Miesięczne archiwum: Październik 2014

SŁOWNIK WYRAZÓW W BUDOWIE…

… czyli niepełny jeszcze spis terminów, które mogą być przydatne w zrozumieniu corporate governance.
Słowotwory własne wyróżnione kursywą.

© Andrzej S. Nartowski, 2014

UWAGA! U GÓRY PRACUJĄ!
Ostatnia aktualizacja: październik 2014 r.

  • ABSOLUTORIUM. Czynność prawna o mglistym znaczeniu podejmowana (wyłącznie) przez walne zgromadzenie. Niby jej treścią jest stwierdzenie, że imiennie oznaczony piastun spółki należycie wykonywał swoje powinności w danym roku obrachunkowym. Lecz niekoniecznie: otóż a. nie daje immunitetu przed ewentualnym dochodzeniem roszczeń, zwłaszcza jeżeli ich podstawa nie była znana w chwili udzielania a. Gorszące są przypadki odmowy udzielenia a. z powodów politycznych, bądź nawet uchylenia udzielonego a. bez rzeczowego uzasadnienia. Fantazję akcjonariuszy winny miarkować dobre obyczaje.
  • ALOTAŻ. Słowo brzmi z francuska, jak balotaż, jest wszelako lokalnego pochodzenia i wywodzi się od nazwiska rodzimego zucha. Został on kiedyś – Stanisław Alot, skromny nauczyciel bez innych kwalifikacji, powołany na stanowisko szefa ZUS, instytucji zarządzającej miliardami, a tytuł do nominacji dała jego działalność partyjna. Słowa „alotaż” użyłem jednak po raz pierwszy później, w kwietniu 2000 r., opisując powołanie Władysława Jamrożego, szefa PZU, na stanowisko prezesa Totalizatora Sportowego. Szefa PZU, nie „byłego szefa”, albowiem W. Jamroży był w swojej macierzystej firmie jedynie zawieszony w obowiązkach. Jak się to skończyło, wiadomo: do dzisiaj nie skończyło się należycie. Alotaż trwa i ma się wyśmienicie. Dysponenci posad alotują na nich politycznych stronników pozbawionych kompetencji. Każda partia u żłobu ma swojego Staszka, który „pragnie sprawdzić się w biznesie”. Gdy rządy lub partie polityczne rozdają swoim intratne posady, wraz z każdą z nich rozdają cząstkę Rzeczypospolitej. Sprawę należy uznać nie za żart, lecz hańbę narodową. Niestety, termin „alotaż” nie zrobił należnej mu kariery. Zaćmił go Jarosław Kaczyński bardziej akuratnym określeniem TKM: Teraz, K…a, My!
    Czytaj: 2000.04.05 Alotaż
  • ATTENDANCE RECORD. Wykaz obecności członków rady nadzorczej (lub rady dyrektorów) na jej posiedzeniach – względnie członków komitetu rady na jego posiedzeniach – w roku sprawozdawczym, ujawniany w raporcie rocznym spółki. A.r. bywa pomocny przy dokonywaniu ocen pracy rady i jej poszczególnych członków oraz przy podejmowaniu decyzji o ewentualnej reelekcji do rady. W Polsce A.r. nie jest należycie upowszechniony i bywa mylony z Listą obecności (zob).
  • BANK OF CREDIT AND COMMERCE INTERNATIONAL. Znaczący międzynarodowy bank inkorporowany w 1972 r. w Luksemburgu, z siedzibami w Londynie i Karaczi; założycielem był obrotny pakistański finansista Aga Hassan Abedi. Z czasem bank rozrósł się do 400 oddziałów, działał w 78 krajach, ale żaden krajowy nadzór bankowy nie ogarniał skomplikowanej struktury i niejasnej działalności banku, żaden audytor nie miał pełnego dostępu do ksiąg. Od 1980 r. wychodziły na jaw nieprawidłowości w działalności BCCI, nielegalne operacje, nadużycia, finansowanie terroryzmu. Ostatecznie 5 lipca 1991 r., zdaniem wielu – znacznie za późno, Bank of England podjął decyzję o zamknięciu BCCI. Z banku wyparowało ok. 10 mld USD, sprawa wywołała liczne konsekwencje regulacyjne i prawne, procesy prowadzono zwłaszcza w USA i Wielkiej Brytanii. Co tutaj najważniejsze, casus BCCI dał, obok spraw Maxwella (zob.) i Poly Peck (zob.), impuls do reformy brytyjskiego systemu corporate governance (zob.), czego dokonała komisja londyńskiej City, której przewodniczył Adrian Cadbury. A BCCI, nazywany zrazu wielkim bankiem Trzeciego Świata, z czasem zyskał szyderczą nazwę Bank of Crooks & Criminals International.
  • BCCI – zob. Bank of Credit and Commerce International
  • BOARDROOM. Dosłownie: sala posiedzeń rady nadzorczej. Powinna ją spowijać zawodowa tajemnica obrad, podobna tajemnicy zawodowej adwokata. Należy bezwględnie ujawniać (in foro interno) plon obrad, czyli uchwały, zachowując dyskrecję względem przebiegu obrad.
  • CALPERS. California State Employees Pension Fund, wielki i wpływowy fundusz emerytalny promujący corporate governance i wymagający od spółek, w które inwestuje, stosowania dobrych praktyk.
  • CEDRIC. Imię Browna, podówczas prezesa British Gas, który przeprowadził spółkę przez proces prywatyzacji, a następnie usiłował ją urynkowić. W celu zmniejszenia przerostu zatrudnienia wprowadził program dobrowolnych odejść. Otrzymał za to spory bonus i znaczną podwyżkę wynagrodzenia. W proteście któryś z akcjonariuszy przyprowadził na walne zgromadzenie w 1995 roku świnię obdarzoną imieniem Cedric. Morał: im bardziej menedżer dba o interes akcjonariuszy, tym bardziej mają inni interesariusze (zob.) maja go za świnię..
    Czytaj: 2013.01.02 Od wypasionych do Oburzonych
  • CHAIRPERSON, d. CHAIRMAN. Przewodnicząca/y rady dyrektorów lub rady nadzorczej. Tradycyjny termin chairman sugerował płeć osoby przewodniczącej radzie, termin chairperson jest pod tym względem neutralny. Nie wszyscy jeszcze się w tym połapali: szefowa polskiej odrośli globalnej korporacji posługuje się tytułem chairman, co sugeruje, że ja chyba czegoś nie wiem.
  • CHCIWOŚĆ. Zob. GREED.
  • CIĘŻARÓWKA Z LODAMI. Pojazd z porzekadła symbolizującego konieczność przygotowania spółki do sukcesji na wypadek, gdyby prezes został potrącony przez ciężarówkę z lodami (hit by the ice-cream truck) i nieoczekiwanie zwolnił stanowisko. Polskie spółki zachowują się jakby po ulicach nie jeździły ciężarówki, a lody były przysmakiem u nas nieznanym.
  • CITY. Potocznie: kręgi gospodarcze Wielkiej Brytanii, w istocie: dzielnica we wschodnim Londynie będąca tradycyjnie siedzibą instytucji finansowych, dzisiaj rozpierzchłych po mieście, od Mayfair, gdzie zalęgły się fundusze hedgingowe, po Docklands, gdzie obecnie mieszczą się siedziby wielkich banków.
  • CORPORATE GOVERNANCE. Styl, sposób, w jaki spółki są zarządzane i nadzorowane. Świat powszechnie używa pojęcia anglojęzycznego rezygnując z tłumaczenia na lokalne narzecza, ale na upartego można doszukać się bliskości znaczeniowej terminów „władztwo korporacyjne”, „porządek korporacyjny”. Oficjalny przekład na „ład korporacyjny” ani trafny, ani mądry, więc się przyjął. Jeszcze bardziej osobliwe, acz może bardziej trafne, byłoby skrzyżowanie władztwa z ładem: „wład korporacyjny”.
  • CZŁONEK Z RAMIENIA. Członek rady nadzorczej, niekiedy też członek zarządu który nie dąży do spełniania interesów spółki, lecz uważa się za rzecznika interesów tego z akcjonariuszy, któremu zawdzięcza wybór.
  • DEMASKATOR (zob. Whistleblower).. Osoba (najczęściej pracownik, ale bywa, że klient, dostawca, odbiorca, lub zgoła postronny) demaskująca nieprawidłowości w firmie, korzystająca z chronionej przez firmę anonimowości. W Polsce whistleblower bywa nazywany na wesoło „sygnalistą” („Bo nie zna życia, kto nie służył w marynarce…”), na smutno „donosicielem”, „kapusiem”, „denuncjatorem” – i podobnie, taka już nasza wrażliwość moralna. Za to w świecie demaskatorzy zdobywają rozgłos (przypadek Enronu), inspirują fabuły filmów (The Insider, 1999, z Alem Pacino i Russelem Crowe).
  • DRZWI OBROTOWE. Rady nadzorcze wielu polskich spółek są jak drzwi obrotowe: ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ruch nie ustaje. Kadencja rady jest pojęciem iluzorycznym. Zmian w składzie rady nadzorczej dokonuje się więc nie dlatego, że upłynęła kadencja, ale najczęściej dlatego, że zmieniła się sytuacja polityczna, ktoś inny przejął Rzeczpospolitą i teraz dorzyna watahy. Albo zmienił się w spółce inwestor. Albo inwestor zmienił kurs wobec spółki. Nie chodzi o to, by lamentować nad losem odwołanych z rad nadzorczych. Niektórzy z nich są ornamentariuszami (zob.), więc nie ma powodów do żalu. Chodzi natomiast o to, że bezustanne zmiany w składzie rad rozmywają odpowiedzialność ich członków. Wielu z nich dopuściło się karygodnych zaniedbań, ale nikogo przecież nie puszczono jeszcze bez skarpetek.
    Czytaj: 2013.01.17 Rada w przeciągu
    Czytaj: 2000.03.20 Drzwi obrotowe
  • FORMACJA PODWÓJNEJ GŁOWY. Pojęcie nie ma nic wspólnego z analizą techniczną. Podwójność głowy polega na tym, że formalnie spółce prezesuje Polak, bo tego wymaga przepis, lecz jest to tylko prezes malowany, natomiast zza jego pleców rzeczywiste władztwo wykonuje zastępca – obcokrajowiec. Nie po to zagraniczny inwestor strategiczny nabył większość udziałów w spółce, by na jej czele zostawić krajowca. Albo mu nie ufa, bo nuż jeszcze tubylec weźmie pod uwagę miejscowe prawo lub interes narodowy… Albo uważa go za głupszego od swoich. Produktem takiego kolonialnego podejścia do sprawy jest budowanie formacji podwójnej głowy. Ostatnio f.p.g. jest w defensywie. Nadzór finansowy zezwala już obcokrajowcom na formalne zajmowanie stanowisk prezesów w bankach. Lecz zjawisko ma charakter szerszy. W epoce globalizacji zarządy spółek wchodzących w skład międzynarodowych grup kapitałowych często wcale nie zarządzają nimi, najwyżej administrują. Decyzje zapadają gdzieś powyżej.
    Czytaj:2002.08.27 Formacja podwójnej głowy
  • GREED (ang.) – chciwość, poniekąd fundament rynku. „Greed is good” (Chciwość jest dobra) – mówił Michael Douglas w roli Gordona Gekko, bezwzględnego spekulanta, w filmie Olivera Stone’a „Wall Street” (1987). Ta popularna na rynkach kapitałowych fraza ma ciekawą historię: w maju 1986 r. arbitrażysta Ivan Boesky powiedział absolwentom Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley „I think greed is healthly” (Sądzę, że chciwość jest zdrowa). 6 miesięcy później przyznał się do insider tradingu, dobrowolnie poddając się karze trzech lat więzienia i grzywny w wysokości 100 milionów USD. Było za co.
  • HINDUSKA WDOWA. W teorii członkowie rady nadzorczej reprezentują ogół akcjonariatu i kierują się wyłącznie interesem spółki, a za wykładnię tego interesu uważają uchwały walnego zgromadzenia. W praktyce jest inaczej. Następuje partykularyzacja organów spółki. Nawet w zarządzie pojawiają się „członkowie z ramienia” (zob.) pracowników. Pogodziliśmy się z tym, że członkowie rady nadzorczej „reprezentują” tych akcjonariuszy, którzy przepchnęli ich stanowisko. A kiedy taki akcjonariusz opuszcza spółkę, jego przedstawiciele tracą rację bytu w radzie. Czymprędzej składają rezygnację. Przyznają w ten sposób, że wcale nie działali w interesie spółki, tylko strzegli interesów swojego mocodawcy. Hinduskie wdowy palono na stosie po śmierci małżonka. Dobrze byłoby, by rynek tak samo traktował „członków z ramienia”.
    Czytaj: 2002.01.14 Hinduska wdowa
  • INTERESARIUSZE. Społeczności z otoczenia spółki, wiążące z nią swoje interesy, lub wywierający na nią wpływ; przykładowo pracownicy, klienci, dostawcy, mieszkańcy danej okolicy (społeczności lokalne). Często – słusznie! – rozróżnia się interesy akcjonariuszy (shareholdes) i interesariuszy (stakeholders). Bywają one rozbieżne, co trafnie ukazano w znanych filmach „Erin Brockowich” (2000, z Julią Roberts) lub „Civil Action” (1998, z Johnem Travoltą). Katalog i. nie jest precyzyjnie określony, więc bywa, że do tego statusu pretendują także politycy, ekolodzy, bonzowie związkowi. Uzurpatorów można określić dowcipnym mianem mistakeholdes (mistake = pomyłka); termin ukuł go mój wieloletni współpracownik Paweł Doliniak.
  • INWESTORZY W KOMINIARKACH. Termin odnoszę do posiadaczy znacznych pakietów akcji, którzy nie ujawniają swojej tożsamości, kryjąc się za tajemniczymi „wehikułami inwestycyjnymi” dysponujacymi środkami o podejrzanej proweniencji, ulokowanymi na przykład na Cyprze, bądź w tzw. „rajach podatkowych”.
    Czytaj: 2014.01.07 Inwestorzy w kominiarkach
  • KUKUŁKA. Tym terminem można obrazowo objasnić rolę audytora (biegłego rewidenta) w spółce porównanej do klasycznego zegrara. Akcjonariusze, wnosząc do spółki kapitał, pociągają za łańcuch napinający sprężynę, więc zegar zaczyna pracować; trybiki mechanizmu to top management; godzina pokazywana na tarczy zegara to raporty bieżące i komunikacja dla rynku, zaś audytor to kukułka, która w regularnych odstepach czasu wyskakuje z zegara potwierdzając to, co przedstawił na tarczy zegara zarząd. Alegorię tę sformułował Robert Hodgkinson, przewodniczący londyńskiej Financial Reporting Council.
  • LIS, Krzysztof Aleksy, 1948-2005. Ekonomista, reformator, bliski współpracownik Leszka Balcerowicza, orędownik prywatyzacji, organizator Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, współtwórca polskiego rynku kapitałowego, inspirator prac na rzecz zakorzenienia na polskim rynku standardów corporate governance (zob.), inicjator powołania Polskiego Instytutu Dyrektorów (zob.).
    Czytaj: 2014.05.09 Spuścizna Krzysztofa Lisa
  • LISTA OBECNOŚCI. Nie ma potrzeby sporządzania listy obecnych na posiedzeniu zarządu lub rady nadzorczej spółki akcyjnej, ani podpisywania takiej listy przez obecnych. Imiona i nazwiska uczestniczących w posiedzeniu lub biorących udział w głosowaniu prowadzonym poza posiedzeniem członków zarządu lub rady nadzorczej zamieszcza się w protokole. Nie ma przeszkód, by w protokole umieszczać także imiona i nazwiska innych osób, uczestniczących bądź w całym posiedzeniu, bądź w rozpatrywaniu jego poszczególnych punktów (np. członków zarządu, ekspertów, biegłych rewidentów). W protokole posiedzenia zarządu należy bezwarunkowo, prócz uczestniczących w posiedzeniu członków zarządu, odnotować imiona i nazwiska uczestniczących w posiedzeniu członków rady nadzorczej delegowanych do stałego indywidualnego wykonywania czynnosci nadzorczych. Zob. Attendance record
  • MANE TEKEL FARES. Przepowiednia w języku aramejskim przekładana jako „policzono, zważono, rozdzielono”, co we współczesnej polszczyźnie brzmiałoby „pozamiatane”. Wedłub biblijnej Księgi Dawida słowa te objawiły się na ścianie podczas uczty w pałacu babilońskiego króla Baltazara; jakoż niezadługo nastąpił jego nagły upadek. Co przydarzy się też wielu spółkom notowanym na giełdach. Często spółka ogłasza jeszcze dobre wyniki, audytor przedkłada opinię czystą, bez zastrzezeń, więc notowania rosną, ale uważny analityk dostrzeże już złowrogie proroctwo na ścianie.
  • MAXWELL, Robert. Urodził się w 1923 r. w biedzie jako Jan Ludwik Hoch, słowacki Żyd, we wsi Slatinske Doly (obecnie Sołotwyno na Ukrainie). Zasłużył się podczas II wojny światowej, w brytyjskim wojsku doszedł do stopnia kapitana i uzyskał Military Cross. Został jednym z największych wydawców na świecie, zyskał rozgłos jako kontrowersyjny biznesmen i polityk (w latach 1964-1970 zasiadał w Izbie Gmin z ramienia Labour Party). Zmarł w listopadzie 1991 r. z piętnem arcyoszusta, zmyty nocą z pokładu własnego jachtu Lady Ghislaine (nazwanego na cześć najmłodszej córki), wówczas jednego z największych na świecie. Jedni przypuszczali, że popełnił samobójstwo, inni bezpodstawnie wietrzyli, że padł ofiarą zbrodni. Skupił w swoim ręku poważne wydawnictwa, m.in. Pergamin Press i Macmillan, Inc., ponadto nabył British Printing Corporation, Mirror Group Newspapers, stworzył Maxwell Communication Corporation, European Satellite TV Broadcasting Consortium, tygodnik The European. Dopuścił się m.in. defraudacji milionów funtów zgromadzonych w pracowniczych programach emerytalnych jego spółek. Fatalną opinie zaskarbił sobie już w początku lat siedemdziesiatych XX w. Zlecona wówczas przez rząd brytyjski kontrola Pergamon Press przyniosła trafne ustalenie, że Maxwell NIE JEST „osobą godną zaufania jako piastun notowanej spółki” (a person who can be relied on to exercise stewardship of a publicly-quoted company). Zapewne nie było przestępstw na rynku kapitałowym, których by nie popełnił; przypisywano mu także działalność agenturalną na rzecz Mossadu i „państw demokracji ludowej”. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza nadał mu doktorat honoris causa. Seria bankructw M., BCCI (zob) i Polly Peck (zob.) zapoczątkowała intensywne usiłowania londyńskiej City wokół reformy corporate governance (zob.).
  • NAJJAŚNIEJSZA PANIENKA. Jedni przypisują szczęśliwe zrządzenia losu łasce Opatrzności, inni opiece Anioła Stróża, a współtwórca polskiego rynku kapitałowego Krzysztof Lis (zob.) wstawiennictwem Najjaśniejszej Panienki objaśniał fenomen polegający na tym, że politycy trzymają swoje brudne łapy zdala od warszawskiej giełdy. Lecz dokonana przez polityków masakra Otwartych Funduszy Emerytalnych zdaje się wskazywać, że Najjaśniejsza wyjechała na wakacje. Powrotu czekamy z utęsknieniem.
  • NAMING & SHAMING – wytykanie i zawstydzanie. Wytykanie „po imieniu” osób i instytucji naruszających zasady corporate governance i zawstydzanie ich przed opinią publiczną. W Polsce metoda ta nie działa jeszcze należycie, bo gałgany się nie wstydzą.
  • ORNAMENTARIUSZ. Termin oznacza członka rady nadzorczej, który nie wnosi do spółki niczego istotnego, nie wzbogaca rady, nie kreuje wartości, a tylko krasi nadzór swoim nazwiskiem i autorytetem, promiennym obliczem, wpływami, ową „nieznośną lekkością bytu” w organie spółki. Pierwotnie używałem terminu „halabardnik”: nie odgrywa taki – wywodziłem – roli przypisanej mu przez kodeks, statystuje jedynie na scenie, wśród innych jemu podobnych. Lecz termin „halabardnik” nie jest dostatecznie zrozumiały. Ci, którzy decydują o rozdawnictwie miejsc w radach nadzorczych, rzadko uczęszczają do teatru. Zresztą halabardnicy zaludniają scenę w historycznych eposach, a współcześnie w teatrach, z powodów oszczędnościowych, wystawia się sztuki małoobsadowe. Ornamentariusz wydaje się terminem szczęśliwszych. Po pierwsze, jest powszechnie zrozumiały. Po drugie, znakomicie dopełnia triadę z udziałem akcjonariusza i interesariusza.
    Czytaj: 2014.07.29 Ornamentariusze
  • PLUGGED-IN BOARD. Rada dyrektorów lub nadzorcza „podłączona” do przedsiębiorstwa spółki jak do kontaktu, odczytująca płynące z niego impulsy, zorientowana w jego sprawach. Zob. Unplugged board.
  • POLLY PECK INTERNATIONAL (PPI). Niewielka firma tekstylna gwałtownie rozkwitła w latach 80. XX w. wchodząc do indeksu FTSE 100 i wzbogacając przedmiot działalności m.in. o elektronikę, handel owocami itd. W 1990 r. spólka upadła z zadłużeniem na poziomie 1,3 mld GBP. Jej prezes Asil Nadir zwiał na okupowaną przez Turcję pólnocną część Cypru; w 2010 r. powrócił do Wielkiej Brytanii i został w 2012 r. skazany za malwersacje na 10 lat pozbawienia wolności. Skandaliczne okoliczności upadków PPI, BCCI (zob.) i Roberta Maxwella (zob.) wywołały zdecydowana reakcję londyńskiej City (zob.) zapoczątkowując usiłowania wokół reformy corporate governance (zob),.
  • POLSKI INSTYTUT DYREKTORÓW. Niezależna organizacja pozarządowa inkorporowana w 2005 r. w formie fundacji w celu krzewienia na rynku kapitałowym corporate governance (zob). i dobrych obyczajów. Misja PID została zdefiniowana (2006 r.) w sześciu słowach: Przejrzyste zasady * Wysokie standardy * Dobre praktyki. Od innych organizacji działających na rynku kapitałowym (zrzeszających emitentów, inwestorów indywidualnych lub instytucjonalnych, maklerów, banki, domy maklerskie, zakłady ubezpieczeń itd.) PID różni się tym, że nie lobbuje w interesie poszczególnych środowisk, działa ponad i pomiędzy nimi. Inicjatorem polskiego ruchu corporate governance i powołania PID był Krzysztof Lis (zob.), jeden z twórców polskiej transformacji, niekwestionowany pionier prywatyzacji. Pracami PID kierowali kolejno Maciej Grelowski (2005-2006) i autor tego blogu Andrzej S. Nartowski (2006-2014), obecnie prezesurę sprawuje Beata Binek.
    Więcej: www.pid.org.pl
  • SAY ON PAY. Dosłownie: wypowiedz się w sprawie płacy – potoczna nazwa postanowień statutowych dopuszczających akcjonariuszy do głosu w sprawie wynagrodzeń piastunów spółki. W zależności od przyjętych w statucie rozwiązań, głosowanie bywa wiążące, albo nie.
  • SZTUCZNA SZCZĘKA. Niekiedy akcjonariusze nie powołują do rady nadzorczej prawnika. Po co w radzie prawnik? – myślą sobie – przecież prawnika ma spółka, więc można z niego korzystać. Otóż rada bez prawnika jest bezzębna, a korzystanie przez nią z prawników zarządu można porównać do wypożyczania sztucznej szczęki, która wprawdzie całkiem nie pasuje, lecz nie ma to znaczenie, bo przecież rada nadzorcza i tak nie będzie nią gryźć, jedynie pragnie pokłapać (cudzymi) zębami. Dowodem jest los programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych: premier Waldemar Pawlak i minister Wiesław Kaczmarek nie chcieli prawników w radach nadzorczych NFI, a co z tego wyszło, każdy widzi.
    Czytaj: 2000.10.23 Nie deptać prawników
    2004.02.23 Przepraszam za NFI
  • TŁUSTE KOTY (ang. Fat Cats). Tym terminem określa się wysoko wynagradzanych menedżerów przyrównanych do spasionych kotów, które leniwie wylegują się na przypiecku, spijają śmietankę, a strącone z wysokości – spadają bezpiecznie na cztery łapy. Zastrzeżenia budzą nadmiernie wysokie zarobki (i odprawy) menedżerów oraz niejasne zasady ich ustalania, a także brak związku między wynikami spółki a płacami jej piastunów.
    Czytaj: 2000.03.06 Tłuste koty.
  • TRAMWAJ ZWANY POŻEGNANIEM. Zjawisko to polega na tym, że prezes nie wysiada ze spółki na przystanku, lecz wyskakuje z niej w biegu. Przystankiem jest walne zgromadzenie, najlepiej to kończące kadencję prezesa. Wtedy może on zdać sprawę i pożegnać się ze spółką w sposób bardziej cywilizowany. Lecz przeważają inne pożegnania. Ni stąd, ni z zowąd, pośrodku kadencji, prezes opuszcza spółkę podczas jazdy, co najwyżej rzucając na pożegnanie słowa, że właśnie spełnił swoją misję. Co gorzej, ta zła praktyka nie jest należycie piętnowana. Ponieważ o obsadzie prezesury wcale nie decyduje ogół akcjonariuszy, a tylko akcjonariusz strategiczny, podług własnego widzimisię – reszta akcjonariuszy, skoro nie ma nic do gadania, przynajmniej korzysta z okazji, by siedzieć cicho.
    Czytaj: 2004.11.08 Tramwaj zwany pożegnaniem.
  • TRUP W SZAFIE (ang. Skeleton in the closet). Wbrew potocznemu przekonaniu, w pojęciu trupa w szafie nie chodzi o to, że coś się po prostu ukrywa, ale o to, że sekret wyprowadza się daleko, zacierając ślady. Szczegóły przedstawił Juliusz Słowacki w „Kordianie”, akt III, scena IX. Oto kłótnia wielkiego księcia Konstantego z carem. Car wypomina bratu, że w niecnym zamiarze uprowadził, zniewolił, a w końcu wydał na pastwę żołnierzy piękną młodą Angielkę. Wie, jak ukryło trupa. Zausznik wielkiego księcia wynajął w mieście część domu. Zapłacił z góry. Wniesiono wielką szafę, po czym zausznik wyszedł zamykając drzwi na klucz i przepadł bez śladu. Dopiero po jakimś czasie odkryto w szafie gnijący już szkielet. Zapomniany na palcu ofiary pierścień z brylantem pozwolił na identyfikację zwłok (i sprawcy, aliści sprawie ukręcono łeb). Wszystko to Juliusz przedstawił wierszem. Wniosek taki, że to, co u nas wyprawiał Elektrim, było najwyżej zmiataniem śmieci pod dywan. Trupy w szafie to hodował Enron: temu służyły owe „special purpose entities” i „off balance sheet items”. Słowacki znał technologię kantów, w czym nic dziwnego, ponieważ za młodu wieszcz pracował w banku. Później, na emigracji, udanie inwestował na giełdzie, głównie w akcje kolei żelaznych – lecz to już inna historia.
    Czytaj: 2014.02.22 Trup w szafie.
  • UNPLUGGED BOARD. Rada (nadzorcza lub dyrektorów) „odłączona”, izolowana od przedsiębiorstwa spółki. Zob. Plugged-in board.
  • USTAWA KOMINOWA. Potoczna nazwa ustawy z dnia 3 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami, wprowadzającej surowe ograniczenia płacowe w podmiotach zależnych od państwa lub ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa. Powszechnie krytykowana, nie została uchylona w obawie przed reakcją populistów, niemniej obecnie coraz mniej wadzi, ponieważ wypracowano skuteczne metody obchodzenia jej postanowień. „Kominowa” oznacza, że ustawa służy zwalczaniu tzw. kominów płacowych, czyli płac znacząco wyrastających ponad mizerię przeciętnych. Kiedyś napisałem żartem, że jej zwolennicy, populiści i szkodnicy, wyrzuceni oknem, wracają kominem; to też prawda.
  • WALL STREET. Potocznie: kręgi finansowe USA, w istocie ulica na Dolnym Manhattanie w Nowym Jorku, przy której mieści się NYSE. Dosłownie: ulica Wałowa (ewentualne skojarzenia dopuszczalne).
  • WHISTLEBLOWER. Dosłownie „dujący w gwizdek”. Zob. Whistleblowing, Demaskator.
  • WHISTLEBLOWING. Dosłownie „dęcie w gwizdek”. Wznoszenie alarmu, ujawianie nieprawidlowości podejmowane przez interesariusza korporacji (pracownika, dostawcę, klienta itp.), podejmowanie prób zdemaskowania korupcji, braku dyscypliny, naruszania standardów jakości, przy czym demaskator występuje anonimowo i oczekuje ochrony przed retorsjami ze strony zdemaskowanych. Zob. Demaskator, Whistleblower.
    Czytaj: 2013.05.12 Outsourcing głupoty
  • WŁADEK, CO TY ROBISZ! Okrzyk wydany przez prezesa BIG Banku Gdańskiego Bogusława Kotta na walnym zgromadzeniu banku gdy okazało się, że prezes PZU (jednego z ważnych akcjonariuszy banku) Władysław Jamroży zajął podczas głosowania stanowisko korzystne dla Deutsche Banku dokonującego właśnie wrogiego (zresztą nieudanego, bo Kott miał swoje sposoby) przejęcia BIG BG. Wcześniej w polszczyźnie objawem najwyższego zaskoczenia bywał okrzyk „Bój się Boga, Mazurkiewicz” (z farsy Juliana Tuwima „Żołnierz królowej Madagaskaru”).

Incompatibilitas

Prawnicy doskonale znają łaciński termin incompatibilitas oznaczający zakaz łączenia niektórych urzędów, funkcji, stanowisk. Był on jednym z fundamentów governance Rzeczypospolitej Jagiellońskiej, kształtowały go kolejne przywileje (począwszy od czerwińskiego z 1422 r.) i konstytucje sejmowe. W dzisiejszej Polsce znajduje on odzwierciedlenie w ważnych rozwiązaniach ustrojowych, a także w spółce akcyjnej: Ksh stanowi, iż „członek zarządu, prokurent, likwidator, kierownik oddziału lub zakładu oraz zatrudniony w spółce główny księgowy, radca prawny lub adwokat nie może być jednocześnie członkiem rady nadzorczej”. Natomiast w spółkach, w których działa rada dyrektorów, współczesne dobre praktyki kładą silny nacisk na rozdzielenie funkcji przewodniczącego rady (chairperson of the board) i prezesa zarządu (president, CEO), kiedyś najczęściej skupianych w jednym ręku.

Jeszcze dalej idzie postulat sformułowany w „Dobrych praktykach komitetów audytu w Polsce”. Jest to dokument ogłoszony w 2010 r. przez ACCA Polska (Association of Chartered Certified Accountants) i Polski Instytut Dyrektorów. Zakłada on rozdział funkcji przewodniczącego rady nadzorczej i przewodniczącego komitetu audytu. Co więcej: zakłada on także, iż „w sytuacji, gdy rada nadzorcza nie powołała komitetu audytu, a jego zadania wykonują wszyscy członkowie rady, pracom tym przewodniczy niezależny członek rady legitymujący się kwalifikacjami w zakresie rachunkowości lub rewizji finansowej, jednak nie powinien nim być przewodniczący rady nadzorczej”.

Dobre praktyki komitetów audytu w Polsce to zbiór zaleceń dla „jednostek zainteresowania publicznego” zobowiązanych do ustanowienia w radzie nadzorczej komitetu audytu. To zbiór zaleceń klarownych, przyjaznych, nieformalnych. Na jego straży nie stoi Komisja Nadzoru Finansowego, nie stoi (jeszcze) Giełda Papierów Wartościowych, nie wzmacnia jego powagi zasada comply or explain – stosuj, albo wyjaśnij, dlaczego nie stosujesz. Nie towarzyszy mu obowiązek składania sprawozdań, wypełniania formularzy, zakreślania okienek. Z inspiracji PID grupa młodych finansistów z ACCA Polska opracowała zbiór wskazówek przydatnych komitetom audytu, lecz od tych komitetów nikt tutaj niczego nie wymaga. Mogą korzystać z dobrych praktyk, podobnie jak z opracowanego w takim samym trybie podręcznika „Komitet audytu – pierwsze kroki. Przewodnik dla praktyków pod redakcją Pawła Spiechowicza”, ale decyzja, czy będą korzystać, należy tylko do nich. Jedne spółki odwołują się do dobrych praktyk komitetów audytu, inne stosują złe praktyki, a inspiracja i osąd należą nie do urzędów, a do akcjonariuszy.

Rozdział funkcji przewodniczącego rady nadzorczej i przewodniczącego komitetu audytu zalecany jest z tego powodu, że w polskich realiach przewodniczący rady nadzorczej najczęściej bywa związany, formalnie lub nieformalnie, z największym z akcjonariuszy, natomiast od komitetu audytu oczekuje się rzetelnych i bezstronnych tez do dokonywanej przez radę nadzorczą oceny sytuacji spółki, w tym oceny działających w spółce systemów zarządzania ryzykiem i kontroli wewnętrznej. Takie podejście nie zawsze leży w interesie największego z akcjonariuszy.

Przepisy o komitecie audytu zawierają lukę, dając spółkom możliwość uniknięcia powołania komitetu jeżeli rada nadzorcza liczy nie więcej niż pięcioro członków (dlatego niektóre spółki zmniejszyły liczebność rad). Przyjmuje się, że wówczas zadania komitetu audytu zostaną przejęte i pełnione przez radę nadzorczą w pełnym składzie. Niekiedy sprzyja to fikcji, w innych przypadkach rada rzeczywiście zajmuje się audytem. W myśl dobrych praktyk pracami rady nadzorczej w sprawach leżących w gestii komitetu audytu nie powinien kierować przewodniczący rady, a to z powodów wspomnianych powyżej. Powinien on na ten czas ustąpić krzesła temu z członków rady, który (lub która) reprezentuje kwalifikacje w dziedzinie rachunkowości lub rewizji finansowej, a także przymiot niezależności.

Chodzi o stworzenie przeciwwagi dla wpływu przewodniczącego rady, a za jego pośrednictwem często któregoś z akcjonariuszy, na stanowisko rady w materii tak wrażliwej, jak finanse, audyt wewnętrzny, zarządzanie ryzykiem, współpraca z biegłym rewidentem. Jeżeli takiej osoby w radzie nadzorczej nie ma – jest to sygnał dla akcjonariuszy, że źle wybrali radę, wobec czego obciążyli spółkę bardzo poważnym ryzykiem. Ich strata.

Tekst ogłoszony 18 października 2014 r. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Wesoły autobus

Przed laty nękała polski rynek plaga tzw. parkingowych walnych zgromadzeń. Były one owocem awantur. Albo nie wpuszczano na walne części akcjonariatu, albo do rozłamu dochodziło już podczas zgromadzenia i część akcjonariuszy opuszczała salę obrad. Akcja przenosiła się na parking, gdzie skłóceni z resztą akcjonariusze (teraz portale internetowe nazywają niezadowolonych „protestantami”) konstytuowali się jako jedyne prawidłowe walne zgromadzenie, mieli przecież z sobą sprowadzonego na taką okoliczność swojego notariusza, który skwapliwie protokołował uchwały, odwoływali radę nadzorczą i powoływali swoją, a ta rada niezwłocznie odwoływała zarząd i powoływała swój.

Dalej sytuacja toczyła się pod dyktando ochroniarzy, którzy nie czekając na sąd rejestrowy sami decydowali, którą radę, który zarząd, których akcjonariuszy wpuścić do spółki, a których wypędzić. Istnieje legenda, że po wrogim przejęciu BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank prof. Marek Belka pośpiesznie wrócił z Davos, by dyplomatycznie rozwikłać sprawę. W rzeczy samej, nim przyleciał, było już posprzątane. Chwaccy ochroniarze BIG BG pogonili wroga, tym razem nie do Berlina, a hen, aż do Frankfurtu nad Menem.

Historia ponoć lubi się powtarzać – jako komedia. Czytam, że samozwańcze walne jednej ze spółek notowanych na rynku regulowanym przeprowadzono podczas weekendu… w busie zaparkowanym przed siedzibą spółki. Inna sprawa, gdzie owa siedziba: według statutu w K, według regulaminu walnego zgromadzenia – w W., co wyjaśnia sens odbywania walnych w środkach transportu wędrujących między siedzibą rzeczywistą i mniemaną. Nie obyło się bez powołania nowej rady nadzorczej i dokonanych przez tę radę radykalnych zmian zarządu, równie zabawnych, co bezskutecznych.

Nie podam nazwy tej spółki, nie ujawnię nawet, na jaki parkiet udało się jej wejść. Nie napiszę także, po co ów mutant jest notowany, skoro jego obecność na giełdzie przynosi jej spory wstyd. Spółka zajmuje się głównie zwoływaniem, odwoływaniem i przenoszeniem na inne terminy nadzwyczajnych walnych zgromadzeń oraz prostowaniem swoich raportów bieżących. Ponadto spółka produkuje akcje. Ma jednak ambitne plany: według statutu przedmiot jej działalności liczy aż 100 pozycji PKD, od działalności holdingów, trustów, funduszów i podobnych instytucji finansowych, poprzez roboty związane z budową kolei podziemnych oraz rurociągów przesyłowych i sieci rozdzielczych, po chów organizmów wodnych.

Fiskusowi podsuwam śmiały pomysł opodatkowania spółek od nadmiaru przedmiotów działalności wpisywanych do statutu na rybkę (lub inne organizmy wodne). Być może wtedy wyszedłby na swoje, skoro sens istnienia takich spółek sprowadza się do tego, by wykorzystać podatkowo straty poniesione na inwestowaniu w ich papiery. I dać komuś fuchę w radzie nadzorczej; nie bez powodu wspomniana tu spółka zyskała kiedyś rozgłos jako stowarzyszenie umarłych polityków.

Polska jest krajem ludzi przedsiębiorczych, więc tylko czekać, aż ktoś przystąpi do produkcji autobusów przystosowanych do obrad walnych zgromadzeń, wyposażonych zamiast kasowników w czytniki do elektronicznego zliczania głosów. Zapewne inżynier pokładowy urządzi stanowiska przewodniczącego WZ i rejenta. Dzięki temu możliwe będą mobilne walne zgromadzenia, tym bardziej pożądane, że elektroniczne zgromadzenia przyjmują się z oporami.

Ilekroć na polskim rynku wydarzy się cokolwiek, rzecznik KNF zapewnia, że Komisja przygląda się sprawie. W tym celu za autobusowym walnym zgromadzeniem mógłby podążać jeep nadzorczy, a przestrzeń powietrzna byłaby patrolowana przez nadzorcze drony. Terminów militarnych używam nieprzypadkowo: kiedy Urząd KNF zakupił biurowiec przy ul. Jasnej i adaptował go swoje potrzeby, wysoki rangą członek Komisji mówił mi, że powstaje tam bunkier nadzorczy, do którego nie wślizgnie się nikt z rynku. Jeepy i drony pasują do takiej filozofii. Na szczęście, nadzorcy wyszli z bunkra, przeszli do natarcia, zabierają się za aferzystów. Jeszcze dużo roboty przed nimi. Trzymajmy kciuki.

Tekst ukazał się 15 października 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Wbrew naturze

Majstrowanie przez urzędników, bez zważania na naturę spółki akcyjnej, przy jej tak wrażliwym elemencie jak niezależność w radzie nadzorczej, owocuje tylko kłopotami.

Jednym z osiągnięć corporate governance w Polsce jest wprowadzenie do spółek publicznych niezależnych członków rad nadzorczych. Jeszcze nie we wszystkich spółkach notowanych na GPW spotkamy niezależnych członków rady, jeszcze niektórzy członkowie rad pretendujący do statusu niezależnych to jacyś przebierańcy, niemniej postęp jest niezaprzeczalny. Spółki, które nie mają w radzie nadzorczej członków niezależnych przynajmniej udają, że ich mają, czym dają dowód, iż wiedzą, czego oczekuje od nich rynek. Członkowie niezależni zostali przemyceni do rad nadzorczych tylną klatką schodową, pod wpływem dobrych praktyk, a państwo nic w tej sprawie nie robiło. Ale kiedy jego instytucje zorientowały się, że pod ich nosem cichaczem wprowadzono cenną innowację, zabrały się do jej psucia.

Najpierw Ministerstwo Finansów przeforsowało ustawę o biegłych rewidentach dążącą, jakże słusznie, do zaszczepienia w radach nadzorczych „jednostek zainteresowania publicznego” komitetów audytu, oraz – znowu słusznie! – do nasycenia tych komitetów niezależnością i kwalifikacjami. Przyjęto jednak fatalne kryterium owej niezależności, skrojone dla biegłego rewidenta badającego sprawozdanie spółki: niezależnym członkiem rady będzie ten, kto nie posiada akcji nadzorowanej spółki. Jest to oczywista dyskryminacja akcjonariuszy, sprzeczna z założeniami corporate governance, zdrowym rozsądkiem, a także z chronioną duchem i literą prawa naturą spółki akcyjnej, która takich ograniczeń nie dopuszcza.

Strunę niezależności trąciła też Komisja Nadzoru Finansowego. Wydała ona instrukcję pod nazwą „Zasady ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych”, w której nakłada na spółki powinność uwzględniania kryterium niezależności przy wyborze przewodniczącego, „który kieruje pracami organu nadzorującego”. Oręduję za niezależnymi członkami rady nadzorczej, lecz akurat u przewodniczących rad rzadko można dostrzec przymioty niezależności. Wynika to z natury spółki akcyjnej: skład rady, a w szczególności osoba jej przewodniczącego, odzwierciedlają panujące w spółce stosunki własnościowe. Z tejże natury wynika, że decyzje o powołaniu lub wyborze przewodniczącego rady często zapadają poza radą, nawet poza walnym zgromadzeniem, podejmowane przez poszczególnych akcjonariuszy lub ich grupy w oparciu o aktualny stan posiadania przez nich akcji spółki.

Wyróżnić można trzy typowe drogi na fotel przewodniczącego rady nadzorczej. O tym, która zostanie przyjęta w spółce, decyduje jej statut. Tylko jedna z nich nie przekreśla możliwości objęcia przewodnictwa rady nadzorczej przez osobę reprezentującą przymiot niezależności. Jest nią wybór przewodniczącego przez samą radę spośród jej członków. Na tej drodze o wyborze mogą decydować różne względy: rada obierze przewodniczącym osobę związaną z najważniejszym spośród akcjonariuszy spółki, albo osobę najbardziej predestynowaną do przewodnictwa z racji szczególnej znajomości spółki lub branży, lub z racji kwalifikacji bądź doświadczeń, albo osobę o znaczącej pozycji w gospodarce lub życiu publicznym, bądź tego z członków rady, który cechuje się przymiotem niezależności. Lecz powody i procedury wyboru przewodniczącego rady nie zawsze są łatwe do ogarnięcia.

Druga droga wydaje się krótsza. Walne zgromadzenie wybiera, względnie wyznacza przewodniczącego rady nadzorczej spośród obranych już przez siebie członków rady. Taki tryb wyboru godzi w niezależność przewodniczącego. Wynika on z dążenia akcjonariusza dysponującego najsilniejszą pozycją na walnym zgromadzeniu lub, odpowiednio, grupy akcjonariuszy, do zapewnienia sobie bezpośredniego wpływu na wybór przewodniczącego rady. O wyborze decyduje zaufanie pokładane w osobie kandydata na przewodniczącego przez akcjonariat spółki lub przynajmniej przez akcjonariusza dysponującego największą liczbą głosów na walnym zgromadzeniu.

Trzecia droga to powołanie przewodniczącego, do rady nadzorczej lub na funkcję w radzie, przez akcjonariusza spółki indywidualnie oznaczonego w statucie i wyposażonego przez statut w takie uprawnienie osobiste. Tu nie ma nawet pozorów niezależności. Niekiedy akcjonariusz uprawniony przez statut do powołania przewodniczącego rady nadzorczej po prostu powołuje na to stanowisko sam siebie.

Na fotel przewodniczącego rady nadzorczej prowadzi też, na skróty, czwarta droga, a raczej – kręta ścieżka. Wstęp na nią ma jedynie odchodzący prezes zarządu obejmujący funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Niekiedy w uznaniu wyjątkowych zasług dla spółki, której niegdyś był założycielem. Bądź którą przez lata kierował. Taki obyczaj, w Polsce bardzo rozpowszechniony, jest na bakier z corporate governance, a prezes przemieniony w przewodniczącego nie będzie niezależny.

Oczekiwania KNF są więc szlachetne, lecz mało realne. Majstrowanie przez urzędników, bez zważania na naturę spółki akcyjnej, przy jej tak wrażliwym elemencie jak niezależność w radzie nadzorczej, owocuje tylko kłopotami. Kto pragnie krzewić niezależność w radzie nadzorczej, niech lepiej pozostawi przewodniczącego rady w spokoju, ponieważ rzeczywiście niezależny piastun tej funkcji to bardzo rzadki przypadek.

Tekst ukazał się 3 X 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także: 2014.08.16 Stosuj, albo pożałujesz
Czytaj także: 2014.09.22 Zdanie bez dwóch zdań