Archiwum kategorii: Facecje

Powiedzonka z wdziękiem (V): O pieniądzach

• Gdyby nie było kobiet, pieniądze nie miałyby sensu (Arystoteles Onassis 1906-1975, miliarder, armator, amator kobiet)
• Gołe saldo nie jest sexy (Pierwsze prawo ASN 1943–)
• 80% swoich środków wydaję na kobiety, dobre alkohole i cygara, zaś resztę – wstyd przyznać – trwonię (Bolesław Wieniawa Długoszowski 1881-1942, lekarz, generał, dyplomata)
• Chociaż pieniądze są bardzo przydatne, nie ma dowodów, by mogły czynić cuda (Walter Bagehot 1826-1877, publicysta, twórca „The Economist”)
• Lepiej mieć stały dochód, niż być czarującym (Oskar Wilde 1854-1900 poeta, dramaturg)
• Różnica między mężczyznami a chłopcami ze szkolnych ławek tkwi tylko w cenie ich zabawek (The difference between men and boys lies only in the price of toys – przywiezione z USA)
• Demoralizacja łatwo zdobytym pieniądzem jest szybsza niż trudno zdobytym pieniądzem (Jan Englert 1943–, aktor, reżyser, profesor)
• Publiczne pieniądze są jak woda święcona: każdy chce umoczyć w nich ręce
(przysłowie hiszpańskie)
• Jeżeli potrzebujesz grosik, weź sobie. Jeżeli potrzebujesz dwa, weź się do pracy (If you need a penny, take one; if you need two, take a job – napis przy miseczce pełnej jednocentówek w sklepiku w Baltimore)
• Pieniądze uwalniają od przymusu robienia rzeczy, których się nie lubi. Ja akurat nie lubię prawie wszystkiego, więc bardzo mi się przydają (Groucho – czyt. Graczo – Marx 1890-1977, aktor, komik, najsłynniejszy z Braci Marx)
• Inflacja jest jak pasta do zębów, którą łatwo wycisnąć z tubki, ale wcisnąć z powrotem nie sposób (Karl Otto Poehl 1929-2014, ekonomista, szef Bundesbanku)
• Lepiej, kiedy arystokrata robi pieniądze, niż kiedy pieniądze robią arystokratę (ASN)
• Pieniądze służą temu, by móc przestać zamartwiać się nimi (Louis Aragon 1897-1982, pisarz, zwolennik komunizmu)
• Pieniądze nie kupią zaufania. Człowiekowi, któremu nie ufam, nie pożyczyłbym pieniędzy nawet pod zastaw wszystkich obligacji chrześcijańskiego świata (John Pierpont Morgan 1837-1913, finansista, wybitny bankier)
• Pożycz mi na rewers tysiąc funtów na trzy miesiące. Gdybym nie oddał, zatrzymaj sobie rewers (Groucho Marx)
• Wielu ludzi mówi prawdę twierdząc, że pogardzają bogactwem, lecz zazwyczaj mają oni na myśli bogactwo innych ludzi (Charles Colton 1780-1832, pisarz, duchowny)
• Gotówka jest faktem, reszta to opinie (brytyjskie)
• Nie sztuka o fantazję, kiedy się ma pieniądze. Sztuka o pieniądze, kiedy się ma fantazję (anonimowe)
• Cóż mamy począć, skoro nie mamy piniędzy? Musimy założyć bank (What a remedy is there if we have no mony? We must erect a bank – William Paterson 1658-1719, twórca Banku Anglii)
• Skoro nie mamy pieniędzy, musimy myśleć (Ernest Rutherford 1871-1937, chemik i fizyk, noblista)
• Bogu ufamy. Pozostali płacą gotówką (anonimowe)
• Człowiek robi pieniądze. Pieniądze nie robią człowieka (wschodnie)
• Będąc młodym przypuszczałem, że w życiu najważniejsze są pieniądze; teraz, będąc starym, wiem to na pewno (Oskar Wilde – nie zdążył być starym, został przedwcześnie wpędzony do grobu)
• Pieniądze są jak seks: myślisz o nich nieustannie, gdy ci ich brakuje – i myślisz o czymś innym, gdy je masz (James Baldwin 1924-1987, powieściopisarz)
• Żyje się za pieniądze, ale nie należy żyć dla pieniędzy (Nicholas de Chamfort 1741-1794, pisarz, aforysta)
• Za pieniądze nie można kupić szczęścia, lecz można kupić władzę (Mark Green 1945–, prawnik, polityk)
• Pieniądz nie kłamie (ASN)
• Pieniądz jest bezwonny, ale się ulatnia (Stanisław Jerzy Lec, właśc. S.J. baron de Tusch-Letz 1909-1996, aforysta)
• Pieniądze nie dają szczęścia, dopiero zakupy (Marylin Monroe, właśc. Norma Jeane Martensen 1926-1962, gwiazda i legenda)
• Masz wybór: albo nauczysz się, jak sobie radzić z pieniędzmi, albo jak sobie radzić bez pieniędzy (dydaktyczne)
• Kto sądzi, że pieniądze sprawią wszystko, zapewne uczyniłby wszystko dla pieniędzy
(George Savile 1633 -1695, 1. markiz Halifax, polityk)
• Bogacz to biedak, ale z pieniędzmi (W.C. Fields, właśc. William Claude Dunkenford 1880-1946, aktor i pisarz)
• Lepiej, kiedy arystokrata robi pieniądze, niż kiedy pieniądze robią arystokratę (ASN)
• Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy! Tylko trzeba mieć na nie pieniądze (mądre, anonimowe)
• Ludzie wydają pieniądze, których nie mają, na rzeczy, których nie potrzebują, by zaimponować tym, których nie lubią (Danny Kaye 1913-1987, aktor)
• Inflacja to powód, dla którego musisz przeżyć ten rok za pieniądze, jakie zarabiałeś w zeszłym (znane)
• Złoty klucz otwiera wszystkie drzwi (brytyjskie)
• Rząd nie rozwiązuje problemów, on je tylko dofinansowuje (Ronald Reagan, 1911-2004, 40. prezydent USA)

Czytaj także:
2015.06.13 Powiedzonka z wdziękiem IV: O podatkach
2014.08.11 Powiedzonka z wdziękiem III: O doradztwie
2014.03.23 Powiedzonka z wdziękiem II: O giełdzie
2014.02.15 Powiedzonka z wdziękiem o radzie nadzorczej i jej członkach

“Zasadniczo nie wnoszę pretensji”

Obrzydliwie seksistowskie powiedzenie: „Przekłady są jak kobiety – im brzydsze, tym wierniejsze” zawiera sporo prawdy. Mając wybór pomiędzy przekładem niewiernym albo brzydkim staję na stanowisku, że lepiej w ogóle unikać przekładania fachowych terminów jeżeli są one należycie rozumianych przez wszystkich, którzy się nimi posługują. Dlatego swobodnie używam terminu corporate governance w mowie i w piśmie, a przez kilka lat byłem także wydawcą i redaktorem kwartalnika PID „Przegląd Corporate Governance”. Wychodzę z założenia, że kto tego terminu nie zna, lub nie rozumie, nie potrzebuje go znać i rozumieć. Uważam, że jest to termin nie obcojęzyczny, a globalny, stosowany przez specjalistów nie tylko w krajach języka angielskiego.

Próby wypracowania odpowiedniego przekładu corporate governance na język polski nie zostały uwieńczone powodzeniem. Najbliższe pojęcia governance jest wprawdzie słowo władztwo, lecz nie udało się go zaszczepić. Prof. Czesław Mesjasz misternie wywiódł, że jeszcze bliższe znaczeniowo byłoby słowo władanie, lecz i ono nie przyjęło się. Sam przez lata lansowałem termin porządek korporacyjny, ale nie odniosłem powodzenia, natomiast szybko rozpowszechnił się termin ład korporacyjny. Porządek, dowodziłem, to kategoria organizacyjna, o to akurat chodzi, ład to kategoria estetyczna, stosowna raczej w konkursie piękności. Jak u Kopernika i Greshama gorszy pieniądz wyparł z obiegu lepszy, tak tutaj termin lepszy przegrał z gorszym. Na koniec wątpliwości rozstrzygnął legislator: w języku prawnym (tym, którym pisane są obowiązujące akty normatywne) przyjęto ów nieszczęsny ład korporacyjny. Próbowałem żartem skrzyżować władztwo (władanie) z ładem, wyszedł z tego wład korporacyjny, ale nikt się nie śmiał. Miczurin skrzyżował kota z węglem, wyszedł mu miał węglowy, znajomy ojca śmiał się z tego kawału, dostał 2 lata.

Nie koniec na tym. Po pierwsze, oprócz czterech wspomnianych powyżej przekładów corporate governance na narodowe narzecze Polaków pojawiły się jeszcze dwa inne, stopniujące zamęt pod niebiosa. Jedno to nadzór właścicielski, drugie to nadzór korporacyjny. Trudno dociec, czym mają się różnić, raz bywają używane zamiennie, innym razem przeciwstawnie. Czytam opasłą monografię pod tytułem „Nadzór korporacyjny” i dowiaduję się z niej, że w istocie traktuje ona o czymś innym, o nadzorze właścicielskim. A ja tych pojęć nie odróżniam, próby ich unaukowienia przypominają mi dyskusje w czasach słusznie minionych o różnicach między kierowniczą a przewodnią rolą partii. Masło maślane.

Opowiadał Jan Krzysztof Bielecki: „Kiedyś napisałem z profesorem Wilkinsem z uniwersytetu Sheffield rozprawę o corporate governance w Polsce. Nie było jeszcze polskiej terminologii, więc na użytek omówienia sprawy w Gazecie Bankowej użyłem określenia „nadzór właścicielski”. Wszyscy okropnie na mnie krzyczeli, ze nie o to chodzi, ale sami nie wiedzieli, jak to nazwać. Dzisiaj – wszyscy mówią o corporate governance” (w wywiadzie dla tygodnika Gazeta Bankowa 9 VIII 2004 r.).

Poniżej odsyłam do archiwalnego tekstu „Lost in translation”, w którym przytoczyłem historyjkę o Turku śpiewającym utwory Moniuszki. Teksty najpierw przełożono na turecki, następnie z tureckiego na polski, nikt w słowach „Zasadniczo nie wnoszę pretensji” nie rozpoznał frazy Jontka „Nie mam żalu do nikogo”. Otóż podobnie bywa, kiedy te dyskursy o nadzorze korporacyjnym lub właścicielskim, o ładzie lub porządku, o władztwie lub władaniu, przychodzi tłumaczyć na języki obce. Przeto odsyłam także do omówienia składanki prac naukowych i naukawych, gdzie ich streszczenia ogłoszono po angielsku, więc nasze terminy zostały w większości przełożone jako corporate governance, z wyjątkiem dla corporate supervision.

Więcej kłopotów nastręcza rada nadzorcza przekładana jako the board, supervisory board, board of governors, względnie board of directors (pod tę ostatnią nazwę często podszywa się zarząd), a także spółka (company) w różnych okolicznościach przekładana jako enterprise, corporation, co-operation, firm, economic entity… Nie wszystko należy przekładać. Lucjan Rydel przetłumaczył na niemiecki, bodaj na powitanie cesarza w Krakowie, tekst przyśpiewki „Podkóweczki dajcie ognia”. Leon Skorupka przetłumaczył na francuski, także nie wiedzieć po co, „Alboż my to jacy tacy, jacy tacy, chłopcy krakowiacy”. Ktoś się trudził, wychodziły z tego głupoty.

Wróciłem do kwestii „Czy przekładać termin corporate governance na język polski, a jeżeli tak – to dlaczego nie?” pod wpływem ciekawych komentarzy piór Krzysztofa Grabowskiego, Mariusza Kanickiego i Sylwii Pęczak (dziękuję!) do jednego z moich niedawnych wpisów. Zakończę dwoma powiedzonkami z wdziękiem. Igor Korcziłow tłumacz radzieckich genseków, jest autorem cennej obserwacji: „Tłumaczenie jest jak powietrze: nikt nie zwraca na nie uwagi, dopóki nie zostanie zepsute”. Natomiast włoska tłumaczka Serena Fabris wyznała: „Przekład jest jak łuskanie cebuli. Zrazu zdaje się, że podołasz, a kończysz we łzach”.

Czytaj także: 2010.11.30 Lost in translation
2008.09.01 Szósty stopień teorii

Powiedzonka z wdziękiem IV: O podatkach

Były już POWIEDZONKA Z WDZIĘKIEM o radzie nadzorczej i jej członkach, o giełdzie i o doradcach. Dzisiaj o podatkach.

  • Każdy chce żyć na koszt państwa zapominając, że to państwo żyje na jego koszt (Frédéric Bastiat 1801-1850, francuski ekonomista, popularny i współcześnie)
  • Najlepszy sposób na wyjaśnienie dziecku istoty podatku to zjedzenie mu 30% jego porcji lodów (Bill Murray 1950–, amerykański aktor)
  • Homo sapiens tym różni się od wołu, że chociaż tyra jak tamten, jest w dodatku opodatkowany (ASN, 1943–,)
  • Różnica między poborcą podatkowym a preparatorem zwierząt: preparator wyciąga wnętrzności, ale zostawia skórę (Mark Twain właśc. Samuel L. Clemens 1835-1910, amerykański pisarz, wybitny humorysta)
  • Różnica między racjonalizacją podatkową a uchylaniem się od płacenia podatków sięga grubości więziennego muru (Denis Healey 1917–, b. brytyjski kanclerz)
  • Inflacja jest podatkiem nakładanym bez ustawy (Milton Friedman 1912-2006 amerykański monetarysta, laureat ekonomicznego Nobla)
  • Grzywna jest podatkiem za postępowanie niewłaściwe, podatek jest grzywną za właściwe jak najbardziej (jedno z praw Murphy’ego)
  • Nieterminowe regulowanie podatków stawia płatnika w pozycji nieprzewidzianej nawet w Kamasutrze (znane, zwłaszcza niektórym)
  • Rząd, który okrada Piotra, żeby wesprzeć Pawła, zawsze może liczyć na poparcie Pawła (George Bernard Shaw 1856-1950, irlandzki dramaturg i aforysta, noblista)
  • Jeżeli nie możesz ich pokonać, opodatkuj ich (The Economist; parafraza angielskiego przysłowia “Jeżeli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich”)
  • Wykazuję więcej uczciwości płacąc podatki, niż politycy wydając te pieniądze (Michael Caine 1933–, brytyjski aktor filmowy)
  • Jeszcze kiedyś będzie pan ciągnął z tego podatki (wynalazca Michael Faraday 1791-1867 na wątpliwości premiera W.E. Gladstone’a 1809-1898 co do użyteczności drucika wirującego wokół magnesu, pierwowzoru silnika elektrycznego)
  • W Danii nie ma rokoszy, buntów lub rebelii przeciwko władzy – lecz wszyscy są, lub zdają się być, miłośnikami swojego króla, bez względu na ich złe traktowanie i nakładane na nich brzemienia, pod którymi jęczą. Lecz sądzę, że powodem zasadniczym tego stanu rzeczy są równe dla wszystkich podatki i sposób ich pobierania. Niepodobna wyobrazić sobie przez tych, co tego nie widzą, jakimż komfortem dla cierpiących jest równe wszystkich poniewieranie (Robert Molesworth 1656-1725, angielski poseł w Kopenhadze, w 1694 r.
  • Dobra polityka podatkowa powinna przypominać skubanie gęsi: dawać dużo piór, mało krzyku (Jean Baptiste Colbert, 1619-1683, legendarny minister finansów Francji)
  • Wieża Eiffla to Empire State Building po zapłaceniu podatku (znane)
  • Największy problem w małżeństwie: jak z jednej pensji utrzymać żonę i państwo (Mark Twain)
  • W życiu pewne są tylko śmierć i podatki (Daniel Defoe 1660-1731, wielki angielski pisarz i agent wywiadu)
  • Wprawdzie i podatki, i śmierć, są nieuchronne, ale ta druga jest mniej dokuczliwa, bo nie zdarza się co roku (Terry Pratchett 1948-2015, brytyjski pisarz fantasy)
  • Najmilszy zwrot w każdym języku to zwrot podatku (miła jest sama myśl o tym)

Czytaj także:
2014.02.05 Facecje: Powiedzonka z wdziękiem I (o radzie nadzorczej i jej członkach)
2014.03.23 Powiedzonka z wdziękiem II: O giełdzie
2014.08.11 Powiedzonka z wdziękiem III: O doradztwie

Od orleanistów do orlenistów

Twórczym wkładem naszych liderów związkowych do intelektualnej skarbnicy ludzkości jest idea dziedziczenia etatów w korporacjach wyróżniających się ponadprzeciętną wysokością średniej płacy. Uczeni próbują ustalić, czy owa niepospolita koncepcja została ukuta w kopalniach węgla kamiennego, czy w Orlenie lub KGHM. Dała ona asumpt masowym wystąpieniom pracowniczym na rzecz lepszego jutra i pojutrza. Miała Francja orleanistów, my mamy orlenistów.

Na pierwszy rzut oka myśl nie wydaje się nowa. Z ojca na syna przechodziło papiestwo, biskupstwa, korony i mitry, ordynacje, tytuły, przywileje. Sam pisałem w tym miejscu (16 listopada 2010 r.) o przypadku trzeciego markiza Bute, który będąc sześciomiesięcznym brzdącem odziedziczył stanowisko przewodniczącego rady dyrektorów Cardiff Savings Bank. Pełnił je 38 lat; raz nawet Jego Łaskawość udział w posiedzeniu wziąć raczył. Lecz dziedziczenie korony lub zaszczytu to coś innego, niż etatu. Od tego ostatniego warto odróżnić także dziedziczenie zawodu. Zawody, jak wiadomo, powszechnie dziedziczą lekarze, profesorowie uniwersyteccy, prawnicy. Jestem którymś tam prawnikiem w linii prostej, a w kancelarii adwokackiej mojego syna wiszą na ścianach zdobyte na Allegro paradne akty notarialne z kancelarii pradziadka. Wszelako dziedziczenie zawodu wymaga predyspozycji i pracy nad sobą, zdobycia wykształcenia, zaś dziedziczenie etatu jest prostsze: latorośl zostaje zatrudniona z automatu.

Zasad dziedziczenia etatów nie można jednak puścić na żywioł. Wskazana jest głęboka reforma prawa spadkowego. Dziedziczyć można, jak wiemy, z ustawy lub testamentu. Dziedziczenie ustawowe byłoby proste, gdyby etat przechodził z ojca na jedynego syna. Lecz co począć, gdy pretendujących do etatu synów jest kilku? Dzielić etat między uprawnionych, czy zgodnie z primogeniturą powierzyć go najstarszemu? Obciążyć dziedzica obowiązkiem spłaty pominiętych, czy darować sobie? A co z córkami, pasierbicami, potomkami in vitro? Czy bruzda wykryta przez księdza profesora z UJ przeszkadzałaby w zatrudnieniu? Wszak dziedziczone etaty byłyby wiekuiste. Zamkną kopalnię, bo nierentowna, albo zaleje ją woda, albo wyczerpane będą złoża, pozostaną natomiast etaty pracownicze i związkowe. Ciekawe, komu będą zgłaszane żądania podwyżek?

Bardziej skomplikowane będzie dziedziczenie testamentowe. Moi przodkowie po mieczu i kądzieli zwykli uposażać swoją ostatnią wolą także instytucje kościelne, parafie bądź zakony. W przypadku złożenia zapisu etatu na rzecz parafii należy ustalić, kto stawi się do pracy: wikary, czy może sam proboszcz dobrodziej, skuszony wysokim wynagrodzeniem. Ale sprawa zagmatwa się w przypadku zakonu – załóżmy, że żeńskiego – objętego rygorem klauzury: siostrzyczki nie mogą opuszczać murów klasztoru, miałybyż wynająć pracownika? Co w sytuacji, jeżeli pracownik powoła do spadku instytucję dobroczynną? Czy uchwalić lex Owsiak, ograniczające liczbę dziedziczonych etatów do jednego? Gdybyśmy omieszkali to uczynić, na poczciwego dyrygenta Wielkiej Orkiestry spaść mogłaby lawina zapisów. Jak rozplątać materię zachowku dla niezdolnej już do pracy wdowy? Jak postąpić, gdy etatem zostanie uposażone małoletnie dziecię: czy dać mu możliwość wydzierżawienia przypadającego mu etatu, czy na czas dojścia do pełnoletniości wygasić etat, a może i działalność zakładu pracy? I co począć, gdy powołany do spadku odrzuci go?

Wyobraźmy sobie kłopoty działu HR: oto do pracy zgłasza się spadkobierca, któremu w podziale spadku przypadło 2.463/48.579 części (słownie: dwa tysiące czterysta sześćdziesiąt trzy czterdziestoosśmiotysięcznychpięćsetsiedemdziesiątychdziewiątych). Czy podzielić etat na tyleż cząsteczek? Czy przeprowadzać komasację etatów, jak na wsi komasuje się grunty? Czy napuścić lekarza medycyny pracy, by w takich przypadkach na wszelki wypadek orzekał o niezdolności do pracy? Czy może samemu się zastrzelić?

Nawet po pomyślnym rozwiązaniu wspomnianych dylematów pozostaną trudne aspekty podatkowe. Miałbyż powołany do spadku płacić podatek od spadków i darowizn, skoro dochody z pracy zostaną objęte podatkiem od dochodów osobistych? Fiskus zapewne okaże apetyt na obie daniny, spadkobiercy pójdą do Strasbourga, prawnicy zarobią. W ten sposób z całego zamieszanie wyniknie jakiś pożytek.

Tekst ogłoszony 8 grudnia 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Dżenderyzacja prawa spółek

Urząd Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania tradycyjnie piastowany jest przez kobiety, ale jeszcze nie zaproponowano zmiany tej nazwy na Urząd Pełnomocniczki. Obecna Pełnomocnik, prof. Małgorzata Fuszara, wypowiedziała się dla Rzeczpospolitej: „Jeżeli używamy jedynie form męskoosobowych jako form poważnych, to jednocześnie to, co żeńskie, sytuujemy jako podrzędne. To budzi mój sprzeciw”. Wniosek: trzeba przepisać całe prawo, „bo powinno się na równi zwracać do kobiet i mężczyzn”.

I rzeczywiście: coś rodzaju męskiego usytuowało odpowiedniczkę rodzaju żeńskiego „o trzy poziomy niżej”. Napisałbym, że chodzi o byłego premiera i obecną premier, ale nie wiem, czy w kontekście równego traktowania nie powinienem określić jej mianem premiery. Wszak była już ministra Muszyna; szkoda tylko, że odmieniała swoje stanowisko, ale nazwiska już nie. Mija właśnie 51 lat od kiedy zajmuję się publicystyką. Doświadczenie podpowiada mi, że z polszczyzną można wszystko, to język plastyczny, inteligentny. Byle przekształcać go ostrożnie. I po dobroci. Powstrzymując premierów, premierki, ministrów, ministry i ministrantów od prób regulowania, jak mamy mówić, pisać, oraz myśleć.

Tendencja zmierzająca do urodzajowienia polszczyzny narodziła się w prasie kobiecej. Tam na łamach pojawiły się biznesmenki i menedżerki, czermenki (chairmanki) nawet, ale szefowa pisma podpisywała się jako redaktor naczelna, nie redaktorka. Zanim zaczniemy przepisywać prawo, warto przypomnieć, że sprawa nie jest prosta. Nie wystarczy zmienić końcówkę, by obok formy męskoosobowej pojawiła się tożsama znaczeniowo forma żeńska. Spikerka to nie tylko żeńska odmiana spikera, także pomieszczenie, zazwyczaj maleńkie, z którego spiker podawał godzinę i zapowiadał audycje (na szczęście nie ma już spikerów płci obojga, ani ich kabin). Więźniarka to nie tylko osadzona, także samochód służący do transportu więźniów. Sędzina to żona sędziego z przedwojennej powieści. Szoferka nie jest szoferem rodzaju żeńskiego, a kierownica – takąż kierowcą. Dyplomatka to nie dama pełniąca funkcje dyplomatyczne, a teczka na dokumenty i kanapki, także elegancki fason płaszcza. W żadnym zapewne języku nie ma żeńskiej formy ambasadora, chociaż wiele kobiet nosi ten zaszczytny tytuł. Amerykanie próbowali ukuć słowo ambassadress – zaprotestowała amb. Shirley Temple-Black: „ambassadress to raczej suknia, którą noszę”.

Pora przystąpić do przepisywania prawa spółek. Napotkamy na spore kłopoty. Ksh stanowi: „Zarząd składa się z jednego albo większej liczby członków”. Jak brzmiałby ten przepis po nowemu? „Zarząd składa z jednej /jednego albo większej liczby członkiń /członków”? Tak byłoby słusznie, ale głupio trochę. A może rodzaj żeński to nie członkini, a członka? Wtedy przepisany przepis głosiłby „Zarząd składa się z jednej /jednego albo większej liczby członek /członków?”. Też osobliwie…To samo z radą nadzorczą, która obecnie „składa się co najmniej z trzech, a w spółkach publicznych co najmniej z pięciu członków…” Najpierw należy użeńszczyć (czyli odmężnić) członkostwo, następnie zastąpić „trzech”, „pięciu” słowami „trojga”, „pięciorga”. Staram się propagować te formy swoim piórem, ale jestem osamotniony. Wytykają mi archaizmy, staroświeckość stylu. A przecież jestem bardziej dżenderowy niż oni.

Anglosasi nie mają tu problemu, bo członka /członek– bądź członkini – rady dyrektorów (board of directors) to dyrektor (director), termin bezpłciowy. U Francuzów to słowo ma nieco inne (wiadomo!) znaczenie, za to le directeur występuje obok la directrice (vive la petite difference!). W Polsce żeńszczyzna od dyrektora to dyrektorka, ale takiej formy używa bodaj tylko jedna osóbka. Z przewodniczącym rady nadzorczej kłopotu nie będzie, wszak na rynku spotykamy także przewodniczące. Anglosasi zastąpili terminy chairman /chairwoman neutralnym słowem chairperson. Dla nas trudnoodmienny okaże się za to sekretarz rady: nie sekretarka, więc jak? Sekreta? Sekretera?

Później już mamy z górki. Akcjonariusz – akcjonariuszka. Udziałowiec – udziałowiczka.
Uczestnik – uczestniczka (walnego zgromadzenia). Obligatariusz – obligatariuszka.
Biegły rewident – biegła rewidenta. Pełnomocnik – pełnomocnica. Zastawnik – zastawnica.
Polski Instytut Dyrektorów wprowadzi do nazwy także Dyrektorki, a hotel będący jego siedzibą zostanie Domem Chłopa i Baby. A kiedy już zabiorą nas do czubków, będziemy do pielęgniarza mówić „bracie”. Albowiem Równe Traktowanie to nie tylko zżeńszczanie męskich form, także zmęszczanie żeńskich.

Tekst ogłoszony 21 listopada 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

POWIEDZONKA Z WDZIĘKIEM III: O doradztwie

Szanowny Czytelniku, nie szukaj w “Powiedzonkach” tzw. mądrości życiowych. Doceń natomiast, proszę, ich wdzięk i ładunek humoru. Oto zestaw “Powiedzonek” o doradztwie, najstarszym zawodzie świata (albowiem już Adam i Ewa…).
Poniżej odesłanie do poprzednich zbiorów: I (o radzie nadzorczej i jej członkach) i II (o giełdzie).

  • Już Adam i Ewa mieli doradcę: węża (ASN).
  • Żeby tak zarozki cytoć, abo pisoć, to niekuniecnie, ale żeby cuś doradzić, to on jest, panocku, pirwsy (góralka, namawiając geodetów do zatrudnienia jej syna).
  • Nie uważałeś, jak robisz, to teraz rób, jak uważasz (Ludwik Puget 1877–1942, rzeźbiarz, do syna).
  • Ekspert to osoba, która popełniła już wszystkie możliwe błędy w pewnej wąskiej specjalności (Niels Bohr 1885–1962, duński fizyk atomowy, noblista).
  • Nie przyjmuj rad od osób, które nie osiągnęły tego, co ty pragniesz osiągnąć (Bodo Schäfer, zawodowy nauczyciel sukcesu w finansach, były bankrut).
  • Nie ma problemu, choćby najbardziej zawiłego, który nie stanie się jeszcze bardziej zawiły, gdy się do niego zabierzesz (Henry Louis Menken 1880–1956, amerykański publicysta).
  • Nie ma problemu, choćby najbardziej zawiłego, który nie stanie się jeszcze bardziej zawiły, gdy do jego rozwiązania zatrudnisz doradcę (parafraza poprzedniego powiedzonka).
  • Na starcie swojej kariery prawnik udziela za 50 dolarów porady wartej 5 tysięcy. U szczytu kariery prawnik udziela za 5 tysięcy porady wartej 50 dolarów (Benjamin Brewster 1828–1897, amerykański przedsiębiorca, współtwórca Standard Oil).
  • Trudno o większy spokój i pogodę ducha, niż u ludzi niedoświadczonych udzielających rad doświadczonym (John Forster 1812–1876, angielski biograf).
  • Jesteś tu nie po to, by mi doradzać, co mam czynić. Jesteś tu po to, by mi objaśnić, dlaczego zrobiłem to, co zdecydowałem zrobić (miał tak pouczyć swojego doradcę Montagu Norman 1871–1950, najdłużej urzędujący [24 lata!] gubernator Banku Anglii).
  • Och, moja droga, to będzie okropne! Ale dam ci dobrą radę: zamknij oczy i pomyśl o Anglii (matka na pytanie panny młodej, co też ją czeka w noc poślubną. Ale to tylko typowy angielski żart. One już wiedzą).
  • Wcale nie musisz ogłupiać ludzi cały czas, wystarczy ogłupić ich na tyle, by zostać wybranym (doświadczony polityk pouczający młodego kandydata).
  • Zwięzła uwaga dobrego doradcy może dać ci tyle, co tygodnie spędzone w Harvardzie na kursie MBA (George Pitcher, brytyjski publicysta i pastor).

Czytaj także:
2014.03.23 Powiedzonka z wdziękiem o giełdzie
2014.02.15 Powiedzonka z wdziękiem o radzie nadzorczej i jej członkach

Po byku

Ledwo opuściłem Warszawę, by „na prowincji” zażywać starości, wybuchła awantura. Parafianie zaprotestowali przeciwko pomysłowi postawienia na Placu Trzech Krzyży, nieopodal kościoła p.w. św. Aleksandra, figur byka i niedźwiedzia, symboli pobliskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Naszło mnie kilka zdziwień.

Nie zdziwił mnie pomysł GPW stawiania figur na placu, ponieważ po jej paru inicjatywach pod hasłem Kapitalna Warszawa, nic dziwić nie powinno. Można było się spodziewać, że innowacyjna GPW zechce przyćmić i palmę z pobliskiego ronda, i tęczę z Placu Zbawiciela. Natomiast nie spodziewałem się oporu społeczności parafialnej. Przyrównywanie przez nią giełdowego byczka Fernando do złotego cielca świadczy, że ktoś ma źle w głowie; niech poczyta biblię, to zmądrzeje. Oczekiwałbym raczej sprzeciwu Ministerstwa Gospodarki, zaniedbującego rynek kapitałowy. Może nie cały, ponieważ niedźwiedzia urzędnicy hołubią, tylko byk im nie w smak. Nie zdziwiłoby mnie zgorszenie parlamentarzystów, podążających przez plac ku Sejmowi, zwłaszcza tych z opozycji wobec rynku kapitałowego. Masakrując OFE, już skazali giełdowego byka na ubój rytualny.

Lepszym miejscem byłby Plac Powstańców Warszawy, gdzie mieszczą się siedziby NBP, Komisji Nadzoru Finansowego, Polskiego Instytutu Dyrektorów, UOKiK, Naczelnego i Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, wreszcie czekoladziarnia Wedla, która nie nagrywa rozmów gości. Ale figury byka i niedźwiedzia należałoby ustawić tyłem do KNF, jak Komisja i jej Urząd ustawiają się do rynku kapitałowego. Szkopuł w tym, że plac nosił kiedyś imię Napoleona i jest już na nim popiersie cesarza, który nie kojarzy się z bykiem czy niedźwiedziem, raczej z osłami („Osły i uczeni, do środka!”) zapędzonymi pod piramidami do wnętrza czworoboków.

Można byłoby rozważyć ustawienie figur byka i niedźwiedzia przy Świętokrzyskiej, na dziedzińcu Ministerstwa Finansów, lecz giełdowy byk jest tam uważany za skurczybyka, zaś resort zapewne wolałby wznieść pomnik podatku. Taki pomnik mają już w Paryżu, wszak Wieża Eiffla to nowojorski Empire State Building po zapłaceniu podatku.

A w Bukareszcie szef miejscowej giełdy został prezesem poczty. Ludzie, zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie!

Algorytm w radzie nadzorczej

Serwis internetowy Gazety Wyborczej przyniósł frapującą informację: „Zarejestrowana w Hongkongu spółka Deep Knowledge Ventures ogłosiła właśnie, że jedno z miejsc w radzie nadzorczej obejmuje algorytm”. Puszczam wodze fantazji: a gdyby doszło do tego w Polsce? Z ostrożności procesowej zmieniam dla niepoznaki nazwy zainteresowanych instytucji – nie ukrywając przecież, że wszelkie ewentualne skojarzenia do rzeczywistych bytów są w pełni zamierzone.

Jako pierwszy zabrał głos prezes Ligi Opozycyjnej: – To narodowa hańba, że algorytmy docierają do polskich rad nadzorczych z tak znacznym opóźnieniem. Jesteśmy za Azjatami, co jest konsekwencją obecnych fatalnych rządów – powiedział na wiecu w Kalembinie (Podkarpackie). Wtóruje mu szef Polskiej Partii Efemerycznej: – Piastując tekę ministra sprawiedliwości domagałem się, w ramach polityki otwarcia zawodów, dopuszczenia algorytmów do rad nadzorczych, a wobec wściekłego oporu Tuska musiałem ustąpić z rządu.

Instytut Dyrektorów i Dyrektorek z zadowoleniem powitał powoływanie algorytmów do rad nadzorczych. – W polskich realiach tylko algorytm spełnia kryteria niezależności członka rady nadzorczej – oświadczył prezes dodając, że Instytut prowadzi już Oficjalny Rejestr Algorytmów i Algorytmek Rekomendowanych do Rad Nadzorczych. Niemniej obradujący w
utajnionym miejscu Zjazd Kobiet zwraca w swoim Manifeście Równości uwagę, że algorytmy rozsiadają się w radach kosztem algorytmek, wobec czego Bruksela powinna ustanowić parytety dla algorytmek, albo przynajmniej kwoty określające minimalny procent miejsc przypadających im w radzie, oraz w ogóle wszędzie.

Arcybiskup metropolita Przasnysza zdecydowanie potępił algorytmy określając je mianem bezpłciowych fantomów propagowanych przez ruchy lewicowe, demoliberalne media, frywolnych zboczeńców i zdegenerowany do cna rząd. Najwyższy czas – powiedział hierarcha – by postawić tamę rozlewającej się po kraju fali bezwstydnego dżenderyzmu. W związku z tym Związek Biur Brokerskich kategorycznie zażądał obniżenia opłat giełdowych. Giełda Walorów Elektronicznych ujawniła, że ustanowi Kodeks Takich Sobie Praktyk Algorytmów, wprowadzi specjalny indeks spółek wyróżniających się udziałem algorytmów w komitetach rad nadzorczych, oraz zakwalifikuje spółki oporne względem algorytmów w radach nadzorczych do segmentu High Frequency Trading (co ostro skrytykował szef konkurencyjnej giełdy w jednym z krajów czarnomorskich).

Minister Spraw Fiskalnych wyjaśnił, że jego resort wymaga prowadzenia obrad rad nadzorczych w języku polskim i niebawem ustali terminy egzaminów językowych dla algorytmów. Zwrócił też uwagę, że jeżeli algorytm pełni funkcję niezależnego członka komitetu audytu, nie wolno mu posiadać akcji nadzorowanej spółki. Minister odmówił odpowiedzi, czym ów zakaz jest uzasadniony. Ministerstwo Pomyślności Gospodarczej ogłosiło, że rozważa inicjatywę ustawodawczą w sprawie dopuszczenia do rad nadzorczych spółek o znaczeniu strategicznym wyłącznie algorytmów produkcji polskiej. Minister Renacjonalizacji powiedział w wywiadzie dla Trujki: – Kiedy na rynku nastała moda na niezależnych członków rad nadzorczych, wymusiliśmy, że będą to nasi niezależni; tak samo wymusimy, że w radach zasiądą oswojone przez nas algorytmy. Natomiast Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego zapowiedziało, że procedura wydawania algorytmom certyfikatów dostępu do informacji niejawnych dozna opóźnienia. Rzecznik resortu ujawnił, że pierwotnie jego osoba była w posiadaniu wiedzy, jakoby algorytm był rytmiczną muzyką dla alg, atoli wychodzi na jaw, iż jest to nie do końca prawdą. W związku z tym Związek Biur Brokerskich ponownie zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Komitet Nadregulacji Rynkowych zapowiada wydanie rekomendacji Q dotyczącej udziału algorytmów w organach zarządzających i nadzorujących podmiotów nadzorowanych. Wykluczone będą algorytmy cypryjskie, natomiast inne zagraniczne algorytmy będą musiały uzyskiwać zezwolenie na działalność w Polsce. Mec. Klaudia Mąka-Wrocławska przewiduje płynące z tego kłopoty Polski przed Trybunałem Luksemburskim. Prestiżowa firma konsultingowa z Tłustej Piątki, Crook&Cheat, ogłosiła, że akcjonariusze gotowi są płacić 21,4 % więcej za akcje spółek mających w radzie nadzorczej przynajmniej jeden algorytm, oraz 32,6 % więcej za akcje spółek mających w radzie nadzorczej wyłącznie algorytmy. W związku z tym Związek Biur Brokerskich zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Funkcjonariusze Centralnego Urzędu Wspierania Cnót i Zwalczania Występków usiłowali zatrzymać pod zarzutem przyjęcia znacznych korzyści materialnych dwa algorytmy wygenerowane w Otrębusach, lecz podejrzanych nie zastali w spółce, a miejsc zamieszkania nie udało się jeszcze ustalić. W związku z tym Związek Biur Brokerskich stanowczo zażądał obniżenia opłat giełdowych.

Mógłbym ciągnąć wątek w nieskończoność. Na szczęście, taki scenariusz dla polskiego rynku to bajka. Z realu pochodzą tylko żądania obniżenia opłat giełdowych – tak fantazyjne, że też bajeczne.

Tekst ukazał się 7 czerwca 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

O psie, panu i złodzieju

Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;
Obili go nazajutrz, że pana obudził
.

Ignacy Krasicki, bp

Po pracowitym tygodniu nadrabiam przez weekend prasówkę. W kilku tytułach mocno wyeksponowano wydarzenie: Ministerstwo Finansów zrugało Komisję Nadzoru Finansowego jak burą sukę. „Niezwykle ostre w tonie pismo wiceministra finansów” przypomina, że nadzór nie może tworzyć prawa, a wydawane przezeń rekomendacje winny mieć oparcie w obowiązujących przepisach. Zastrzeżenia MinFin dotyczą działań KNF wobec rynku ubezpieczeniowego.

Może i racja. Po ogłoszeniu w styczniu przez KNF projektu zasad ładu korporacyjnego dla instytucji nadzorowanych też wystąpiłem do przewodniczącego Andrzeja Jakubiaka z dyskretną, acz wielce krytyczną oceną tego pomysłu, wzbogaconą spostrzeżeniami w stylu „KNF nie stoi ponad prawem”. Ale kiedy MinFin traktuje Komisję z buta w sprawie rynku ubezpieczeniowego, przecież weźmy pod uwagę, że PIES SZCZEKA NA ZŁODZIEJA.