Archiwum kategorii: Facecje

Powiedzonka z wdziękiem (V): O pieniądzach

• Gdyby nie było kobiet, pieniądze nie miałyby sensu (Arystoteles Onassis 1906-1975, miliarder, armator, amator kobiet)
• Gołe saldo nie jest sexy (Pierwsze prawo ASN 1943–)
• 80% swoich środków wydaję na kobiety, dobre alkohole i cygara, zaś resztę – wstyd przyznać – trwonię (Bolesław Wieniawa Długoszowski 1881-1942, lekarz, generał, dyplomata)
• Chociaż pieniądze są bardzo przydatne, nie ma dowodów, by mogły czynić cuda (Walter Bagehot 1826-1877, publicysta, twórca „The Economist”)
• Lepiej mieć stały dochód, niż być czarującym (Oskar Wilde 1854-1900 poeta, dramaturg)
• Różnica między mężczyznami a chłopcami ze szkolnych ławek tkwi tylko w cenie ich zabawek (The difference between men and boys lies only in the price of toys – przywiezione z USA)
• Demoralizacja łatwo zdobytym pieniądzem jest szybsza niż trudno zdobytym pieniądzem (Jan Englert 1943–, aktor, reżyser, profesor)
• Publiczne pieniądze są jak woda święcona: każdy chce umoczyć w nich ręce
(przysłowie hiszpańskie)
• Jeżeli potrzebujesz grosik, weź sobie. Jeżeli potrzebujesz dwa, weź się do pracy (If you need a penny, take one; if you need two, take a job – napis przy miseczce pełnej jednocentówek w sklepiku w Baltimore)
• Pieniądze uwalniają od przymusu robienia rzeczy, których się nie lubi. Ja akurat nie lubię prawie wszystkiego, więc bardzo mi się przydają (Groucho – czyt. Graczo – Marx 1890-1977, aktor, komik, najsłynniejszy z Braci Marx)
• Inflacja jest jak pasta do zębów, którą łatwo wycisnąć z tubki, ale wcisnąć z powrotem nie sposób (Karl Otto Poehl 1929-2014, ekonomista, szef Bundesbanku)
• Lepiej, kiedy arystokrata robi pieniądze, niż kiedy pieniądze robią arystokratę (ASN)
• Pieniądze służą temu, by móc przestać zamartwiać się nimi (Louis Aragon 1897-1982, pisarz, zwolennik komunizmu)
• Pieniądze nie kupią zaufania. Człowiekowi, któremu nie ufam, nie pożyczyłbym pieniędzy nawet pod zastaw wszystkich obligacji chrześcijańskiego świata (John Pierpont Morgan 1837-1913, finansista, wybitny bankier)
• Pożycz mi na rewers tysiąc funtów na trzy miesiące. Gdybym nie oddał, zatrzymaj sobie rewers (Groucho Marx)
• Wielu ludzi mówi prawdę twierdząc, że pogardzają bogactwem, lecz zazwyczaj mają oni na myśli bogactwo innych ludzi (Charles Colton 1780-1832, pisarz, duchowny)
• Gotówka jest faktem, reszta to opinie (brytyjskie)
• Nie sztuka o fantazję, kiedy się ma pieniądze. Sztuka o pieniądze, kiedy się ma fantazję (anonimowe)
• Cóż mamy począć, skoro nie mamy piniędzy? Musimy założyć bank (What a remedy is there if we have no mony? We must erect a bank – William Paterson 1658-1719, twórca Banku Anglii)
• Skoro nie mamy pieniędzy, musimy myśleć (Ernest Rutherford 1871-1937, chemik i fizyk, noblista)
• Bogu ufamy. Pozostali płacą gotówką (anonimowe)
• Człowiek robi pieniądze. Pieniądze nie robią człowieka (wschodnie)
• Będąc młodym przypuszczałem, że w życiu najważniejsze są pieniądze; teraz, będąc starym, wiem to na pewno (Oskar Wilde – nie zdążył być starym, został przedwcześnie wpędzony do grobu)
• Pieniądze są jak seks: myślisz o nich nieustannie, gdy ci ich brakuje – i myślisz o czymś innym, gdy je masz (James Baldwin 1924-1987, powieściopisarz)
• Żyje się za pieniądze, ale nie należy żyć dla pieniędzy (Nicholas de Chamfort 1741-1794, pisarz, aforysta)
• Za pieniądze nie można kupić szczęścia, lecz można kupić władzę (Mark Green 1945–, prawnik, polityk)
• Pieniądz nie kłamie (ASN)
• Pieniądz jest bezwonny, ale się ulatnia (Stanisław Jerzy Lec, właśc. S.J. baron de Tusch-Letz 1909-1996, aforysta)
• Pieniądze nie dają szczęścia, dopiero zakupy (Marylin Monroe, właśc. Norma Jeane Martensen 1926-1962, gwiazda i legenda)
• Masz wybór: albo nauczysz się, jak sobie radzić z pieniędzmi, albo jak sobie radzić bez pieniędzy (dydaktyczne)
• Kto sądzi, że pieniądze sprawią wszystko, zapewne uczyniłby wszystko dla pieniędzy
(George Savile 1633 -1695, 1. markiz Halifax, polityk)
• Bogacz to biedak, ale z pieniędzmi (W.C. Fields, właśc. William Claude Dunkenford 1880-1946, aktor i pisarz)
• Lepiej, kiedy arystokrata robi pieniądze, niż kiedy pieniądze robią arystokratę (ASN)
• Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy! Tylko trzeba mieć na nie pieniądze (mądre, anonimowe)
• Ludzie wydają pieniądze, których nie mają, na rzeczy, których nie potrzebują, by zaimponować tym, których nie lubią (Danny Kaye 1913-1987, aktor)
• Inflacja to powód, dla którego musisz przeżyć ten rok za pieniądze, jakie zarabiałeś w zeszłym (znane)
• Złoty klucz otwiera wszystkie drzwi (brytyjskie)
• Rząd nie rozwiązuje problemów, on je tylko dofinansowuje (Ronald Reagan, 1911-2004, 40. prezydent USA)

Czytaj także:
2015.06.13 Powiedzonka z wdziękiem IV: O podatkach
2014.08.11 Powiedzonka z wdziękiem III: O doradztwie
2014.03.23 Powiedzonka z wdziękiem II: O giełdzie
2014.02.15 Powiedzonka z wdziękiem o radzie nadzorczej i jej członkach

Przypowiastki z morałem o tajnikach kariery

OSTRZEGACZ: Osoby planujące karierę nie powinny czytać Przypowiastek z morałem, które są zabawne i pouczające, a więc adresowane do obdarzonych poczuciem humoru, a tacy kariery nie robią, a teraz to już na pewno nie zrobią.

PRZYWÓDZTWO

Opowieść wigilijna: hen, hen, za morzem, górami, lasami (i kołem podbiegunowym) Święty Mikołaj szykował się właśnie do corocznej podróży po świecie. Trapiły go jednak pechowe zbiegi okoliczności. Czworo elfów zachorowało. Ich zastępcy, nie dość wykwalifikowani, dopuścili do znacznych opóźnień w produkcji zabawek. Zaprzęgając renifery, Mikołaj odkrył, że trzy z nich to kobyły w zaawansowanej ciąży. Podczas pakowania sań złamała się jedna z płóz. Worek runął na ziemię. Zabawki rozsypały się dokoła. Zdenerwowany Mikołaj wrócił do domu pokrzepić się szklaneczką szkockiej. Niestety! Barek okazał się pusty. Przeto chciał napić się przynajmniej kawy, ale upuścił dzbanek, który roztrzaskał się. Poszedł po szczotkę, by pozamiatać szkło, lecz odkrył, że myszy zjadły jej włosie. Nawet Świętego taka rzeczy kolej może wyprowadzić z równowagi!
Wtedy zadzwonił dzwonek u drzwi. W progu stanął aniołek z piękną, wielką choinką.
Aniołek radośnie zawołał: – Wesołych Świąt, Święty Mikołaju! Przyniosłem ci choinkę. Prawda, że jest wspaniała? Gdzie chciałbyś, żebym ją wsadził?
Stąd właśnie, drogie dzieci, bierze się tradycja aniołka na czubku choinki.

MORAŁ: Ci na samym szczycie korporacji też nierzadko mają wszystko w…

TROUBLESHOOTER

Troubleshooter to menedżer cieszący się reputacją pogromcy trudności, które w mig, pif–paf, rozwiązuje.

Po koncercie barbórkowym jeden ze słuchaczy wtargnął na scenę i podbiegł do puzonisty.
– Panie, jo trzidzieści lat robia na grubie za ślusorza. To musi iść wyciongnonć. Daj no pan ino ta ruła…

MORAŁ: Strzeż się specjalistów, którzy każdy skomplikowany problem gotowi są rozwiązywać szybko, prosto – i nieskutecznie.

ALIANS STRATEGICZNY

Menedżer do żony: – Kochanie, zawsze doceniałem twoją lojalność, podziwiałem cię, jesteśmy udanym małżeństwem, ale wyznaj mi tak z ręką na sercu, czy ty mnie kiedyś zdradziłaś?
Żona zrazu odmawia rozmowy na ten temat. Podnosi, że nie zadaje się takiego pytania. A jak już ktoś je zada, to po prostu nie odpowiada się na nie. A jak już odpowiedź padnie, to i tak przecież nie wierzy się w nią.
Lecz mąż nalega, marudzi, ponawia pytanie. Wreszcie słyszy: – No dobrze, Kaziu, jeżeli już koniecznie chcesz wiedzieć, to owszem, zdradziłam cię. Trzy razy. Sam oceń, czy postąpiłam niewłaściwie. Pierwszy raz to było wtedy, kiedy usiłowałeś rozpocząć działalność, założyć firmę, a tu znikąd nie można było pożyczyć pieniędzy. Banki oczywiście odmawiały kredytu, powoływały się na brak zabezpieczeń, zdolności kredytowej… Więc czy pamiętasz, jak któregoś ranka dyrektor banku przyszedł do nas do domu z wszystkimi papierami starannie wypełnionymi, ty miałeś tylko podpisać, a następnego dnia pierwsza transza kredytu wpłynęła na twoje konto?
– Ależ Ewuniu, przecież taki postępek trudno traktować jako zdradę! To dowód miłości do męża, strzelisty akt zawierzenia jego możliwościom! A teraz opowiedz, kochanie, o tym drugim razie.
– Więc, Kaziu, czy pamiętasz jak wykryto u ciebie zwężenie pnia aorty, konieczna była trudna operacja, nikt nie chciał się jej podjąć, a wtedy docent Jerzy, dzisiaj słynny profesor, w ostatniej chwili odłożył wyjazd na narty do Cortiny d’Ampezzo i zoperował cię?
– Ależ Ewuniu, kochanie moje, w takiej sytuacji to wcale nie zdrada, to dowód przywiązania do mnie, poświęcenia! A ten trzeci raz?
– Hm, jakby to powiedzieć… Kaziu, czy pamiętasz, jak kilka lat temu spełniłeś marzenie swojego życia i zostałeś prezesem tego twojego stowarzyszenia menedżerów? Zabiegałeś o to długo, biedaku, kilkakrotnie przepadałeś w wyborach, a za każdym razem brakowało ci czterdziestu siedmiu głosów…

MORAŁ: Kariera rozwija się szczególnie pomyślnie wtedy, gdy możesz liczyć na czyjeś mocne wsparcie. Na plecy. A już zwłaszcza – na miejsce, w którym tracą one swoją nazwę.

DOSKONALENIE KWALIFIKACJI

Do pękniętej rury zjeżdża ekipa fachowców: majster z pomocnikiem. Majster schodzi do włazu, a po dłuższej chwili wynurza się, umazany fekaliami po brodę. Ociera nieczystości z twarzy i wydaje dyspozycję:
– Zenek, podaj–no klucz francuski!
Majster schodzi z kluczem do włazu, a po dłuższej chwili wynurza się, umazany fekaliami po czubek nosa. Ociera nieczystości z twarzy i wydaje dyspozycję:
– Zenek, podaj mutrę!
Majster schodzi z mutrą do włazu, a po dłuższej chwili wynurza się, umazany fekaliami powyżej uszu. Ociera nieczystości z twarzy i powiada do pomocnika:
– Ucz się, Zenek, ucz! Bo inaczej przez całe życie będziesz tylko narzędzia podawał!

MORAŁ: Warto pobierać nauki, doskonalić kwalifikacje, acz powinieneś uważać, bo niektóre zachłanne szkoły biznesu mogą cię wpuścić w kanał!

DOŚWIADCZENIE

W pogoni za zającem stary lis zapędził się do lasu – i zgubił się w gąszczu. Co gorzej, ujrzał skradającego się ku niemu młodego wilka.
Udając, że nie dostrzega przeciwnika, pochwycił kawałek chrustu i symulował obgryzanie kostki. Mówił przy tym głośno do siebie: – Bardzo smaczny był ten młody wilczek. Schrupałem go z kościami. Chętnie zjadłbym jeszcze jednego wilka, ale skąd go wziąć?
Słysząc to, młody wilk wycofał się po cichutku. Pomyślał: – Ten stary lis wygląda niepozornie, miałem zamiar go zjeść, a okazuje się, że to on zjada wilki, i to parami! Lepiej trzymać się od niego z daleka!
Atoli wiewiórka, przypadkowy świadek incydentu, postanowiła wyjawić wilkowi prawdę by zaskarbić sobie jego względy na przyszłość. Jakoż po chwili stary lis znowu ujrzał skradającego się ku niemu młodego wilka. Tym razem wilkowi siedziała na karku wiewiórka, służąc mu za przewodnika. Odwróciwszy się w inną stronę, stary lis udał, ze rozgląda się po okolicy i głośno gderał:
– No i gdzież ta wiewiórka? Dobrą chwilę temu posłałem ją, żeby mi tu sprowadziła jakiego wilka do zjedzenia, bom wciąż głodny…
Usłyszawszy to, młody wilk czmychnął ile sił w nogach, obiecując sobie, że z wiewiórką to się jeszcze porachuje.

MORAŁ: Lepiej, by te młode wilczki nie zaczynały ze starymi lisami. Doświadczenia nic nie zastąpi!

REKRUTACJA

Harry i Sally rzetelnie zajmowali się sprawami i interesami kuzyna, który wyjechał na kontrakt do Ameryki Łacińskiej, zaś wdzięczny kuzyn rewanżował się niekiedy niezwykłym upominkiem. Kiedyś przysłał klatkę z okazałym, barwnym ptakiem znad Parany. Po jakimś czasie zatelefonował z pytaniem, czy przesyłka doszła.
– Doszła, doszła – uspokoił go Harry. – Zrobiłeś nam wielką frajdę. To wspaniały ptak. Był pyszny!
– Co znaczy: był pyszny? – zaniepokoił się kuzyn. – Przecież go chyba nie zjedliście?
– Sally podała go w sosie żurawinowym i pure ziemniaczanym na słodko z rozmarynem – wyjaśnił Harry. – Był wyśmienity.
– Harry, ten ptak kosztował masę pieniędzy!
– Nie dziwię się. Taki przysmak wart każdej sumy.
– Ależ Harry, to nie był zwykły ptak! On znał trzy języki: portugalski, hiszpański i guarani.
– Zgadza się. Póki nie dałem mu w łeb, cały czas szwargotał coraz to w innym języku. Tylko, widzisz, niby taki on uczony, a nie potrafił się ze mną dogadać.

MORAŁ: W ogłoszeniach o rektutacji pracowników zawsze piszą o wymaganej znajomości języków obcych. Więc wiedz, że z szefem w tych językach chyba nie pogadasz. Prędzej dostaniesz w łeb.

OBSZARY BIZNESU

Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego. Z koszyczkiem szła na jagody. Wtem,
rozglądając się za leśnym runem, ujrzała pośród mchów, doskonale w nich zamaskowaną paskudną żabę. Aż cofnęła się na widok obrzydliwstwa. Nieoczekiwanie, paskudna żaba odezwała się do niej ludzkim głosem. Całkiem sympatycznym barytonem:
– Słuchaj, dzieweczko! Nie uciekaj przede mną, proszę. Jestem księciem z bajki przemienionym przez złego czarnoksiężnika w paskudną żabę. Zdejmiesz ze mnie klątwę, odzyskam ludzką postać, jeżeli pozwolisz mi pocałować się tam, gdzie nikt cię jeszcze nigdy nie całował.
Zadumała się dzieweczka. Chciałaby odczarować księcia z bajki… Lecz jakże tu spełnić jego życzenie? Aż wreszcie znalazła rozwiązanie: – No, chyba że w koszyczek.

MORAŁ: Bądź elastyczny. Przygotuj się na to, że życie płata niespodzianki i nieraz przyjdzie ci prowadzić działalność na obszarze dalekim od wymarzonego.

FAKTUROWANIE

Zmarł prawnik. Przywitał go w niebiosach Święty Piotr: – Tu zostaniesz należycie nagrodzony za wysiłek w tak długim, pracowitym życiu…
– Jak to długim, Święty Piotrze? – zadziwił się mecenas. – Przecież mam dopiero, to znaczy miałem, trzydzieści osiem lat!
Zafrasował się Klucznik Niebieski. Zmarszczył brew, zasiadł do komputera, poprawił okulary, poklikał w klawisze, aż znalazł to, czego szukał. I wyjaśnił:
– Mamy w excelu zestawienie godzin, jakie naliczyłeś klientom. Po zsumowaniu wyszło, że masz sto cztery lata.

MORAŁ: Pamiętaj, że twoja kariera zależy od wkładu pracy!

Ten zbiorek Przypowiastek został ogłoszony 23 grudnia 2015 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET.
W FACECJACH czytaj także poprzednie zbiory Przypowiastek z morałem

„Zasadniczo nie wnoszę pretensji”

Obrzydliwie seksistowskie powiedzenie: „Przekłady są jak kobiety – im brzydsze, tym wierniejsze” zawiera sporo prawdy. Mając wybór pomiędzy przekładem niewiernym albo brzydkim staję na stanowisku, że lepiej w ogóle unikać przekładania fachowych terminów jeżeli są one należycie rozumianych przez wszystkich, którzy się nimi posługują. Dlatego swobodnie używam terminu corporate governance w mowie i w piśmie, a przez kilka lat byłem także wydawcą i redaktorem kwartalnika PID „Przegląd Corporate Governance”. Wychodzę z założenia, że kto tego terminu nie zna, lub nie rozumie, nie potrzebuje go znać i rozumieć. Uważam, że jest to termin nie obcojęzyczny, a globalny, stosowany przez specjalistów nie tylko w krajach języka angielskiego.

Próby wypracowania odpowiedniego przekładu corporate governance na język polski nie zostały uwieńczone powodzeniem. Najbliższe pojęcia governance jest wprawdzie słowo władztwo, lecz nie udało się go zaszczepić. Prof. Czesław Mesjasz misternie wywiódł, że jeszcze bliższe znaczeniowo byłoby słowo władanie, lecz i ono nie przyjęło się. Sam przez lata lansowałem termin porządek korporacyjny, ale nie odniosłem powodzenia, natomiast szybko rozpowszechnił się termin ład korporacyjny. Porządek, dowodziłem, to kategoria organizacyjna, o to akurat chodzi, ład to kategoria estetyczna, stosowna raczej w konkursie piękności. Jak u Kopernika i Greshama gorszy pieniądz wyparł z obiegu lepszy, tak tutaj termin lepszy przegrał z gorszym. Na koniec wątpliwości rozstrzygnął legislator: w języku prawnym (tym, którym pisane są obowiązujące akty normatywne) przyjęto ów nieszczęsny ład korporacyjny. Próbowałem żartem skrzyżować władztwo (władanie) z ładem, wyszedł z tego wład korporacyjny, ale nikt się nie śmiał. Miczurin skrzyżował kota z węglem, wyszedł mu miał węglowy, znajomy ojca śmiał się z tego kawału, dostał 2 lata.

Nie koniec na tym. Po pierwsze, oprócz czterech wspomnianych powyżej przekładów corporate governance na narodowe narzecze Polaków pojawiły się jeszcze dwa inne, stopniujące zamęt pod niebiosa. Jedno to nadzór właścicielski, drugie to nadzór korporacyjny. Trudno dociec, czym mają się różnić, raz bywają używane zamiennie, innym razem przeciwstawnie. Czytam opasłą monografię pod tytułem „Nadzór korporacyjny” i dowiaduję się z niej, że w istocie traktuje ona o czymś innym, o nadzorze właścicielskim. A ja tych pojęć nie odróżniam, próby ich unaukowienia przypominają mi dyskusje w czasach słusznie minionych o różnicach między kierowniczą a przewodnią rolą partii. Masło maślane.

Opowiadał Jan Krzysztof Bielecki: „Kiedyś napisałem z profesorem Wilkinsem z uniwersytetu Sheffield rozprawę o corporate governance w Polsce. Nie było jeszcze polskiej terminologii, więc na użytek omówienia sprawy w Gazecie Bankowej użyłem określenia „nadzór właścicielski”. Wszyscy okropnie na mnie krzyczeli, ze nie o to chodzi, ale sami nie wiedzieli, jak to nazwać. Dzisiaj – wszyscy mówią o corporate governance” (w wywiadzie dla tygodnika Gazeta Bankowa 9 VIII 2004 r.).

Poniżej odsyłam do archiwalnego tekstu „Lost in translation”, w którym przytoczyłem historyjkę o Turku śpiewającym utwory Moniuszki. Teksty najpierw przełożono na turecki, następnie z tureckiego na polski, nikt w słowach „Zasadniczo nie wnoszę pretensji” nie rozpoznał frazy Jontka „Nie mam żalu do nikogo”. Otóż podobnie bywa, kiedy te dyskursy o nadzorze korporacyjnym lub właścicielskim, o ładzie lub porządku, o władztwie lub władaniu, przychodzi tłumaczyć na języki obce. Przeto odsyłam także do omówienia składanki prac naukowych i naukawych, gdzie ich streszczenia ogłoszono po angielsku, więc nasze terminy zostały w większości przełożone jako corporate governance, z wyjątkiem dla corporate supervision.

Więcej kłopotów nastręcza rada nadzorcza przekładana jako the board, supervisory board, board of governors, względnie board of directors (pod tę ostatnią nazwę często podszywa się zarząd), a także spółka (company) w różnych okolicznościach przekładana jako enterprise, corporation, co-operation, firm, economic entity… Nie wszystko należy przekładać. Lucjan Rydel przetłumaczył na niemiecki, bodaj na powitanie cesarza w Krakowie, tekst przyśpiewki „Podkóweczki dajcie ognia”. Leon Skorupka przetłumaczył na francuski, także nie wiedzieć po co, „Alboż my to jacy tacy, jacy tacy, chłopcy krakowiacy”. Ktoś się trudził, wychodziły z tego głupoty.

Wróciłem do kwestii „Czy przekładać termin corporate governance na język polski, a jeżeli tak – to dlaczego nie?” pod wpływem ciekawych komentarzy piór Krzysztofa Grabowskiego, Mariusza Kanickiego i Sylwii Pęczak (dziękuję!) do jednego z moich niedawnych wpisów. Zakończę dwoma powiedzonkami z wdziękiem. Igor Korcziłow tłumacz radzieckich genseków, jest autorem cennej obserwacji: „Tłumaczenie jest jak powietrze: nikt nie zwraca na nie uwagi, dopóki nie zostanie zepsute”. Natomiast włoska tłumaczka Serena Fabris wyznała: „Przekład jest jak łuskanie cebuli. Zrazu zdaje się, że podołasz, a kończysz we łzach”.

Czytaj także: 2010.11.30 Lost in translation
2008.09.01 Szósty stopień teorii

Powiedzonka z wdziękiem IV: O podatkach

Były już POWIEDZONKA Z WDZIĘKIEM o radzie nadzorczej i jej członkach, o giełdzie i o doradcach. Dzisiaj o podatkach.

  • Każdy chce żyć na koszt państwa zapominając, że to państwo żyje na jego koszt (Frédéric Bastiat 1801-1850, francuski ekonomista, popularny i współcześnie)
  • Najlepszy sposób na wyjaśnienie dziecku istoty podatku to zjedzenie mu 30% jego porcji lodów (Bill Murray 1950–, amerykański aktor)
  • Homo sapiens tym różni się od wołu, że chociaż tyra jak tamten, jest w dodatku opodatkowany (ASN, 1943–,)
  • Różnica między poborcą podatkowym a preparatorem zwierząt: preparator wyciąga wnętrzności, ale zostawia skórę (Mark Twain właśc. Samuel L. Clemens 1835-1910, amerykański pisarz, wybitny humorysta)
  • Różnica między racjonalizacją podatkową a uchylaniem się od płacenia podatków sięga grubości więziennego muru (Denis Healey 1917–, b. brytyjski kanclerz)
  • Inflacja jest podatkiem nakładanym bez ustawy (Milton Friedman 1912-2006 amerykański monetarysta, laureat ekonomicznego Nobla)
  • Grzywna jest podatkiem za postępowanie niewłaściwe, podatek jest grzywną za właściwe jak najbardziej (jedno z praw Murphy’ego)
  • Nieterminowe regulowanie podatków stawia płatnika w pozycji nieprzewidzianej nawet w Kamasutrze (znane, zwłaszcza niektórym)
  • Rząd, który okrada Piotra, żeby wesprzeć Pawła, zawsze może liczyć na poparcie Pawła (George Bernard Shaw 1856-1950, irlandzki dramaturg i aforysta, noblista)
  • Jeżeli nie możesz ich pokonać, opodatkuj ich (The Economist; parafraza angielskiego przysłowia “Jeżeli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich”)
  • Wykazuję więcej uczciwości płacąc podatki, niż politycy wydając te pieniądze (Michael Caine 1933–, brytyjski aktor filmowy)
  • Jeszcze kiedyś będzie pan ciągnął z tego podatki (wynalazca Michael Faraday 1791-1867 na wątpliwości premiera W.E. Gladstone’a 1809-1898 co do użyteczności drucika wirującego wokół magnesu, pierwowzoru silnika elektrycznego)
  • W Danii nie ma rokoszy, buntów lub rebelii przeciwko władzy – lecz wszyscy są, lub zdają się być, miłośnikami swojego króla, bez względu na ich złe traktowanie i nakładane na nich brzemienia, pod którymi jęczą. Lecz sądzę, że powodem zasadniczym tego stanu rzeczy są równe dla wszystkich podatki i sposób ich pobierania. Niepodobna wyobrazić sobie przez tych, co tego nie widzą, jakimż komfortem dla cierpiących jest równe wszystkich poniewieranie (Robert Molesworth 1656-1725, angielski poseł w Kopenhadze, w 1694 r.
  • Dobra polityka podatkowa powinna przypominać skubanie gęsi: dawać dużo piór, mało krzyku (Jean Baptiste Colbert, 1619-1683, legendarny minister finansów Francji)
  • Wieża Eiffla to Empire State Building po zapłaceniu podatku (znane)
  • Największy problem w małżeństwie: jak z jednej pensji utrzymać żonę i państwo (Mark Twain)
  • W życiu pewne są tylko śmierć i podatki (Daniel Defoe 1660-1731, wielki angielski pisarz i agent wywiadu)
  • Wprawdzie i podatki, i śmierć, są nieuchronne, ale ta druga jest mniej dokuczliwa, bo nie zdarza się co roku (Terry Pratchett 1948-2015, brytyjski pisarz fantasy)
  • Najmilszy zwrot w każdym języku to zwrot podatku (miła jest sama myśl o tym)

Czytaj także:
2014.02.05 Facecje: Powiedzonka z wdziękiem I (o radzie nadzorczej i jej członkach)
2014.03.23 Powiedzonka z wdziękiem II: O giełdzie
2014.08.11 Powiedzonka z wdziękiem III: O doradztwie

PRZYPOWIASTKI Z MORAŁEM [IV] „O zasobach ludzkich”

Pracowników zastąpiły „zasoby”, którymi się „zarządza”. To bardziej niemoralne od morałów, którymi umoralniam przypowiastki o tym „zarządzaniu”. Większość z nich szydzi ze współczesnych – wynaturzonych na wskroś – korporacji.

HUMAN RESOURCES MANAGEMENT

– Panie szefie, mam sprawę. Proszę o urlop na jutro. Żona zaplanowała wielkie porządki. Mam wytrzepać dywany, powynosić masę rupieci z piwnicy, wysprzątać garaż…
– Panie Józiu, nie ma mowy! Na jutro mam dla pana masę roboty.
– Dziękuję, szefie. Wiedziałem, że mogę na pana liczyć.

MORAŁ: Nie szafuj siłami personelu. Pracownicy docenią twoją troskę o ich dobro.

INTERVIEW

W potocznej mowie ha-erowców (czyli tych od human resources) ” interview” to rozmowa kwalifikacyjna z kandydatem do pracy.

Przychodzi do lekarza atrakcyjna brunetka: – Doktorze, proszę mnie dokładnie zbadać, bo gdzie się nie dotknę, tam mnie boli.
Lekarz nie bez przyjemności zbadał pacjentkę nadzwyczaj dokładnie. Po czym zapytał: – Kiedy farbowała pani włosy?
– W środę. A skąd pan wie?
– Bo ma pani złamany kciuk.

MORAŁ: Nie gub się w nieistotnych szczegółach, całą prawdę o rozmówcy możesz wydobyć z niego jednym pytaniem!

SZTUKA PRZEŻYCIA

W Afryce każdego ranka gazela budzi się ze świadomością, że aby przeżyć, musi biec ze wszystkich sił, byle szybciej od najszybszego z lwów.
Z kolei lew budzi się każdego ranka ze świadomością, że aby zaspokoić głód i przeżyć, musi biec ze wszystkich sił, byle szybciej od najwolniejszej z gazel.

MORAŁ: Nie ma znaczenia, czy jesteś gazelą, czy lwem. Po prostu, kiedy tylko dzionek wstanie, wstań i ty, ze świadomością, że aby przeżyć, musisz zaiwaniać ze wszystkich sił.

ODZIEŻ ROBOCZA

Wielka Brytania. Stary diuk opowiada siostrzeńcowi o bujnym, interesującym życiu towarzyskim, jakie arystokracja toczyła w jego czasach.
– Czym różniło się ono od współczesnych obyczajów? – pyta młodzieniec.
– Wyobraź sobie, chłopcze, że w moich czasach panna z towarzystwa nie mogła zrobić kroku bez chaperone, czyli przyzwoitki u boku. Jakież to było krępujące, niepraktyczne! Dzisiaj przyzwoitki nie są potrzebne, bo mamy środki antykoncepcyjne, a dżentelmena poznać po tym, że niezawodnie jest w nie wyposażony.

MORAŁ: Nie zapomnij o zaopatrzeniu swojego personelu w odzież roboczą!

MOTYWOWANIE

Do miasteczka w Arizonie wpadł galopem Indianin na spienionym koniu. Ku konsternacji przechodniów, jeździec co kilka chwil wydawał z siebie szaleńcze okrzyki Yoooo-hoooo!, zapewne hasła bojowe. Zatrzymał konia, dopiero wtedy dostrzeżono za nim wtuloną w niego białą kobietę. Gdy ta zsunęła się na ziemię, Indianin zawrócił konia i bez słowa pognał w dal.
– Zabłądziłam na pustyni, a na bezdrożu zepsuł mi się samochód – opowiedziała przybyszka. – Zepsuł się na amen. Sczezłabym we wraku, gdyby nie ten dobry człowiek. Nadjechał znikąd i pokazał, bym wsiadła na jego chabetę. Wdrapałam się jakoś, ale bardzo bałam się, ze spadnę. Nie czułam się bezpiecznie. I tak zmierzaliśmy przed siebie w sennym tempie, ja próbowałam utrzymać się na grzbiecie raz łapiąc jeźdźca pod pachy, raz w pasie, raz za uda, aż wreszcie wymacałam przed sobą sztywny róg siodła i chwyciłam go mocno oburącz. Indianin pojął, że jestem bezpieczna i spiął konia, pędziliśmy szaleńczo, on coś pokrzykiwał, chyba zaklinał zwierzę do wysiłku, przywiózł mnie tutaj, uratował życie, a nawet nie zdążyłam mu podziękować, jak odjechał…
Otaczający kobietę kółkiem mieszkańcy słuchali jej opowieści w milczeniu. Gdy skończyła, długo jeszcze panowała cisza. Aż ozwał się siwobrody, chyba najstarszy z obecnych:
– Paniusiu, Indianie nie używają siodeł.

MORAŁ: Nie ustawaj w poszukiwaniu skutecznego sposobu motywowania ludzi do bardziej wydajnego działania.

REGULAMIN PRACY

Przychodzi do pani Marcysia i duka: – A psze pani, a ja będę musiała odejść!
Zafrasowała się pani. Gdzie teraz znajdzie następną gosposię? Więc docieka: – A czemuż to, Marcysiu? Źle Marcysi u mnie?
– Żeby od razu źle, to może nie. Ale, psze pani, ja będę miała dziecko!
Pani znajduje rozwiązanie: – Ależ, Marcysiu, może jednak Marcysia zostanie? Dziecko może chować się w służbówce, tam miejsca dość, a ja Marcysi pomogę przy dziecku, jak Marcysia pomaga mi w domu.
Po roku Marcysia oświadcza: – Psze pani, ja jednak będę musiała odejść!
Zafrasowała się pani. Gdzie teraz znajdzie następną gosposię? Więc docieka: – A czemuż to, Marcysiu? Źle Marcysi u mnie? A i dziecko chowa się tu dobrze…
– Ale, psze pani, ja będę miała drugie – komunikuje Marcysia.
Pani znajduje rozwiązanie: – Ależ, Marcysiu, może jednak Marcysia zostanie? Jedno dziecko jest, to przy nim i drugie się uchowa, a ja Marcysi pomogę przy dzieciach, jak Marcysia pomaga mi w domu.
Znowu minął rok, znowu przychodzi Marcysia: – Psze pani, ja jednak będę musiała odejść!
Zafrasowała się pani: – A cóż to, Marcysiu, trzecie dziecko?
Na co Marcysia: – A skądże! Tylko te bachory hałaśliwe takie, roboty z nimi tyle, a ja, psze pani, żem się do dzieci nie godziła!

MORAŁ: Okazywanie pracownikom nadmiernej pobłażliwości, odstępowanie od regulaminu pracy z uwagi na ich osobiste sprawy, może narazić cię na nieoczekiwane przykrości.

BHP

Lew pożarł tresera i dyrektor cyrku dał ogłoszenie o wolnym miejscu pracy. Zgłosiło się dwoje kandydatów. Oboje młodzi, na oko bez doświadczenia. Dyrektor był przekonany, że żadne z nich nie podoła obowiązkom. Lecz kobieta tak żarliwie nalegała, by dać jej szansę, że dyrektor ustąpił: – No to wejdź do klatki i pokaż, co potrafisz.
A kiedy weszła do klatki, ospały dotąd lew zerwał się na nogi i groźnie ryknął. Kobieta zdecydowanym ruchem zdarła z siebie okrywającą ją pelerynę i stanęła przed bestią naga. Dorodna była z niej baba… Król zwierząt nagle złagodniał. Powolnymi ruchami zbliżył się do kobiety. Obszedł ją dokoła ocierając się o nią grzbietem, po czym zaczął delikatnie lizać jej stopy. I pięty. Potem łydki, kolana, uda, biodra…
Dyrektor stał oniemiały z zachwytu. – A ty, potrafiłbyś tak? – zwrócił się wreszcie do młodego mężczyzny, także zainteresowanego stanowiskiem tresera.
– Jasne, że potrafiłbym. Jeszcze jak! Mogę pokazać, nawet zaraz, tylko zabierz pan stąd to cholerne zwierzę!

MORAŁ: Zapewnij pracownikom bezpieczeństwo i komfort, a oni już pokażą, co potrafią.

WYPOSAŻENIE

Do dublińskiego pubu zachodzi Carol O’Cadhain, a wygląda, jakby kilka razy przejechał po nim tramwaj. Ręka na temblaku, nos złamany, twarz posiniaczona i pokaleczona. Do tego jeszcze powłóczy nogą!
– Co ci się stało? – pyta Sean, barman.
– Finn Sheridan mnie załatwił – wyjaśnia Carol.
– Ach, ten kurdupel! Ale nie mógł cię załatwić tak po prostu, musiał mieć coś w ręku…
– No i miał. W obu rękach. – mówi Carol. – Łopatę miał, skórkozjad. I tłukł mnie nią, ile wlezie.
– Powinieneś się bronić – radzi Sean. – A co ty miałeś w rękach?
– No, wiesz… Tak się złożyło, że w rękach akurat miałem piersi jego żony. Bardzo piękne, kształtne, apetyczne, ale w bójce całkiem nieprzydatne.

MORAŁ: Wielu twoich pracowników może dysponować sporym potencjałem. By mogli go wykorzystać, należy jeszcze wyposażyć ich w narzędzia pracy.

HEADHUNTING

Headhunting to zawód tzw. łowców talentów. Biorą sute honoraria i znajdują potrzebnego ci specjalistę googlując po sieci. A można inaczej.

Mężczyzna wchodzi wieczorem do lokalu. Spostrzega siedzącą przy barze atrakcyjną kobietę.
Podchodzi i zagaja: – Co porabiasz, ślicznotko?
Ona patrzy mu w oczy i mówi: – Co porabiam, chłoptasiu? Dymam, kogo popadnie. Wszystkich, jak leci. Starannie, na wylot. Wszędzie. W domu, w biurze, tutaj. Uwielbiam dymać, kogo się da. Od kiedy skończyłam nauki, nie robię nic innego…
Na to on: – Jak tylko wszedłem i panią dostrzegłem, od razu tak sobie pomyślałem! Bo ja też jestem prawnikiem. A pani mecenas to w której kancelarii pracuje?

MORAŁ: Kiedy potrzebujesz specjalisty, nie musisz zatrudniać drogich agencji executive search. Popytaj w branży. Tam już na pierwszy rzut oka rozpoznają prawdziwych fachowców.

PROFESJONALIZM

Urządzono ślepą degustację. Najpierw wystąpił znany francuski sommelier. Natychmiast rozpoznał, że wino pochodzi z okolic Bordeaux. Co więcej: sam aromat pozwolił mu wskazać proweniencję Saint–Emilion. Długo smakował pierwszy łyczek, aż stwierdził: – Chateau Musset Chevalier. Rocznik? Hm… 2002.
– Blisko, blisko! – krzyczeli arbitrzy. – Ale to był rocznik 2001. Niemniej, Mistrzu, gratulujemy osiągnięcia.
Teraz zaproszono do stołu skromnego menela z Warszawy. Nalano mu szklankę wódki. Chlusnął ją w siebie.
Ledwie złapał dech, powiedział: – Żytnia.
– Brawo! Wspaniale! – zakrzyknęli arbitrzy.
– Chwyleczkę, nie skończyłem.
Nalał sobie drugą szklankę, wypił duszkiem i powiedział: – Żytnia 18.
Po trzeciej szklance dodał: – Miesz–szkanie sz–sześć…

MORAŁ: Nie poprzestawaj na pobieżnym załatwianiu spraw. Wkładaj w swoją pracę całą duszę, jak prawdziwy profesjonalista. W każdej dziedzinie można osiągnąć perfekcję.

Przypowiastki ukazały się 13 kwietnia 2015 r. w Gazecie Giełdy Parkiet
Czytaj także:
2015.04.03 Przypowiastki z morałem (III) Dla menedżerów
2014.12.31 Dla inwestorów Przypowiastki z morałem (II)
2014.12.24 Dla inwestorów Przypowiastki z morałem (I)

PRZYPOWIASTKI Z MORAŁEM (III) – Dla menedżerów

OSTRZEŻENIE: Przypowiastki bywają niepoprawne politycznie i obyczajowo! Pochodzą one nie wiadomo skąd, ja je tylko pozbierałem, umoralniłem i – na odpowiedzialność Czytelników – upowszechniam.

JAK ROZPOZNAĆ PREZESA

Mężczyzna w balonie uświadomił sobie, że stracił orientację w terenie. Obniżył wysokość, wypatrując pomocy. Spostrzegł kobietę spacerującą błoniem. Zniżył balon jeszcze bardziej i krzyknął: – Hallo, czy wiesz, gdzie ja jestem? Bo obiecałem koledze, że wyląduję u niego na rancho. Zgubiłem się, jestem spóźniony, a on się tam pewnie niepokoi.
– Jesteś w balonie kiwającym się nad błoniem na wysokości około trzydziestu stóp. Twoje współrzędne mieszczą się pomiędzy 40 a 41 stopniem szerokości geograficznej północnej oraz pomiędzy 59 a 60 stopniem długości geograficznej zachodniej.
– Ty chyba jesteś specjalistką IT! – wykrzyczał zirytowany podróżnik.
– Owszem, jestem – odparła kobieta. – Ale bierze mnie ciekawość, skąd to wiesz?
– To ci powiem. Wszystkie twoje informacje są zapewne technicznie poprawne, ale nie mam pojęcia, jaki mógłbym odnieść z nich pożytek. Tyle samo wiem, co i przedtem. Nie udzieliłaś mi żadnej praktycznej pomocy, a gruncie rzeczy tylko straciłem przez ciebie czas.
– Ty chyba musisz być ważnym prezesem – powiedziała kobieta.
– A i owszem, jestem. Zastanawiam się, skąd możesz to wiedzieć.
– No to posłuchaj. Nie wiesz gdzie jesteś, ani dokąd zmierzasz. Znalazłeś się wysoko, ale nie za sprawą własnych zasług, tylko dzięki nadętej powłoce. Złożyłeś obietnicę, której nie potrafisz dotrzymać i oczekujesz od kogoś stojącego niżej, że rozwiąże twój problem. W istocie, nadal jesteś w tej samej sytuacji, w jakiej byłeś zanim mnie spotkałeś, ale teraz obwiniasz za to mnie.

MORAŁ: Powiedz prezesowi prawdę o nim, ale nie wcześniej niż on znajdzie się w kłopocie, a ty poza jego zasięgiem.

SEKRETARKA

– Dzień dobry, aniołku. Mówi tatuś. Czy jest tam mama w pobliżu?
– Tatusiu, mama jest w sypialni z wujkiem Wackiem.
– Córuniu, kochanie, co ty wygadujesz! Jakim wujkiem? Przecież nie mamy w rodzinie żadnego wujka Wacka!
– Ależ mamy, tato. Wujek Wacek przychodzi tu często, mama zamyka się z nim w sypialni, a mnie każą wtedy oglądać telewizor.
– Córuś, powiem ci, co masz zrobić. Nie rozłączaj się. Podejdź do drzwi sypialni i krzyknij, że tata właśnie podjechał pod dom, akurat wysiada z samochodu. I potem powiesz mi, co zrobili.
Po chwili:
– Tato, tato, przyjedź zaraz, proszę! Bo kiedy krzyknęłam, że właśnie wysiadasz przed domem z samochodu, mama wyleciała golusieńka z sypialni, chwilę pobiegała w kółko, po czym wyskoczyła przez okno z salonu i zabiła się na śmierć, o rety! A wujek Wacek owinął się prześcieradłem i wyskoczył przez okno sypialni do basenu, tylko zapomniał, że wczoraj spuściłeś z basenu wodę, i zabił się na śmierć, o rety!
– Zaraz, córeczko, o czym ty mówisz? Jaką wodę? O jaki basen chodzi? Halo? Czy to 22 957 6314?

MORAŁ: Jesteś oczywiście bardzo mądry, skoro piastujesz tak wysokie i odpowiedzialne stanowisko, ale może nie od razu aż tak mądry, żeby umieć prawidłowo wybrać numer telefonu. Zauważ, że wszyscy menedżerowie korzystają ze szparkich sekretarek, które łączą ich rozmowy. Albowiem sekretarka wspomaga zarządzanie ryzykiem, że coś mogłoby pójść nie tak.

AWANS

Kiedy osioł wpadł do studni, farmer zrazu usiłował go wydobyć. Zwołał nawet do pomocy gromadkę sąsiadów. Jednak ich wysiłki okazały się daremne. W końcu farmer zdecydował:
– Z tego osła i tak nie było pożytku. Robotny nie był, za to uparty. Ze studni też już pożytku nie będzie, zresztą dawno wyschła. Zasypmy ją razem z osłem, przynajmniej pozbędziemy się śmieci ścielących się dokoła!
Wzięli się zatem do łopat, sypiąc do studni co popadnie. Osioł zawył, ale wkrótce ucichł. Farmerzy pracowali żwawo, aż okryli, że uwięziony w studni osioł energicznie otrzepuje się z tego, co sypią mu na grzbiet, po czym wspina się na kolejne warstwy odpadków. Kiedy już studnia została zasypana niemal równo z powierzchnią gruntu, osioł rączo wydostał się z niej, otrzepał się i oddalił.

MORAŁ: Jeżeli będziesz otrzepywał się z sypiących się na ciebie obowiązków i drapał się coraz wyżej, możesz awansować nawet na wierzchołek tej góry brudów, za jaką zapewne uważasz swoją firmę.

CUD

Matka przyprowadza do lekarza nastoletnią córkę skarżącą się na uporczywe mdłości, nudności, wymioty. Lekarz stwierdza: – Ciąża. Czwarty miesiąc.
– Co też pan, doktorze? Córka z mężczyzną? Nigdy!
– Mama ma rację. Ja nic takiego… Nigdy nawet się nie całowałam.
Lekarz podchodzi do okna, wbija wzrok hen, w dal.
I tak stoi. I stoi. A czas płynie.
Wreszcie zaniepokojona matka dopytuje: – Coś nie tak, panie doktorze?
– Ależ jak najbardziej tak. Tylko że w takich przypadkach – diagnozuje lekarz – na wschodzie pojawia się gwiazda i przybywają trzej magowie. Więc czekam.

MORAŁ: Wielu menedżerów też nic nie robi, tylko czeka na cud.

MISJA

Przeglądając nieprzebrane zasoby swojej szafy, Iwona znalazła szlafrok, w którym weszła do sypialni w noc poślubną. Ileż to już lat…? Rozebrała się, niedbale narzuciła na siebie pamiątkową szatę i udała się w niej do męża.
– Kochany, czy ty wiesz co to jest? – zapytała ujmując połę szlafroka i dokonując przy tym śmiałego ujawnienia istotnej partii jego zawartości.
Marek niechętnie podniósł wzrok znad gazety. – Szlafrok – odburknął.
– Kochany, ale co ci ten szlafroczek przypomina?
– Miałaś go wtedy na sobie. Przez chwilę. Bardzo krótko.
– A pamiętasz, co wtedy mówiłeś?
– Kto by pamiętał? – próbował zbyć żonę Marek, cały czas z nosem w gazecie. Lecz zreflektował się i po chwili dodał: – Trochę wypiłem. Napalony byłem. I nie mogłem się doczekać. A gadałem chyba coś takiego, że będę cię pieścił, aż ogłupiejesz z rozkoszy, aż ci się mózg poskręca i przenicuje na lewą stronę.
– Dokładnie! Dokładnie tak mówiłeś, kochany. A co mi powiesz teraz?
Marek na krótką chwilę uniósł oczy znad kolumny sportowej. Zdążył zobaczyć, jak szlafrok zsuwa się po ciele żony i spływa na podłogę.
– Misja zakończona powodzeniem! – zameldował pewnym głosem. I wrócił do lektury.

MORAŁ: Także menedżer, gdy pragnie wyplątać się z sytuacji, która go już przerasta, obwieszcza wszem i wobec, że spełnił swoją misję.

PIT

Przyszedł wódz do szamana:
– Medicine man, problem. Big Chief, no poo.
Dał szaman wodzowi środki na przeczyszczenie, aliści nazajutrz pacjent przybył ponownie, bardzo zatroskany:
– Medicine man, big problem. Big Chief, no poo.
Szaman zaaplikował silniejsze środki. Minął kolejny dzień i oto znowu pojawił się wódz, nie kryjący już zdenerwowania:
– Medicine man, big, big problem! Big Chief, no poo!
Przygotował szaman wodzowi mieszankę doprawdy piorunującą. Nazajutrz przyszła zmartwiona żona wodza:
– Medicine man, problem. Big, big poo, no Chief!

MORAŁ: Sadzisz, że to niemożliwe? To rozlicz do końca kwietnia swój PIT. Dopłać, ile należy – a zobaczymy, co z ciebie zostanie.

KARIERA

Po szychcie górnicy dołowi wyjeżdżają na powierzchnię. Sztygar przelicza gromadkę i stwierdza, że „jedyn sie stracił”.
– Ni mo Erwina – wyjaśniają koledzy. – Wlecioł do rzompi*.
Podchodzi sztygar do szybu i ryczy wielkich głosem: – Erwin! Jezdeś tam kajś?
Z głębi szybu dobiega odległy głos: – Jezdem…
– A rence, chopie, mosz? – dopytuje sztygar.
– Mom…
– A nogi obie zwei mosz?
Głos Erwina milknie już w dali: – Mom…
– To czemu, pieronie, nie wyleziesz na wierch?
– A bo jo jeszcze leca…!

MORAŁ: Droga w górę to długotrwała, mozolna wspinaczka. W dół spada się nagle, szybko, często bardzo głęboko.
* Rzompia, popr. rząpia – najniższa część szybu, zbiornik wód ściekających z kopalni.

SPUŚCIZNA

Nadzieżda Krupska usiłuje wejść na Kreml, ale rośli wartownicy nie puszczają.
– Krupska jestem. Nadzieżda Krupska!
– Nie wolno, babciu. Wstępu nie ma. Tu jest siedziba najwyższych władz państwa.
– Ależ to mój mąż był założycielem tego państwa i stał na jego czele!
– Nie szkodzi. Nikogo nie puszczamy. Taki prikaz.
Rozżalona Krupska odchodzi. Po paru krokach odwraca się i pyta, tłumiąc łkanie:
– A czy wy, chłopcy, pamiętacie chociaż mojego męża?
– Jasne, babciu. Kto by nie pamiętał starego Krupskiego! – rzuca na pocieszenie jeden z wartowników.

MORAŁ: Póki jesteś ważny, biją ci czołem, a ty kreujesz wartość firmy, budujesz swój wizerunek, zacieśniasz kontakty. Lecz kiedy opuścisz stanowisko, tyle po tobie pozostanie, co po starym Krupskim.

Przypowiastki zostały ogłoszone 3 kwietnia 2015 r. w Gazecie Giełdy Parkiet.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem.

Dla inwestorów PRZYPOWIASTKI Z MORAŁEM [ II ]

Zebrał, umoralnił i do druku podał Andrzej S. Nartowski

PŁYNNOŚĆ.
Jak zwykle o tej porze Fianna O’Connell przygotowuje obiad, a tu nadchodzi Cearbhell O’Kelly.
– Witam cię serdecznie, Cearbhell. A gdzie mój mąż Shymrlock?
– Fianna, właśnie przychodzę ci to powiedzieć. W browarze był straszny wypadek…
– Nie, nie, tylko nie to! Nie mów mi nawet!
– Muszę. Twój Shymrlock nie żyje.
– O rety, rety, rety! Opowiedz mi, jak to się stało?
– Och, to doprawdy było okropne. Shymrlock wpadł do kadzi, w której warzy się porter…
– Powiedz mi przynajmniej, że nie cierpiał. Że to stało się szybko!
– No więc niestety nie. Shymrlock trzykrotnie wydrapywał się z kadzi, żeby się wysikać. Ale za czwartym podejściem biedak był już tak obciążony, że nie zdołał dopłynąć do drabinki i wydostać się na zewnątrz. Utonął cierpiąc straszliwie, że jeszcze tyle porteru zostało.
MORAŁ: Nie warto łykać zbyt wiele! Inwestorze, obserwuj płynność spółki. Ta, która ją utraci, może łatwo pójść na dno.

WINDOW DRESSING
Window dressing, dosłownie „strojenie wystawy”, to zabiegi mające na celu poprawę wyników lub wizerunku spółki; w polszczyźnie odpowiednikiem tych praktyk jest picowanie samochodu przed sprzedażą frajerowi.

Spotyka Ślązak kolegę.
– Coś ty, Gerhard, taki smutny?
– A bo mi starzyk* umarli.
– Co ty godosz! A kiedy?
– Bedzie ze trzi dni temu nazad.
– Fanzolisz! Przeca ja go wczoraj widzioł!
– Bo my go ino na chwila do okna wystawili jak szoł briftreger** z rentom!
MORAŁ: Emitent, który planuje zebranie pieniędzy z rynku, odświeża swój wizerunek i demonstruje rynkowi co lepsze aktywa. A potem dzieje się, co ma się dziać.
* Starzyk – dziadek
** Briftreger (niem. Brieftraeger) – listonosz.

CYKL KONIUNKTURALNY
Ulicą Dublina kroczy ojciec O’Reilly. Zatrzymuje się na widok pozdrawiającej go uprzejmie młodej kobiety.
– Toż to pani Flaherty! Dawałem wam ślub, ile to było temu? Dwa lata? A jak tam młody narybek?
– Nie mamy jeszcze dzieci – odpowiada pani Flaherty.
– Trzeba się starać! Pracować wytrwale! – zachęca ksiądz. I dodaje: – W przyszłym tygodniu lecę do Rzymu. Zapalę świecę w waszej intencji.
Po latach ojciec O’Reilly spotyka na ulicy panią Flaherty z wielkim wózkiem wypełnionym bliźniakami. Pozdrawia ją serdecznie: – Ha! Jakież udane dzieciaki! W nich jest samo dobro. To pierworodne, prawda?
– Ależ skąd, ojcze O’Reilly – odpowiada ponuro kobieta. – To już trzecia para bliźniąt.
– Wspaniale! Wytrwajcie w staraniach! – zaleca kapłan. – A jak miewa się ten zuch, pan Flaherty?
– Mąż od pewnego czasu siedzi w Rzymie. Obiecał, że zdmuchnie wszystkie cholerne świece.
MORAŁ: Koniunktura dobra rzecz, lecz kiedy się przegrzeje, może cię wpędzić w kłopoty.

SWOT
SWOT to akronim pochodzący od słów: Strengths (siły), Weaknesses (słabości), Opportunities (szanse), Threats (zagrożenia). Analizuje się spółkę przy użyciu dowolnej kombinacji czterech czynników niemierzalnych, więc rezultat taki, jak przy gotowaniu zupy, gdzie smak zależy od tego, jakiego składnika dasz najwięcej.

Trzy pańcie rozmawiają przy popołudniowej herbatce. O mężach, jakże by inaczej. A ściślej biorąc, o ich wadach i zaletach. O pokładanych w nich oczekiwaniach – i o zawodach, jakie oni im sprawiają.
Pierwsza pańcia opowiada, że jej mąż jest, owszem, porządnym człowiekiem. Czułym, serdecznym, pełnym ciepłego humoru. Ale taki jest tylko na trzeźwo, co zdarza mu się coraz rzadziej. Szanse na to, by wyszedł z nałogu, są – jej zdaniem – znikome.
Druga wtrąca: jej mąż ma tę zaletę, że nie pije, i tę słabość, że babiarz z niego straszny. Ale istnieje nadzieja, że kiedyś mu to przejdzie. Wiadomo, wiek robi swoje.
Zaś gospodyni mówi, że jej mąż to już prawie ideał. Ma mnóstwo zalet. Nie pije. Za babami nie lata. Właściwie to ma tylko jedną wadę. I chyba nie da się go z niej wyleczyć. Jest syfilitykiem…
Tu rozlega się z drugiego pokoju głos męża: – Ależ Helu, tyle razy już mówiłem, że jestem fi–la–te–li–stą!

MORAŁ: Zanim zabierzesz się do przeprowadzenia analizy SWOT, postaraj się zrozumieć, o co w ogóle chodzi.

AUDYT ZEWNĘTRZNY
Zajączek często słyszał w domu, jak dorośli z respektem wypowiadają się o byku: że to zwierz ogromny, że mocarny, że bardzo srogi, kiedy się rozsierdzi. Razu pewnego tata zając pokazał zajączkowi byka pasącego się hen, na błoniu. Zaiste, byk wyglądał jak wcielona potęga. Zajączek puścił się ku niemu pędem, ale – rzecz dziwna! – im bardziej zbliżał się do byka, tym bardziej byk malał w oczach. Kiedy zajączek dobiegł blisko, już patrzył na byka z góry. Okrążył go kilkakroć, aż zapytał z niedowierzaniem:
– Byku, jak to możliwe? Z daleka byłeś ogromny, potężny, a z bliska skurczyłeś się w oczach.
Na co byk odpowiedział: – Widzisz, zajączku, bo tak naprawdę ja wcale nie jestem bykiem. Wystarczy podejść bliżej, by przekonać się, że jestem skurczybykiem.
MORAŁ: Kiedy biegły rewident wnikliwie zbada spółkę, niejeden giełdowy byk, z daleka mocarny, ogromny – okazuje się po prostu skurczybykiem.

PLOTKI
Polskojęzyczna szkoła „za komuny”. Nikczemna nauczycielka opowiada uczniom o Leninie.
Zgłasza się mały Kajtek: – A psze pani, a ja widziałem Lenina.
– Bardzo ładnie, Kajtku. Ale gdzie ty go widziałeś? – pyta nauczycielka.
– A w lesie, psze pani.
– Hm… W lesie? Lenina? A może to był jeleń?
– A może.
MORAŁ: Rynek żywi się plotkami. Uwielbia spekulować kierując się niesprawdzonymi informacjami. Lecz zachowuj ostrożność. Nie podejmuj decyzji inwestycyjnych w oparciu o niezweryfikowane dane. Bo wyjdziesz na jelenia!

Przypowiastki ogłoszone 31 grudnia 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET.
Ciąg dalszy PRZYPOWIASTEK Z MORAŁEM nastąpi przy stosownej okazji.

Dla inwestorów PRZYPOWIASTKI Z MORAŁEM [I]

Zebrał, umoralnił i do druku podał Andrzej S. Nartowski

ROZWÓJ ORGANICZNY
Tak nazywamy rozwój spółki oparty o własne środki. Przeciwieństwem jest rozwój poprzez przejęcia innych podmiotów.

Leży na błoniu krowa cała zadowolona i popala. Nadchodzi borsuk.
– Cześć, krowa. Zrobiło ci się happy?
– A bo jaram sobie i jest jazzy. A ty, borsuk, nie kopsnąłbyć szluga?
Borsuk chętnie próbuje używki, zaciąga się głęboko i wypuszcza dym kółkami.
– Coś ty, borsuk! – oburza się krowa. – Nie tak trzeba Wciągnij i trzymaj, aż zagotuje ci się w płucach. Wtedy, kolego, jest cool. Albo wiesz co? Sztachnij zdrowo, przejdź się do rzeki, przepłyń pod wodą na drugi brzeg, tam dopiero wypuść dymek. Zobaczysz, jak to działa.
Jak poradziła, borsuk zrobił. Zanurzył się pod wodę, nurt zniósł go nieco w dół rzeki, ale wygramolił się na brzeg, wypuścił powietrze z płuc i zaległ oszołomiony.
Nadszedł hipopotam. Zagadał: – Co czaisz, borsuk?
Opowiedział mu borsuk, że nafazował się, bo niedaleko w górę rzeki leży na błoniu krowa, ma stuff i daje popalić. I że hipopotam też mógłby pociągnąć macha.
Więc poszedł hipcio ku rzece, podążył nią pod prąd, wyszedł na drugi brzeg i zmierza ku krowie.
A krowa już orbituje. I patrzy przymglonym wzrokiem na zwierza idącego błoniem w jej stronę. Aż dociera do niej, co się stało, więc rozpaczliwie krzyczy:
– BORSUK, K….!!!, WYPUŚĆ POWIETRZE!
MORAŁ: Tylko krowa skłonna jest uwierzyć w dynamiczny rozwój organiczny.

REWIDENT DO SPRAW SZCZEGÓLNYCH
Nastała ciemna, bezksiężycowa noc. Po ciężkim dniu mężczyzna wracał do domu. Pomyślał, że skoro nikt na niego nie czeka (w środy żona przesiadywała do późna na zebraniach swojego klubu), nadłoży drogi i pójdzie przez park. Tam, spoza drzewa, dobiegł go konspiracyjny szept kobiety: – Hej, frajerze, masz ochotę na szybki numerek? Za stówkę?
Pomyślał chwilę. Nigdy jeszcze nie kosztował płatnej miłości… Stówka to nie taki znów majątek. Czemu nie?
Kiedy już ukradkiem, na chybcika, zaczęli procedować w krzakach, znienacka padł na nich snop światła latarki, a z góry rozległ się gromko srogi głos policjanta:
– Obywatelu, obywatelko, co tu się wyprawia?
– Kocham się z żoną – odpowiedział mężczyzna.
– Przepraszam. Nie wiedziałem! – odparł policjant.
– Ja też nie. Dopóki ta cholerna latarka nie oświetliła jej twarzy.
MORAŁ: Od rewidenta do spraw szczególnych oczekuje się, że rzuci snop światła tam, gdzie najciemniej, co pozwoli ustalić, kto właściwie kogo dyma.

CORPORATE GOVERNANCE
Corporate governance to należyte prowadzenie spółki, a najlepszą metodą przeciwdziałania korupcji, bałaganowi i niegospodarności jest przejrzystość.

Żona już wzięła prysznic, właśnie zaczyna tuszować się mąż, gdy rozlega się dzwonek u drzwi. On już mokry, ona jeszcze nie wytarła się całkiem, ale owija się w ręcznik i idzie otworzyć.
W progu staje sąsiad, obrzuca ją pożądliwym spojrzeniem i lubieżnie mruczy: – Zrzuć ten ręcznik. Zrzuć chociaż na chwilkę, proszę, a zaraz dam ci trzy tysiące. Natychmiast. Od ręki!
Kobieta ulega pokusie, zrzuca z siebie ręcznik, staje naga przed sąsiadem, inkasuje gruby plik stuzłotówek, po czym zatrzaskuje drzwi. Kiedy otuliwszy się znowu ręcznikiem i podekscytowana nieoczekiwanym przypływem gotówki wraca do łazienki, mąż pyta: – Kto to był?
Żona mówi: – Nasz sąsiad Bartek. Odprawiłam go.
Mąż: – A czy dał ci trzy tysiące, które obiecywał dzisiaj zwrócić?
MORAŁ: Zatajanie przed akcjonariatem informacji o istotnych wydarzeniach nie przynosi żadnych korzyści. Natomiast pełna przejrzystość zadowoli przynajmniej postronnych.

DUE DILIGENCE
Due diligence to badanie spółki przed podjęciem decyzji o jej nabyciu lub przejęciu, czyli szukanie trupów w szafach.

Na bagnistym brzegu rzeki Limpopo o świcie krokodyl dopada krajowca. Pierwszym kęsem przegryza go do uda. Drugim do torsu. Trzeci kęs – i oto w rozwartej paszczy bestii widać już tylko głowę nieszczęśnika.
Ścieżką nad urwiskiem przechodzi właśnie dwóch misjonarzy. Jeden zwraca drugiemu uwagę na ów niecodzienny widok:
– Spójrz tylko. Wszędzie niby bieda. A tego tutaj stać na luksusowy śpiwór od Lacoste’a!
MORAŁ: Nie sądź uczestników rynku po pozorach. Zanim sformułujesz opinię, dokonaj due diligence. Może okazać się, że to, co zrazu uważasz za błyskotliwe aktywa, zdecydowanie należy zaliczyć do pasywów.

ANALIZY
Mroźna, wietrzna noc marcowa. Bezdomny rudy kocur błąka się po dachu. Chce przytulić się do komina, by ogrzać się emanowanym przezeń ciepłem. Drapie się wyżej, drapie po grudkach lodu. Ale raz po raz grudka, o którą zaczepił pazurami, odrywa się od dachu i stacza po stromiźnie, a kocur razem z nią. Oparł się wreszcie o rynnę i znowu drze pazury podczas mozolnej wspinaczki. Kiedy już dotarł do celu, obolały i sponiewierany, zdenerwowany niepowodzeniami, rozdarł się na całe kocie gardło:
– Szlag trafił! Że też, psiakrew, ta parszywa zima nie ma zamiaru się skończyć! Wiosny nie widać, do jasnej cholery! Ona chyba nigdy nie nadejdzie! Jestem wkurzony na maksa, podarłem futerko, połamałem pazurki, przymarzam do lodu, chromolę taką pogodę. Niech to wszystko mysz kopnie!
Stojąc przy oknie w domu naprzeciwko, Jerzy z zainteresowaniem śledził radosne, jak sądził, harce kocura na dachu. A kiedy usłyszał jego piski, powiedział do żony: – Kochanie, zima się kończy. Koty dokazują na dachach. Słyszysz, jak ten się drze? To niechybny znak wiosny. Prognozy zapowiadają, że ostra zima potrwa jeszcze długo, ale zwierzątka zawsze pierwsze czują wiosnę i głośno zwiastują jej nadejście. Kota nie oszukasz.
MORAŁ: Analitycy też uważnie badają wszystkie sygnały płynące z rynku i jego otoczenia. A na ich podstawie wyciągają równie trafne wnioski.

NIEZALEŻNA OPINIA
Profesor długo przeglądał w milczeniu wyniki badań. Na koniec przemówił.
– Otóż, Joe, mam dla ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą. Dobra jest taka, że dzięki badaniom na tomografie ostatecznie ustaliliśmy przyczynę tych twoich stałych, uporczywych migren. Co więcej, wiemy już, jak można im zaradzić.
– Doktorze, to rzeczywiście doskonała wiadomość! – ucieszył się Joe.
– Więc teraz pora na tę złą – powiedział doktor z powagą. – Joe, bez żadnych wątpliwości stwierdziliśmy, że bóle głowy pochodzą od kręgosłupa, a nacisk na kręgosłup idzie z jąder. Nie ma rady. Powinieneś poddać się kastracji.
Joe stanął przed trudną decyzją. Z jednej strony, jego ostre, przewlekłe migreny były nie do zniesienia. Z drugiej – cena, jaką miałby płacić za pozbycie się tych utrapień była bardzo wysoka. Lecz po męsku (przez głowę przebiegła mu myśl, że ostatni raz „po męsku”) podjął decyzję najtrudniejszą z trudnych. Zdecydował się pójść pod nóż…
Kiedy wyszedł ze szpitala, po raz pierwszy od niepamiętnych lat nie czuł bólu świdrującego skronie. Szedł z podniesioną głową, rozglądając się ciekawie. Przystanął przed witryną magazynu z elegancką odzieżą. Pomyślał: jestem już kimś innym, dlaczego miałbym nie kupić sobie porządnego ubrania na nowe życie? Chociaż, co to za życie?
Subiekt, elegancki starszy pan, obsługiwał go bardzo uprzejmie.
– Szanowny pan życzy sobie ten ciemnopopielaty garnitur w szerokie prążki? Doskonały wybór! Niech spojrzę. Rozmiar 44, długi.
Ubranie pasowało jak ulał. Joe zapytał: – Jak pan je dobrał na pierwszy rzut oka?
– Szanowny panie, 60 lat praktyki. Czy mogę zaproponować panu tę koszulę? Tak na oko: rękaw 34, kołnierzyk 16 i pół.
– Rzeczywiście, to moje rozmiary – roześmiał się Joe. Ależ pan ma oko!
– Szanowny panie, 60 lat praktyki. Co jeszcze mogę zaproponować? Może slipy? Rozmiar 36.
– Tu oko pana zawiodło, odkąd skończyłem 16 lat, noszę rozmiar 34.
– Szanowny panie, 60 lat praktyki. Stanowczo 36! Otóż spodenki w rozmiarze 34 byłyby dla pana niewygodne, krępujące, że tak powiem. A skrępowane jądra mogłyby spowodować silny ucisk na kręgosłup, co groziłoby dotkliwymi migrenami…
MORAŁ: przed podjęciem pod dyktando specjalisty ważnej decyzji o inwestycji lub dezinwestycji dobrze zasięgnąć niezależnej opinii doświadczonego praktyka.

Przypowiastki ogłoszone 24 grudnia 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET.
Ciąg dalszy nastąpi!

Od orleanistów do orlenistów

Twórczym wkładem naszych liderów związkowych do intelektualnej skarbnicy ludzkości jest idea dziedziczenia etatów w korporacjach wyróżniających się ponadprzeciętną wysokością średniej płacy. Uczeni próbują ustalić, czy owa niepospolita koncepcja została ukuta w kopalniach węgla kamiennego, czy w Orlenie lub KGHM. Dała ona asumpt masowym wystąpieniom pracowniczym na rzecz lepszego jutra i pojutrza. Miała Francja orleanistów, my mamy orlenistów.

Na pierwszy rzut oka myśl nie wydaje się nowa. Z ojca na syna przechodziło papiestwo, biskupstwa, korony i mitry, ordynacje, tytuły, przywileje. Sam pisałem w tym miejscu (16 listopada 2010 r.) o przypadku trzeciego markiza Bute, który będąc sześciomiesięcznym brzdącem odziedziczył stanowisko przewodniczącego rady dyrektorów Cardiff Savings Bank. Pełnił je 38 lat; raz nawet Jego Łaskawość udział w posiedzeniu wziąć raczył. Lecz dziedziczenie korony lub zaszczytu to coś innego, niż etatu. Od tego ostatniego warto odróżnić także dziedziczenie zawodu. Zawody, jak wiadomo, powszechnie dziedziczą lekarze, profesorowie uniwersyteccy, prawnicy. Jestem którymś tam prawnikiem w linii prostej, a w kancelarii adwokackiej mojego syna wiszą na ścianach zdobyte na Allegro paradne akty notarialne z kancelarii pradziadka. Wszelako dziedziczenie zawodu wymaga predyspozycji i pracy nad sobą, zdobycia wykształcenia, zaś dziedziczenie etatu jest prostsze: latorośl zostaje zatrudniona z automatu.

Zasad dziedziczenia etatów nie można jednak puścić na żywioł. Wskazana jest głęboka reforma prawa spadkowego. Dziedziczyć można, jak wiemy, z ustawy lub testamentu. Dziedziczenie ustawowe byłoby proste, gdyby etat przechodził z ojca na jedynego syna. Lecz co począć, gdy pretendujących do etatu synów jest kilku? Dzielić etat między uprawnionych, czy zgodnie z primogeniturą powierzyć go najstarszemu? Obciążyć dziedzica obowiązkiem spłaty pominiętych, czy darować sobie? A co z córkami, pasierbicami, potomkami in vitro? Czy bruzda wykryta przez księdza profesora z UJ przeszkadzałaby w zatrudnieniu? Wszak dziedziczone etaty byłyby wiekuiste. Zamkną kopalnię, bo nierentowna, albo zaleje ją woda, albo wyczerpane będą złoża, pozostaną natomiast etaty pracownicze i związkowe. Ciekawe, komu będą zgłaszane żądania podwyżek?

Bardziej skomplikowane będzie dziedziczenie testamentowe. Moi przodkowie po mieczu i kądzieli zwykli uposażać swoją ostatnią wolą także instytucje kościelne, parafie bądź zakony. W przypadku złożenia zapisu etatu na rzecz parafii należy ustalić, kto stawi się do pracy: wikary, czy może sam proboszcz dobrodziej, skuszony wysokim wynagrodzeniem. Ale sprawa zagmatwa się w przypadku zakonu – załóżmy, że żeńskiego – objętego rygorem klauzury: siostrzyczki nie mogą opuszczać murów klasztoru, miałybyż wynająć pracownika? Co w sytuacji, jeżeli pracownik powoła do spadku instytucję dobroczynną? Czy uchwalić lex Owsiak, ograniczające liczbę dziedziczonych etatów do jednego? Gdybyśmy omieszkali to uczynić, na poczciwego dyrygenta Wielkiej Orkiestry spaść mogłaby lawina zapisów. Jak rozplątać materię zachowku dla niezdolnej już do pracy wdowy? Jak postąpić, gdy etatem zostanie uposażone małoletnie dziecię: czy dać mu możliwość wydzierżawienia przypadającego mu etatu, czy na czas dojścia do pełnoletniości wygasić etat, a może i działalność zakładu pracy? I co począć, gdy powołany do spadku odrzuci go?

Wyobraźmy sobie kłopoty działu HR: oto do pracy zgłasza się spadkobierca, któremu w podziale spadku przypadło 2.463/48.579 części (słownie: dwa tysiące czterysta sześćdziesiąt trzy czterdziestoosśmiotysięcznychpięćsetsiedemdziesiątychdziewiątych). Czy podzielić etat na tyleż cząsteczek? Czy przeprowadzać komasację etatów, jak na wsi komasuje się grunty? Czy napuścić lekarza medycyny pracy, by w takich przypadkach na wszelki wypadek orzekał o niezdolności do pracy? Czy może samemu się zastrzelić?

Nawet po pomyślnym rozwiązaniu wspomnianych dylematów pozostaną trudne aspekty podatkowe. Miałbyż powołany do spadku płacić podatek od spadków i darowizn, skoro dochody z pracy zostaną objęte podatkiem od dochodów osobistych? Fiskus zapewne okaże apetyt na obie daniny, spadkobiercy pójdą do Strasbourga, prawnicy zarobią. W ten sposób z całego zamieszanie wyniknie jakiś pożytek.

Tekst ogłoszony 8 grudnia 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET