Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Powrót do macierzy

By cofnąć prywatyzację Bogdanki, należy dorżnąć OFE i rozkułaczyć garstkę „spekulantów”. To nie straszenie PiSem, raczej ocena dorobku PO.

Nie opłaca się być w Polsce podatnikiem. Taki wniosek można wysnuć z tezy głoszonej przez związkowców z LW Bogdanka SA. Oświadczyli oni: „Chcemy wrócić do Skarbu Państwa, bo nie opłaca się być w Polsce prywatną firmą” (cytuję za Parkietem 11-12 lipca). Gdyby udało się cofnąć prywatyzację, bądź odwojować spółkę, związkowcom byłoby lepiej, a podatnikom gorzej. Wiele wskazuje na taki scenariusz. By cofnąć prywatyzację Bogdanki należy dorżnąć OFE i rozkułaczyć garstkę „spekulantów”. To nie straszenie PiSem, raczej ocena dorobku PO.

Wypowiedź związkowców z Bogdanki jest przyczynkiem do oceny sytuacji w obliczu nadchodzących wyborów parlamentarnych. Gdyby Bogdanka jakimś dziwnym trafem wróciła do Skarbu Państwa, następstwem protestów załogi przeciwko byleczemu byłby przyjazd premier Ewy Kopacz; uszami wyobraźni już słyszę zapowiedzi, co jej gabinet zrobi dla górników. Gdyby natomiast premierem została Beata Szydło, usłyszę jej senny głos obiecujący znacznie, znacznie więcej. Wszystko na koszt podatnika – czyli wyborcy, który zapomina, kto dobiera mu się do kieszeni.

Przyczyny kłopotów Bogdanki znajdują się poza spółką. Prywatna kopalnia wydobywa węgiel taniej niż państwowi konkurenci. Cóż z tego, skoro Kompania Węglowa wyprzedaje zapasy węgla po rozpaczliwie zaniżonych cenach. Ekonomia polega na tym, że wydobywa się taniej i sprzedaje drożej. Państwowe górnictwo węgla kamiennego wydobywa drogo i sprzedaje tanio, coraz taniej. Ekonomia polega na tym, że spółka utrzymuje się sama, płaci podatki i wypracowuje zysk dla akcjonariuszy. Państwowe górnictwo węgla kamiennego utrzymywane jest przez podatnika. Bogdanka uprawia ekonomię, jej związkowcy chcieliby przenieść spółkę w otchłań ekonomii politycznej.

Bogdanka jest efektywnie zarządzana i nadzorowana. Przed kilku laty zostałem zaproszony do Cancun w Meksyku na konferencję Międzynarodowego Stowarzyszenia Funduszy Emerytalnych (FIAP) z referatem na temat wpływu funduszy emerytalnych na corporate governance w Polsce. Wskazałem kilka obiecujących spółek mających niezłe wyniki i przyzwoite oceny pod kątem corporate governance, w tym Grupę Kęty, Elektrobudowę oraz Bogdankę właśnie. Większość ich akcji należy do polskich funduszy emerytalnych i im wspomniane spółki zawdzięczają znaczną część swoich sukcesów. Lecz niebawem rozpoczęła się rzeź OFE, teraz tonąca Kompania Węglowa brzydko się chwyta, związkowcy Bogdanki chcieliby powrócić do macierzy, politycy zalewają nas populizmem, demagogią i kłamstwami. Wynik wyborów prezydenckich świadczy, że społeczeństwo przyjmuje fałszywy szeląg za dobrą monetę.

Pod warstwą brudu czai się pełzająca kontrprywatyzacja. Skarb Państwa stara się krok po kroku odwojować wpływy, które sprzedał za ciężkie pieniądze, nabywcom akcji ograniczać nabyte przez nich prawa, z siebie strząsnąć niektóre rygory ciążące na uczestnikach obrotu. Politycy bez pamięci prą do władzy nie zważając na realia gospodarcze i społeczne koszty zamętu, jaki towarzyszy ich dążeniom. Pracownicy spółek z udziałem Skarbu Państwa zostali wyposażeni w znaczące uprawnienia, w tym reprezentację w radzie nadzorczej, a w niektórych spółkach – nawet w zarządzie. Miejsca w radach nadzorczych zazwyczaj przypadają, z wyboru pracowników, liderom organizacji związkowych. Wywierają oni znaczny wpływ na swój pracownicy elektorat, a także na zarządy. Spółki, nawet publiczne, nie rozliczają się przed akcjonariatem z kosztów ponoszonych na finansowanie związków zawodowych, począwszy od utrzymania etatów i biur działaczy związkowych po rzeczywistą działalność związkową (jeżeli taka bywa prowadzona).

Szkopuł polega na tym, że działalność związków zawodowych w niektórych spółkach giełdowych bywa nastawiona przede wszystkim, lub nawet wyłącznie, na korzyść działaczy związkowych, nie na dobro spółki – pracodawcy, albo nawet temu dobru wbrew. Przykładem głosy związkowców z Bogdanki przed sejmową Komisją Skarbu: „Chcemy wrócić do Skarbu Państwa”. Domyślam się, że pragną powrócić do macierzy wraz z kopalnią i złożami, zapewne bez ciężarów w postaci akcjonariatu (są nim głównie Otwarte Fundusze Emerytalne, ale także indywidualni „spekulanci”) i bez dopustów w postaci rady nadzorczej i zarządu spółki. Mogliby wówczas liczyć na wyłączenie także nad Bogdanką, jak nad państwowymi spółkami górniczymi, działania praw ekonomii i zastąpienie ich szczodrymi dopłatami. Ciekaw jestem, kiedy zażądają wyłączenia prawa grawitacji.

Tekst ogłoszony 22 lipca 2015 r. w Gazecie Giełdy Parkiet

Czytaj także: 2015.02.06 Je suis Jarosław Zagórowski

Różnorodność krzepi

Postulat różnorodności w organach spółek publicznych bywa odbierany jako zachęta do promowania awansu kobiet na szczyty korporacji. Owszem, kobiet jest tam nazbyt mało, szczególnie wśród prezesów zarządów i przewodniczących rad nadzorczych, przy czym te ostatnie pełnią niekiedy funkcje ornamentacyjne. Lecz kwestia różnorodności przecież nie sprowadza się do płci. I nie jest drogowskazem wskazującym skrót pozwalający omijać wymóg kwalifikacji. Różnorodność jest twórcza, wspomaga wartość spółki, kiedy tworzy pożądaną kompozycję talentów, kompetencji, doświadczeń, wreszcie – kultur.

Każda spółka jest inna, wiec nie ma uniwersalnych recept na skład zarządu lub rady nadzorczej. Nierzadko akcjonariusze wybierają jednorodną radę nadzorczą, ta z kolei powołuje jednorodny zarząd. Niektóre polskie spółki pragną zatrzasnąć się w kręgu absolwentów jednego kierunku, uczelni, lub wydziału. Jedna z największych spółek źle czuje się w towarzystwie członków zarządu pochodzących spoza regionu, czyli „obcych”, nawet jeżeli reprezentują oni bardzo przydatne umiejętności. Sami swoi zrozumieją się najlepiej.

Brakuje mi w polskich spółkach, szczególnie w tych z udziałem Skarbu Państwa, doświadczonych zagranicznych menedżerów. Dotyczy to w szczególności spółek uznawanych za mające znaczenie strategiczne. Miałby obcokrajowiec w zarządzie lub w radzie nadzorczej godzić w żywotne interesy kraju? Dlaczego bronimy się przed tymi, których umiejętności mogłyby nas wzbogacać?

Chyba najtrudniej osiągnąć pożądaną różnorodność wieku członków rad nadzorczych. Do zarządów najczęściej wchodzą menedżerowie z bogatym doświadczeniem, zatem w wąskim przedziale wiekowym. W radach nadzorczych bywa inaczej: zasiadają w nich czasem osoby zaskakująco młode, czyli pozbawione wymaganych doświadczeń zawodowych i życiowych, praktyki w zarządzaniu i majątku. W świecie najczęściej rady składają się z dwóch grup wiekowych: dynamicznych pięćdziesięciolatków, oraz doświadczonych weteranów – sześćdziesięciolatków. Starszych dobiera się wtedy, kiedy bywa to uzasadnione ich szczególnymi umiejętnościami. Młodsi niech się wpierw czegoś nauczą.

Różnorodność polega na tym, by komponować skład organów spółki czerpiąc z możliwie najszerszej puli talentów. Nie jest w stanie wymóc tego prawo, ani instrukcje nadzoru nad rynkiem kapitałowym. Kwoty wymaganego udziału kobiet w organach spółek wydają się realne, ale nie przyjmiemy kwot udziału doświadczonych zagranicznych specjalistów, ani w ogóle osób utalentowanych i roztropnych. Akcjonariusze niech sami dbają o swoje pieniądze.

Tekst ogłoszony 15 lipca 2015 r. w dzienniku Rzeczpospolita
Czytaj także:
2010.05.27 Moda na poprawność
2015.02.17 Widzialna ręka rynku

Buszujący w statutach

Widzialna ręka rynku, czyli państwo, uderza niekiedy na oślep. Ostatnio zamachnęła się na zarządzających Reprezentacyjnymi Spółkami Narodowymi, by zdestabilizować ich pozycję. Skarb Państwa jako ważny akcjonariusz PZU i PKO Banku Polskiego wprowadził na ich walne zgromadzenia projekty zmian w statutach mające ograniczyć pozycję prezesów i ułatwić odwoływanie członków zarządu – zapewne po to, by następny rząd sprawniej wprowadzał swoich na opróżniane posady. Skarb Państwa zażądał uchylenia w statutach obu spółek postanowienia dopuszczającego odwołanie członka zarządu wyłącznie z „ważnych powodów”. Ksh przewiduje taką możliwość.

Proszę nie pytać mnie o sens tego sformułowania. Nie mam pojęcia, co to są „ważne powody” odwołania (lub zawieszenia) członka zarządu spółki. Ani czym różnią się one od tych, jakie współczesna polszczyzna określi jako „ważne nie do końca”. Ani czy można odwołać (zawiesić) członka zarządu z jednego ważnego powodu, czy też konieczne są co najmniej dwa, skoro Ksh używa konsekwentnie liczby mnogiej. Ani kto decyduje, czy wszystkie owe powody są rzeczywiście ważne. A także, co na ten temat myśli ustawodawca. Tudzież co o tym sądzą uczeni komentatorzy kodeksu spółek handlowych. Ustawodawca ma 561 głów, więc bije się z myślami. Komentatorzy wolą spierać się między sobą niż objaśniać sens przepisów, które nie mają sensu.

Można próbować zbyć problem słowami: Ustawodawca wprawdzie nie wyjaśnia, o jakie „ważne powody” mu chodzi, niemniej należy oczekiwać, że wskaże je statut spółki. Otóż sprawa wcale nie jest prosta. Katalog „ważnych powodów” z natury nie będzie zamknięty, gdyż nie da się przewidzieć wszystkich wariantów krytycznej sytuacji, do jakiej może dojść w zarządzie spółki. Można wymieniać, acz tylko przykładowo, że chodzi o niedopełnienie obowiązków, działanie na szkodę spółki, naruszenie prawa lub statutu, zajmowanie się interesami konkurencyjnymi, chorobę, popełnienie przestępstwa, utratę wolności, utratę zdolności do czynności prawnych, przedłużająca się nieobecność w spółce, obrazę dobrych obyczajów korporacyjnych, pokrzywdzenie akcjonariatu lub grupy akcjonariuszy, itd., itp.

W istocie nie ma znaczenia, czy powód odwołania (zawieszenia) jest pojedynczy, czy mnogi, wszak uchwała uprawnionego organu nie wymaga wnikliwego uzasadnienia. I liczy się jedynie, czy powód (powody) odwołania (zawieszenia) członka zarządu jest ważny w odczuciu organu, który dokonuje odwołania (zawieszenia). Corporate governance, czyli prawidłowy mechanizm zarządzania i nadzoru w spółce, bazuje na zaufaniu. Brak zaufania, jego utrata, wystarczy za ważny powód – wówczas o liczbie mnogiej tych powodów można spokojnie zapomnieć. W przypadku członka zarządu liczy się zaufanie pokładane w nim przez koleżanki i kolegów z zarządu, ale przede wszystkim przez prezesa, który kieruje pracami zarządu, chociaż nie jest przełożonym jego członków.

Dlatego wiele statutów daje prezesom inicjatywę wnioskowania o powołanie i odwołanie członków zarządu. Lecz czy konsekwencją tego uprawnienia jest możliwość kwestionowania przez prezesa „ważności powodów” uchwały o odwołaniu / zawieszeniu członka zarządu? Nie, ponieważ osąd w kwestii istnienia takich powodów, a także ich „ważności”, należy suwerennie do organu, który jest uprawniony do podjęcia uchwały w tej sprawie. O tym, czy istnieje powód odwołania lub zawieszenia członka zarządu, czy występuje on w liczbie mnogiej, czy są to powody „ważne” – decyduje ten, kto odwołuje lub zawiesza, przy czym spółkami z udziałem Skarbu Państwa kręci polityka>. Menedżerowie często nie dowiadują się nawet, za sprawą jakich to „ważnych powodów” stracili stanowisko. Za czasów AWS „ważnymi powodami” odwołania było nie tylko powołanie przez poprzednią koalicję, także powołanie na stanowisko za czasów poprzedniej koalicji…

Przeto sądzę, że sformułowania ograniczające możliwość odwoływania i zawieszania członków zarządu do „ważnych powodów” nie mają w praktyce znaczenia. Nawet nie warto ich interpretować. Pozbawione znaczenia są także wysiłki Skarbu Państwa o takie wyrzeźbienie treści statutów najważniejszych spółek z jego udziałem, by zwiększyć jego rolę w kształtowaniu składu zarządów. Po co buszować w statutach, skoro cel można osiągnąć i taniej, i bardziej dyskretnie?

Tekst ogłoszony 7 lipca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Rada nadzorcza w podróży

Afera Elewarru sprowokowała pytania: W jakim celu podróżują za granicę członkowie rady nadzorczej? Dlaczego spółka miałaby ponosić koszty eskapad o wątpliwej przydatności? Czy również w spółkach giełdowych dochodzi do takich nadużyć?

Jeżeli spółka działa tylko w kraju, podróże zagraniczne członków rady nadzorczej w zasadzie nie mają racji bytu. Jeżeli spółka ma oddziały za granicą, ich wizytacje przez radę nadzorczą bywają uzasadnione (nie dotyczy to spółek zależnych, które mają swoje własne rady). Zgodnie z Ksh, członkom rady nadzorczej przysługuje zwrot kosztów związanych z udziałem w pracach rady. Mieszczą się w tym wszelkie udokumentowane koszty pozostające w bezpośrednim związku z wykonywaniem czynności nadzorczych (w tym podróż, diety, noclegi, udział w konferencjach i szkoleniach). Brak bezpośredniego związku wyklucza możliwość pokrycia kosztów przez spółkę. Ewentualne wątpliwości powinna rozstrzygnąć uchwała rady nadzorczej. Nie ma przy tym znaczenia, czy zarząd wydzielił radzie budżet na jej wydatki.

Zwrot kosztów poniesionych w związku z wykonywaniem funkcji w radzie nadzorczej przysługuje nawet wtedy, gdy członek rady nadzorczej nie pobiera ze spółki wynagrodzenia. Członek rady nadzorczej delegowany przez nią do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych, a zwłaszcza członek rady delegowany do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych przez grupę, która dokonała jego wyboru w drodze głosowania oddzielnymi grupami, zazwyczaj generują wyższe koszty. Członkom rady nadzorczej nie przysługuje także od spółki samochód do osobistego użytku. Jeszcze w 2013 r. porządek obrad walnego zgromadzenia niewielkiej spółki giełdowej przewidywał podjęcie uchwały w sprawie oddania przewodniczącemu rady nadzorczej samochodu służbowego o wartości do kwoty 500 000 zł do korzystania dla celów służbowych i prywatnych. Uchwały ostatecznie nie podjęto. Bardzo słusznie.

Poprzednik Ksh, Kodeks handlowy z 1934 r., nie regulował kwestii kosztów związanych z pracą w radzie nadzorczej. Utarła się jednak praktyka zwracania członkom rady ponoszonych przez nich kosztów. Na tym tle kontrowersje wzbudził w latach 90. XX wieku przypadek członka rady jednego z państwowych banków, który na posiedzenia przybywał z USA, gdzie wówczas mieszkał, i żądał zwrotu kosztów przelotów nad Atlantykiem. Wkrótce udało mu się doprowadzić do zwolnienia prezes banku, lecz nie zdołał już zająć jej miejsca, został z rady odwołany, więc sprawa jego kosztów stała się bezprzedmiotowa.

W początkach transformacji niektóre rady nadzorcze jednoosobowych spółek Skarbu Państwa śmiało dokazywały na posiedzeniach wyjazdowych w atrakcyjnych miejscowościach w kraju i zagranicą. Zwróciła na to uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Inspektor NIK przybył także do spółki w Poznaniu, gdzie przewodniczyłem radzie nadzorczej. Zadał pytanie o wyjazdowe posiedzenia rady. Nie krył rozczarowania dowiedziawszy się, że owszem, rada odbyła posiedzenia wyjazdowe, ale nie w Berlinie (gdzie spółka współpracowała z agencją handlową prowadzoną przez osobę o akustycznym nazwisku), ani w Świnoujściu (gdzie spółka miała dom wczasowy), a w Rawiczu i Środzie Wielkopolskiej, by zapoznać się z organizacją tamtejszych oddziałów produkcyjnych. Raport pokontrolny wypadł blado, gdyż nie zawierał istotnych zaleceń.

Nie tak dawno, pod koniec mojej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów, zwrócił się do mnie działacz związkowy jednej z dużych spółek giełdowych z prośbą o stanowisko, czy jest dopuszczalne powołanie członka rady nadzorczej koncernu do rady spółki zależnej działającej na innym kontynencie. Załoga była ponoć poruszona wysokością wynagrodzenia za nadzorowanie tamtej spółki. Przypadek był dla mnie oczywisty, ale – będąc akurat stroną w sprawie wniesionej do sądu przez innego związkowca z tej spółki – nie chciałem osobiście firmować stanowiska, więc zasięgnąłem opinii Rady Programowej PID. Nie wzbudziło wątpliwości, że [1] powołanie członka rady nadzorczej koncernu do rady spółki zależnej jest dopuszczalne, [2] nie ma znaczenia, że spółka zależna działa poza granicami Polski, oraz [3] członek rady nadzorczej koncernu powołany jednocześnie do rady nadzorczej spółki zależnej nie reprezentuje w żadnej z tych rad przymiotu niezależności. Nie zajęliśmy się kwestią wysokości wynagrodzenia w spółce zależnej i kosztów przelotów transkontynentalnych, ponieważ owe wydatki nie obciążają budżetu macierzystego koncernu.

Czyli: nie wszystkie aspekty kosztów podróży członków rady nadzorczej i związanych z tym wydatków są jednoznacznie uregulowane, ale gdzie kończy się prawo – są jeszcze dobre obyczaje, kultura, poczucie przyzwoitości. Chyba, że chodzi o Elewarr…

PYTAQ to strona z odpowiedziami na pytania dotyczące corporate governance.

Czytaj także:
2002.06.17 „…oraz wyżywienie klawe”