Miesięczne archiwum: Marzec 2019

Między spółkami i audytorami potrzebne jest zaufanie, czy państwo?

  • Na rynkach, między spółkami i inwestorami a profesją audytorską powstaje przepaść braku zaufania;
  • W Wielkiej Brytanii przypadki Carilliona lub Patisserie Valerie uzasadniają reformę audytu, powiązania go z governance i sprawozdawczością;
  • W Polsce reforma nadzoru nad audytem nie zmierza ku rozwiązaniu problemów branży ani governance, lecz ku wzmocnieniu nadzoru państwa nad rynkiem;
  • Rzecz w tym, że państwo po rynku porusza się niezdarnie, a osławiony przypadek Getback S.A. wskazuje na jego rażącą nieskuteczność.

 

 

Mistrust, czyli zaprzeczenie zaufania, to słowo coraz częściej używane na rynku kapitałowym w przestrzeni między spółkami i ich inwestorami a profesją biegłych rewidentów. Weszło ono do języka codziennego w epoce upadku Enronu i jego audytora, Arthura Andersena, kiedy księgowe oszustwa rozpełzły się szeroko po korporacyjnej Ameryce. Wróciło na języki wraz z późniejszym o zaledwie kilka lat światowym kryzysem bankowym. Największą karierę robi teraz, kiedy wielkie firmy upadają nagle, często bez ostrzeżenia, że im cokolwiek zagraża. Doszło do tego, że i małe spółki są w stanie – ku zdumieniu inwestorów, zarządu, audytora – znienacka wpaść w korkociąg i stracić ogromne pieniądze. Nikt potem nie jest w stanie wytłumaczyć, ile wyniosły straty, gdzie się podziały pieniądze, kto odpowiada za skandal, oraz dlaczego audytor, znakomicie przecież opłacany, niczego nie dostrzegł, nikogo nie ostrzegł, niczego nie wyjaśnił.

Znakomitą ilustracją współczesnego stanu audytu jest opisywany tu kilkakroć przypadek Patisserie Valerie, brytyjskich sieci cukierni oferujących wyroby na wzór kontynentalnych. Spółka, notowana na AIM, wyceniana była na 450 milionów funtów. Nagle, 10 października 2018 r., wyszły na jaw jej kłopoty finansowe: idące w miliony funtów zadłużenie na dwóch utajnionych przed radą dyrektorów rachunkach bankowych, oraz zaległości podatkowe. Zrazu mówiono o wessanych przez Czarną Dziurę dziesięciu milionach, już dwa dni później inwestor wsparł spółkę dwudziestoma milionami, wkrótce zaczęto mówić już o czterdziestu milionach, a 15 marca b.r., po niespełna półrocznym śledztwie, nie wyjaśniono jeszcze, gdzie się pieniądze podziały, natomiast oszacowano, że zniknęły przynajmniej 94 miliony GBP.

Firma Grant Thornton badała spółkę przez lata, a później wydała durne oświadczenie: audytor nie jest od tego, żeby wykrywać oszustwa. Kiedy przyglądam się rynkowi brytyjskiemu, często nachodzi mnie myśl, że audytor oszustw nie wykrywa, bowiem popełnia je sam. Na czele czarnej listy brytyjskich firm audytorskich błyszczy KPMG, uwikłana w skandale po obu stronach Atlantyku. Obecnie sprawuje ona wobec Patisserie Valerie tzw. administrację (postępowanie restrukturyzacyjne).  Na początek zamknięto 71 lokali, 122 wystawiono na sprzedaż. Sprzedano siostrzane sieci Baker & Spice i Philpotts. Setki osób straciło pracę. Co stało się z pieniędzmi, wciąż nie wiadomo.

Bardziej dociekliwi okazali się dziennikarze usiłujący dociec, czy kiedykolwiek istniała Madame Valerie, po której cukiernie wzięły nazwę. Ustalono, że urodziła się 22 kwietnia 1900 r. w belgijskiej Ostendzie jako Esther van Gyseghem (po mężu Vermeirsch). W 1926 r. otwarła w Londynie, przy Old Compton Street, lokal oferujący kontynentalne słodkości. Jej imię i oba nazwiska brzmiały na Wyspach paskudnie, więc cukiernię nazwała Valerie. Jest to szczegół bez znaczenia z punktu widzenia corporate governance.

Znaczenie ma natomiast wielka reforma nadzoru nad brytyjską profesją audytorską. Ma ona na celu rekonstrukcję zaufania do branży audytorskiej i rynku. Ubiegłoroczny upadek konglomeratu Carillion zaowocował powołaniem komisji pod przewodnictwem Sir Johna Kingmana. Opracowane przez nią propozycje (raport Kingmana) przewidują zastąpienie obecnego nadzory profesji audytorskiej, Financial Reporting Council, przez nową instytucję: ARGA – Audit, Reporting and Governance Authority. Przyjęto słuszne założenie, że te trzy sfery rynku: audyt, sprawozdawczość i governance (porządek korporacyjny) przenikają się nawzajem, tworzą organiczną jedność. Raport Kingmana krytycznie ocenił obecną działalność Financial Reporting Council: jest to przeżytek z minionej epoki, rozpadająca się szopa, przy której z czasem klecono kolejne dobudówki, ale całość przecieka i trzeszczy, jest bez końca naprawiana, poprawiana, lecz stoi na słabych fundamentach. Na dobrą sprawę ten obrazowy opis można odnieść do całego Zjednoczonego (jeszcze) Królestwa. ARGA ma być sprawna, skuteczna i stanowcza. Zobaczymy.

Nieufność wobec biegłych rewidentów eksplodowała i w Polsce, pożywkę dał jej kryzys Getback S.A., która wpadła w korkociąg zaledwie kilka miesięcy po pierwotnej ofercie publicznej. Mnożą się głosy, że audytor spółki przegapił tykającą pod nią bombę. Na temat spółki sporządziłem raport, pierwsze na polskim rynku całościowe opracowanie sytuacji kryzysowej i płynących z niej wniosków. Biegli rewidenci nie zareagowali na moje opracowanie, natomiast agencja PR obsługująca Polską Izbę Biegłych Rewidentów dostrzegła, że gdzieś w tekście, na s. 31 z 61, wspomniałem w nawiasie, że projekt przekształcenia KNA w urząd nadzoru jest mocno dyskusyjny – i pragnie pociągnąć mnie za język.

Owszem, skrytykuję projekt, lecz lobbyści na tym nie zyskają. Otóż uważam, że projekt jest dyskusyjny, ponieważ nie zmierza ku poprawie praktyki audytu, lecz ku wzmocnieniu nadzoru nad audytem. Zamiast rozwiązać problemy, zamierza się wzmacniać państwo, tworzyć organ, budować struktury, procedury i fundusze. Zamiast skupiać działalność firm audytorskich na badaniu sprawozdań finansowych, dopuszcza się kontynuację stanu obecnego: wielkie grupy o niewielkiej przejrzystości (nazywam je Tłustą Czwórką) będą świadczyć mnogość różnych usług, wzbogacając dochody z badania (oby rzetelnego!) sprawozdań finansowych dochodami z kształtowania tych sprawozdań poprzez consulting, doradztwo podatkowe, doradztwo prawne, usługi atestacyjne – jutro wymyślą jeszcze coś nowego. Nie tędy droga ku poprawie governance, odnowie zaufania na rynku i do rynku. Swoją drogą, obecna Komisja Nadzoru Audytowego nie odegrała istotnej roli, jest organem ornamentacyjnym, nie będę jej żałował. Lecz skoro system, jak w Wielkiej Brytanii, przecieka i trzeszczy, należy go zastąpić czymś skutecznym. A państwo jest żałośnie nieskuteczne, co staram się dowieść raportem „Sprawa Getback S.A. (2018) w świetle corporate governance”.  

Czytaj także:

2019.03.04 Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego

2019.02.23 Audytor w spółce, pieniądze w czarnej dziurze

2019.01.28 Kiedy audytor śpi, spółka upada znienacka

2018.11.10 Niech jedzą ciastka – afera Patisserie Valerie

 

 

 

 

 

 

Czy senator Elizabeth Warren zaprasza USA na pokład Titanica?

  • Senator Elizabeth Warren z Massachusetts jest silną pretendentką do nominacji Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich w USA w 2020 roku;
  • Skrajność przyciąga skrajność, zatem pani senator może otrzymać szansę na konfrontację z Donaldem Trumpem w konkursie demagogii;
  • Na razie idzie jej dobrze, właśnie zaproponowała rozbiór lub rozpędzenie gigantów współczesnej Ameryki: Facebooka, Amazona, Google’a;
  • Wokół jej propozycji wywiązała się żywa dyskusja. Krytycy i zwolennicy wytaczają mocne argumenty. Stawką jest wolny rynek.

W niedzielny poranek wytrącił mnie z równowagi tytuł artykułu w portalu Money.pl : „Facebook śledzi cię, nawet jeśli nie masz konta”. Fejsbukowego konta nie mam i nie planuję, śledzony być nie lubię, na widok wszechobecnych zdjęć pana Zuckerberga „kartofle mi się z piwnicy tracą”, jak kiedyś mawiali Ślązacy. Być może powinienem przyłączyć się do apelu senator Elizabeth Warren, która chce Facebooka podzielić lub rozpędzić, ale nam zastrzeżenia względem wszelkich rozwiązań siłowych. Ponieważ nie mam piwnicy, odżałuję te kartofle.

W przywołanym artykule chodzi o to, że niektóre aplikacje mobilne donoszą Facebookowi o swoich użytkownikach. Wymieniono Yelp i Duolingo. Przeto wydaje się, że jeszcze mnie nie śledzą. Zresztą liczę, że o moje prawa skutecznie zadba Unia Europejska. Próbuje o nie zadbać także senator Elizabeth Warren, domagając się demontażu Facebooka, Amazona oraz Google’a, czyli klejnotów koronnych gospodarki Wolnego Świata. Apple ujdzie cało, ta firma jest szanowana przez młodych wyborców, z nimi pani senator nie zadrze.

Konserwatywny tygodnik Washington Examiner nie przebiera w słowach: „ten plan to idiotyzm”, a prezydentura Elizabeth Warren byłaby dla USA podróżą na Titanicu. Google zawdzięcza swoją pozycję użytkownikom, którzy dobrowolnie korzystają z tej wyszukiwarki, mając przecież do wyboru inne. Amazon góruje nad konkurencją tym, że oferuje więcej dóbr, sprzedaje je taniej, dostarcza sprawniej, wszystko w warunkach wolnej konkurencji, m.in. w starciu z potężną siecią Walmart. Senator Warren chciałaby rozpędzić firmy oferujące swoim klientom najlepsze usługi. Amazon lideruje w cloud computing, Google jest liderem sztucznej inteligencji (AI), Facebook jest dominującą globalnie siecią społecznościową i biznesową. Korzystanie z ich usług jest dobrowolne. Zwolennikami ograniczeń zasięgu ich działania są przede wszystkim reżymy totalitarne. Nie mogę pojąć, co w ich towarzystwie robi szanowana senator z Massachusetts.

Wspomniane korporacje zawdzięczają swoje pozycje nie tylko kapitałowi, także inwestycjom w talenty, twórczej wyobraźni, odwadze podjęcia ryzyka, nakładom na badania i rozwój (R&D). Źródła sukcesów tych korporacji – pisze Washington Examiner – nie wynikają ze stawiania barier przed ich konkurentami, utrudniania im wejścia na rynki lub odnoszenia sukcesów, ale w stałym, konsekwentnym, uporczywym parciu ku innowacjom. Warren ma rację twierdząc, że „Przed dwudziestu pięciu laty nie istniały Facebook, Google, Amazon. Dzisiaj należą do najbardziej znanych i wartościowych spółek na świecie.” Lecz czy z tego wynika, że w obliczu ich sukcesów rząd USA powinien „złamać ich monopole i promować konkurencyjność rynku”? Jeżeli tak, niech perły światowej gospodarki przeniosą swoje siedziby do Belgii, Holandii, Irlandii. Szkoda, że nie mogę zaproponować im Polski – tu w gospodarce niestety przeważa widoczna ręka rynku, czyli państwo.

Z Facebooka zapewne nie skorzystam, lecz skłonny jestem go bronić. Chociaż dochody firmy są wyższe niż PKB wielu państw, liczba użytkowników przewyższa liczbę ludności większości krajów na świecie, a Mark Zuckerberg często nadużywa swojej pozycji – nie uważam, by zniszczenie firmy, jej rozpędzenie lub podział służyły dobrej sprawie. Korporacje – nawet te największe, czujące się wielkimi mocarstwami – powinny działać uczciwie, powstrzymywać się od działań nieetycznych. Boleję nad tym, że przecież jest inaczej, ale nie chciałbym poddania ich kontroli polityków, którzy są jeszcze gorsi.

Lecz inny pogląd zdaje się przeważać i wspierać postulaty senator z Massachusetts! Należy złamać potęgę gigantów – pisze Robert Reich, sekretarz pracy (1993-1997) w administracji prezydenta Billa Clintona. I przywołuje historię Złotej Ery Ameryki, dynamicznego rozwoju gospodarczego u schyłku XIX stulecia, kiedy rozkwitły ogromne imperia kolejowe, stalowe, naftowe, a ich władcy, baronowie gospodarki, używali swoich nieprzebranych bogactw i wpływów do eliminowania konkurentów i korumpowania polityków. Współcześnie nastała Druga Złota Era i nowa generacja gigantów. Amazon jest pierwszym przystankiem dla jednej trzeciej Amerykanów pragnących nabyć cokolwiek. Facebook i Google dominują w informacjach i reklamach. Apple króluje w produkcji iphonów i komputerów. Wielcy kruszą mniejszych, wznoszą bariery blokujące im dostęp do rynków, utrudniają pogoń za sukcesem. A gigantyczna koncentracja bogactw i wpływów rodzi niebywałe zwyrodnienia, czego przykładem Facebook.

Robert Reich przypomina, jak prezydent Theodore Roosevelt rozprawił się z Northern Securities Company, wielką siecią kolejową finansowaną przez JP Morgana i Johna D Rockefellera – oraz jak prezydent William Taft rozprawił się z rockefellerowskim imperium Standard Oil. I wnioskuje: nadeszła pora na działania antytrustowe! Należy złamać potwory hi-tech, albo przynajmniej zmusić je do udostępniania swoich zasobów i platform mniejszym konkurentom. Powiadał Robert Pitofsky, niegdysiejszy szef Federalnej Komisji Handlu: „Jeżeli chcesz, by wolny rynek działał, chroń wolny rynek.”

Może więc senator Warren nie zapędza USA na pokład Titanica, tylko pragnie uniknąć zderzeń amerykańskiego społeczeństwa z górami lodowymi?

Czytaj także:

2018.09.15 Czy senator Elizabeth Warren naprawi kapitalizm?

Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego

Szczycimy się dojrzałością polskiego rynku kapitałowego. Ale metrykalnej dojrzałości jeszcze nie towarzyszy dojrzała odpowiedzialność. Wprawdzie zdarza się na wszystkich rynkach, że spółki zapadają się pod parkiet, pieniądze inwestorów znikają w czarnych dziurach, lecz wtedy usiłowania ku wyjaśnieniu nagłych upadłości bywają podejmowane nie tylko przez organ państwa nadzorujący rynek, także przez innych jego uczestników. Takimi wydarzeniami zajmują się wszechstronnie specjalistyczne media, instytuty dyrektorów, stowarzyszenia inwestorów i emitentów, izby gospodarcze banków, domów maklerskich, funduszy emerytalnych, zarządzających aktywami, PE/VC, interesariusze. Oraz organa ścigania i sądy, sprawne i kompetentne.

Pieniądze nie powinny znikać w ciszy.

Kierując się tym przekonaniem przyjąłem  złożoną mi niespodziewanie przez Abris Capital Partners ofertę opracowania raportu o sprawie Getback SA z perspektywy corporate governance. Niespodziewanie, gdyż wcześniej wyrażałem krytyczne oceny zarządu spółki, jej rady nadzorczej, a także inwestora. Podjąłem zatem próbę sięgnięcia ku sednu sprawy, wyprowadzenia z niej wniosków na temat corporate governance w spółce i wokół niej. Tak powstał pierwszy raport traktujący o bulwersującej sprawie polskiego rynku.

Raport jest moim dziełem. Abris dołączył do niego bogate kalendarium (s. 62-63). Zapraszam do lektury: Raport Nartowskiego: Sprawa Getback S.A. (2018) w świetle corporate governance (PDF)