Miesięczne archiwum: Marzec 2015

Na marginesie regulacji, za to w centrum akcji

Przywództwo w radzie nadzorczej nie płynie w Polsce z wątłych regulacji kodeksowych lub statutowych, a ze stosunków własnościowych w spółce (bądź z umocowania politycznego), a także z indywidualnych kompetencji i cech osobowościowych przewodniczącego. Splot tych czynników określi, kim będzie przewodniczący: liderem, arbitrem, rozjemcą, organizatorem pracy rady. Natomiast powierzany przewodniczącemu rady nadzorczej obszar działania bywa w poszczególnych spółkach bardzo zróżnicowany.

Przyjęty przez polskie prawo ustrój spółki akcyjnej zakłada rozdział funkcji zarządczych i nadzorczych, wobec czego zarząd i rada nadzorcza są oddzielnymi organami o odrębnych kompetencjach. Przejęliśmy ten system od Niemiec, gdzie wykształcił się on w XIX wieku. W krajach anglosaskich i na wielu innych rynkach miejsce tych dwóch organów zazwyczaj zajmuje jeden, rada dyrektorów (board of directors), skupiająca najwyższych funkcjonariuszy spółki nazywanych dyrektorami wykonawczymi (ang. executive directors; ameryk. inside directors) i powołane do nadzoru osoby spoza spółki, acz niekoniecznie spoza jej akcjonariatu – dyrektorów niewykonawczych (ang. non-executive directors – NEDs; ameryk. outside directors). Spór o wyższość jednego systemu nad drugim można wieść w nieskończoność.

Z racji pokładanych w nim oczekiwań i ciążących na nim powinności, przewodniczący rady jest w spółce postacią pierwszoplanową, nierzadko wywiera też wpływ na jej środowisko biznesowe. Lecz w Polsce jest on traktowany przez prawo marginalnie. Ksh dotyka go pobieżnie, statuty spółek mogą rozbudować jego uprawnienia tylko w granicach dozwolonych ustawowo, a regulaminy rad nadzorczych nie powinny wykraczać poza techniczne aspekty organizacji rady nadzorczej i sposobu wykonywania przez nią czynności.

Niemniej ogólne jedynie ujęcie przez prawo zadań, uprawnień i obowiązków przewodniczącego rady nadzorczej nie degraduje znaczenia tej funkcji. Jej piastun organizuje prace jednego z organów spółki, zatem jego pozycję wyznacza, aczkolwiek pośrednio, rola tego organu w spółce. Nawet przycięty do ustawowego minimum zakres kompetencji rady nadzorczej w spółce akcyjnej jest znaczny i doniosły. Wiele statutów wychodzi poza owe minimum, indywidualizując i rozszerzając kompetencje rady, nawet bardzo daleko.

STAŁY PRZYROST ZADAŃ RADY. W praktyce uprawnienia rady nadzorczej coraz częściej rosną aż po granicę wyznaczoną zakazem udzielania przez nią zarządowi wiążących poleceń co do prowadzenia spraw spółki, a niekiedy, nieformalnie, nawet poza tę granicę. Oprócz zakresu działania wyznaczonego przez Ksh, rada otrzymuje uprawnienia płynące ze statutu: katalog spraw, w których zarząd bywa zobowiązany uzyskać uprzednio zgodę rady nadzorczej na dokonanie określonych czynności, liczy nierzadko po kilkadziesiąt pozycji. Ustawa o rachunkowości nakłada na członków rady nadzorczej – na równi z prezesem zarządu spółki – rozległe obowiązki, oraz związaną z nimi odpowiedzialność, w dziedzinie sprawozdawczości. Ustawa o biegłych rewidentach powierza rozległe obowiązki radzie nadzorczej działającej poprzez powołany przez nią z jej składu komitet audytu, względnie działającą w pełnym składzie. Rady nadzorcze niektórych spółek są także obowiązane powołać komitet wynagrodzeń wyposażony w kolejne powinności. Dobre praktyki spółek notowanych na GPW oczekują od rady nadzorczej wykonywania specjalistycznych zadań, m.in. oceny sytuacji spółki, w tym oceny systemu kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem istotnym dla spółki.

Nie widać kresu dążeń do obarczania rady nadzorczej coraz liczniejszymi zadaniami, angażowania jej w coraz to nowe procesy, wymagające coraz bardziej specjalistycznej wiedzy i doświadczeń. W konsekwencji nieustannie rosną obowiązki organizatora jej prac – przewodniczącego.

MANDAT RÓŻNIE SPRAWOWANY. Pozwala to zrozumieć, dlaczego mandat przewodniczącego rady nadzorczej, piastuna tak ważnej funkcji, nie został przez prawo precyzyjnie określony. Otóż w różnych spółkach mandat ów bywa różnie sprawowany. Obowiązki i powinności, uprawnienia i przywileje, pozycja i zadania przewodniczącego rady nadzorczej to pochodne odmiennej dla każdej spółki, nawet dla różnych faz jej podróży przez rynek kapitałowy, kompozycji wielu elementów. Najwięcej zależy od struktury własności kapitału, ponieważ spółka akcyjna działa w oparciu o zasadę rządów większości przy poszanowaniu praw mniejszości, a proporcje między nimi bywają różne i zmienne. Znajdują one odbicie w regulacjach statutowych i regulaminowych.

Liczy się także właściwa dla danej spółki kultura korporacyjna, nie bez znaczenia są wreszcie cechy osobiste przewodniczącego, jak niezależność materialna i moralna, wiedza, talenty koncyliacyjne, doświadczenie, zaplecze u inwestorów, wsparcie przez interesariuszy, autorytet na rynku, nawet wiek.

Natomiast zarysowane przez Ksh ramy prawne funkcji przewodniczącego rady nadzorczej nie obejmują, ale też nie ograniczają, obszaru jego działania. Nieraz wychodzi on daleko poza te ramy, innym razem bywa do nich przykrojony. Skoro każda spółka bywa inna, skoro różnią się one ustrojem, układem właścicielskim, przedmiotem działalności, pozycją na rynku, organizacją przedsiębiorstwa itd. – także obszar działania przewodniczącego rady nadzorczej bywa komponowany indywidualnie, a o odmiennościach nierzadko współdecyduje charakter piastuna tej funkcji. W praktyce nie wystarczy mu znajomość litery i ducha przepisów; potrzebne jest też rozeznanie, jak zachowywać się w radzie, w relacjach z jej członkami, oraz poza radą, w procesie współpracy z zarządem i pracownikami nadzorowanej spółki, jej akcjonariuszami i interesariuszami.

Wielu przewodniczących rad nadzorczych staje na wysokości stawianych przed nimi zadań; wielu innych nie dysponuje stosownym bogactwem wiedzy i doświadczeń, więc nie radzi sobie należycie z powierzoną im funkcją. Nie dostrzegam jednak potrzeby regulacji funkcji przewodniczącego rady nadzorczej spółki akcyjnej, w tym spółki publicznej, ani sposobu wykonywania przezeń mandatu.

Czytaj także: 2014.10.03 Wbrew naturze

Przepis na kapitalizm: pasja

Jan Cieński pisze o polskiej transformacji z uznaniem i sympatią. Panoramiczny reportaż o rodzimych kapitalistach obrazuje przemianę Polski dusznej i ciemnej, pogrążonej w niedostatku i niemocy, w żywiołowo przedsiębiorczy kraj ludzi z inicjatywą, odwagą i wyobraźnią. Napisana z rozmachem i znawstwem, książka przybliża anglosaskim czytelnikom prawdę o naszej drodze do współczesności. Dzięki przekładowi i my możemy poczytać o sukcesie, którego tak wielu z nas się wstydzi…

Jan Cieński: Od towarzyszy do kapitalistów. Jak przedsiębiorcy zmienili Polskę w najbardziej dynamiczną gospodarkę Europy. Przełożyły: Małgorzata Halaba, Aleksandra Gietka-Ostrowska, Joanna Józefowicz-Pacuła, Marta Urzędowska. Kurhaus Publishing, 2014. Stron 301.

Polecam tę pozycję wszystkim, bez względu na znajomość ekonomii lub najnowszej historii gospodarczej. Jest to pasjonująca lektura o ciekawych czasach i niepospolitych ludziach, którzy zrozumieli ducha epoki i podjęli niesione przez nią wyzwania. Autor, wieloletni korespondent dziennika Financial Times, pisze o drodze przebytej przez polskich kapitalistów od składanych łóżek z towarami zwiezionymi z Wiednia lub Stambułu – do sukcesu. Tytułowi towarzysze pojawili się jedynie na zachętę (dyżurnym komuchem jest oczywiście Jerzy Urban). Kto oczekuje opowieści o tym, jak ci bezczelni złodzieje rozkradli państwową dziedzinę, jak uwłaszczyli się na niej i zarobili te ciężkie miliony – przeżyje rozczarowanie. Czerwonej pajęczyny nie utkano, partyjna nomenklatura (podobnie jak ludzie podziemia) nie skorzystała z szans, nie porobiła złotych interesów. Za to indeks osób bije w oczy obszerną kolekcją znanych na rynku nazwisk, od liderów listy najbogatszych po twórców firm rodzinnych. Tym ostatnim zawdzięczamy jedyny w książce wątek zatrącający o problematykę corporate governance, dotyczący sukcesji własności i władztwa w firmach rodzinnych. Za następne 25 lat książka urośnie do rangi ważnego źródła do studiów nad historią gospodarczą Polski.

Jan Cieński wyjawia receptę na sukces: „Gdyby przyjrzeć się zwycięskim polskim przedsiębiorstwom, można by znaleźć pewien wspólny mianownik, niezależnie od wszelkich dzielących je różnic. Sądzę, że przede wszystkim łączy je osobowość właściciela, dla którego firma jest sposobem na życie, a nie tylko sposobem na zarobek; który inwestuje w nią bardziej niż w siebie, trochę jak kochający rodzic w dziecko. Właściciel z pasją nigdy nie spoczywa na laurach, bo ilekolwiek by osiągnął, wie, że cos jeszcze może zmienić: zwiększyć obroty, zasięg, udział w rynku. Osiągnąć zysk oczywiście też, ale to nie jest najważniejsze. I wie, że musi rosnąć, żeby przetrwać, a wzrost oznacza rozwój, inwestycje i postęp” (s. 215).

Lecz książka nie jest monotonnym hymnem ku chwale polskiego sukcesu. Cieński przejmująco pokazuje też wielkie dramaty. Jednym z nich jest upadek Państwowych Gospodarstw Rolnych, innym – współczesna emigracja najzdolniejszych i najodważniejszych. Studium przypadku dotyczy Wiśniowej, wsi w Podkarpackim, gdzie działał PGR na bazie majątku Mycielskich i skąd po transformacji ludzie ruszyli w świat za pracą i chlebem, jak w czasach galicyjskich. Wydziedziczeni Mycielscy, ród wielce zasłużony dla kultury, to bliscy krewni Cieńskich, więc są w narracji autora akcenty osobiste, niekiedy emocjonalne, lecz jej wydźwięk jest w pełni prawdziwy (potrafię to ocenić, Nartowscy są z tamtych stron). Mniej gwałtowny, lecz równie bolesny okazał się przypadek gdańskiej stoczni. Cieński daje udaną syntezę polskich reform, ale też nie przemilcza ich krytycznych następstw społecznych i politycznych, szkód i niepowodzeń. Przyznaje, że rodzinny pałac wygląda teraz lepiej niż przed wojną. Może i Mycielscy zaniedbywali jego konserwację, niemniej dla dworu w pobliskiej Różance był on namiastką Paryża.

Wydawnictwo Kurhaus Publishing wyróżnia się na rynku starannym, często trafnym, doborem publikowanych pozycji. Wspiera je, z pozycji przynajmniej mentora, Igor Chalupec, autor przedmowy do wydania polskiego. Natomiast Lech Wałęsa jest autorem słowa wstępnego zamieszczonego w obu wydaniach, oryginalnym i polskim.

Czytaj także: 2011.11.15 Targowisko próżności