Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Głos kulawy i szkodliwy

Głos wstrzymujący jest traktowany przy ustalaniu większości podobnie jak głos przeciw, ale nie daje on przywilejów związanych z głosowaniem przeciw.

Molierowski („Mieszczanin szlachcicem”) Monsieur Jourdain nie wiedział, że od 40 lat mówi prozą. Dzisiaj niejeden uczestnik obrotu gospodarczego nie wie, że wstrzymując się od głosu, przecież głosuje. Pierwszy był nuworyszem, drugiemu brak obycia w głosowaniach w organach spółek handlowych. Pierwszy nie znał manier, drugi nie zna prawa. Kodeks spółek handlowych stanowi, że głos „wstrzymujący się” jest głosem oddanym, podobnie jak głosy „za” i „przeciw”. Jako głos oddany, głos wstrzymujący jest traktowany przy ustalaniu większości podobnie jak głos przeciw, ale nie daje on przywilejów związanych z głosowaniem przeciw. Z tego względu jest głosem kulawym. A z racji braku u głosującego świadomości skutku takiego głosu – jest on nadto zjawiskiem szkodliwym.Jeżeli przepis wymaga bezwzględnej większości głosów jako warunku powzięcia uchwały (czyli arytmetycznej przewagi głosów za nad sumą głosów przeciw i wstrzymujących się), głos wstrzymujący się będzie liczony na równi z głosem przeciw, ale postawi wstrzymującego się w gorszej sytuacji prawnej niż głosującego przeciw.

Kto w organach spółki akcyjnej głosuje przeciw, nabywa związane z tym przywileje. Głos oddany przeciwko uchwale powziętej przez walne zgromadzenie uprawnia głosującego do żądania zaprotokołowania sprzeciwu, co otwiera drogę do wytoczenia powództwa o uchylenie uchwały lub stwierdzenie jej nieważności. Głos wstrzymujący się zostanie policzony przy ustalaniu większości na równi z głosem przeciw, lecz nie da podstawy do zgłoszenia sprzeciwu. Głos oddany przeciwko uchwale zarządu lub rady nadzorczej uprawnia głosującego do zgłoszenia zdania odrębnego, które zostanie zaprotokołowane. Funkcją zdania odrębnego jest wyłączenie głosującego przeciwko uchwale od odpowiedzialności za negatywne następstwa uchwały. Głos wstrzymujący się zostanie policzony przy ustalaniu większości na równi z głosem przeciw, lecz nie daje podstaw do zgłoszenia zdania odrębnego i wyłączenia odpowiedzialności. Innymi słowy: kto wstrzymuje się od głosu, oddaje w istocie głos przeciw, ale niepełnoprawny, bo pozbawiony praw płynących z głosu oddanego przeciw, nawet niepełnosprawny, kulawy.

Iks mówi: Nie chciałem wpływać na wynik głosowania, więc wstrzymałem się od głosu.Nieprawda, wpłynął na wynik, ponieważ uczestniczył w głosowaniu i oddał ważny głos – tyle, że wstrzymujący się. Głos został policzony i, wbrew intencji Iksa, arytmetycznie potraktowany jako głos przeciw. Iks jest członkiem rady nadzorczej jednej z najważniejszych spółek w Polsce, ale nie zna przepisów; akurat pod tym względem zalicza się do większości. Ygrek mówi: byłem przeciwko podjęciu tej uchwały i ostro gardłowałem, ale inni milczeli, więc kiedy przyszło do głosowania, wstrzymałem się, bo u nas w zarządzie nikt nigdy nie
głosował przeciw prezesowi. A teraz akcjonariusze wnoszą przeciwko nam wszystkim powództwo o naprawienie szkody; mnie chyba powinni dać spokój, skoro nie byłem za.

Ygrek dwakroć nie ma racji. Nie liczy się, co mówił na posiedzeniu zarządu, a tylko jak głosował; zresztą protokół zarządu nie zawarł (słusznie!) przebiegu dyskusji, skoro nic z niej nie wynika. Głos wstrzymujący się nie zwalnia od odpowiedzialności. Kto pragnie uniknąć wpływu na wynik głosowania, niech nie bierze w nim udziału, nie głosuje. Uczestnik walnego zgromadzenia może na czas takiego głosowania wyrejestrować akcje, członek zarządu lub rady nadzorczej może na czas takiego głosowania opuścić salę obrad i żądać zaznaczenia tego w protokole.

Nie znam argumentów przemawiających za oddaniem głosu wstrzymującego się. W polityce taka sytuacja oznacza niemy sprzeciw, tak postąpili posłowie koła Znak podczas głosowania w 1976 r. nad poprawkami do Konstytucji PRL. W spółce akcyjnej sprzeciw wcale nie musi być niemy, zarówno akcjonariusz uczestniczący w walnym zgromadzeniu, jak członek zarządu lub rady nadzorczej uczestniczący w głosowaniu, może skorzystać z instrumentu prawnego wspierającego jego indywidualny sprzeciw.

Głośny był niegdyś opisany w Parkiecie głosowania nad absolutorium dla prezesa notowanej na GPW spółki z większościowym udziałem Skarbu Państwa. Inwestorzy instytucjonalni głosowali za absolutorium (wkrótce wyszło na jaw, że niesłusznie, ponieważ prezes spółki sprowadził ją na złą drogę). Głosami Skarbu Państwa dysponowała pani dyrektor z MSP. Nie otrzymała instrukcji z resortu, bądź pogubiła się – dość, że wstrzymała się od głosu. W tej sytuacji uchwała o udzieleniu prezesowi absolutorium nie mogła zostać powzięta. Urzędniczka nie kryła zdziwienia, dlaczego tak się stało i jak w ogóle mogło dojść do tego. Przecież w jej ręce była większość głosów i nie zostały one oddane przeciw… Podobno od tej pory na walne zgromadzenia resort wysyła bardziej rozgarniętych. Podobno.
Tekst ukazał się 16 czerwca 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw
2001.06.26 Arytmetyka rady

Algorytm w radzie nadzorczej

Serwis internetowy Gazety Wyborczej przyniósł frapującą informację: „Zarejestrowana w Hongkongu spółka Deep Knowledge Ventures ogłosiła właśnie, że jedno z miejsc w radzie nadzorczej obejmuje algorytm”. Puszczam wodze fantazji: a gdyby doszło do tego w Polsce? Z ostrożności procesowej zmieniam dla niepoznaki nazwy zainteresowanych instytucji – nie ukrywając przecież, że wszelkie ewentualne skojarzenia do rzeczywistych bytów są w pełni zamierzone.

Jako pierwszy zabrał głos prezes Ligi Opozycyjnej: – To narodowa hańba, że algorytmy docierają do polskich rad nadzorczych z tak znacznym opóźnieniem. Jesteśmy za Azjatami, co jest konsekwencją obecnych fatalnych rządów – powiedział na wiecu w Kalembinie (Podkarpackie). Wtóruje mu szef Polskiej Partii Efemerycznej: – Piastując tekę ministra sprawiedliwości domagałem się, w ramach polityki otwarcia zawodów, dopuszczenia algorytmów do rad nadzorczych, a wobec wściekłego oporu Tuska musiałem ustąpić z rządu.

Instytut Dyrektorów i Dyrektorek z zadowoleniem powitał powoływanie algorytmów do rad nadzorczych. – W polskich realiach tylko algorytm spełnia kryteria niezależności członka rady nadzorczej – oświadczył prezes dodając, że Instytut prowadzi już Oficjalny Rejestr Algorytmów i Algorytmek Rekomendowanych do Rad Nadzorczych. Niemniej obradujący w
utajnionym miejscu Zjazd Kobiet zwraca w swoim Manifeście Równości uwagę, że algorytmy rozsiadają się w radach kosztem algorytmek, wobec czego Bruksela powinna ustanowić parytety dla algorytmek, albo przynajmniej kwoty określające minimalny procent miejsc przypadających im w radzie, oraz w ogóle wszędzie.

Arcybiskup metropolita Przasnysza zdecydowanie potępił algorytmy określając je mianem bezpłciowych fantomów propagowanych przez ruchy lewicowe, demoliberalne media, frywolnych zboczeńców i zdegenerowany do cna rząd. Najwyższy czas – powiedział hierarcha – by postawić tamę rozlewającej się po kraju fali bezwstydnego dżenderyzmu. W związku z tym Związek Biur Brokerskich kategorycznie zażądał obniżenia opłat giełdowych. Giełda Walorów Elektronicznych ujawniła, że ustanowi Kodeks Takich Sobie Praktyk Algorytmów, wprowadzi specjalny indeks spółek wyróżniających się udziałem algorytmów w komitetach rad nadzorczych, oraz zakwalifikuje spółki oporne względem algorytmów w radach nadzorczych do segmentu High Frequency Trading (co ostro skrytykował szef konkurencyjnej giełdy w jednym z krajów czarnomorskich).

Minister Spraw Fiskalnych wyjaśnił, że jego resort wymaga prowadzenia obrad rad nadzorczych w języku polskim i niebawem ustali terminy egzaminów językowych dla algorytmów. Zwrócił też uwagę, że jeżeli algorytm pełni funkcję niezależnego członka komitetu audytu, nie wolno mu posiadać akcji nadzorowanej spółki. Minister odmówił odpowiedzi, czym ów zakaz jest uzasadniony. Ministerstwo Pomyślności Gospodarczej ogłosiło, że rozważa inicjatywę ustawodawczą w sprawie dopuszczenia do rad nadzorczych spółek o znaczeniu strategicznym wyłącznie algorytmów produkcji polskiej. Minister Renacjonalizacji powiedział w wywiadzie dla Trujki: – Kiedy na rynku nastała moda na niezależnych członków rad nadzorczych, wymusiliśmy, że będą to nasi niezależni; tak samo wymusimy, że w radach zasiądą oswojone przez nas algorytmy. Natomiast Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego zapowiedziało, że procedura wydawania algorytmom certyfikatów dostępu do informacji niejawnych dozna opóźnienia. Rzecznik resortu ujawnił, że pierwotnie jego osoba była w posiadaniu wiedzy, jakoby algorytm był rytmiczną muzyką dla alg, atoli wychodzi na jaw, iż jest to nie do końca prawdą. W związku z tym Związek Biur Brokerskich ponownie zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Komitet Nadregulacji Rynkowych zapowiada wydanie rekomendacji Q dotyczącej udziału algorytmów w organach zarządzających i nadzorujących podmiotów nadzorowanych. Wykluczone będą algorytmy cypryjskie, natomiast inne zagraniczne algorytmy będą musiały uzyskiwać zezwolenie na działalność w Polsce. Mec. Klaudia Mąka-Wrocławska przewiduje płynące z tego kłopoty Polski przed Trybunałem Luksemburskim. Prestiżowa firma konsultingowa z Tłustej Piątki, Crook&Cheat, ogłosiła, że akcjonariusze gotowi są płacić 21,4 % więcej za akcje spółek mających w radzie nadzorczej przynajmniej jeden algorytm, oraz 32,6 % więcej za akcje spółek mających w radzie nadzorczej wyłącznie algorytmy. W związku z tym Związek Biur Brokerskich zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Funkcjonariusze Centralnego Urzędu Wspierania Cnót i Zwalczania Występków usiłowali zatrzymać pod zarzutem przyjęcia znacznych korzyści materialnych dwa algorytmy wygenerowane w Otrębusach, lecz podejrzanych nie zastali w spółce, a miejsc zamieszkania nie udało się jeszcze ustalić. W związku z tym Związek Biur Brokerskich stanowczo zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Mógłbym ciągnąć wątek w nieskończoność. Na szczęście, taki scenariusz dla polskiego rynku to bajka. Z realu pochodzą tylko żądania obniżenia opłat giełdowych – tak fantazyjne, że też bajeczne.

Tekst ukazał się 7 czerwca 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Kłopoty z niezależnością

Założenie, że Jakubas i Godlewski są w radzie nadzorczej Netii członkami niezależnymi, jest wyzwaniem rzuconym polskiemu rynkowi kapitałowemu.

Mam kłopoty z niezależnością członków rady nadzorczej. Nie od dzisiaj, o czym świadczą archiwalne teksty, do których odsyłam poniżej. I nie ja jeden mam kłopoty, o czym świadczy przypadek, który opiszę. Na polskim rynku kwestia niezależności członków rad nadzorczych jest dotknięta grzechem pierworodnym: Dobre praktyki spółek publicznych 2002 wprowadziły zasadę, że w tych spółkach przynajmniej połowę członków rad nadzorczych powinni stanowić członkowie niezależni, wyposażeni przy tym w szczególne uprawnienia. Na rynku, gdzie o niezależnych członkach rady mało wówczas kto słyszał, takie rozwiązanie nie służyło promowaniu obecności niezależnych w radach, raczej kompromitacji tej idei. Utyskiwałem wówczas, że zmierza ono „o jeden most za daleko”. Albo o dwa.

Wywołano też rozterki, czy aby niezależni członkowie rady nadzorczej mogą posiadać akcje nadzorowanej spółki. Zasiane wówczas wątpliwości zaowocowały po latach skleconą przez MinFin fatalną regulacją ustawy o biegłych, pozbawiającą tej możliwości niezależnego członka komitetu audytu; stworzenie dwóch kategorii niezależności członków rady jest rozwiązaniem szkodliwym.

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż utarło się na polskim rynku, że prezes zarządu po zakończeniu posługi na tym stanowisku przechodzi do rady nadzorczej, nierzadko na funkcję jej przewodniczącego. W świecie anglosaskim taki obyczaj bywa uważany za naganny. Obecność byłego prezesa w radzie utrudnia jej obiektywną ocenę jego dokonań, kwestionowanie strategii, inicjowanie zmian. W spółkach z silnym udziałem kapitałowym prezesa i jego rodziny bywa, że prezes przesiada się na fotel przewodniczącego rady nadzorczej zasiedlonej przez jego rodzinę i znajomych, by po niedługim czasie wrócić na fotel w zarządzie – i tak w kółko. Pomnikowym przykładem takiego obyczaju był w swojej epoce Roman Kluska, twórca Optimusa i autor sukcesów tej spółki. Dzisiaj z fotela na fotel lubi się przesiadać Henryk Kania (ZM Henryk Kania SA). Ale nie można przyjąć, że prezes zarządu katapultowany do rady nadzorczej będzie w radzie uchodzić za jej niezależnego członka. Krzysztof Szwarc, po przejściu z prezesury BRE do rady nadzorczej banku (ostatnio przechrzczonego na mBank) odsłużył w niej pięć lat zanim zgłosił aspirację do statusu członka niezależnego.

Piszę o tym w związku z uchwałami niedawnego (21 maja) walnego zgromadzenia Netii. Do rady nadzorczej spółki wybrano, przyznając mu jej członkostwo z dniem 1 września, urzędującego prezesa Mirosława Godlewskiego (prezesurę złożył 30 maja). Jest to zgodne z ugruntowanym na polskim rynku obyczajem, którego nie uważam za dobrą praktykę – przeciwnie. Lecz nie wspomniałbym o sprawie, gdyby walne zgromadzenie nie uznało Mirosława Godlewskiego za niezależnego członka rady. To już znaczące nieporozumienie!

Co gorzej: także Zbigniew Jakubas został wybrany do rady nadzorczej ze statusem członka niezależnego. Jest to inwestor obdarzany zaufaniem przez dziesiątki tysięcy akcjonariuszy spółek z jego znaczącym udziałem, wytrawny znawca rynku kapitałowego, ba! – nawet jeden z jego animatorów. Jego obecność w radzie nadzorczej Netii jest bardzo pożądana, wszak pośrednio kontroluje on znaczną i – jak sądzę – rosnącą liczbę akcji. Lecz nawet usłużni prawnicy Zbigniewa Jakubasa nie przekonają mnie, że jest on niezależnym członkiem rady nadzorczej spółki, na którą – za pośrednictwem Mennicy Polskiej i FIP TFI – wywiera istotny wpływ. Otóż ani prezes spółki po trzymiesięcznej karencji, ani znaczący inwestor schowany za podmioty zależne lub powiązane, nie mogą, w moim przekonaniu, legitymować się statusem niezależnych członków rady. W głowę zachodzę, po co poważnym ludziom taka maskarada.

Przypisując Zbigniewowi Jakubasowi i Mirosławowi Godlewskiemu status niezależnych członków rady nadzorczej, Netia rzuciła rynkowi wyzwanie: albo rynek upora się z kwestią, kto i po co korzysta w radzie ze statusu niezależnego jej członka, albo dojdzie do degeneracji tego pojęcia. Wybór należy do nas.

Czytaj także:
2002.10.07 Kto jest niezależny?
2003.05.26 Dwa fotele z przesiadką

O psie, panu i złodzieju

Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;
Obili go nazajutrz, że pana obudził
.

Ignacy Krasicki, bp

Po pracowitym tygodniu nadrabiam przez weekend prasówkę. W kilku tytułach mocno wyeksponowano wydarzenie: Ministerstwo Finansów zrugało Komisję Nadzoru Finansowego jak burą sukę. „Niezwykle ostre w tonie pismo wiceministra finansów” przypomina, że nadzór nie może tworzyć prawa, a wydawane przezeń rekomendacje winny mieć oparcie w obowiązujących przepisach. Zastrzeżenia MinFin dotyczą działań KNF wobec rynku ubezpieczeniowego.

Może i racja. Po ogłoszeniu w styczniu przez KNF projektu zasad ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych też wystąpiłem do przewodniczącego Andrzeja Jakubiaka z dyskretną, acz wielce krytyczną oceną tego pomysłu, wzbogaconą spostrzeżeniami w stylu „KNF nie stoi ponad prawem”. Ale kiedy MinFin traktuje Komisję z buta w sprawie rynku ubezpieczeniowego, przecież weźmy pod uwagę, że PIES SZCZEKA NA ZŁODZIEJA.