek rady nadzorczej spółki babki jest jednocześnie członkiem rady spółki wnuczki. Babka jest głową złożonej grupy kapitałowej, wnuczka działa zagranicą, ma bardzo istotne znaczenie dla interesów gospodarczych grupy, wobec babki jest komplementarna, nie ma między nimi konkurencji. Wspomniany członek obu rad nadzorczych reprezentuje niekwestionowane kwalifikacje i doświadczenie. Za pracę w radzie zagranicznej spółki otrzyma on stosunkowo wysokie wynagrodzenie, lecz tego aspektu sprawy wnoszący ją nie poruszył.

Ponieważ prośba o opinię w sprawie została skierowana wprawdzie na moje ręce, lecz do PID, zapoznałem z nią specjalistów z Rady Programowej. Nikt z nich nie dostrzegł tu konfliktu interesów, natomiast dostrzeżono, że wchodząc z powołania zarządu nadzorowanej spółki do rady nadzorczej spółki w grupie kapitałowej, członek rady nadzorczej spółki babki utracił przymiot niezależności.

PRZYPADEK DRUGI: prezes spółki przewodniczącym rady nadzorczej spółki konkurującej. Tym razem kazus został wniesiony do mnie osobiście z sugestią omówienia go w tym miejscu. Jest to opowieść o dwóch miastach, a właściwie o dwóch lotniskach. Oba miasta są duże, porównywalnej wielkości, ale ich lotniska dzieli przepaść. Lotnisko w A aspiruje do miana portu międzynarodowego, obsługuje regularne połączenia nie tylko tanich linii, także regularnych przewoźników, liczba pasażerów stale rośnie, dużo się tam inwestuje. Lotnisko w B jest lokalne, ma wprawdzie spore ambicje, korzysta z niego kilku przewoźników, niemniej oba porty dzieli przepaść. Jak wszystkie polskie lotniska, także dwa wspomniane konkurują, nie o tych samych może pasażerów, ponieważ dzieli je blisko 250 km, lecz o pozycję na niebie i ziemi. Mają przy tym – co trzeba podkreślić – różnych właścicieli.

Mój korespondent jest zdziwiony faktem, ze przewodnictwo rady nadzorczej lotniska w B powierzono prezesowi lotniska w A. Jest to menedżer sprawny, doświadczony, lecz pozostaje miejsce na wątpliwość, czy wylądował na właściwym pasie? Czy prezes spółki większej, może lepszej, jest aby odpowiednim kandydatem na szefa rady nadzorczej spółki mniejszej, nie tak rozwiniętej, lecz przecież konkurencyjnej? Czy zdoła wznieść w swojej głowie chiński mur, powstrzymujący go przed wykorzystaniem na użytek spółki A informacji uzyskanych w spółce B? Dwie spółki z tej samej branży, mające odmiennych właścicieli, walczą o kawałki tego samego torciku. Czy jedna powstrzyma się przed podjedzeniem drugiej przynajmniej okruszynki? Otóż, moim zdaniem, wystąpił tu konflikt interesów. Chętnie poznam opinię Czytelników.