Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Choćby cię turlano w kadzi…

Poufność prac rady nadzorczej nie zawsze chroni interes spółki, często osłania lenistwo i brak kompetencji członków rady.

Choćby cię turlano w kadzi, nie mów, o czym rada radzi! Parafrazując dziecięcy wierszyk o tarzaniu w smole pragnę zwrócić uwagę na kwestię poufności prac rady nadzorczej. Rady nie pracują przy otwartej kurtynie, dylemat polega więc na tym, czy czasem ową kurtynę uchylać, a jeżeli tak – to jak szeroko? Czy przeciwnie, chronić tajemnicę pokoju obrad, otorbiać radę nadzorczą kokonem sekretności?

Odpowiedzi nie szukajmy w prawie. Nie wprowadza ono obowiązku zachowania w tajemnicy przebiegu obrad rady nadzorczej. „Przebiegu”, ponieważ wyniki prac rady powinny być ujawniane przynajmniej akcjonariuszom przybyłym na walne zgromadzenie. Zresztą prawo nie powinno wnikać w każdy szczegół działalności spółki (czego nie rozumieją niektórzy nadgorliwi urzędnicy usiłujący uzupełniać prawo swoimi instrukcjami). Spółki publiczne poddane są także dobrym praktykom, natomiast wszystkie spółki – dobrym obyczajom i etyce. Rolę mogłaby także odegrać etykieta, gdyby opracowano jej kanon dla rady nadzorczej.

Nie ulega wątpliwości, że rada nadzorcza powinna zachować w poufności wszelkie wrażliwe informacje na temat nadzorowanej spółki, wszystko, czego ujawnienie może wyrządzić spółce szkodę, zaszkodzić jej interesom, osłabić jej konkurencyjność. Największe spółki wyposażają członków rad nadzorczych w laptopy z oprogramowaniem służącym szyfrowaniu korespondencji między nimi oraz ze spółką. Niekiedy poufne materiały udostępniane są członkom rady nadzorczej w kancelarii tajnej. Takie środki służą zapobieganiu niepożądanym wyciekom informacji.

Wiele rad nadzorczych celebruje tajność swoich protokołów, przechowuje je w kasach pancernych, strzeże przed oczami zarządu. Gdyby protokół sporządzać zgodnie z wymogami ustawy, nie będzie w nim niczego, co należy przed kimkolwiek ukryć. Treść uchwał rady nadzorczej nie powinna być utrzymywana w tajemnicy przed zarządem lub akcjonariatem. Podobnie wyniki głosowania: często dochodzi do sporów między akcjonariatem a członkiem rady nadzorczej, który nie chce ujawnić, jak głosował nad jakąś uchwałą. Dotyczy to w szczególności tak zwanych niezależnych członków rady; „tak zwanych”, ponieważ niezależny nie powinien utajniać swojego głosu, jestem zwolennikiem ujawniania przez spółkę w raportach bieżących wszystkich przypadków odstępstw niezależnych od jednomyślności członków rady, podobnie jak ujawniania przypadków zdań odrębnych. Utajnia się protokoły, ponieważ opisano w nich dyskusję na posiedzeniach rady, a w niej krytyczne uwagi na temat zarządu spółki… Ale po co spisywać dyskusję? Wszak liczą się uchwały, nie pogaduszki.

Niekiedy członek rady odczuwa chęć publicznego wystąpienia. Radzę powstrzymywać się od tego. W imieniu spółki występuje zarząd, a kiedy zachodzi potrzeba wystąpienia przez radę nadzorczą, niech głos w jej imieniu zabiera wyłącznie przewodniczący. Przestrogą niech będzie przypadek członka rady Banku Częstochowa, który w wywiadzie prasowym powiedział taką głupotę, że pod jej wpływem bank aż zatrząsł się. Jakoż niebawem zniknął.

Wiele statutów spółek zawiera przepis w rodzaju: „Członkowie rady nadzorczej zobowiązani są do zachowania w poufności wszelkich informacji i dokumentów dotyczących spółki, które uzyskali w trakcie wykonywania swoich funkcji w radzie”. Lecz poufność prac rady nadzorczej nie zawsze chroni interes spółki, często osłania lenistwo i brak kompetencji członków rady. Rynek godzi się na sznurowanie ust niedyskretnym i niesfornym członkom rady, za to oczekuje coraz więcej informacji od rady nadzorczej. Jeszcze kilkanaście lat temu działalność rady nadzorczej bywała przesłonięta gęstymi oparami tajemnicy, rozwiewanymi jedynie na czas walnego zgromadzenia. Dzisiaj jest inaczej.

Od rady spółki publicznej oczekuje się nie tylko opinii o liczbach i faktach przedstawionych w sprawozdaniach zarządu, także samodzielnej oceny sytuacji spółki, w tym jej sekretnego dawniej wnętrza, jak systemy kontroli wewnętrznej i zarządzania ryzykiem. Od rady oczekuje się ponadto rzetelnej informacji o pracy jej komitetów, przynajmniej komitetów audytu i wynagrodzeń. Od piastunów spółki żądamy ujawniania operacji na jej walorach, a od niektórych z nich – także powiązań ze znaczącymi akcjonariuszami, a także z samą spółką. Pragniemy wiedzieć coraz więcej od rady i o radzie, a także o jej członkach. Corporate governance to system budowania zaufania w oparciu o przejrzystość. Formuła poufności prac rady nadzorczej powinna być moim zdaniem zdefiniowana na nowo.

Tekst ogłoszony 26 czerwca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Głowy do pozłoty?

Absolutorium bywa przedmiotem rozgrywek politycznych lub porachunków personalnych, narzędziem plamienia reputacji, łamania karier.

Na walnym zgromadzeniu akcjonariusze głosują absolutoria dla piastunów spółki. Łatwiej kwitować im członków zarządu, niż członków rady nadzorczej. O zarządzie świadczy wynik spółki. Trudniej oszacować dorobek rady nadzorczej. Każdego z członków zarządu można oceniać z osobna, ponieważ powszechnie wiadomo, czym który w szczególności się zajmuje. Członkowie rady nadzorczej działają wszyscy wespół (komitety rady także działają kolegialnie), nie praktykuje się wyodrębniania wkładu poszczególnych członków rady w jej prace i osiągnięcia. Zresztą akcjonariusze bardzo pobieżnie znają prace rady, a nadto zdarza się, że jej osiągnięć nawet nie poznają, gdyż rada nie potrafi ich przedstawić.

Zatem kwitowanie członków rady odbywa się mechanicznie. Jeżeli akcjonariusz okaże się dociekliwy, zada sobie pytanie o sens istnienia rady. I może dojść do wniosku, że rada nadzorcza jest w spółce organem zbędnym, kosztownym ornamentem, a jej członkowie to głowy do pozłoty. Absolutorium ma sens tylko wtedy, kiedy jest udzielane na podstawie aktualnej wiedzy o pracy i dokonaniach kwitowanego piastuna. W jaki sposób akcjonariusz może pozyskać taką wiedzę?

Podstawowym źródłem wiedzy o pracy rady nadzorczej i jej członków jest przedkładana przez radę walnemu zgromadzeniu ocena sytuacji spółki. Niektóre rady nadzorcze uznają taką ocenę za mało istotną formalność. Pokrótce informują, że spółka ma się dobrze, że zarządzanie przez spółkę istotnym dla niej ryzykiem odbywa się należycie, że system kontroli wewnętrznej jest – jakże inaczej! – sprawny. Nic ponad minimum tego, co od spółki oczekuje rynek, bez krzty krytycznej refleksji nad pozycją spółki na tle branży, nad jej perspektywami. Dokonywana przez radę nadzorczą ocena sytuacji spółki jest najważniejszym kryterium oceny samej rady, jej potencjału intelektualnego, zaangażowania, znajomości spółki, branży, rynku.

Drugim źródłem wiedzy o pracy rady nadzorczej i jej członków może być sprawozdanie składane przez radę walnemu zgromadzeniu. „Może być”, ponieważ z jednej strony rada nie jest zobowiązana do składania sprawozdania ze swojej działalności, natomiast z drugiej – choć przyjęło się, ze polskie rady nadzorcze składają sprawozdania – przecież często sprawozdania rad mają znikomą wartość. Rady lakonicznie informują, ile odbyły posiedzeń, ile przyjęły uchwał, niekiedy także – czego uchwały dotyczyły. Najczęściej sprawozdania nie zawierają informacji o frekwencji członków na posiedzeniach rady i jej komitetów (attendance record), ani o czasowym zaangażowaniu członków w prace rady i jej komitetów (time commitment). Ani szczegółowych informacji o wynikach prac komitetów rady.

Trzecim źródłem wiedzy o pracy rady nadzorczej i jej członków mogłaby być profesjonalna ocena prac rady i jej komitetów dokonana przez firmę zewnętrzną, kompetentną i niezależną od spółki oraz (co bardzo ważne!) także od jej biegłego rewidenta. Rzecz w tym, że takie oceny nie są w Polsce dokonywane. Natomiast ewentualna samoocena rady jest w moim przekonaniu zabiegiem bezwartościowym. Wszyscy zgodnie, sami siebie i nawzajem, ocenią bardzo wysoko, zwłaszcza wtedy, gdy samoocena miałaby być ujawniana akcjonariuszom, czyli wszem i wobec. Na temat rady nadzorczej można się nadto dowiedzieć z przedkładanych przez nią zgromadzeniu opinii na temat spraw wnoszonych na walne przez zarząd lub przez akcjonariuszy. Niestety, wiele rad nie opiniuje spraw rozpatrywanych przez walne, ponieważ nie potrafi zająć wobec nich stanowiska. Liczy się także, czy rada jest reprezentowana na walnym zgromadzeniu przynajmniej w takim składzie, by mogła kompetentnie odpowiadać na pytania jego uczestników.

Dopiero ogarnąwszy wymienione kryteria oceny pracy rady nadzorczej, powinien akcjonariusz dokonywać indywidualnych ocen członków rady i decydować w sprawie udzielenia im absolutorium. Lecz głosujący ani nie dysponuje pełnymi informacjami o pracy poszczególnych członków rady, ani o te informacje nie dba. Absolutorium bywa przedmiotem rozgrywek politycznych lub porachunków personalnych, narzędziem plamienia reputacji, łamania karier. Przypadki szczególnie gorszące dotyczyły odbierania odwołanym menedżerom należycie udzielonego absolutorium za poprzednie lata, by ich sponiewierać, publicznie upokorzyć. Corocznie sezon walnych zgromadzeń przynosi sporo ofiar.. Jedni zasłużyli na swój los, inni polegli za sprawą przypadku. Wyroki akcjonariatu nie są uzasadniane, więc właściwie nie wiadomo, czy ktoś został pokarany słusznie, czy nie wiadomo za co ścięto mu głowę do pozłoty.

Tekst ukazał się 20 czerwca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Czytaj także:
2001.01.08 Zawodowcy
2013.01.17 Rada w przeciągu

Królik z cylindra

Jak w cyrku iluzjonista zaskakuje publiczność wyciągając z cylindra króliki, tak podczas walnego zgromadzenia niespodzianką bywają kandydatury zgłaszane do rady nadzorczej. Do ostatniej chwili nie wiadomo, kto będzie kandydował, komu udzielą poparcia najwięksi akcjonariusze. A skoro kandydatów wcześniej nie przedstawiono, reszcie akcjonariatu przychodzi podejmować decyzje o ich wyborze bez wcześniejszego poznania, kim są, co sobą przedstawiają, czy mają kwalifikacje, wiedzę i doświadczenie, dorobek i reputację, oraz jakie są ich powiązania z inwestorami, ze spółką, a także z konkurencją. Niewtajemniczony zawczasu akcjonariusz odkrywa, że jego ważne prawo korporacyjne – prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu zostało zredukowane do podejmowania decyzji w ciemno, bądź w półmroku. Wprawdzie każdy akcjonariusz może zgłosić i przedstawić, także zawczasu, swoich kandydatów, nawet siebie samego, lecz kandydaci drobnicy mają niewielkie szanse na wybór przez walne zgromadzenie.

Trwa sezon walnych zgromadzeń, więc temat jest na czasie. Spółki ogłaszają projekty uchwał zgromadzenia. Projekty uchwał w sprawach personalnych są ślepe. Przewidują one, że walne zgromadzenie odwołuje z rady nadzorczej – i tu zamiast nazwiska następuje wielokropek. Przewidują także, że walne zgromadzenie wybiera do rady nadzorczej – i tutaj kolejne wielokropki. Nazwiska zostaną ujawnione dopiero w ostatniej chwili, a projekty uchwał będą dopełnione, prócz imion i nazwisk kandydatek / kandydatów, także tytulaturą „Panią / Pana”, co jest zwyczajem prostackim, niemożliwym do wyplenienia.

Prawo nie wymaga wcześniejszego zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej. Nie wymaga także rzetelnego przedstawiania zgłaszanych kandydatów. I dobrze: regulacji jest zbyt wiele, należy stanowczo unikać normowaniem przepisami spraw, które można rozwiązywać po dobroci. Przeto formalnie wszystko jest w porządku: uczestnicy zgromadzenia mogą wyciągać króliki z cylindrów, ale jedynie najwięksi przepchną swoje króliki do rady. Gdzie kończą się regulacje, zaczyna się kultura. Kultura walnego zgromadzenia polega na tym, że wszyscy akcjonariusze mają szanse wcześniejszego zapoznania się z kandydaturami do rady nadzorczej, zatem nie zgłasza się ich znienacka, w ostatniej chwili. Termin zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej i sposób ich prezentacji pokazują stosunek zgłaszającego do akcjonariatu.

Co ważne: z cylindrem wypełnionym królikami przychodzą na walne zgromadzenia zarówno inwestorzy prywatni, jak Skarb Państwa. Różne kierują nimi motywacje. Były minister przyznał mi prywatnie, że nim, a także jego kolegami, kierowały względy polityczne. Skarb nie ujawniał przeto, kogo zamierza odwołać z rady nadzorczej – i czyją kandydaturę zamierza zgłosić w to miejsce, zapewniając jej bezpieczny wybór. Chodziło o to, by odwoływany nie zdołał podjąć skutecznych przeciwdziałań, uruchamiając swoich mocodawców. Skarb nie ujawniał kogo zamierza zgłosić, by koalicjantowi, a także innym resortom, nie stwarzać możliwości wpływania na dobór kandydata. Wiadomo przecież, że partie, a także frakcje partyjne, handlują stanowiskami. Iluż ministrów spotykało się z niemoralnymi propozycjami: „Nasza partia (stronnictwo) nie zgłosi zastrzeżeń wobec planu prywatyzacji Czegoś-Tam, ale chcemy, by nasz Stasiek (Waldek, Franek) dostał radę nadzorczą Czegoś-Innego”!

Poważni inwestorzy często zgłaszają swoich kandydatów dopiero podczas walnego zgromadzenia, by uniknąć wcześniejszej dyskusji nad ich kwalifikacjami oraz niezależnością. Kwalifikacje bywają upostaciowione w lojalności dla inwestora, niezależność bywa nieobecna. Wpływowi inwestorzy nie dbają o to, co członek rady nadzorczej reprezentuje sobą, lecz o to, kogo – czyje interesy – reprezentuje on w radzie. Inwestor strategiczny ważnej spółki rozmawiał o tym ze mną, nie kryjąc irytacji: „Gdybym, jak chcą, zgłosił swoich ludzi dwa tygodnie przed walnym, wystrzelanoby ich jak kaczki, że nie są niezależni, że mają na sumieniu różne sprawki… Mniejszość chciałaby wiedzieć to i owo głównie po to, by mnie krytykować. Skoro nie wiedzą, niech głosują przeciw. Ja i tak przeforsuję wybór swoich do rady. Głosy mniejszości nie są mi potrzebne”. Moja uwaga, że głosy może nie, ale pieniądze mniejszości były mu bardzo potrzebne, wyraźnie zepsuła nastrój. Artur Sierant nazwał drobnych akcjonariuszy spółek notowanych na GPW „prostymi dawcami kapitału”. Jak równie celnie określić inwestorów – biorców kapitału?

Tekst ogłoszony 3 czerwca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2000.05.15 Wolne krzesło
2005.11.14 Królik z kapelusza