Bezwartość nominalna

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Lekceważenie znaczenia wartości nominalnej akcji dopuszczonych do obrotu prowadzi do degeneracji rynku.
Jej przejawem znaczący i rosnący udział śmieci na parkiecie.

W obrocie giełdowym rzadko zwracamy uwagę na wartość nominalną akcji. Wydaje się ona pojęciem zakotwiczonym gdzieś daleko w tle, w przepisach mniejszego znaczenia, do których zagląda się rzadko. Takie rozumowanie jest błędne i niebezpieczne. Błędne, ponieważ wartość nominalna jest wartością prawdziwą i trwałą, podczas gdy notowania podlegają burzliwym wahaniom. Niebezpieczne, ponieważ lekceważenie znaczenia wartości nominalnej akcji dopuszczonych do obrotu prowadzi do degeneracji rynku. Jej przejawem znaczący i rosnący udział śmieci na parkiecie.

Definicję pojęcia wartości nominalnej akcji dał w charakterystycznej dla siebie manierze prof. Maurycy Allerhand, ceniony komentator Kodeksu handlowego z 1934 r., autor zdań długich, zawiłych, pisanych archaiczną już polszczyzną, ale logicznie spójnych. By ułatwić współczesnym lekturę barokowego wywodu, rozbijam cytowany fragment (!) zdania na czynniki pierwsze:
 „wartość nominalna niczego innego jednak nie wyraża, jak tylko to, że co najmniej taka suma, na jaką akcja opiewa, musi być wniesiona [do spółki – przyp. ASN] czy to w gotówce, czy też we wkładach niepieniężnych,
 akcja może bowiem mieć większą lub mniejszą wartość,
 a także jej wartość rzeczywista może być wyższa lub niższa od sumy nominalnej;
 akcja ma wyższą wartość od sumy nominalnej, jeżeli spółka oprócz pełnego kapitału akcyjnego posiada rezerwy, bo i te stanowią majątek spółki,
 ma zaś mniejszą wartość od nominalnej, gdy majątek spółki zmniejszył się wskutek poniesionych strat lub wskutek spadku wartości przedmiotów, które do spółki należą”.

Prawo wyznacza i przesuwa próg
Współcześnie wartość nominalna akcji jest szczegółowo uregulowana w przepisach. Rzecz jasna, wszystkie akcje spółki mają równą wartość nominalną. Kodeks spółek handlowych bezwzględnie wymaga, by statut spółki określał wartość nominalną akcji (oraz ich liczbę ze wskazaniem, czy akcje są imienne, czy na okaziciela). Wartość nominalna akcji powinna być wyrażona w walucie polskiej. Akcje nie mogą być obejmowane poniżej ich wartości nominalnej. Jeżeli akcje są obejmowane po cenie wyższej od wartości nominalnej, nadwyżka powinna być uiszczona w całości przed zarejestrowaniem spółki. Zatem cena emisyjna akcji może być wyższa, ale nie może być niższa od jej wartości nominalnej, natomiast prawo nie interweniuje, jeżeli cena akcji w obrocie wzrośnie albo spadnie, nawet znacznie, względem wartości nominalnej. Kodeks handlowy z 1934 r. dopuszczał jeszcze akcje użytkowe bez określonej wartości nominalnej, Kodeks spółek handlowych z 2000 r. zastąpił tę instytucję świadectwami użytkowymi; dzięki temu zniknęło osobliwe pojęcie akcji bez wartości nominalnej.

Prawo nie określa maksymalnej wartości nominalnej akcji, natomiast wyznacza minimalną wartość nominalną, podwyższa ją lub obniża. Niekiedy wynika to ze zmian wartości pieniądza. Wysoka inflacja zapewne, a hiperinflacja z pewnością, spotka się z reakcją w postaci podwyższenia minimalnego progu wartości nominalnej akcji; tak było w roku 1990, kiedy podwyższono minimalną wartość nominalną akcji ze stu zł do dziesięciu tysięcy zł. Denominacja złotego w stosunku 10 000:1 sprowadziła w 1995 r. minimalną wartość nominalną akcji do 1 zł.

Odpędzanie „ogółu” od spółek!
Niekiedy jednak decyzje w tej materii są warunkowane politycznie. Jeżeli górę wezmą względy ostrożnościowe, jeżeli przeważy dążenie do zapewnienia stabilności rynku i elitarności jego uczestników – minimalna wartość nominalna akcji zostanie wyznaczona wysoko. Jeżeli zaniechamy ostrożności, otworzymy rynek kapitałowy dla uczestników pozbawionych kapitału – minimalna wartość nominalna bywa sprowadzana do absurdalnie niskiego poziomu.

Wspomniany już prof. Allerhand był zwolennikiem pierwszego z tych rozwiązań. Oto co pisał na temat Kodeksu handlowego (i znowu rozkładam zdanie na części, by Czytelnikom ułatwić podążanie za rozumowaniem, kontrowersyjnym, lecz bardzo ciekawym):
 „Ustawa wprowadza pewne minimum dla akcji, bo nie chce dopuścić do tego, aby szeroki ogół uczestniczył w spółce akcyjnej,
 co byłoby możliwe w razie, gdyby akcja opiewać mogła na kwotę bardzo niską;
 dopuszczenie wydawania akcji na kwoty nieznaczne prowadziło do nadużyć,
 bo nabywca akcji, na drobną kwotę opiewającej, nie był obeznany ze stanem majątkowym spółki akcyjnej
 i nie rozporządzał też środkami, aby zbadać akt założenia,
 a to wykorzystali założyciele i wydawali masowe ilości akcji, których rzeczywista wartość nie odpowiadała kwocie nominalnej,
 a jeżeli nawet wartość była prawdziwa, to akcjonariusz nie otrzymywał żadnej dywidendy,
 bo akcjonariusze drobni nie troszczyli się o losy spółki,
 wskutek czego założyciele i przez nich ustanowiony zarząd obracali nieraz zysk na koszty administracji”.

„Ogół” bohaterem transformacji
W dzisiejszych czasach założenie, że „szeroki ogół” nie powinien uczestniczyć w
spółce akcyjnej, jest politycznie niepoprawne i nie da się utrzymać. Przeciwnie: szeroki ogół jest zachęcany do inwestowania na rynkach kapitałowych. Przecież bez szerokiego ogółu i jego skromnych środków nie doszłoby w Polsce do udanej transformacji gospodarczej, w tym prywatyzacji, począwszy od „pierwszej piątki” odważnie zawierzonej drobnym (bo innych nie było) ciułaczom, przez niefortunny program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, po akcjonariat obywatelski. To dzięki szerokiemu ogółowi, nie dysponując ani kapitałem, ani „izmem”, zbudowano kapitalizm w Polsce i wielu krajach regionu.

Wysoka wartość nominalna akcji wydawała się niesprawiedliwa, ponieważ blokowała ludowi dostęp do dobrodziejstw rynku kapitałowego. Lecz rynek kapitałowy nigdy nie był, nie jest i nie będzie, oazą sprawiedliwości, przynajmniej tej ludowej. Zresztą wysoka (na owe czasy) wartość nominalna akcji Banku Śląskiego nie powstrzymała szerokiego ogółu przed wystawaniem w kolejkach celem złożenia zapisów na trzy akcje.

Natomiast miał Allerhand rację, że drobny akcjonariat nie będzie obeznany ze stanem majątku spółki, nie będzie też miał w spółce wiele do powiedzenia. Rozproszenie i rozdrobnienie akcjonariatu często skutkuje niewłaściwym wykorzystywaniem majątku spółki. Najlepszym tego przykładem jest program NFI. Lecz do takiej plagi dochodzi także w innych okolicznościach, nawet kiedy udziałowcami spółki są inwestorzy instytucjonalni, fundusze emerytalne i inwestycyjne. Zdarza się otóż, wcale nie tak rzadko, że fundusze, mimo znaczącej pozycji w spółce, tracą orientację, co naprawdę się w niej dzieje. Rzecz nie w różnicy między inwestorem drobnym i znaczącym, lecz w różnicy między inwestorem aktywnym i biernym, apatycznym.

Zaśmiecanie parkietu
Kodeks spółek handlowych z 2000 r. ustalił minimalną wartość nominalną akcji na 1 zł. Nowelizacja Ksh z 2003 r. sprowadziła tę wartość do 1 gr. Obniżenie minimalnej wartości nominalnej akcji w stosunku 100:1 uważam za poważny błąd. Legislator wykazał się na równi straceńczą odwagą i brakiem wyobraźni co do następstw takiego kroku. Miał on dwa aspekty: giełdowy i monetarny.

Aspekt giełdowy polegał na próbie rozpaczliwego ułatwienia spółkom pozyskiwania kapitału poprzez oferty publiczne, przede wszystkim wtórne. Spółki wchodziły do notowań po zawyżonych cenach z oferty pierwotnej, kurs ich akcji z czasem mocno spadał, aż stabilizował się na poziomie poniżej ówczesnej minimalnej wartości nominalnej akcji. W rezultacie, spółki te traciły zdolność emisyjną: potrzebowały pilnie kapitału na przetrwanie, nie mogły emitować akcji po cenie niższej od wartości nominalnej, a obejmowanie akcji oferowanych po cenie wyższej od tego progu nie miało ekonomicznego uzasadnienia. Próg obniżono więc po to, by przedłużyć agonię nieszczęśników, ponuro egzystujących w dolnych stanach tabeli notowań. Przy okazji pojawiły się argumenty, jakoby splity wartości akcji, owocujące wysypem groszówek, miały pobudzić obrót… Zjawiska te występują szczególnie wyraziście na rynku New Connect.

Projektodawcom zmiany chodziło o coś innego. Uzasadnienie projektu ustawy zapowiadało usprawnienie funkcjonowania spółek a jego przejawem miało być ułatwienie spółkom obniżania kapitału zakładowego z pominięciem umarzania akcji. Spodziewano się, że praktyka wykorzysta obniżenie wartości nominalnej akcji „jedynie w niezbędnym dla niej zakresie”. No, niestety.

Co do grosza!
Grosz ma dzisiaj nikłą wartość, monety o tym nominale występują w obiegu głównie jako reszta wydawana przy zakupie towarów, których cena zawiera końcówkę 99 groszy. Gdyby nie akcje niskowartościowych spółek, nie można byłoby w Polsce niczego kupić za grosz. Natomiast akcje za grosz maja swoich amatorów: otóż wiadomo, że nie potanieją, a każdy wzrost ich wartości to co najmniej 100 procent. Na takich fundamentach optymizmu opiera się polska giełda.

Aspekt monetarny polega na tym, że kiedy wreszcie (czy tego dożyję?) walutą polską stanie się euro, napotkamy na problemy związane z przeliczaniem wartości akcji z groszy na centy. Małe są szanse na to, że wymiana walut nastąpi po kursie 1:1. Przyjdzie nam więc przeliczyć minimalną wartość nominalną akcji na, powiedzmy, 0,0024 centa, by poprzestać na czwartym miejscu po przecinku; na szczęście, wartość nominalna akcji nie musi być wyrażana w kwotach okrągłych. Albo przyjdzie nam wymusić na spółkach tzw. odwrotny split, czyli złożenie kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu, kilkuset) akcji w jedną. Koszt takiej operacji byłby zapewne wyższy od korzyści uzyskanych w swoim czasie przez rozdrobnienie akcji, jeżeli – w co przecież wątpię! – rozdrobnienie jakieś prawdziwe korzyści przyniosło.

2013.01.26 tekst został ogłoszony w Parkiecie
Czytaj także:

2013.07.09 Grosz z dziurką
2013.01.04 Złamany grosz

Dodaj komentarz