Alotaż [2000]

Substancja Skarbu Państwa oddawana jest pod wpływy polityczne. Zgodnie z prawem. Lennym!
Alotaż to misterium wielkanocne wywodzące się z tradycji lenna. Na rozkaz księcia wasal z pomocą halabardników osadza zausznika na posadzie. Tym razem poszło o fotel szefa Totalizatora. Zmianę zapowiadano od pewnego czasu. Strach padł na graczy, kiedy do kierowania firmą pretendował Stanisław Alot. Nie zgadzały mu się liczby w ZUS, czy zgodzą się w toto-lotku? Ostatecznie do Totalizatora alotowany został prezes PZU. W macierzystej firmie zawieszony w czynnościach (formalnie nie stanowi to przeszkody do objęcia posady gdzie indziej).

Co łączy PZU z Totalizatorem? Z obu firm można czerpać pieniądze na wybory. W lutym 1999 ‘Polityka’ ogłosiła raport o „Kraju rad (nadzorczych)”. Autorzy wyjaśnili, dlaczego minister Skarbu Państwa poszerzył zakres działania Totalizatora o… poligrafię: „Jeśli Totalizator drukowałby plakaty propagandowe na kampanie wyborczą, nie byłoby kłopotów z rozliczaniem kosztów – firma przynosi duże zyski z całkiem innej działalności. Można też, jak np. PZU, wspierać małe, politycznie zaangażowane wydawnictwa, zamieszczając w nich ogłoszenia”. Święte słowa.

Minister mógł dokonać zmian w składzie rady Totalizatora. Rada mogła odwołać prezesa i powołać nowego. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Zwłaszcza lennym. Tyle, że w wiekach średnich nie dbano o standardy życia publicznego, o przestrzeganie zasad porządku korporacyjnego. Panowała hierarchia wasalna. Co udzielny książe kazał, wasal musiał (korektora proszę, by wasala nie zmienił w wąsala). Mało zmieniło się od tego czasu. Najpierw minister – wasal wymienia radę nadzorczą, czyli halabardników. Następnie halabardnicy wykonują powierzone im zadania. Jeden z nich ma już wprawę. Niedawno psocił w PKO bp, gdzie także dobył broni przeciwko kompetentnemu prezesowi. Był czwartą halabardą, lecz widać spisał się, bo w Totalizatorze awansował na pierwszą. Z prawej strony.

Czytelnik gotów pomyśleć, że zachowuję się nieelegancko, postponując radę przezwiskiem „halabardnicy”. Wytłumaczę swoje stanowisko. W takich przypadkach rada nie odgrywa roli przypisanej jej przez kodeks. Statystuje jedynie na scenie. Lojalność wobec wspólników (jedynym jest Skarb Państwa, lecz to niczego nie zmienia) zamieniła na dyspozycyjność. Dyspozycyjna rada nie dba o dobro spółki, ani o interes właściciela, ale o personalia. Wymieniono ją właśnie dlatego, by jej rękami osadzić na stołku upatrzonego prezesa. Nie sądzę, by potem rada patrzyła prezesowi na ręce. Sprawdzała, czy pod stołem nie podpisuje czegoś (a potrafi). Wprawdzie kodeks stanowi, że „rada nadzorcza zobowiązana jest wykonywać stały nadzór nad działalnością spółki we wszystkich gałęziach przedsiębiorstwa”, lecz w spółkach, w których rządzi polityka, są gałęzie rodzące owoce dla rady zakazane!

Alotażu dokonuje się nie tylko, by alotowany miał posadę, lecz także, by mógł zadbać o posady dla swojej drużyny, bądź o korzyści stronników, bądź o inwestowanie środków powierzonych jego pieczy w przedsięwzięcia miłe wasalowi lub udzielnemu księciu, bądź o wszystkie te intraty naraz. Przedstawia się to radzie jako działalność całkiem prawidłową i prowadzoną w interesie spółki. Członkowie rady wcale niekoniecznie dobierani są akurat na podstawie szczególnych kwalifikacji do sprawowania nadzoru. Kiedy niezależne sprawozdania piętnują Polskę jako kraj korupcji, rozglądamy się dokoła z oburzeniem: kto komu wręczył łapówkę? Ale autorom sprawozdań chodzi nie tylko o grube koperty. Korupcja niejedno ma imię. Nie jest w porządku, gdy wasal cichaczem pobiera pożytki od banku rakuskiego. Cichaczem, bowiem sprawa kredytu z Raiffeisena nie została należycie wyjaśniona. Nie jest w porządku, gdy rząd rozdaje intratne posady, a z każdą – cząstkę Rzeczypospolitej.

Kapitał omija rynki, na których panuje korupcja. Kiedy partie polityczne dzielą kraj na strefy swoich wpływów i delegują aktyw do rad nadzorczych i zarządów spółek – dopuszczają się korupcji politycznej, w niczym lepszej od korupcji kryminalnej. Alotowanie swoich na posadach godzi w publiczne dobro. Podział państwa na suwerenne domeny wpływów partii jest jak rozdrobnienie dzielnicowe. Stąd analogia z lennem.

Piętnowano podobne praktyki poprzednich koalicji, od „bandy spoconych chamów w pogoni za władzą” (PC) po „skoki na kasę” w wykonaniu dzielnej braci z PSL. Poczynania te budziły grozę. Obecne budzą przede wszystkim drwinę. Zjawisko oddawania substancji Skarbu Państwa pod wpływy polityczne nazwałem alotażem. Kiedyś zatrą się w pamięci polityczne powiązania byłego prezesa ZUS, brak kompetencji, bałagan. Przetrwa jego niezmącony uśmiech. Więc może przetrwa też ukuty tutaj termin? Oby nie praktyka alotażu!

2000.04.25 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Dopisane po latach, w listopadzie 2013 roku:
1. Wycofuję uwagę na temat korupcyjnego charakteru „kredytu z Raiffeisena”. W świetle dokonanych później przeze mnie ustaleń stwierdzenie ocierało się o insynuację.
2. Czepiałem się halabardnika. O, ironio historii! Czytelnikowi, który pierwszy odkryje, co ów halabardnik robi dzisiaj, gdzie prezesuje, ofiaruję flaszkę dobrej szkockiej.

Czytaj także:
2013.11.07 Kto pamięta Orlenino?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *