Czy rządząca większość już przystępuje do zapowiedzianej repolonizacji mediów?

  • Repolonizacja mediów zmierzałaby do tłumienia krytyki poczynań rządzących i likwidacji mediów niezależnych, bądź ograniczeniu ich wpływów,
  • Wskazuje na to obraz telewizji publicznej pod rządami PiS: rezygnacja ze standardów dziennikarstwa owocuje pogardą dla prawdy i ludzkiej godności:
  • Czy z zapowiedzią repolonizacji mediów należy wiązać wprowadzenie do rady nadzorczej Agory SA osoby uważanej za powiązaną z PiS?
  • Czy powierzenie misji herolda repolonizacji politykowi bez wpływów i wiarygodności świadczy o tym, że PiS najpierw pragnie rozeznać nastroje?

 „Repolonizacja” to oszustwo. Chodzi nie o strukturę kapitału, a o dominację polityczną i stanowiska dla swoich. Świadectwem jest przypadek Banku Pekao SA, który niczego nie zyskał na repolonizacji. Zapewne zyskałby, gdyby został sprywatyzowany, a udziały Skarbu Państwa sprzedane na giełdzie. Partyjny parasol nad bankiem, obsadzanie go pisiewiczami, dotkliwie godzi w jego reputację. Rządzący zapowiadają, że wkrótce zabiorą się za media. Budzi to niepokój. Pod pretekstem działań w (fałszywie pojmowanym) interesie narodowym mogą zostać przedsięwzięte kroki zmierzające do pogwałcenia praw człowieka i fundamentalnych swobód, jak swoboda wyrażania opinii (freedom of expression). Nie lekceważę zagrożenia, po obecnej władzy spodziewam się najgorszego, ale zmiana w radzie nadzorczej Agory SA nie zagraża bezpośrednio Gazecie Wyborczej ani repolonizacją, ani spowodowanym przez nią upadkiem autorytetu i czytelnictwa.

Agora SA jest nie tylko wydawcą Wyborczej. To koncern prowadzący bogatą działalność, jej przedmiot w statucie spółki obejmuje 150 pozycji, z czego zaledwie niektóre wpisano tam na wyrost. Spółka jest dochodowa, przejrzysta i stabilna, budząca zaufanie – w każdym razie wyróżnia się in plus na tle dychawicznego polskiego rynku kapitałowego. Chętnie lokują w niej pieniądze uczestników inwestorzy instytucjonalni. Należą do nich spółki z grupy PZU. Uznały one Agorę za inwestycję długoterminową. To ich kandydat wszedł do rady nadzorczej Agory. Oddano nań sporo głosów, co świadczy o poparciu większości akcjonariatu. Nie wiem, czy słuszne jest przyjęte przez media domniemanie, że jak ktoś był lub jest związany z PiS, a mieszka w Szczecinie, zaraz jest „człowiekiem Brudzińskiego”.

Jestem drobnym akcjonariuszem Agory, nie czuję zagrożenia. Gdyby akcjonariusze stawili opór kandydatowi spółek z grupy PZU, mogłoby dojść do jego wyboru w drodze głosowania oddzielnymi grupami (spółki PZU nie deklarują posiadania 20% kapitału, ale zapewne mogłyby pozyskać sojuszników). Członek rady nadzorczej wybrany w tym trybie może zostać oddelegowany przez grupę akcjonariuszy, która dokonałaby wyboru, do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru nad spółką. Miałby on wówczas prawo do udziału w posiedzeniach zarządu z „głosem doradczym”. Nie znam nikogo, kto wie, co znaczy „głos doradczy”, lecz zakładam, że nie znaczy nic dobrego. Otóż nowoobrany członek rady Agory takiego statusu nie ma, więc w posiedzeniach zarządu nie może uczestniczyć, nie uzyskuje dostępu do wrażliwych tajemnic handlowych. Natomiast zarząd może, z owym „głosem doradczym” (a ja nadal nie wiem, co to znaczy!) brać udział w posiedzeniach rady nadzorczej Agory. Niektórzy dowcipkują, że to zarząd nadzoruje radę, nie na odwrót. Owszem, tak bywało, lecz dzisiaj chyba nie jest. Zakładam tak z uwagi na skład rady. Zresztą atak na Wyborczą nie byłby sprawą prostą, statut Agory SA zawiera kilka bezpieczników. Nie powstrzymają one desperatów, niemniej temat wart jest bardziej szczegółowego omówienia.

Gazeta Wyborcza jest dziennikiem o międzynarodowej pozycji, atak na niezawisłość pisma odbiłby się szerokim echem w świecie. Sądzę, że repolonizacja mediów pójdzie najpierw w kierunku dzienników regionalnych. Należą one w znacznej mierze do wydawców niemieckich, co da narodowym populistom argument o potrzebie zastąpienia go kapitałem rodzimym. W rzeczy samej, nie chodzi o kapitał, a o poddanie dzienników wpływom partii rządzącej. O treść rozpowszechnianych informacji. Oraz o stanowiska dające kontrolę nad tą treścią. Niechęć rządzących skupia na sobie także TVN, politycy władzy są regularnie zapraszani do programów i regularnie wychodzą na durniów, co wcale mnie nie dziwi. Otóż oni często są durniami, wystarczy zadać mądre pytanie, a prawda wychodzi na jaw. O ile Polsat został łatwo spacyfikowany, Zygmunt Solorz poddał się bez walki, o tyle TVN jest twierdzą nie do zdobycia, dopóki inwestorem jest firma amerykańska.

Twarzą planu repolonizacji stał się ostatnio Jarosław Gowin, nominalnie wicepremier, w istocie polityk bez wpływów, zawisły na łasce prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Nie cechuje Gowina wierność własnym poglądom, ani trwałość afiliacji politycznych. Jego wiarygodność została poddana próbie ognia – i spalona – gdy w poprzedniej kampanii wyborczej udawał kandydata na stanowisko ministra obrony narodowej. Jeżeli opinia publiczna zdecydowanie wystąpi w obronie niezależności mediów, które jeszcze nie zostały przejęte (i zdegenerowane) przez Prawo i Sprawiedliwość, rządzący odstąpić od planu, bądź odsunąć go na później, poświęcając reputację Gowina. Czy ktokolwiek będzie go żałował?

 

 

1 thought on “Czy rządząca większość już przystępuje do zapowiedzianej repolonizacji mediów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *