Miesięczne archiwum: Lipiec 2018

Whistleblowing: jak wynagradzać demaskatora?

* Poszanowanie anonimowości demaskatora jest najważniejszym, ale nie jedynym warunkiem skuteczności whistleblowingu;
* Możliwe, a nawet wskazane, jest także finansowe nagradzanie osób demaskujących nieprawidłowości
* W Polsce na przeszkodzie temu stoi zakłamana moralność, powszechne piętnowanie „kapusiów”, „donosicieli”, ostatnio nawet „zdrajców”;
* W Stanach Zjednoczonych toczy się żywa dyskusja nie o tym, czy nagradzać demaskatorów, a o dopuszczalnej wysokości nagród.

Whistleblowing na amerykańskim rynku kapitałowym jest obecnie regulowany przepisami Dodd-Frank Wall Street Reform and Consumer Protection Act. Sekcja 21F ustawy (Securities Whistleblowers Incentives and Protection) nakłada na Securities and Exchange Commission obowiązki związane z przyjmowaniem i procedowaniem zgłoszeń o nieprawidłowościach oraz nagradzaniem demaskatorów nieprawidłowości. Właściwa komórka SEC, Office of the Whistleblower, zatrudnia kilkunastu prawników i corocznie przedkłada Kongresowi sprawozdanie o realizacji Whistleblower Program. Pracy ma dużo, stąd skargi na jej opieszałość. Demaskatorzy, którzy bezpośrednio przyczynili się do wykrycia nieprawidłowości i nałożenia kar na ich sprawców (względnie także odzyskania utraconych środków) o wartości przynajmniej 1 miliona USD, mogą ubiegać się o nagrodę w przedziale od 10% do 30% kwot pozyskanych w następstwie postępowania.

Nagrody, przyznawane przez SEC demaskatorom od 2012 r., sięgają kilkudziesięciu milionów USD. Są one opodatkowane; skomplikowana procedura postępowania przed SEC, nakierowana nie tylko na wyjaśnienie sprawy, także na bezwzględne poszanowanie i ochronę anonimowości demaskatora, najczęściej wymaga wynajęcia przez zgłaszającego nieprawidłowości kancelarii prawnej, co podatkowo zmniejsza wartość nagrody o kilkadziesiąt procent orzeczonej kwoty. Nagradzanie demaskatorów nie budzi zastrzeżeń, skoro w wyniku podejmowanych przez nich działań odzyskano dla uczestników rynku (zwłaszcza akcjonariuszy) wielomilionowe kwoty.

W marcu 2018 r. dwie osoby otrzymały do podziału blisko 50 mln USD, a trzecia – ponad 33 mln USD za zdemaskowanie nieprawidłowości w Merrill Lynch. Wcześniej najwyższa z przyznanych dotychczas nagród wyniosła 30 mln USD (2014 r.), a kolejne pod względem wysokości – 22 mln, 20, 17 i 14 mln USD. Niekiedy nagrody były dzielone między kilkoro demaskatorów. Nagrody nie pochodzą z pieniędzy podatników, a z kar nakładanych na złoczyńców i/lub ich pracodawców.

Z końcem czerwca SEC wystąpiła z projektem zmiany zasad nagradzania demaskatorów. Dokument liczy 184 strony, a jego podstawowe założenie sprowadza się do ustanowienia górnego pułapu wypłacanych nagród (w sprawach, w których odzyskano ponad 100 mln USD) na pułapie 30 mln USD i upoważnienia Komisji do podnoszenia niższych nagród do kwoty 2 mln USD. Propozycje wywołały ożywioną dyskusję. Kwestionuje się możliwość ograniczenia wysokości nagród. Nie brak głosów oburzenia: Komisji zarzuca się, że rezygnuje ze ścigania nieprawidłowości w wielkich korporacjach i bankach, a zamierza się skupić na pośledniejszych oszustwach… Słychać głosy, że ograniczenie pułapu nagród może zniechęcić do współpracy z SEC i ujawnienia nieprawidłowości świadomego ich – wysoko opłacanego – menedżera, który nie znajdzie już pracy w bankach lub korporacjach. O tym, że propozycja jest kontrowersyjna, świadczy wynik głosowania w Komisji: 3 głosy za, 2 przeciw (Demokraci), a te ostatnie wzmocnione gniewną argumentacją.

Trudno zaprzeczyć, że tak rozumiany whistleblowing kreuje wartość nie tylko dla nadzoru nad rynkiem kapitałowym, także dla rynku i ogółu jego uczestników. Pieniądze, odzyskiwane dzięki demaskatorom, w znacznej części wracają do pokrzywdzonych. Demaskatorzy ponoszą ryzyko utraty pracy, albo pozycji zawodowej, ale mogą się ubiegać o nagrody, których wysokość zależy od ujawnionych nieprawidłowości oraz sumy odzyskanych środków.

W Polsce demaskatorzy nie znajdą zrozumienia. Nie otrzymują nagród. Potępia ich opinia. Demaskator jest „donosicielem”, „kapusiem”, „konfidentem”. Obecny rząd kształtuje w społeczeństwie odwrotny system wartości. Naruszanie norm konstytucyjnych staje się źródłem prawa, kłamstwo – prawdą, nikczemność – cnotą i tytułem do stanowisk, a ujawnianie przed światem nieprawidłowości i bezprawia bywa piętnowane jako „zdrada”. Gdyby nie klimat pogardy wobec demaskatorów dałoby się, być może, uniknąć przynajmniej części strat w kosztownych aferach SKOKów, Getback SA, SK Banku w Wołominie, Amber Gold – i podobnych. Oraz wykryć nieprawidłowości do tej pory jeszcze nie wykryte.

Dlatego warto promować korzyści płynące z whistleblowingu, zbudować procedury ujawniania nieprawidłowości, chronić anonimowość demaskatorów nieprawidłowości i motywować ich wynagrodzeniem zależnym od wysokości odzyskiwanych kwot. Związane z tym zadania lepiej byłoby powierzyć Komisji Nadzoru Finansowego, niż upolitycznionym służbom specjalnym. Nie przypuszczam jednak, by mój głos w obronie whistleblowingu zyskał szerokie poparcie. Lecz będę jeszcze na ten temat pisać.

Na temat Dodd-Frank Act czytaj także:
2018.05.11 Portfel prezesa w czasach populizmu
Na temat whistleblowingu czytaj także:
2018.07.02 Whistleblowing: szanuj demaskatora i jego anonimowość
oraz przywołane tam teksty

Jak Siostry Franciszkanki wzbogacają rynek kapitałowy

<><> Zgromadzenie Sióstr Św. Franciszka prowadzi fundusz emerytalny zakonnic;
<><> Środki funduszu inwestowane są m.in. w spółki notowane na giełdzie;
<><> Nad inwestycjami czuwa jedna z sióstr sprawująca w zakonie funkcję dyrektora do spraw społecznej odpowiedzialności biznesu;
<><> Jako aktywny inwestor, zakon podejmuje inicjatywy dla dobra akcjonariuszy i interesariuszy spółek portfelowych.

Zbyt piękne to, by mogło być prawdziwe? Otóż nie, wszak rzecz nie dzieje się w Toruniu, a w Aston w stanie Pensylwania. O działalności Zgromadzenia, a zwłaszcza Siostry Nory Nash, pisze filadelfijski The Inguirer. Siostra Nora (śluby zakonne złożyła w 1961 r.) jest doświadczoną uczestniczką rynku kapitałowego, działa na rzecz poprawy corporate governance, a w szczególności – społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) względem dotkniętych ubóstwem, skutkami zmian klimatycznych, plagami nierówności i niesprawiedliwości, itd.
Aktywność Nory Nash i jej zastępcy ds. CSR, Toma McCaney’a, dotyka ponad 70 spółek, w które zostały zainwestowane środki zgromadzenia. Obserwowana jest działalność spółek, nie tylko ich wyniki; zgromadzenie – czy to samodzielnie, czy wespół z Interfaith Center on Corporate Responsibility, w którym Sisters of St Francis korzystają z praw członkowskich – nie ogranicza się do zakulisowego lobbingu na rzecz akcjonariuszy i interesariuszy, także wnosi pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, przede wszystkim w sprawach społecznych. Podział zadań między dyrektorów zgromadzenia jest taki, że Siostra Nora zajmuje się głównie wydobyciem gazu i destylacją ropy, sprawami pracowniczymi i prawami człowieka, jej zastępca sprawami zdrowia i medycyny, żywności i leków.

Niektóre inicjatywy Siostry Nory odbiły się w Stanach głośnym echem. Brała udział w udanej akcji skłonienia Walt Disney Co. do złożenia w 2015 r. zobowiązania, że z filmów tego producenta zniknie palenie tytoniu. Przekonała Lowe’s Home Improvement i Hasbro (wytwórcę zabawek) do poprawy bezpieczeństwa produktów. Zabiegała, by osławiony bank Wells Fargo & Co zwiększył przejrzystość swoich działań na rzecz likwidacji skutków skandalu z 2016 r., kiedy pracownicy banku masowo otwierali klientom fałszywe rachunku, oraz innych nadużyć. Wobec braku należytej reakcji banku, złożono projekt uchwały walnego zgromadzenia – wycofany, kiedy bank zobowiązał się do wytropienia i ujawnienia złych praktyk.

Nie wszyscy są zachwyceni tymi przedsięwzięciami. W sprawozdaniu dla akcjonariuszy za rok 2016 CEO JPMorgan Chase & Co, Jamie Dimon, utyskiwał na aktywnych akcjonariuszy i wnoszone przez nich pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, które – w jego jaśnie prezesowskim przekonaniu – nie są nakierowane na dobro spółki, czyli zarabianie pieniędzy dla jej akcjonariuszy. To przy udziale takich szkodników – wywodził – doszło do dramatycznego (? – ASN) spadku liczby spółek notowanych. Radziłbym mu przyjechać do Polski.

Wrogość wobec akcjonariuszy nie kończy się na słowach. Do tej pory do zgłaszania projektów uchwał walnego zgromadzenia uprawnieni są akcjonariusze reprezentujący akcje o wartości co najmniej 2.000 USD. Wielki kapitał obstaje przy projekcie, by podnieść próg do 1 proc. kapitalizacji spółki. Siostra Nora słusznie protestuje: w przypadku JP Morgan Chase jej zgromadzenie musiałoby posiadać walory wyceniane na 3 miliardy USD. Wielkość to niebotyczna…

Działalność pensylwańskich franciszkanek nie jest jedynym przykładem zaangażowania związków religijnych na niwie corporate governance. Nie tak dawno Kościół Anglii zagroził wycofaniem się z inwestowania w spółki wydobywcze o wątpliwych praktykach corporate governance. Jest on reprezentowany na rynkach przez National Investing Bodies (NIB), koalicję złożoną z Church Commissioners, Church of England Pension Board i CBF Church of England Funds. Dezinwestycją zagrożone są spółki niechętne do współpracy z inwestorami i /lub rodzące ryzyko etyczne. Nie są to czcze pogróżki: Kościół Anglii, reprezentujący aktywa wartości 11 miliardów funtów szterlingów, wycofał się już z kilku spółek wydobywczych.

W Polsce związki religijne nie dały się dotąd poznać jako inwestorzy, nawet jako interesariusze rynku kapitałowego. Wyjątek czynił Tadeusz Rydzyk gromadząc świadectwa udziałowe NFI, a pozyskane środki trwoniąc, m.in. poprzez zakup akcji ESPEBEPE SA, która niebawem upadła. Mam jednak wątpliwości, czy miało to cokolwiek wspólnego z religią, jej posłannictwem, jej standardami etycznymi.

Reszta jest milczeniem.

Whistleblowing: szanuj demaskatora i jego anonimowość!

• Należyte traktowanie pracowników demaskujących nieprawidłowości jest ważnym elementem polityki zarządzania przez spółkę ryzykiem;
• Najważniejszym warunkiem skuteczności whistleblowingu jest bezwarunkowa ochrona anonimowości demaskatora;
• Jes Staley, CEO wielkiego brytyjskiego banku Barclays, został ukarany za próbę ustalenia tożsamości whistleblowera demaskującego nieprawidłowości w banku;
• Nadzór nałożył nań karę w kwocie 642.430 funtów szterlingów (pułap zagrożenia karą wynosił w tym przypadku ponad 900.000 funtów);
• Ponadto rada banku obcięła o 500.000 funtów przypadający Stanleyowi bonus, ale nie zwolniła go z posady.

Na boisku piłkarskim sędzia odgwizduje nieprawidłowości. Whistleblower (dosłownie: dujący w gwizdek) odgwizduje nieprawidłowości w swoim środowisku: w spółce, grupie kapitałowej, urzędzie, organizacji, fundacji… Odgwizduje je anonimowo. Brak poszanowania anonimowości demaskatora przekreśla sens demaskowania nieprawidłowości. Po polsku whistleblower bywa także nazywany „sygnalistą”. Ten, kto wymyślił ów termin, nie służył w marynarce. Nie podróżował też chyba koleją.

Przypadek Jesa Staleya, prezesa brytyjskiego banku Barclays dowodzi bezwzględnej potrzeby ochrony anonimowości informatora. Było tak: w czerwcu 2016 r. członkowie rady dyrektorów banku i niektórzy z jego menedżerów otrzymali anonimowe przesyłki sugerujące nieprawidłowości związane z niedawno zatrudnionym piastunem wysokiego stanowiska w banku. Staley miał wiedzieć o niewłaściwym postępowaniu menedżera u jego poprzedniego pracodawcy. Przy okazji zakwestionowano prawidłowość postępowania rekrutacyjnego. Najprawdopodobniej chodziło o Tima Maina, z którym Staley pracował wcześniej w JP Morgan. W czerwcu 2016 r. Main stanął na czele amerykańskiej odnogi banku. Staley później twierdził, że bronił kolegi, wobec którego podniesiono zarzuty dotyczące „spraw osobistych sprzed wielu lat”. Wprawdzie owa obrona sporo go kosztowała, ale uważa się, że – ostatecznie zachowując stanowisko – umknął sprawiedliwości.

Na zlecenie Staleya, szef bankowego działu bezpieczeństwa Troels Oerting podjął próbę zidentyfikowania whistleblowera. Ponieważ listy nadano z USA, Oerting zwrócił się do amerykańskich organów ścigania. Jako były pracownik Europolu, miał tam kontakty. Lecz nadawca listów nie został zidentyfikowany. Wyszło natomiast na jaw, że Staley dwakroć podejmował próby ustalenia jego tożsamości. Bank zatrudnił kancelarię prawną do zbadania sprawy i powiadomił o niej nadzór. Staley tłumaczył, że był przekonany, iż działa w ramach swoich uprawnień… Skończyło się dlań szczęśliwie. Brytyjskie organy nadzoru, Financial Conduct Authority i Prudential Regulation Authority zgodnie stwierdziły, że Jes Staley nie dopełnił w tej sprawie obowiązku „działania z należytą zręcznością, troską i starannością” (due skill, care and diligence). Wprawdzie został ukarany, ale jest pierwszym szefem poważnej instytucji finansowej w Wielkiej Brytanii, który zachował stanowisko pomimo napiętnowania go przez nadzór.

Orzeczona wobec Staleya kara finansowa, z daleka bardzo surowa, nie jest przecież szczególnie dolegliwa wobec jego zarobków na poziomie 3,9 miliona funtów rocznie. Było z czego potrącać! Natomiast zachowanie przez Staleya stanowiska daje rynkom niepokojący sygnał. Tym razem nie udało się wykryć demaskatora, lecz czy następny incydent zakończy się tak samo? Whistleblowing jest bardzo skutecznym sposobem wykrywania nieprawidłowości, lecz pod warunkiem, że demaskator nie obawia się, iż jego tożsamość zostanie ujawniona, a on lub ona poniesie przykre konsekwencje swoich działań, podejmowanych przecież w dobrej wierze. Innym ważnym aspektem whistleblowingu jest finansowe nagradzanie demaskatorów. Temat ten budzi obecnie żywą dyskusję w Stanach Zjednoczonych. Napiszę o tym wkrótce.

Czytaj także:
2008.10.30 Po pierwsze, anonimowość
2003.05.19 Whistleblowing tworzy wartość
2005.08.08 Między radą a spółką
2006.01.09 Nie struktura, a kultura
2006.02.27 Uwaga, oszustwo!
2014.05.12 Outsourcing głupoty
2014.12.07 Trąd w parlamencie