Miesięczne archiwum: Październik 2019

Dlaczego “Prawo i Sprawiedliwość” nie lubi rynku kapitałowego i co z tego wynika?

  • Rynek jest żywiołem, którego nie można wziąć w karby, narzucać mu decyzji politycznych, wymuszać na nim procesy korzystne dla rządzących;
  • Rynek ma charakter twórczy, kreuje wartości materialne i niematerialne pobudzając rozwój gospodarczy;
  • Im mniej dotkliwa jest obecność państwa w gospodarce, im bardziej roztropne regulacje, tym bardziej korzystne warunki inwestowania na rynku;
  • Rynek rozwija się dzięki silnej własności prywatnej, preferencje dla własności państwa dotkliwie ograniczają swobodną przedsiębiorczość.

Stawką w wyborach jest nie tylko demokracja, także rynek, przedsiębiorczość, inwestycje. Partia nosząca nazwę „Prawo i Sprawiedliwość” nie lubi rynku kapitałowego, nie rozumie natury przedsiębiorczości, nie sprzyja inwestycjom zagranicznym. Dyskurs publiczny pomija te kwestie, toczy się głownie wokół wydarzeń politycznych, lekceważy sprawy gospodarki, zwłaszcza coraz trudniejsze problemy rynku kapitałowego. A ten więdnie, nie rozwija się, ubywa na nim spółek i pieniędzy, ubywa poszanowania dla zasad corporate governance, bez których kapitał nie napłynie.

Polska transformacja gospodarcza wiele zawdzięcza prywatyzacji niektórych składników majątku państwowego. Objęła ona głównie udziały w przedsiębiorstwach państwowych przekształconych w spółki handlowe. Prywatyzowano ostrożnie i odpłatnie. Ostrożność polegała na udostępnieniu zaledwie części udziałów w większych spółkach wprowadzanych na giełdę; jeszcze po latach Skarb Państwa jest w wielu z nich największym akcjonariuszem. Odpłatność, nie zawsze pełna, co było zrozumiałe w świetle okoliczności, była zaprzeczeniem powszechnego rozdawnictwa, którym objęto uprawnionych pracowników. Czarna propaganda o „złodziejskiej prywatyzacji” wyraża nie tylko brak zrozumienia realiów rynku, także – przede wszystkim – złą wolę, zaślepienie.

Rzecz charakterystyczna: o rzekomo złodziejskim charakterze prywatyzacji głośno mówią na przykład panowie Kaczyński i Jędraszewski – reprezentanci środowisk, które najwięcej uwłaszczyły się na państwowym majątku: Porozumienia Centrum sięgającego po składniki RSW Prasa Książka Ruch (z niego wylęgła się partia „Prawo i Sprawiedliwość”), oraz kościoła rzymsko-katolickiego sięgającego z rozmachem po dobra różnorodne i wszelakie. Przeto prywatyzacja byłaby naganna wtedy, gdy nie ubogaca wspomnianych podmiotów

Z czasem prywatyzacja gasła nie dlatego, że już „nie było czego prywatyzować”, jak głosili politycy różnych orientacji, lecz dlatego, że brakło odwagi stawiania czoło potrzebom rynku kapitałowego i gospodarki w ogóle. Wybitny liberał, gorzko doświadczony posługą w polskim banku należącym podówczas do obcego inwestora, rzucił hasło „udomowienia banków”. Wspomniany bank został z czasem „udomowiony” pod rządami PiS. Dla porządku zaproponowałem sprzedanie udziałów państwa w tym banku przez giełdę, można było uzyskać za nie znacznie więcej, niż wyniosły koszty ich nabycia. Propozycja była nierealna, partii rządzącej chodziło nie o zysk wcale, ale o schronienie dla swoich protegowanych obejmujących, często bez należytych kompetencji, wysoko opłacane stanowiska. Dzisiaj kapitalizacja banku jest znacznie niższa niż w chwili przejęcia, ale za to bank jest polski, narodowy, tromtadrata.

Przyczyną, dla której „Prawo i Sprawiedliwość” nie lubi rynku kapitałowego, jest przekonanie kierownictwa partii o wyższości własności państwowej nad prywatną. Własność  państwowa czyni partię rządzącą gospodarzem wielu tysięcy posad dla swoich popleczników, oraz dysponentem środków spółek z udziałem państwa na cele polityczne, choćby gospodarczo niedorzeczne, jak Polska Fundacja Narodowa. Własnością państwową można dowolnie sterować, łączyć Orlen z Lotosem i na dodatek z Ruchem, łączyć studia filmowe, by je tym sposobem upaństwowić, łączyć Bank Pekao z Aliorem (taki był zamiar prezesa PiS), aż w rozpaczy zakpiłem, że jeszcze połączą LOT ze spółkami górniczymi, a samoloty przerobią na węgiel.

W notowanych na GPW spółkach z udziałem państwa (mylnie nazywanych przez media „spółkami Skarbu Państwa”) są wprawdzie także inni akcjonariusze, krajowi i zagraniczni, instytucjonalni i prywatni, niekiedy reprezentują oni łącznie przewagę udziałów, czyniąc Skarb Państwa akcjonariuszem mniejszościowym, lecz ich głos „i tak nic nie znaczy”, zły wspólnik ich lekceważy, zniechęca do współwłasności, narusza ich interesy i dobre obyczaje. Nie widzę powodu, by Skarb Państwa korzystał w spółkach ze swoim udziałem z przywilejów nieproporcjonalnych do jego współwłasności, gdyż ze współwłasności tej korzysta niezgodnie z interesami i owych spółek, i ich pozostałych akcjonariuszy.

Konsekwentnie upominam się o dobre praktyki spółek notowanych na GPW. Przygotowałem pierwszy projekt dobrych praktyk (2001), opracowałem podręczniki stosowania kolejnych edycji dobrych praktyk (2008, 2016), starałem się inspirować rynek w kierunku poszanowania dobrych praktyk. Lecz często słyszą argument, że nie rozumiem specyfiki spółek z udziałem Skarbu Państwa, dla których dobre praktyki są nazbyt wymagające. Oraz że dobrze byłoby opracować odrębny zbiór dobrych praktyk dla spółek z udziałem państwa, któremu trzeba pozwolić na więcej. Odpowiadam na to, że jeżeli dobre praktyki są dla państwa krępujące, niewygodne – niech sprzeda ono swoje udziały w spółkach notowanych, co wyjdzie tym spółkom na dobre. Lub niech ogłosi wezwania na akcje owych spółek, skupi je i wycofa z giełdy, niech z czasem upadną w ciszy. Ewentualnie niech państwo otworzy osobną giełdę dla spółek ze swoim udziałem. Wtedy liderzy partii rządzącej będą mogli nawet wyznaczać kursy walorów spółek, jeżeli dowiedzą się, co to akcja, kwotowanie itd.

Można naśmiewać się z polityka usiłującego rządzić państwem w XXI wieku, który nie odróżnia akcji od obligacji. Lecz PiS nie dlatego nie lubi rynku, że go nie rozumie. Nie lubi rynku, bo wie, że rynek jest żywiołem swobody, którym politycy nie zdołają bez reszty zawładnąć. Z tego wynika dążenie ku minimalizacji rynku kapitałowego, ku systematycznemu osłabianiu giełdy, do skierowaniu jej do handlu innymi walorami, niż papiery spółek. Akcjonariuszy ubywa, więc ich potencjał wyborczy jest w sumie niewielki, niestety. Szkoda: nie tak miało być!

Jak nowojorską Nieustraszoną Dziewczynkę zamieszano w gorszący konflikt

  • Posążek Nieustraszonej Dziewczynki (Fearless Girl) zdobył w mgnieniu oka fenomenalny rozgłos stając się jednym z symboli XXI stulecia;
  • Jego powstaniu przyświecały światłe i szlachetne zamiary promocji kobiet na rynkach kapitałowych oraz spółek zarządzanych przez kobiety;
  • Nie wystarczą dobre chęci, ogromne pieniądze globalnego funduszu i doświadczenie szanowanej firmy reklamowej: sukces został okupiony katastrofą wizerunkową;
  • Płynącą z dzieła twórczą inspirację przesłonił fatalny konflikt między rzeźbiarką a mecenasem przedsięwzięcia, a na procesie skorzystali tylko prawnicy obu stron.  

Tam, gdzie Broadway rozpoczyna swój szlak biegnący na przełaj przez Manhattan, na placyku Bowling Green nazwanym na wyrost parkiem, w 1989 roku posadowiono słynny postument Szarżującego Byka (Charging Bull). Naprzeciw niego, w wyzywającej go pozie, stanęła w 2017 r., statuetka łobuzerskiej Nieustraszonej Dziewczynki (Fearless Girl) z rękoma wspartymi na biodrach. Ogromne wrażenie wywołał kontrast między obu figurami: pędzący kolos waży 3200 ton, mierzy 3,4 m wysokości i rozciąga się na blisko 5 m, Dziewczynka mierzy ok. 1,25 m, ale nie cofa się przed nacierająca bestią, demonstruje gotowość stawienia jej czoła.

Obie rzeźby mają swoje historię. Obie związane są przecież z nowojorskim rynkiem kapitałowym, gdzie często dzieją się niezwykłe wydarzenia. Szarżujący Byk wstąpił na Dolny Manhattan po wielkim kryzysie giełdowym u schyłku lat osiemdziesiątych ub. stulenia. Twórcą jest Alfredo di Modica, który wpierw ustawił dzieło na Wall Street (stąd nazwa Toro di Wall Street), gdzie rzeźbę skonfiskowano jako nielegalną ingerencję w substancję miejską. Gdy byka ułaskawiono, wskazano mu kwaterę na Bowling Green. Stał się jednym z symboli miasta, wyrazem przekonania, że giełda jeszcze nieraz popędzi jak szalona, nie zważając na wszelkie trudności.

Szarżujący Byk to pomnik optymizmu. Nieustraszona Dziewczynka to pomnik feminizmu. Figurkę postawiono na placyku pod osłoną nocy z 7 na 8 marca 2017 r., nie bez związku z Międzynarodowym Dniem Kobiet, ale przede wszystkim – w rocznicę powstania SHE Fund (SPDR SSGA Gender Diversity Index ETF), prowadzonego przez State Street Global Advisors funduszu inwestującego w spółki zarządzane lub współzarządzane przez kobiety. State Street GA to jeden z trzech największych na świecie potentatów zarządzania funduszami. Pragnąc zwrócić uwagę na SHE Fund i swoją politykę wspierania udziału kobiet w radach dyrektorów oraz zasypywania przepaści między wynagrodzeniami mężczyzn i kobiet, fundusz zamówił, za pośrednictwem wielkiej agencji reklamowej McCann New York,  figurkę Nieustraszonej, podobno wydając na to 250 tysięcy USD.

W sprawozdaniu agencji wyliczono, że przy projekcie działało kilkadziesiąt osób (oni potrafią zatrudnić dwadzieścia siedem osób do nakręcenia budzika). Dopiero na końcu tej litanii pojawiło się nazwisko Kristen Visbal, artystki rzeźbiarki, która… Właśnie, jaka naprawdę była jej rola?

Nieustraszona Dziewczynka zrobiła ogromną furorę. Wspomnianej nocy wyładowano ją z samochodu około północy, instalowanie potrwało do świtu, kiedy zaczęto robić sobie selfie z figurką. Wybuchła sensacja, już pierwszego dnia Nieustraszona podbiła media społecznościowe, zyskała miliony wzmianek, fotek, polubień. Niebawem obwołano ja symbolem XXI stulecia. Oraz inspiracją dla dążeń o rzeczywiste równouprawnienie kobiet, ich przywództwo w spółkach, udział w radach dyrektorów, sprawiedliwe płace. Aspiracje ku temu wzbierały latami, teraz przerwały niewidoczną tamę, rozlały się po rynku.

State Street Global Advisors to gigantyczna firma, o której mało kto wie. Nieustraszoną uznano za świetny znak rozpoznawczy. Rozgłos wokół rzeźby pomógł jej patronowi wyciszyć wzburzenie społeczne wywołane dochodzeniem dotyczącym kontrowersyjnej polityki płacowej SSGA względem kobiet i mniejszości. Spółka zapłaciła ponad 300 pracownikom 5 milionów USD, by ich uciszyć i przezwyciężyć kryzys. Odkryto, że figurka ma nieprzeciętną wartość marketingową.

Lecz sławą Nieustraszonej przyszło dzielić się z rzeźbiarką. Fundusz, który nieoczekiwanie wstąpił w rolę mecenasa sztuki, sprzeciwiał się produkcji i wprowadzaniu na rynek niezliczonych kopii i miniatur najsłynniejszej rzeźby naszych czasów. Kiedy doszło do procesu o prawa do figurki, fundusz twierdził, że on jest autorem koncepcji słynnego dzieła, a Visbal została wynajęta do prac wykończeniowych. Artystka twierdziła natomiast, że pomnik stworzyła samodzielnie, ma do niego określone prawa, State Street je kwestionuje, dopuszcza się działania wbrew umowie, usiłuje pozbawić ją możliwości reprodukowania figurki. SSGA replikuje, że chodzi mu jedynie o zapobieżenie sprzedawania kopii dzieła „nieuprawnionym nabywcom”. Agencja reklamowa wspiera swojego klienta dowodząc, że Visbal została wynajęta dopiero kilka tygodni przed odsłonięciem pomnika, więc jej rola była mniej istotna: ot, miała przekształcić model z gliny w odlew w brązie.

Innym powodem do kłótni było wykorzystanie przez rzeźbiarkę repliki Nieustraszonej na 2019 Women’s March w Los Angeles. Takie imprezy nie leżą w centrum zainteresowania instytucji finansowych. Zamiast wzmacniać chwałę bostońskiego funduszu, elektryzująca społeczeństwo rzeźba działa jako manifest praw kobiet. Sąd uwzględnił wiele argumentów Visbal, niemniej kontrowersje nie ustają.

Obraził się twórca Szarżującego Byka. Ponoć Nieustraszona zgasiła dynamikę jego dzieła. Ktoś twierdził, że Dziewczynka nadaje się najwyżej do reklamy hamburgerów. Ktoś dostawił do niej figurkę sikającego psa. Dziewczynkę przeniesiono na Wall Street, przed siedzibę nowojorskiej giełdy, gdzie nadal budzi sensację. Awantura o prawa autorskie i pieniądze zapewne zaciążyła na jej magii. Szkoda. Ale Gender Diversity Goals pozostają wyzwaniem dla wszystkich rynków kapitałowych.

Zdjęcie Bowling Green z domeny publicznej