Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Nieobecny nie ma racji

Udział w pracy rady nadzorczej, w tym w jej posiedzeniach, jest obowiązkiem członka rady. Niemniej prawo udaje, że chroni interesy nieobecnych. Czyni to mało skutecznie.

Źle, kiedy przepis budzi więcej wątpliwości niż przynosi pożytku. Przykładem przyjęty w dobrej intencji przepis art. 388 § 2 Ksh. Intencja sprowadzała się do tego, by umożliwić udział w głosowaniu uchwał członkowi rady nadzorczej nieobecnemu na posiedzeniu. Może on – jeżeli statut tak przewiduje – oddać głos na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Głos taki nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad rady już na posiedzeniu. Wszystko niby jasne, ale mało praktyczne.

Po pierwsze, głos na piśmie może być oddany nie inaczej niż za pośrednictwem innego członka rady, który uczestniczy w posiedzeniu. Pośrednictwo jest konieczne. Nie można przesłać głosu wprost do spółki, ma być on doręczony radzie nadzorczej, zapewne na ręce przewodniczącego, przez innego członka rady, który spełnia funkcję listonosza, nie zaś pełnomocnika dysponującego głosem nieobecnego. Oddanie głosu nastąpi przez klarowne określenie przez nieobecnego, jak głosuje: czy za, czy przeciw, czy wstrzymuje się. Nie spełni tego wymogu złożenie na piśmie deklaracji „głosuję tak jak Janek”. Nie wymyśliłem tego – takie przypadki zdarzają się naprawdę..

Po drugie, „oddanie głosu na piśmie nie może dotyczyć spraw wprowadzonych do porządku obrad na posiedzeniu rady nadzorczej”. Rzecz w tym, że w normalnych okolicznościach porządek obrad rady jest przyjmowany dopiero na posiedzeniu, aczkolwiek przewodniczący powinien, zwołując radę, przedstawić szczegółowe propozycje porządku jej obrad (lecz jeżeli tego nie uczyni, co zdarza się nie tak rzadko, zwołanie będzie skuteczne). Odstępstwo od takiej praktyki dotyczy posiedzeń zwoływanych na żądanie zarządu lub członka rady nadzorczej lub – wskutek braku należytej reakcji przewodniczącego na takie żądanie – przez wnioskodawcę, który obowiązkowo określa porządek obrad zwołując posiedzenie. Może się zatem zdarzyć, że zaproszony na posiedzenie a nieobecny na nim członek rady nie zna projektów uchwał, ani porządku obrad, więc głosować na piśmie nie może.

Po trzecie, nawet jeżeli nieobecny zna proponowany projekt uchwały, na którą pragnie oddać głos na piśmie, może się zdarzyć, że rada zmieni kształt omawianej sprawy lub brzmienie głosowanego projektu. Na przykład porządek obrad przewiduje uchwałę rady w sprawie wyrażenia zgody na dokonanie przez zarząd określonej w statucie czynności, lecz rada obwaruje swoją zgodę daleko idącymi warunkami, których nieobecny nie zna z góry. Czy w takich okolicznościach brać jego głos pod uwagę?

Po czwarte, interpretacja omawianego przepisu prowadzi do wniosku, że w świetle Ksh dopuszczalne jest wprowadzanie przez radę nadzorczą, już na posiedzeniu, spraw do porządku obrad. Dawniej uważano, że nie należy tak czynić, gdyż członek rady gotów zrezygnować z udziału w posiedzeniu skoro nie będą na nim głosowane sprawy dotyczące jego interesów. Dzisiaj w radzie nadzorczej obowiązuje kworum, udział członków rady w posiedzeniach jest obowiązkowy, interesy nieobecnych członków rady nie podlegają ochronie. Po prostu: nieobecny nie ma racji. Lecz wiele statutów zastrzega, że rada nadzorcza nie może wprowadzać spraw do porządku obrad, jeżeli nie są obecni wszyscy członkowie rady, chyba że zachodzą okoliczności wyszczególnione w statucie. Taki osobliwy przepis trafił do statutów ze zbioru Dobrych praktyk, lecz dobrych praktyk wcale nie wyraża. Wręcz przeciwnie.

Po piąte, głos oddany na piśmie liczy się przy ustalaniu wymaganej większości głosów, natomiast nie liczy się przy ustalaniu kworum. Jest to oczywiste, niemniej wiele rad nadzorczych ma z tym kłopot…

Czytaj także:
2001.11.19 Między sztuką a sztuczkami
2002.09.16 Usprawiedliwienie

O sztuce głosowania

Głosowanie jest sztuką. Sztuką wspierania przez głosującego jego poglądów (w wyborach powszechnych) lub interesów (w spółce). Nie umiemy głosować w wyborach, o czym świadczy zatrważająco wysoka liczba głosów nieważnych. Nie umiemy też głosować w spółce. Od 25 lat uważnie obserwuję głosowania w spółkach akcyjnych (przez poprzednie 25 lat uważnie obserwowałem głosowania w systemie Narodów Zjednoczonych i na konferencjach międzynarodowych). Kilka wpisów poświęcę sztuce głosowania.

W głosowaniu możliwe są różne postawy. Głosów oddanych ZA (ang. in favour) nie ma co komentować. Wszystko jest jasne.

Bardziej złożone bywają sytuacje, w których oddano głos PRZECIW (ang. against) uchwale. W spółce akcyjnej głos przeciw może zostać wzmocniony. Na walnym zgromadzeniu wzmocni go zgłoszenie po głosowaniu sprzeciwu wobec wyniku niekorzystnego dla głosującego przeciw, połączone z żądaniem zaprotokołowania sprzeciwu, co otwiera drogę do zaskarżenia uchwały. Nie każdy żądający zaprotokołowania sprzeciwu wytoczy później powództwo o uchylenie, lub o stwierdzenie nieważności, zaskarżonej uchwały, lecz to już inna historia.

Natomiast w zarządzie i radzie nadzorczej głos przeciwny uchwale, która została powzięta, może zostać wzmocniony zdaniem odrębnym. Wprawdzie nie zmieni ono wyniku głosowania, za to zwolni wnoszącego takie zdanie od odpowiedzialności za niekorzystne skutki kontestowanej uchwały. Niestety, zdanie odrębne bywa wnoszone rzadko, gdyż brakuje nam kultury głosowania, hołdujemy fałszywemu dążeniu do jednomyślności. Uwaga: komitety rady nadzorczej nie podejmują uchwał, więc nie zachodzi potrzeba przeprowadzania w nich formalnych głosowań.

Najwięcej nieporozumień dotyczy głosu WSTRZYMUJACEGO SIĘ (ang. abstention). Uważa się powszechnie, że głos wstrzymujący się nie jest głosem ani na TAK, ani na NIE; że jest neutralny jak Szwajcaria. Za ilustrację takiego myślenia niechaj posłuży przypadek znanego prawnika, autorytetu w zakresie prawa spółek. Po wejściu w życie przepisu Ksh dopuszczającego tzw. split voting (czyli możliwość głosowania odmiennie z każdej z akcji, którymi akcjonariusz uczestniczy w walnym zgromadzeniu) nabył on dla frajdy trzy akcje spółki notowanej na GPW i wziął udział w walnym zgromadzeniu, każdą z akcji głosując inaczej: z jednej oddał głos za, z drugiej przeciw, a z trzeciej wstrzymał się. Po czym oświadczył, że jego głosy zniosły się wzajemnie, przeto nie wpłynęły na wynik głosowania. Otóż nie zniosły się, ponieważ głos oddany jako wstrzymujący się był w istocie liczony tak samo jak głos oddany przeciw – z tą różnicą, że nie uprawniał do wniesienia sprzeciwu i żądania odnotowania tego w protokole.

GŁOS WSTRZYMUJACY SIĘ jest głosem oddanym i liczonym (podobnie jak głosy PRZECIW) przeciwko głosom oddanym ZA. Jest jednak w porównaniu z głosami przeciw ułomny, ponieważ nie otwiera możliwości zaskarżenia uchwały walnego zgromadzenia, ani wniesienia (w zarządzie lub radzie nadzorczej) zdania odrębnego, które pozwoli uchylić się od odpowiedzialności za szkodę spowodowaną kwestionowaną uchwałą. Przypuszczam, że większość członków zarządów i rad nadzorczych, nie wspominając już akcjonariuszy, nie zdaje sobie z tego sprawy.

Jest wreszcie czwarta postawa: uprawniony do oddania głosu jest w czasie głosowania NIEOBECNY (absent). Powody bywają różne. Ktoś spóźni się na głosowanie, ktoś nie weźmie w nim udziału, bo śpieszy się na samolot, ktoś wyjdzie z sali obrad, żeby telefonować. Jak pogodzić to z wymogiem kworum? Pewien profesor prawa, słynący z tego, że podczas posiedzeń rad nadzorczych większość czasu spędza z komórką na korytarzu, przed wyjściem z sali obrad zawsze prosi: „Gdyby było jakieś głosowanie, jestem za”. Czy to jest aby zgodne z prawem spółek? Oczywiście nie. Ale profesor jest lubiany, sympatyczny, któż śmiałby protestować?

Piąta możliwa postawa polega na tym, że uprawniony po prostu GŁOSU NIE ODDAJE, chociaż bywa obecny (present and no voting). Bo przysnął, zagapił się, albo nie zdążył w porę opuścić obrad, a zajmować stanowiska nie chce, gdyż jego interesom najlepiej służy milczenie. W polityce międzynarodowej zdarza się to dość często.

Bywają akcje uprzywilejowane co do głosu. Bywają dla odmiany akcje nieme, czyli bez głosu. Są tajne głosowania i zbędne komisje skrutacyjne do liczenia głosów, których policzyć nie można. Bywają głosowania imienne. Bywa, że statut przyznaje prezesowi zarządu i/lub przewodniczącemu rady nadzorczej głos decydujący (rozstrzygający – ang. casting vote). Bywa też osobliwość w postaci głosu oddanego przez członka rady nadzorczej na piśmie za pośrednictwem innego członka rady. Czy jeszcze ktoś może przeczyć tezie, że głosowanie jest sztuką?

Czytaj także:
2014.06.07 Głos kulawy i szkodliwy
2013.07.28 Za, a nawet przeciw

Głosowanie nie jest wartoscią

Są w polskim prawie spółek rozwiązania zakuwające spółkę w dyby wymogów formalnych. Przykładem są procedury związane z głosowaniem. Nie ułatwiają one dochodzenia do porozumienia, za to służą pewności obrotu zagrożonej ignorancją prawa wśród jego uczestników. Na tym przykładzie widać, że prawo odzwierciedla kulturę społeczeństwa, w którym nurt koncyliacji wciąż przeplata się z żywiołem konfrontacji. Głosowanie nie jest wszak wartością – jest nią zgoda.

Rozważmy dwa scenariusze podejmowania decyzji. Pierwszy polega na tym, by uniknąć formalnego głosowania, w którym zwycięży większość, zaś mniejszość poniesie porażkę. Chodzi o uniknięcie podziału negocjatorów na tryumfatorów i upokorzonych. Projekt uchwały będzie tak długo dyskutowany, aż usunięte zostaną przeszkody skłaniające choćby nieliczną mniejszość do głosowania przeciw. Wprawdzie wymowa uchwały zapewne zostanie stępiona, porozumienie będzie okupione rezygnacją z radykalnych tonów, za to opozycja wobec niego zostanie rozbrojona. Owszem, niektórzy – może nawet większość! – nie poparliby uchwały w kompromisowym brzmieniu, w formalnym głosowaniu chętnie wstrzymaliby się od głosu, lecz do głosowania nie dochodzi. Przewodniczący wyczuwa, kiedy nadejdzie chwila, w której będzie mógł zadać pytanie, czy ktoś sprzeciwia się kompromisowi w tym kształcie, jaki właśnie został wypracowany. Jeżeli sprzeciwu nie będzie, przewodniczący ogłosi, ze uchwała została powzięta – powzięta bez sprzeciwu. Głosy nie będą liczone, by nie okazało się przypadkiem, że tych wstrzymujących się jest więcej niż tych oddanych za.

Taki scenariusz bywa powszechnie stosowany w organizacjach międzynarodowych lub w trudnych rokowaniach w toku wielostronnych konferencji. Zamiast ogłaszać formalne wyniki głosowania (do którego w istocie nie doszło), stosuje się klauzulę, że uchwała została przyjęta nemine contradicente – co nie oznacza, że wszyscy zgodnie udzielili jej poparcia, ale że nikt nie zgłosił sprzeciwu, czyli że osiągnięto w omawianej sprawie consensus.

Tu ciekawostka: na naszym rynku kapitałowym pod pojęciem consensusu rozumie się… średnią prognoz analityków w kwestii wyników spółki. Prawdziwy consensus to porozumienie, choćby tylko ciche, domniemane; natomiast nasz „consensus” to głośne uśrednienie rozbieżności.

Consensus osiągany w negocjacjach na konferencjach międzynarodowych można zbyć stwierdzeniem, że to tylko polityka, chodzi przecież o głaskanie słów, dyplomatyczne żonglowanie znaczeniami – natomiast w spółce chodzi o pieniądze. Niemniej stanowczo przestrzegam przed takim uproszczeniem! Consensus bywa metodą podejmowania decyzji przez doroczne walne zgromadzenia niejednej zachodniej korporacji, bywa także często stosowany w radzie dyrektorów.

Drugi scenariusz wynika z przepisów Ksh. Brane są pod uwagę wyłącznie głosy oddane, czyli oddane formalnie w formalnym głosowaniu, czy to w zarządzie lub radzie nadzorczej, czy podczas walnego zgromadzenia. Nie podejmuje się uchwał przez aklamację nawet w sprawach budzących oczywistą jednomyślność. Byłoby to nawet w porządku, gdyby nie pewien narodowy szkopuł: otóż NIE UMIEMY LICZYĆ GŁOSÓW. Nie mam na myśli skompromitowanej Państwowej Komisji Wyborczej, ani żałośnie nieporadnego Krajowego Biura Wyborczego. Chodzi o zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych, zwłaszcza tych notowanych. Spółki nie rozumieją, co to jest bezwzględna większość głosów, kto i kiedy może użyć głosu rozstrzygającego, za to powszechnie nadużywają tajności głosowania. Będę tu o tym pisać. Często i dużo.

Czytaj także:
2013.07.28 Za, a nawet przeciw