Dzienne archiwum: 3 czerwca 2019

Corporate governance nie jest głównym winowajcą nierówności społecznych, ale przyczynia się do nich

  • Chociaż brytyjski model corporate governance bywa stawiany światu za wzór, jego aspekty społeczne budzą na Wyspach niepokój;
  • Względnej poprawie relacji między zarządzającymi a nadzorującymi, między spółką a akcjonariuszami, nie towarzyszą następstwa społeczne;
  • Współcześnie corporate governance sprzyja nierównościom, napięciom, poczuciu niesprawiedliwości;
  • Rosną dysproporcje między płacami menedżerów a ogółu zatrudnionych, oraz między prawami akcjonariuszy a pracowników spółek.

Wielka Brytania żyje nie tylko Brexitem. Duże zainteresowanie wywołała na Wyspach inauguracja badań nad raportem o nierównościach społecznych potęgowanych ponoć przez wady systemu corporate governance. Zadanie rozpisano na pięć lat. Przygotuje je Institute of Fiscal Studies, a projektem pokieruje Sir Angus Deaton, profesor Pricenton, laureat ekonomicznego Nobla. Wyobraźnia uczonych i społeczeństw skupi się na pytaniu, czy nierówności i niesprawiedliwość zabiją kapitalizm w postaci jaką znamy? I co w tej kwestii powinniśmy zrobić?

Już kiedyś Brytyjczykom przyszło zmierzyć się z problemem nierówności. W 1942 r., pod niemieckimi bombami, sir William Beveridge ogłosił wyniki badań „Social Insurance and Allied Services”. Raport Beveridge’a został powszechnie uznany za analizę stulecia. Oraz za ważny krok ku rozwoju idei welfare state – państwa dobrobytu dbałego o bezpieczeństwo egzystencji społeczeństwa. Raport zainspirował premiera Winstona Churchilla do podjęcia odpowiednich działań. Zanim powstanie nowy raport, kraj gotów zmienić oblicze

Kryzys unaoczni Brytyjczykom dystans pomiędzy długim cieniem, jaki na historię rzucał Winston, a nicością dzisiejszych przywódców, miałkością ich poczynań…  

Jeszcze w latach siedemdziesiątych ub.w. społeczeństwo brytyjskie miało względnie niskie wskaźniki nierówności. 1 procent najbogatszych gromadził 3 proc. bogactwa – obecnie 8 proc. Wskaźnik dysproporcji między wynagrodzeniem prezesa a przeciętnym wynagrodzeniem pracownika (CEO pay ratio) wynosił 47 – obecnie 145. Pracownicy o najniższych dochodach zarabiają dziś niewiele więcej, niż przed ćwierćwieczem.

Larry Elliot z Guardiana widzi w tym spadek po zapoczątkowanej przez czterdziestu laty erze Margaret Thatcher. Zmierzała ona ku swobodzie przepływu kapitału, niższym podatkom i wydatkom socjalnym, osłabieniu związków zawodowych, prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Owszem, pomogło to przedsiębiorczości, wzrostowi gospodarczemu, inwestycjom – ale zwiększyło różnice miedzy bogatymi a biednymi. Przypływ nie uniósł w górę wszystkich łodzi…

Następstwa wzrostu nierówności okazują się dramatyczne. Rośnie współczynnik Giniego – wykładnik społecznych nierówności. Wśród mężczyzn i kobiet w wieku czterdziestu – pięćdziesięciu lat wzrasta liczba „śmierci z rozpaczy” (spowodowanych samobójstwami, narkotykami, alkoholem). Ubodzy nie wchodzą w trwałe związki, nie zawierają małżeństw, rośnie liczba rodzin niepełnych lub „chaotycznych”.

Deaton podkreśla: „otrzymywanie” zamiast „wytwarzania”, „pobieranie” zamiast „tworzenia” nie będzie źródłem bogactwa, jest za to zaprzeczeniem demokracji.

Znalezienie winnych przychodzi badaczom łatwo: to słabość corporate governance, czyli pensje i bonusy menedżerów. „Jeżeli pracownicy tracą, ponieważ corporate governance nad ich interes przedkłada interes akcjonariuszy, lub ponieważ zapaść związków zawodowych sprzyja przewadze kapitału nad pracą, co działa na niekorzyść zarobków pracowniczych, a wspiera akcjonariuszy i piastunów spółek – musimy zmienić zasady tej gry”. Tak Deaton definiuje zadania nowego raportu.

Warto zdać sobie sprawę, że zasady gry zmieniają się bezustannie. Akcjonariuszem ery Thatcher był inwestor prywatny uczestniczący w prywatyzacji, dzisiaj jest to ponadnarodowy inwestor instytucjonalny, nieraz silniejszy od lokalnych władz. Wyjście z Unii wydatnie osłabi konkurencyjność Wielkiej Brytanii. Nowe technologie i dezindustrializacja zmniejszają zatrudnienie, więc pracownicy tracą. Destrukcyjną siłę związków należało rozbić, zanim one zdewastują kraj. Winy za negatywne aspekty globalizacji i rezygnację z szansy, jaką ona równocześnie niesie, nie można przypisać wyłącznie słabości corporate governance lub pensjom tłustych kotów.        

Tekst ogłoszony w Parkiecie 27 maja 2019 r. pod tytułem Wielka wina corporate governance?