ALERT: Pod rynkiem tyka bomba! Czy obligacje banków Czarneckiego wysadzą nas w powietrze?

  • Istnieje niebezpieczeństwo, że obligacje wyemitowane przez banki Leszka Czarneckiego zostaną osierocone;
  • W przypadku obligacji Idea Banku, realnie zagrożonego, dotyczy to obligacji o wartości ok. 500 milionów złotych;
  • Jeżeli Getin Bank nie zdoła pozyskać inwestora strategicznego, zagrożenie może dodatkowo objąć obligacje o wartości 1 900 milionów złotych;
  • Spowodowałoby to niewyobrażalne konsekwencje dla inwestorów, rynku obligacji, TFI, GPW, a także PPK, oraz głęboki kryzys zaufania do państwa i jego organów.

Być może tuż za rogiem czeka nas katastrofa. Jeżeli spełni się czarny scenariusz i banki Leszka Czarneckiego nie będą w stanie obsłużyć wyemitowanych obligacji, pogrąży to nie tylko ich obligatariuszy, lecz stopniowo, krok po kroku, cały rynek. Najpierw dotknięty zostanie obrót obligacjami, ucierpią fundusze obligacji, akcjonariusze i klienci banków, nie tylko notowanych na GPW (bo znowu wzrosną już wysokie obciążenia), obligatariusze i akcjonariusze innych spółek, fundusze inwestycyjne, OFE, Giełda Papierów Wartościowych. Kryzys rynku może wstrząsnąć państwem, przekreślić (przecież już nadwerężone kilkoma wydarzeniami) zaufanie do regulatora i nadzorcy, zagrozić Pracowniczym Planom Kapitałowym.

Media chyba nie widzą problemu. Serwisy informacyjne żyją głównie tematami dnia, ich wyobraźnia się sięga przyszłych dni i tygodni. Dlatego eksponują wieść, że Getin Noble Bank wszedł oto do indeksu WIG40, co może być przez laika poczytane za dobrą wiadomość. Martwią się także losem TFI, które zainwestowały spore środki w ZM Henryk Kania, co zaciążyło na wartości aktywów kilku funduszy obligacji. Piszą o „obligacyjnej odwilży”. Lecz istota sprawy tkwi gdzie indziej.

Po pierwsze, zagrożone obligacje podporządkowane Idea Banku znajdują się przede wszystkim w portfelach inwestorów detalicznych. Po drugie, są to często ci sami inwestorzy, którzy utopili swoje środki w papierach Getback SA. Na temat kryzysu tej spółki sporządziłem ogłoszony tutaj raport, wskazuję w nim rozlicznych winnych i współwinnych katastrofy, lecz do tego grona nie zaliczam indywidualnych obligatariuszy. Działali oni w dobrej wierze pokładanej w emitencie, jego inwestorze strategicznym, dystrybutorach papierów, nadzorze nad rynkiem i państwie. Misterny system ochrony interesów obligatariuszy zawiódł na całej linii. To nie powinno się zdarzyć. To nie może się powtórzyć!

Komisja Nadzoru Finansowego pozwalała na sprzedaż obligacji Idea Banku klientom detalicznym. Winę można zwalić na poprzedniego przewodniczącego (ciekawe, co się dzieje w jego sprawie?). Bankom Leszka Czarneckiego zaszkodziły i nadmierne apetyty na ryzyko, i chciwość ich kierownictwa, i koniunktura na rynku, i „afera 1 procenta”. Nawiasem: ów jeden procent zdecydowanie potaniał, co jednak nie jest dobrą wiadomością. Zaszkodziły też – jeszcze nieznane w pełni – konsekwencje zaangażowania Idei Banku w obligacje Getback.

Lecz obligatariusze nie ponoszą odpowiedzialności za sytuację banku. Nie są nimi naiwni inwestorzy w Złoto Kolchidy (Amber Gold). Gdyby doszło do ich pokrzywdzenia w procesie resolution, skutki byłyby fatalne. Inwestor oszukany, a wkrótce potem skrzywdzony, w papiery dłużne nie zainwestuje. Odczuje to boleśnie kilka branż. Najpierw będą to spółki żyjące z kapitału indywidualnych obligatariuszy: przemysłowe, windykacyjne, budowlane. Wkrótce do reszty odpłynie kapitał z funduszy inwestycyjnych, następnie z GPW. Gospodarka pozbawiona wsparcia, opuszczona przez dostawców kapitału, pogrąży się w kryzysie, co ugodzi w dobrostan pokoleń pozbawionych oszczędności i nadziei. 

Także obligacje Getin Noble Banku w lwiej części znajdują się w portfelach indywidualnych inwestorów. Jeżeli bank nie pozyska inwestora strategicznego (a kryzys Idea Banku sprzyja tej fatalnej możliwości), osierocone mogą zostać dodatkowo papiery o nominale 1 900 milionów zł. Bank już od dawna nie spełnia wymogów kapitałowych. Sytuacja obligatariuszy byłaby korzystniejsza, gdyby konieczna interwencja została podjęta wcześniej, gdy kapitały własne banku były wyższe. Ta okazja została stracona.

Oprocentowanie emitowanych przez inne banki obligacji podporządkowanych może wydatnie wzrosnąć w obliczu ucieleśnionego w nich ryzyka. Oznacza to groźbę podwyższenia kosztu pozyskania kapitału. Należący do dużego banku dom maklerski, z którego korzystam, wycofał się od czasu załamania papierów Getback SA, może na stałe, z oferowania wszelkich obligacji.

Zapowiadana możliwość nadejścia katastrofy w następstwie osierocenia obligacji banków Czarneckiego nie ma w sobie owej nuty dramatyzmu, jaka nadała ton kryzysowi Getback SA. Nie ma tu toczącego się wątku kryminalnego – gdyż „afera 1 procent” przecież się nie toczy. Nie ma tu missellingu, który w przypadku obligacji Getback definiowałem jako „oferowanie przez niewłaściwe podmioty, niewłaściwym nabywcom, w niewłaściwy sposób, niewłaściwych walorów”. Z tej strony był tu porządek. Grozy mógłby dodać sprawie powołany przez BFG „Zły Bank”, ale nie zdołał on jeszcze ujawnić swojego charakteru. Wszelako mam nadzieję, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Komisja Nadzoru Finansowego pod nowymi kierownictwami zdołają jeszcze rozbroić minę, która tyka pod rynkiem. Czasu zostało niewiele!

Czytaj także:

2019.03.04 Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego

 

 

2 thoughts on “ALERT: Pod rynkiem tyka bomba! Czy obligacje banków Czarneckiego wysadzą nas w powietrze?

  1. Miłosz Kowalczyk

    Zaczyna Pan wpis od „Być może”, a całość pisze jakby sprawa była dokonana. To Pana interpretacja. Równie wartościowa co deklaratywne chciejstwo przedstawicieli banków.

    Przede wszystkim jeżeli chodzi o płynność, kluczowy jest czynnik LCR, które oba banki utrzymują na ultrawysokim poziomie. Są gotowe na ewentualny odpływ kapitału.

    Druga sprawa to ich kondycja ogólna. To wbrew suchym liczbom, jest całkiem dobra. Getin zapewne zaraz łapie inwestora, do czego zachęcają wyniki pokazujace, że odpisy były bolesne, ale jednorazowe. Kiedy wejdziemy merytorycznie w temat, szybko się okaże, że gdyby nie kryzys płynościowy z listopada rok prawdopodobnie zamknięto by z zyskiem.

    KNF wierzy też w Prezesa Pruskiego i Idea Bank. Wszystkie ruchy ze strony nadzoru pokazują kredyt zaufania. Nie wprowadzono siłowej restrukturyzacji, a powołano kuratora. Mają wgląd i wpływ na plan. To zwiększa prawodopodobieństwo sukcesu koncepcji autosanacji. Szczególnie biorąc pod uwag edobre wyniki innych spółek-córek (Idea Leasing). Złe wyniki tak jak w przypadku Getinu, to odpisy jednorazowe.

    Oba banki zmniejszają już oprocentowanie lokat – oznacza to wprost, że zasysanie z rynku pieniedzy się zakończyło. Teraz następuje faza normalizacji

    Media tym nie żyją, bo w przeciwieństwie do Pana rozumieją powagę sytuacji i nie grzeją atmosfery dla poklasku. Jedyne słuszne tezy jakie Pan stawia to konsekwencje upadku banków LCz. Myli się Pan jednak fundamentalnie w sprawie realizmu ich upadku.

    Odpowiedz
  2. Zbigniew Dudziński

    Tak jest kiedy nie pilnuje się corporate governance, a w zasadzie elementarnej zasady rynku publicznego, że pojedynczy akcjonariusz się nie liczy, a dominujący akcjonariusz robi co chce – ujawnia informacje jakie chce, powołuje do rady nadzorczej kogo chce, a ten (statystyczny członek, nie każdy:)) za 10 tysiecy miesiecznie jest gotów na (prawie) wszystko. Za takie pieniądze nikt (statystyczny) nie wykonana wymaganej zasadami CG pracy. Czekamy na następne bomby 🙁

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *