Czy i komu potrzebne są raporty kwartalne?

  • Tytani rynku kapitałowego Warren Buffett i Jamie Dimon (oraz liczni inni) opowiadają się przeciwko ogłaszaniu przez spółki kwartalnych prognoz wyników;
  • Lecz gdyby w ogóle zrezygnowano z raportów kwartalnych, czy przyniosłoby to uszczerbek inwestorom, względnie rynkowi kapitałowemu?
  • Zyskałyby notowane spółki uwolnione od mitręgi żonglowania nieistotnymi danymi, co im nie przysparza kapitału:
  • Stratne byłyby giełdy, którym kwartalne huśtawki wyników napędzają obroty, oraz analitycy, pozbawieni piany do ubijania.

Nie milkną dyskusje nad ogłoszonym w czerwcu w Wall Street Journal manifestem założyciela Berkshire Hathaway Inc. i CEO JPMorgan Chase & Co. Dominuje w nich aprobata dla planu rezygnacji z przygotowywania i ogłaszania przez spółki kwartalnych prognoz wyników. Buffett i Dimon twierdzą, że takie prognozy nie kreują wartości dla spółek, natomiast krzewią w nich i pośród inwestorów podejście skrajnie krótkoterminowe. Odbywa się to kosztem myślenia strategicznego. Spółki niejednokrotnie odwlekają zakupy technologii, wstrzymują rekrutację talentów, ograniczają nakłady na badania i rozwój, by tylko dotrzymać prognozy. I zmagają się ze zjawiskami, na które nie mają wpływu, jak wahania cen surowców, zmienność rynku, nawet pogoda.

W dyskusji nad tym pomysłem Paul Singer, założyciel i szef Elliott Management, potrafi ująć temat z urzekającą przesadą: spółce zabraknie groszy do wypełnienia prognozy, a kurs poleci o 5, 25, lub o 55 procent. Cynthia Janison, dyrektor w wielu radach, uważa że idea rezygnacji z ogłaszania kwartalnych prognoz wyników jest zbyt piękna, by mogła zostać urzeczywistniona. Gdyby jednak Cynthia miała czarodziejską różdżkę, wyganiałaby nią z rynku nie kwartalne prognozy wyników, raczej nadmiernie nerwowe reakcje inwestorów na każdą informację.

Rynki zostały opanowane przez myślenie krótkoterminowe. Inwestorzy spodziewają się natychmiastowych owoców decyzji, zresztą podejmowanych często nie przez nich samych, a przez algorytmy. Dla jednych kwartał jest zbyt długą miarą czasu, w tym czasie spółka może pogrążyć się w kłopotach, dwukrotnie zmienić prezesa, odwołać lub zmienić prognozy. Innym short-termism przeszkadza. Opowiadają się za rezygnacją z raportów kwartalnych, albo szukają sposobów na zwiększanie siły głosu z akcji z upływem czasu ich przetrzymywania. W ubiegłym roku pisałem o obu tych stanowiskach. Rezygnacja z raportów kwartalnych zapewne dojdzie do skutku, jest to dla spółek ciężar wcale niemały – a zbędny.

Lecz rezygnacja z raportów kwartalnych miałaby uboczne skutki. Po pierwsze, straciłyby giełdy. Żyją one z obrotu. Mniej raportów – to zapewne niższe obroty, to mniej decyzji inwestycyjnych, podejmowanych nagle, pod wpływem doraźnych impulsów wywołanych danymi z raportów. Niższe obroty na parkiecie dotknęłyby też domy maklerskie. Po drugie, poszkodowane zostałoby środowisko analityków. W Polsce połowa z nich, lub nawet więcej, straciłoby pracę. Tu można postawić pytanie, czy pogrom analityków przyniósłby szkody spółkom, rynkowi, inwestorom…

Natomiast pomysł zwiększania siły głosu z akcji z każdym dniem posiadania jest w moim przekonaniu niedorzeczny. Wynalazek pieniądza bardziej zaważył na dziejach ludzkości, niż wprowadzenie zegara i kalendarza. Niemniej w dyskusji nad planem Buffetta i Dimona jeden z amerykańskich menedżerów, Ron Schaich (założyciel i chair Panera Bread) nie tylko poparł ten projekt, nawet twierdził, że jest on w niektórych krajach urzeczywistniany: „… a new long-term stock exchange (…) A stock exchange that essentially has differentiated voting rights based on how long you hold. And that is done in other countries, certain other countries”. Na Marsie?

Z ideą mnożenia siły głosu z akcji z upływem czasu koresponduje pomysł zniesienia lub obniżenia podatku od zysków kapitałowych pod warunkiem przetrzymania akcji przez wyznaczony okres. To także uderzyłoby w giełdy poprzez spadek obrotów. Niemniej akurat w tej sprawie nie zajmę stanowiska. Podatek jest bowiem należny pod warunkiem osiągnięcia zysku, a o to dzisiaj trudno. Zresztą obecny rząd z rozmachem mnoży podatki, żadnego nie uchylił i prawdopodobnie nie uchyli.

Czytaj także:

2017.09.09 Raport kwartalny: źródło informacji czy zbędny przeżytek?

2017.05.23 O sile głosu z akcji, czyli zamachu czasu na kapitał

 

 

Jedna myśl nt. „Czy i komu potrzebne są raporty kwartalne?

  1. Krzysztof Grabowski

    Panie Andrzeju,
    Pomysł zwiększania siły głosu w związku z posiadaniem akcji przez dłuższy czas jest urzeczywistniany nie na Marsie, lecz we Francji i Włoszech – utrzymywanie akcji przez okres co najmniej dwóch lat powoduje tam z mocy prawa zduplikowanie siły głosu (na jedną akcję przypadają wtedy dwa głosy).
    Niemniej jednak podzielam Pana zdanie, że jest to pomysł – no, może nie niedorzeczny – ale powodujący liczne komplikacje i utrudnienia. Choćby z tego powodu, że tzw. “zwykli” inwestorzy tak naprawdę nie wiedzą, jaka jest w danej chwili łączna liczba głosów wynikająca z wyemitowanych akcji. A jest to informacja istotna choćby w związku z obowiązkami informacyjnymi w zakresie znacznych pakietów akcji…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *