Dlaczego warto rozważyć powierzenie szefostwa GPW obcokrajowcowi?

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn220Share on Facebook1

Obcokrajowiec na czele warszawskiej giełdy… Niespełna trzy lata temu zgłosiłem taki pomysł pod rozwagę rynku. Kandydata nie wskazałem, nie opowiadałem się za kimś ani przeciwko komuś. Uważałem, że trzeba ruszyć z miejsca, w którym giełda utknęła na dobre. Byłem świadomy, że pomysł nie zostanie zrealizowany. Polsce już wtedy, wiosną 2014 roku, opadały skrzydła. Wspominano jeszcze, acz z niewiarą, o przejmowaniu Wiednia z plejadą giełd zależnych, inwestowano na rynku brytyjskim, ale mentalnie byliśmy już odklejeni od świata, który zdawał się coraz mniej potrzebny. W zarządach i radach nadzorczych spółek strategicznych – tych o największym znaczeniu dla państwa, gospodarki, społeczeństwa – rozsiedli się sami nasi. Ekspatów nie chciały już także pozostałe spółki z udziałem Skarbu Państwa, bądź firmy rodzinne, nawet spółki mieniące się innowacyjnymi.

2017-01-17_kaDzisiaj powtarzam tamtą propozycję, chociaż zdaję sobie sprawę, że jest ona nierealna. Polska stała się bardzo nieufna wobec obcokrajowców. Obawiamy się ich w przekonaniu, że mogą nas zdemaskować, więc lepiej zatrzasnąć się przed nimi. Zatrzaskujemy zatem drzwi i okna. Niemniej korzyści płynące z proponowanego rozwiązania byłyby liczne i niezaprzeczalne. Obcokrajowiec z natury byłby kimś spoza układów, nie byłby ani z Tamtych, ani z Naszych, co dawałoby mu niezbędną samodzielność. To nie jest, nigdy nie było i nie powinno być, stanowisko polityczne. Co więcej: szef GPW ma robić swoje bez oglądania się na polityków. Bez podpinania się pod tę czy inną partię, koterię, kamarylę. Nie powinien wyczekiwać, kiedy komuś odpowiedzialnemu w rządzie za gospodarkę napiszą wreszcie slajd, który wspomni o giełdzie. Powinien natomiast recenzować politykę gospodarczą rządu przez pryzmat interesów uczestników rynku kapitałowego.

Państwo nie zawsze kieruje się interesami swojego rynku kapitałowego, ale powinno je znać. Lecz rodzimi politycy, zwłaszcza ci z najwyższego obecnie szczebla władzy, nie znają rynku kapitałowego. Wiedzą o nim tyle, że to żywioł, którego państwo nie poskromi. To się im nie podoba, ponieważ pragną wzmacniać państwo, rozwijać je kosztem, między innymi, rynku. Giełda pragnie ukształtować zachowania uczestników rynku dobrymi praktykami – zasadami pozbawionymi mocy obowiązującej, wypracowanymi przez sam rynek i obwarowanymi wspólnymi interesami. Politykom nie mieści się w głowach, że można dobrowolnie stosować regulacje, za którymi nie stoi państwo ze swoim aparatem przymusu. Świat oparty na wzajemnym zaufaniu i wspólnocie interesów jest dla nich nie do przyjęcia, ponieważ sami nikomu nie ufają, zwłaszcza sobie; do wspólnoty się nie poczuwają; ewentualnego partnera mają za przeciwnika i zamierzają zniszczyć, a jego interesów nie chcą szanować lub realizować.

GPW zawsze była, i wciąż jest, krainą fachowości. Jej rozwój był możliwy dzięki dyskretnej kurtynie odgradzającej ją od polityki. Zapowiedź zmiany prezesa przez najbliższe walne zgromadzenie nie spowodowała ogłoszenia żałoby narodowej, ale na giełdzie wzbudziła niepokój. Jedni boją się desantu „bankomatów”, czyli specjalistów z sektora bankowego. Inni dowodzą, że przecież gorsi są urzędnicy. Wyrażane są obawy, by giełda nie stała się kolejną agendą realizacji strategii odpowiedzialnego rozwoju. Nie mam nic przeciwko rozwojowi, ale wolę go bez przymiotnika. Przymiotniki już były.

Dzisiejsza Polska oddala się od Europy, więc i nasz rynek dryfuje w nieokreślonym kierunku. Gdybyśmy jednak ogłosili międzynarodowy konkurs na stanowisko szefa GPW, zachęcając do udziału w nim także zagranicznych menedżerów, zapewne moglibyśmy pozyskać ciekawe zgłoszenia. Jeszcze nie wszystkie mosty są zerwane, jeszcze istnieją szanse, że taki krok zostałby przyjęty w dobrej wierze.

We wspomnianym już tekście pisałem: „Rynek kapitałowy to środowisko szczególnie wrażliwe na swobodę przepływu kapitału, idei, specjalistów. Skoro mógł ekspat zostać szefem rumuńskiej giełdy lub gubernatorem Banku Anglii, dlaczego nie mógłby starać się o posadę na Książęcej?” Dzisiaj z powtórzę tezę o szczególnej wrażliwości rynku na swobodę. Wszelką swobodę. Bez niej niczego nie było, czego doświadczyliśmy w okresie słusznie minionym, ani nie będzie dzisiaj lub w przyszłości.
Czytaj także:
2014.03.31 Obcy na Książęcej?

Jedna myśl nt. „Dlaczego warto rozważyć powierzenie szefostwa GPW obcokrajowcowi?

  1. Katarzyna

    Zgadzam się, że na polskim rynku kapitałowym nie ma od lat kogoś z wizją jego rozwoju. zresztą ostatnie 10 lat to potwierdziło, bo faktycznie Giełda kierował drugi lub nawet trzeci garnitur, wprawdzie wychowany przez twórców rynku kapitałowego ale niestety bez właśnie wizji i głębokiej wiedzy. Pomysł na międzynarodowy konkurs na stanowisko Prezesa GPW jest ciekawy, ale wymagałby wsparcia właścicieli giełdy a oni jako że jej nie rozumieją, boją się, nie pozwolą sobie na takie ryzyko. Dodatkowo osoba, która wygrałaby konkurs musiałaby stworzyć własne zaplecze do realizacji swoich planów, a na to nie byłoby zgody a dodatkowo skąd wziąć dobrych fachowców, ergo – za dużo negatywów, dobry pomysł na artykuł prasowy jedynie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *