Alotaż. Orlenino.

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook2

Prezesem wielkiego koncernu zostaje człowiek bez kwalifikacji, bez doświadczenia. Wysłano światu sygnał: Polska jest osobliwa, rozpaczliwie zamyka się w sobie, trzymajcie się z daleka.

Ostatnio żyję w innym wymiarze: pracuję nad podręcznikiem Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW 2016, zajmuje to mnóstwo czasu, więc wydarzenia świata zewnętrznego śledzę mniej pilnie niż zwykle. Przeglądając codziennie gazety nabrałem przekonania, że prezes Orlenu ustąpi; czytałem również, że na jego miejsce typowany jest Wojciech Jasiński, ale – naiwny! – nie dawałem wiary tym pogłoskom. Cokolwiek bowiem można o panu Jasińskim napisać, a można raczej niewiele, bo jego życiowy dorobek nie prezentuje się imponująco, przecież nikt nie użyje słów „osobowość”, „menedżer”, „przywódca”. To postać z drugiego planu, z gospodarką rynkową nie miał wiele do czynienia, chociaż podobno kiedyś pracował w sklepie pod Płockiem, a później kierował nieprzejrzystą spółką prowadzącą interesy jego partii. Czytałem, w co trudno uwierzyć, że proponowano mu do wyboru prezesurę Orlen lub KGHM, tu miałby zastąpić Jacka Krawca, doświadczonego przecież menedżera, tam dr. hab. Herberta Wirtha, wybitnego geologa. Widać, że kwalifikacje pana Jasińskiego oceniono wysoko – nadaje się do wszystkiego. Jak Gowin, jak Gliński z tabletu.

Przypadek kupca spod Płocka wyniesionego wysoko skłania do przypomnienia przypadku poczciwego nauczyciela z Rzeszowa, który pod rządami AWS niespodziewanie został prezesem ZUS, instytucji o wielkich przepływach finansowych. Jego nazwisko posłużyło mi za inspirację do ukucia terminu „ALOTAŻ”, oznaczającego wielki, niezasłużony awans na odpowiedzialne stanowisko osobnika bez kwalifikacji i doświadczenia. Z czasem alotaż poszedł w zapomnienie, powoływano bowiem na stanowiska osoby, które najczęściej coś sobą reprezentowały, ale pan Jasiński i jego komilitoni zawracają kijkiem biegi rzek.

Inne słówko z mojego historycznego słownika to „ORLENINO”,krzyżówka nazw Orlen i Lenino, bo o płocki koncern niegdyś trwały niezłe naparzanki, jak wcześniej pod Lenino. Najpierw Orlen z powodzeniem został upubliczniony, później patrol policyjny zatrzymał prezesa koncernu (o którym zresztą wszelki słuch zaginął), jeszcze później prezydent i Jasiu spisywali swoich kandydatów do rady nadzorczej Orlenu i zamienili kartki z nazwiskami, niby żeby nie było wiadomo, kto jest czyj. Kiedy jasiowy rozsiadł się w fotelu przewodniczącego rady Orlenu, państwo postanowiło odwojować, co sprzedało. Mieliśmy też w Orlenie klasyczny przykład kumoterstwa i alotażu: prezesem został w swoim czasie Piotr Kownacki, znajomy jednego z braci („Państwo to ja z bratem”) Kaczyńskich. Wyjaśniał on nieśmiało, że musiał sięgnąć po jakąś posadę, bo ma wydatki, przecież kształci dzieci. Przynajmniej był kulturalny, wielkich szkód nie narobił. Teraz drugi z braci namaścił swojego kolegę. Historia zatacza koło, alotaż wraca do Orlenino. Partia rządząca wysyła sygnały, że Polska, dotychczas dumna, przyjazna dla świata, gotowa do współpracy, ostatnio zmienia oblicze, przygarbiła się, zwiesiła głowę, odwraca się od świata, z hukiem zatrzaskuje za sobą dziewiąte wrota.

Niełatwo wyrazić opinię o radzie nadzorczej, która dokonuje takiej osobliwej nominacji. Odmówią powołania Jasińskiego – stracą posady, Skarb Państwa migiem zastąpi ich innymi, a dokazywać potrafi, w swoim czasie przepchnął do rady nadzorczej Orlenu wójta pobliskiej gminy. Kiedyś głośny był przypadek nagłego odwołania z rady szanowanego na rynku eksperta, ponieważ był niezależny.

Dobre praktyki spółek notowanych na GPW 2016 kładą nacisk na należytą obsadę zarządów i rad nadzorczych. Standardem są wysokie kwalifikacje i doświadczenie. Spółki z udziałem Skarbu Państwa nie są wyjęte spod działania dobrych praktyk. Orlen jest spółką z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa, jest przy tym spółką notowaną, z własnej woli poddaną dobrym praktykom. Przez lata śledziłem wydarzenia w spółce i wokół niej, dochodząc z czasem do wniosku, że wiele zmienia się na lepsze. W spółce. W Polsce. Dlatego smuci mnie, że dzisiaj tak wiele zmienia się na gorsze.
Smuci mnie także, jak media przyjęły zamianę Krawca na Jasińskiego. Otóż najwięcej uwagi poświęcono kwotom, jakie Krawiec unosi ze spółki. Są to, przyznaję, ogromnie pieniądze. Ale skupienie się na nich sprowadza dziennikarstwo na poziom bruku. Polityka już tam jest.

Czytaj także:
2004.07.05 Spółka specjalnej troski
2013.11.07 Kto pamięta Orlenino?

Dodaj komentarz