Cisza wyborcza na temat corporate governance trwa w Polsce przynajmniej cztery lata

  • W Polsce trwa kampania wyborcza. Żadne z ugrupowań ubiegających się o miejsca w parlamencie nie poświęca należytej troski sprawom rynku kapitałowego;
  • Ostatnie cztery lata upłynęły w polskiej polityce pod znakiem całkowitego braku zainteresowania tematyką corporate governance;
  • Politycy są przerażająco krótkowzroczni: interesują ich wyłącznie wyniki sondaży i władza, brak im szerszego spojrzenia na interesy państwa i społeczeństwa;
  • Państwo demoluje wolny rynek, zawłaszcza spółki ze swoim udziałem, zniechęca inwestycje zagraniczne, staje się Poletkiem Pana Prezesa.

Jedna z partii politycznych zapowiada ogłoszenie Aktu Przywrócenia Demokracji. Chciałbym wzbogacić tę piękną inicjatywę Aktem Ustanowienia w Polsce Ładu Korporacyjnego (czyli corporate governance). Ustanowienia, nie przywrócenia, bo nie wystarczy przywrócić sytuację na rynku kapitałowym do stanu z wybranego okresu lub roku, ponieważ nigdy nie był to stan należyty. Polska transformacja gospodarcza zakładała prywatyzację znacznej części przedsiębiorstw państwowych, w oparciu o własność prywatną uruchomiono giełdę, dzięki giełdzie kapitał zaczął napływać na rynek, sprawy szły w dobrym kierunku. Niebawem jednak opadł zapał reformatorski, prywatyzacja zaczęła wygasać, pojawiły się hasła głoszące potrzebę „udomowienia” banków zdominowanych przez obcy kapitał. A nadto odkrywcze stwierdzenia, że kapitał ma narodowość. Zaczęto głosić potrzebę pielęgnowania „narodowych czempionów” (jedynym prawdziwym czempionem, wiernie wspieranym przez państwo, jest kościół katolicki). Rozpoczęto pełzającą inwazję polityki na Giełdę Papierów Wartościowych. Jej współtwórca, Krzysztof Lis, powiadał, że “giełda zawdzięcza immunitet od polityki opiece Najświętszej Panienki“, lecz Panienka wyjechała na wakacje, a dzisiaj nie ma już do czego wracać.

Nigdzie na świecie temat corporate governance nie dominuje w debatach politycznych ani w kampaniach wyborczych. „Przypadkowy elektorat” (mimo wszystko, wolę ten nieszczęsny epitet od „ciemnego ludu”) nie dba o porządek na rynku kapitałowym, ponieważ nie zdaje sobie sprawy, że od owego porządku zależy pomyślność pokoleń: wzrost gospodarczy, inwestycje, emerytury. Niemniej są politycy, którzy w ostatnich latach sprawom corporate governance poświęcili niemało uwagi.

W Wielkiej Brytanii premier Theresa May nie spełniła pokładanych w niej nadziei, ale pobudziła świadomość potrzeby doskonalenia corporate governance jako paszportu gospodarki w przyszłość: Brytyjczycy pragną zwiększyć konkurencyjność kraju po opuszczeniu Unii poprzez wprowadzenie na swój rynek najwyższych standardów władztwa w korporacjach. Za czasów Theresy May przyjęto nowoczesny 2018 UK Corporate Governance Code, podjęto starania na rzecz wprowadzania pracowników do rad dyrektorów i analizy rozpiętości płac prezesów i pracowników.

W Stanach Zjednoczonych sprawom corporate governance wiele uwagi poświęcają liczne stany zabiegające o zwiększenie udziału kobiet w radach dyrektorów, a na szczeblu federalnym – senator Elizabeth Warren (demokratka z Massachusetts), zabiegająca o nominację swojej partii w wyborach prezydenckich 2020 r. Wprawdzie jej najpoważniejszy rywal twierdzi, że senator jest „niewybieralna”, lecz iluż pretendentów do prezydentury głosiło to samo w 1975 r. na temat Jimmy’ego Cartera, gubernatora Georgii, który wzbogacił zwycięską kampanię prezydencką ideą międzynarodowej ochrony praw człowieka? Politycy najczęściej dbają o słupki poparcia, lecz gdy pomiędzy nich wkracza rzecznik prawdziwych wartości, ma szansę rozgonić konkurentów.

W Polsce ostatnich lat nikt dostatecznie stanowczo nie zabiega o wartości. Cisza na temat corporate governance trwa od lat, bez względu na kolejne kampanie wyborcze. Populizm i rozdawnictwo skutecznie przemawiają do bezideowych mas. Lecz takie postępowanie prowadzi do upadku. Politycy nie są pomni faktu, że rozdawanie pieniędzy jednym wymaga zabierania ich wszystkim, lecz kiedyś, zapewne już wkrótce, skończą się możliwości zabierania pieniędzy społeczeństwu, więc skończy się władza łaskawców. Zapewne pozostanie po nich susza, moc rozczarowań, inflacja i kryzys zadłużenia.

Przez lata usiłowałem walczyć z określeniem „spółki Skarbu Państwa”; są to przecież spółki z udziałem państwa, niekiedy mniejszościowym, ale świadomość tego systematycznie gaśnie, ponieważ państwo nie liczy się ze wspólnikami, lekceważy ich interesy, pozbawia ich prawa współdecydowania o spółkach i ich pieniądzach. Krzyczącym przykładem jest Polska Fundacja Narodowa. Nawet nie chodzi o to, że marnotrawi ona pieniądze, lecz przede wszystkim o to, że pieniądze płyną do niej ze spółek z udziałem Skarbu Państwa bez pytania ich akcjonariuszy o zgodę na takie wydatki. Państwo, które lekceważy swoich wspólników, oszukuje ich na pieniądzach, traci zaufanie.

W państwie Prawa i Sprawiedliwości nie ma miejsca na prywatyzację, na silny rynek kapitałowy, giełdę, corporate governance. Wspomniane zjawiska dałyby Polsce i jej gospodarce rzeczywisty impuls do rozwoju. Gospodarki nie należy zaklinać w slajdach pełnych niedorzecznych założeń. Prezes ma wielką władzę, potrafi łamać prawa, ale praw ekonomii nie zmieni, nie pokona. Tu kończy się jego poletko.

Czytaj także:                                                                                                                                Nie napisałem tu niczego, czego nie głoszę w tym miejscu od blisko 20 lat. Musiałbym przywołać kilkaset tekstów…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *