CalPERS po polsku [2002]

Kalifornijski gigant przybywa na polski rynek z mirem i złotem. Kadzidło mamy własne.

W trudnych czasach przeważają złe wiadomości, lecz oto, niczym łaska, spływa na nas bardzo dobra! Na polski rynek zamierza wejść CalPERS, jeden z największych w świecie funduszy emerytalnych, uznany rzecznik porządku korporacyjnego. Wraz z funduszem zawita do Polski nowe podejście do praw inwestora. Stary porządek już trzeszczy. Niech runie. Nie warto go żałować. Polska jest rynkiem nieprzyjaznym dla mniejszościowych akcjonariuszy. Szczególnie niekorzystnie bywają traktowani inwestorzy finansowi. Nie tylko przez zarządy wielu spółek, widzące w nich spekulantów. Także przez sądy. Wokół inwestujących w rachityczną polską gospodarkę powstaje klimat przypominający czasy Inspekcji Robotniczo–Chłopskiej. Nic dziwnego, że niektórzy inwestorzy pakują już manatki. Teraz sytuacja może ulec zmianie. Amerykański fundusz uwiarygodni giełdę, a wkrótce ją przeobrazi.

Kalifornijski fundusz emerytalny pracowników publicznych (California Public Employees’ Retirement System) jest największym w USA i trzecim w świecie funduszem emerytalnym. Dysponuje on aktywami o wartości przekraczającej 150 miliardów USD. Wywiera on ponadto wyjątkowy wpływ na światowe rynki. Albowiem CalPERS nie tylko inwestuje. Przede wszystkim – kreuje trend. Zmierza on ku rozbudzeniu akcjonariuszy, wyzwoleniu ich aktywności, poskromieniu zachłanności zarządów i inwestorów strategicznych, krzewieniu dobrej praktyki sprzyjającej przejrzystości rynku i właściwemu zachowaniu spółek. Fundusz kieruje się czytelnymi zasadami, jest stanowczy i nie waha się zawlec do sądu zarządu, który niesłusznie napycha sobie kieszenie, lub nadzoru, który zaniedbuje obowiązki. Największa zaleta funduszu polega na tym, że z góry wiadomo, czego można się po nim spodziewać. Charakteru!

Po pierwsze, CalPERS stawia wymagania. Są one adresowane do wszystkich rynków, na których fundusz działa i dotyczą rozwijania zasad dobrej praktyki, którymi mogą kierować się członkowie zarządów i rad nadzorczych. Kto nie kieruje się takimi zasadami, nie zobaczy pieniędzy funduszu. Po drugie, fundusz egzekwuje te wymagania. Przekształca środowiska inwestycyjne, w których działa. Pobudza procesy zmierzające ku poprawie porządku korporacyjnego nawet na tak rozwiniętych rynkach, jak Niemcy i Japonia. Po trzecie, CalPERS uskrzydla inwestorów, promując ich aktywne zachowania. Wspiera ich swoim wyjątkowym mirem.

Nie przypuszczam, by CalPERS skierował na polski rynek obfity strumień złota. Wartość inwestycji w akcje kilku wybranych spółek zapewne długo nie przekroczy kilkudziesięciu milionów USD. Lecz ciężar gatunkowy takich inwestycji będzie wręcz wyjątkowy. CalPERS w gronie akcjonariatu jest jak piękny brylant w kolii: rzuca się w oczy i uszlachetnia. Gdzie fundusz inwestuje, inni akcjonariusze czują się znacznie lepiej. Wiedzą, że trudniej będzie ich oszukać. Fundusz znajduje przeto naśladowców wtedy, kiedy inwestuje w spółkę. Znajduje ich zwłaszcza wtedy, kiedy ze spółki wychodzi. Jak wielu znaczących inwestorów finansowych, CalPERS często poprzestaje na przejęciu 1% kapitału spółki (w amerykańskich warunkach bywają to inwestycje rzędu setek milionów dolarów) i uważnie obserwuje jej zachowanie. Fundusz mistrzowsko posługuje się środkami dyplomatycznymi, wykorzystując dyskretne instrumenty nacisku na zarząd i nadzór, ale w potrzebie potrafi przemówić pełnym głosem, zjednać sobie opinię publiczną, zmobilizować akcjonariat, sięgnąć po środki prawne.

Kalifornijskiego giganta nie można porównywać z polskimi funduszami emerytalnymi. Chodzi nie tylko o grubość portfela. Liczą się zwłaszcza warunki i skala działalności. Potęga inwestorów finansowych polega przecież na tym, że mają oni nieograniczone możliwości inwestycyjne, a przy tym mogą szybko wyjść ze spółek, na których się zawiedli, zaś przede wszystkim mają dokąd pójść ze swoimi pieniędzmi. Polskie fundusze emerytalne działają na słabym lokalnym rynku, więc osiągają taki poziom zaangażowania w wybranych spółkach, że trudno im je opuścić, a zresztą – nie mają dokąd iść. Ani, jak CalPERS, nie wyruszą w świat, ani, jak CalPERS, nie zrobią porządku dokoła siebie. Zbyt skrępowane są różnorodnymi ograniczeniami. Oznacza to, że przyszli emeryci mają skromne szanse na pomyślność.

Potrzebna jest więc poważna dyskusja nad sensem trzymania funduszy emerytalnych na krótkiej smyczy. Zamiast niej mamy w mediach festiwal prezesa Cezarego Mecha, który demonstruje zadowolenie z siebie i polityki UNFE. Jak można sobie samemu tak kadzić? To całkiem jakby gdyby autor tych felietonów wychwalał pod niebiosa ich zalety. A miałby pretekst po temu, ponieważ właśnie mijają dwa lata, odkąd „Rada nadzorcza” zagościła w tym miejscu co tydzień.

Tekst ogłoszony 4 marca 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka w cyklu „Rada nadzorcza” (III 2000 r – X 2002 r.).

Czytaj także: 2003.04.28 CalPERS, bicz rynku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *