Dzienne archiwum: 2 września 2019

Whistleblowing: anonimowość jest przywilejem, nie przywarą

  • Wsparcie regulacyjne niewątpliwie jest bardzo korzystne, niemniej skuteczność whistleblowingu jest pochodną kultury społeczeństwa;
  • Od regulacji zależy ochrona anonimowości demaskatora, od kultury zależy, czy jego wystąpienia wywołają należyty odzew;
  • Mniej ważne, czy termin whistleblower zostanie przełożony jako demaskator, czy też sygnalista; ważniejsze, że nasza kultura widzi w nim donosiciela;
  • Jedni demaskatorów ścigają i prześladują, inni nagradzają ich sowicie – jak na tym wypada polski rynek i dlaczego wypada żałośnie?

Przed kilkoma miesiącami ogłosiłem Raport Nartowskiego: Sprawa Getback SA (2018) w świetle corporate governance. Przedstawiłem w nim obszerny katalog zaleceń dla rynku i spółki na rzecz poprawy corporate governance; całkiem niepotrzebnie się trudziłem, skoro nikt się do niego nie odniósł, nawet inwestor, który zamówił ów raport i rzetelnie udostępniał mi żądane materiały. Z nieco większym zainteresowaniem spotkała się prowadzące do zaleceń skrótowe omówienie przypadku. Fragment omówienia wywołał żywą reakcję. Zawierał on (strony 24 -25) opis listu insidera – insiderów? – na temat licznych, poważnych i ciągłych nadużyć w spółce, zwłaszcza w toku współpracy z jednym z TFI. Dokument, zatytułowany Zawiadomienie sygnalisty (whistleblower’s notification) został wystosowany do KNF, GPW, UOKiK, Deloitte (feralnego audytora Getback SA), EY (audytora TFI), PwC i KPMG. Otrzymał go także przewodniczący rady nadzorczej spółki.

Żaden z adresatów nie zareagował na zawiadomienie z należną mu powagą. Owszem, dokument był anonimowy, lecz trzeba mieć na względzie, iż insider, unikając ujawnienia swojej tożsamości, zachował zrozumiałą ostrożność. Była ona zapewne dyktowana nieufnością wobec Getback SA i wspomnianego TFI, w pełni uzasadnioną tolerowaniem przez oba podmioty ewidentnych nieprawidłowości. Lecz adresaci zapewne uznali, iż anonimowy charakter zawiadomienia zwalnia ich od obowiązku reagowania na jego treść, a nawet zapoznania się z nią. Godna smutnej anegdoty jest reakcja ówczesnego przewodniczącego rady nadzorczej, obcokrajowca działającego w aureoli uczciwego autorytetu zaufania (wyszło na jaw, że na wyrost). Nie znając języka polskiego, przekazał on zawiadomienie… prezesowi zarządu, osobie najsilniej uwikłanej w demaskowane nieprawidłowości. Do dzisiaj w dyskusjach na temat Getback SA wspomniane zawiadomienie kwitowane jest pogardliwym określeniem: anonim.

Kilka osób zwracało się do mnie o udostępnienie im tekstu zawiadomienia. Nie znając ich intencji – odmawiałem. Uważałem, że w swoim raporcie należycie przedstawiłem tenor i treść dokumentu. Jako doświadczony redaktor wiem dobrze, iż na podstawie lektury tekstu łatwiej zidentyfikować osobę autora (bądź kilku autorów). Uważam, że ochrona demaskatora polega przede wszystkim na ochronie jego anonimowości. Jest ona jego przywilejem, nie przywarą dyskwalifikującą treści przekazywane przez demaskatora (bywa on też nazywany sygnalistą, co jest mniej trafnym terminem).

Są kraje, gdzie demaskator bywa ścigany, karany. Są kraje, gdzie demaskator otrzymuje sowite nagrody, od ich wielkości kręci mi się w głowie. Są kraje, gdzie demaskator bywa lekceważony. I takie, w których jest lżony. Donosiciel jest najsłabszym epitetem. Silniejsze to kolaborant, kapuś, zdrajca, kanalia. W Polsce utarł się pogląd, że demaskator nie zasługuje na szacunek, gdyż kryje się za zasłoną. Czytam, że połowa Ministerstwa Sprawiedliwości kryła się w swoich plugawych kampaniach za zasłonami nicków, ale na naganę zasłużył uczciwy człowiek anonimowo zgłaszający nieprawidłowości, sięgający po anonimowość z uwagi na swoje bezpieczeństwo.

Współczesna gospodarka jest umiędzynarodowiona, firmy działają w wielu krajach, pod różnymi jurysdykcjami, odmienność regulacji utrudnia ściganie nadużyć i skuteczną ochronę demaskatorów. Coraz więcej inicjatyw zmierza ku umiędzynarodowieniu ram prawnych ochrony demaskatorów. Współczesnej Polsce byłoby z tym nie po drodze: nasi europosłowie występujący na forum swojego parlamentu w obronie praw człowieka i podstawowych wolności bywają pomawiani przez rządowych o donoszenie na Polskę (lecz bez wartości najwyższych: praworządności, praw człowieka, swobód obywatelskich, Polski może nie być). Demaskatora nieprawidłowości łatwo pomówić, ukarać; jego działalność nie jest chroniona immunitetem, jego pozycja jest słaba.

Wsparcie whistleblowingu wymaga budowania w społeczeństwie kultury szacunku dla demaskatora. W raporcie o Getback SA zaleciłem, by rady nadzorcze zadbały o uruchomienie w spółkach bezpiecznych – i gwarantujących anonimowość demaskatorów – procedur whistleblowingu, kierujących informacje do przewodniczącego rady, bądź przewodniczącego komitetu audytu, bądź niezależnego członka rady, bądź audytora wewnętrznego, według wyboru i wygody demaskatora. Zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości w spółce i / lub jej najbliższym otoczeniu powinny być poważnie traktowane i starannie badane (s. 55). Bardziej rozbudowane zalecenie w tej kwestii skierowałem do zarządów spółek (s. 57).

Ostatnio Anna Garwolińska zaproponowała ustanowienie w spółkach instytucji męża zaufania, który gwarantowałby, że wnoszenie skarg lub uwag nie będzie karane. Istotne jest tu słowo zaufanie. Whistleblowing rozwinie się wtedy, kiedy demaskatorzy nabędą zaufanie, że ich zawiadomienia zostaną rzetelnie potraktowane, a społeczeństwo, rynek, spółki, nabędą zaufania do demaskatorów działających w dobrej wierze. Zważywszy powszechny brak zaufania w państwie i społeczeństwie, przyjdzie nam na to pracować długo i bardzo wytrwale.