Efekt Benedykta?

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn2Share on Facebook0

„Czyń, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości” – głosi Dezyderata śpiewana w krakowskiej Piwnicy pod Baranami na zakończenie każdego spektaklu. Wielce roztropna to rada, ale trudna do wcielenia w życie. Przecież nie chodzi jedynie o słodkie sprawy młodości, skoro reguluje je biologia; chodzi o wiek dojrzały niepostrzeżenie przechodzący w starość. A skoro z biegiem lat coraz trudniej wywiązywać się z rozlicznych obowiązków, nieuchronnie nabiera znaczenia wiek członków rady nadzorczej.

Z wiekiem przybywa życiowej mądrości, rozwagi, doświadczenia. Za to ubywa energii, wiary w możliwość rozwiązania problemów, gotowości do podejmowania radykalnych kroków. W obliczu potrzeby pilnego podjęcia takich kroków papież Benedykt XVI miał dość odwagi, by złożyć swój urząd. Dzisiaj niektórzy stawiają go za wzór godny naśladowania przez członków rad nadzorczych.

Polskie prawo nie określa maksymalnego wieku członków rad nadzorczych. Nie dotykają tej kwestii polskie dobre praktyki. Na innych rynkach bywa rozmaicie. Ustanawiane bywają pułapy wieku członków rad nadzorczych spółek publicznych. Przybierają one różne formy: przepisów prawa, postanowień statutów, niepisanych zasad polityki korporacyjnej lub wymogów stawianych notowanym spółkom przez giełdy (listing rules). Wprawdzie nadzorujący są traktowani łagodniej niż zarządzający, wprawdzie w niektórych krajach pułap wieku bywa podnoszony lub zgoła znoszony, lecz często przyjmuje się, że członek rady nadzorczej (rady dyrektorów) nie powinien w chwili wyboru, lub reelekcji, przekroczyć wieku w przedziale 70 – 72 lat. Dopuszczane są wyjątki, jeżeli akcjonariusze zostali przed głosowaniem uświadomieni w kwestii wieku kandydata.

Jestem przeciwnikiem sztywnych regulacji w tej materii. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie należy regulować spraw, które nie wymagają regulacji, wszak w tym przypadku chodzi o ludzi, nie o spółkę. Po drugie, gospodarki już są dotkliwie przeregulowane. Mnożenie kolejnych przepisów, ingerowanie w coraz nowe zakamarki rynku, przynosi więcej szkody niż pożytku. Po trzecie, mam 70 lat i nie przebieram się jeszcze do trumny. Po czwarte, znam stetryczałych pięćdziesięcioparolatków i żwawych, sprawnych umysłowo dziewięćdziesięciolatków. Warren Buffet dawno przekroczył osiemdziesiątkę, jego najbliższy współpracownik Charles Munger jest jeszcze starszy.

Z kwestią wieku członków rad nadzorczych pośrednio wiąże się pytanie o dopuszczalny czas piastowania mandatu w radzie (ang. tenure). Można przyjąć, że siedemdziesięciolatek prędzej zostanie wybrany na kolejną kadencję w radzie, niż na pierwszą. Otóż i w tej sprawie ani nie ma sztywnych regulacji, ani nie zachodzi potrzeba ich uchwalania. Łatwiej wypracować czytelny mechanizm sukcesji władztwa w zarządzie spółki, niż w radzie nadzorczej, gdzie zmiany często dyktowane są nie względami merytorycznymi, lecz przeobrażeniami w łonie akcjonariatu.

Rezygnacja (abdykacja?) Benedykta XVI daje impuls do przemyśleń nad sprawnością starszych członków rad nadzorczych. Ich sytuacja jest łatwiejsza, bo w organie kolegialnym można schronić się za plecami bardziej pracowitych lub mądrzejszych kolegów. Niech będą to przemyślenia indywidualne, tak piastunów spółek, jak akcjonariuszy. Nie spodziewam się żadnych regulacji w tej materii, tak daleko chyba nie posuną się nawet biurokraci z Komisji Europejskiej. Spodziewam się jednak dyskusji. W pierwszym tegorocznym numerze Przeglądu Corporate Governance – w bardzo ciekawej rubryce o wydarzeniach w świecie – omówiony został apel kanadyjskiego etyka biznesu do członków rad dyrektorów płci męskiej, rasy białej, dojrzałych wiekiem i o długim stażu w radzie, by ustępowali z funkcji czyniąc miejsce kandydatom bardziej różnorodnym. Idąc tym tokiem rozumowania należy jeszcze wyznaczyć kwoty dopuszczalnego udziału takich osobników w radzie. Byłaby to kolejna już próba krępowania gospodarki kajdanami poprawności politycznej.

Muszę podkreślić, że nie jestem i nie byłem zwolennikiem rad geriatrycznych, złożonych ze staruszków zasłużonych w przeszłości dla spółki lub jej akcjonariuszy. Już przed laty głosiłem chwałę rad wielopokoleniowych, w których doświadczenia nabyte w innych warunkach ustrojowych ustępują współczesnemu wykształceniu.

Na koniec wyjaśnienie: zwrócono mi uwagę na zdanie w ogłoszonym tu 17 stycznia 2013 r. tekście p.t. Rada w przeciągu: „W Wielkiej Brytanii przyjęto, że w zasadzie nie wybiera się do rady dyrektorów osoby w wieku 70 lub więcej lat, chociaż akcjonariusze mogą postąpić inaczej, jeżeli zostali wyraźnie powiadomieni o wieku kandydata (i jego przymiotach).” Owszem, obowiązującą niegdyś regulację w tym przedmiocie uchylono przy okazji wielkiej reformy prawa spółek w 2006 r., ale wiele spółek kieruje się nią nadal, dobrowolnie.

Czytaj także: 2000.09.04 Oda do młodości

Dodaj komentarz