Drogowskaz do PRL

Minister Skarbu Państwa promuje projekt ustawy o zasadach wynagradzania osób kierujących niektórymi spółkami. Ustawę uważam za zbędną, a wobec tego – szkodliwą; krepowanie rynku kolejnymi wskaźnikami, zakazami i nakazami wyrządzi szkodę gospodarce i społeczeństwu. Owszem, materia wynagrodzeń menedżerów to jedno z wyzwań współczesnego świata, to bomba zegarowa tykająca pod kapitalizmem, lecz próbie jej rozbrojenia poprzez powrót do socjalizmu nie wróżę powodzenia. W dodatku projekt ustawy został zgłoszony na łapu-capu: bez wcześniejszych założeń przyjętych przez Radę Ministrów, bez uzgodnień międzyresortowych, opiniowania, konsultacji publicznych. Chodzi o to, by wprowadzić nowe przepisy w życie jeszcze przed sezonem walnych zgromadzeń. Takie patologie legislacji nie przezwyciężą patologii w wynagrodzeniach i przyznawaniu odpraw, chociaż wsparto je ogólnikami o celowości wprowadzenia zasad transparentnych, jednolitych i – a jakże! – sprawiedliwych. Od kiedy Chińczycy wynaleźli pieniądze, demagodzy i populiści chcą je dzielić sprawiedliwie, lecz nikomu się to nie udało.

Spółki, w których państwo ma udziały, nawet mniejszościowe, zostaną podzielone na pięć kategorii, do każdej z nich zostanie przypisany inny przedział wynagrodzeń menedżerów oparty o wielokrotność przeciętnego wynagrodzenia. Podział ma charakter mechaniczny, decydują dane statystyczne dotyczące zatrudnienia, przychodów, wartości majątku spółki itd. Względy merytoryczne, jak przedmiot działalności, branża, pozycja w świecie, mają znaczenie wtórne, pozwalając na ewentualne podwyższenie wynagrodzeń w ramach danej kategorii zaszeregowania. Premie będą naliczane według siatki wskaźników. Gospodarka jest żywiołem, którego nie da się ujarzmić zarządzeniami zza burka. Premier i wicepremier do spraw rozwoju mówią wprawdzie o innowacyjności, lecz polityka rządu temu przeczy, ciąży ku przeszłości, daje prymat nawykom z PRL.

W spółkach z przeważającym udziałem państwa ma ono spore możliwości wprowadzania własnych zasad wynagradzania zarządów. Projekt ustawy ma jednak objąć wszystkie spółki, w których państwowe podmioty mają udziały, choćby mniejszościowe. Ustawa zakłada zatem, że w sytuacjach, gdy walne zgromadzenie nie przyjmie wniosku Skarbu Państwa o zaszycie wynagrodzeń zarządu w określonym przedziale, odpowiedzialność za wprowadzenie nowych zasad poniosą członkowie rady nadzorczej. Kandydaci do rad mają podpisywać zobowiązanie do kierowania się wytycznymi płynącymi z ustawy. Skarb Państwa dotąd wyobrażał sobie rady nadzorcze jako miotły służące do pozbywania się ze spółek niechcianych przezeń zarządców, bez merytorycznej oceny ich pracy; teraz do zadań rad należeć będzie także ociosywanie zarządu z wynagrodzeń, bez merytorycznej oceny ich zasadności. Wynagrodzenia rad także będą ustalone w ministerialnym katalogu zaszeregowania…
Stawia to w trudnej sytuacji osoby zarządzające spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Mają one mniej zarabiać, a nie będą mieli możliwości znalezienia lepiej płatnej pracy. Zajęli stanowiska po ofiarach wielkiej czystki, zajęli je z nadania partii rządzącej, najczęściej z pominięciem względów merytorycznych. Do sektora prywatnego nie przejdą, bo kto ich będzie chciał? Są już skażeni zatrutą aurą polityki. Do zagranicznych spółek nie przejdą, bo najczęściej brakuje im kwalifikacji. Opinia publiczna zdaje się tego nie dostrzegać. Wzburzyły ją zmiany kadrowe w stadninach, natomiast równie bezsensowne zmiany w spółkach paliwowych, nieporównanie ważniejszych dla gospodarki, przyjęto bez reakcji.

Dotkliwe ograniczenia dotkną także odprawy. Mam do tej formy wynagradzania wiele zastrzeżeń, podobnie jak do świadczeń z tytułu zakazu konkurencji. Wielu menedżerów otrzymuje takie świadczenia, żeby już sobie poszli. Otóż – jak starałem się wykazać to powyżej – kadra pomazańców partii obecnie rządzącej nie będzie miała dokąd pójść. Kto coś umiał, mógł zrobić karierę wcześniej, rynek był otwarty dla talentów. Ci, którzy wkrótce zejdą ze świeczników ze skromnymi odprawami, znajdą się w trudnej sytuacji.
Polityka Skarbu Państwa daje czytelny sygnał: osoby z wysokimi kwalifikacjami i płynącymi z tych kwalifikacji aspiracjami płacowymi powinny unikać zatrudnienia w podmiotach z udziałem państwa. Zaszkodzi to tym podmiotom, część z nich zapewne zwiędnie, za to wydatnie posłuży firmom zagranicznym i prywatnym. Zamiast produkować omówione tu przepisy – państwo, ta widoczna ręka rynku, mogłoby wesprzeć zasady wynagradzania proponowane rynkowi przez giełdę w Dobrych praktykach spółek notowanych 2016. Więcej można osiągnąć działając etycznie i po dobroci niż wymachując na oślep maczetą.

Tekst ogłoszony 29 kwietnia 2016 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2015.12.12 Owoce zatrutej aury
2015.02.17 Widzialna ręka rynku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *