Impresja o niezależnych [2005]

Czas rozważyć praktyczne aspekty statusu i działalności niezależnych członków rad nadzorczych.

W Polsce dyskusje na temat niezależnych członków rad nadzorczych wzbiły się już nad poziom
andronów, że duchem i charakterem to niezależni powinni być wszyscy, lecz naprawdę niezależnym nie jest nikt, kto pobiera wynagrodzenie od spółki. Oswajamy się z niezależnymi: z tym, że uwierają oni spółkę, ale ubogacają (słówko głupie, ale jakże modne!) przynajmniej jejreputację. Poprawność korporacyjna, młodsza siostra poprawności politycznej, zaleca sławić ich chórem. Okrywamy także smutną prawdę, że im więcej będzie w radzie członków naprawdę niezależnych, tym więcej kompetencji odbierze radzie statut. Pora zastanowić się nareszcie nad kilkoma praktycznymi aspektami statusu niezależnych.

Jak ustabilizować pozycję niezależnych w radzie nadzorczej? Otóż niezależny członek rady może być z niej odwołany przed upływem kadencji, właściwie w każdej chwili. Mało to razy zwołuje się w Polsce walne zgromadzenie tylko po to, by kogoś odwołać z rady (i ewentualnie zastąpić kimś wygodniejszym)? Dla niepoznaki można przeprowadzić wybór członka rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami, czyli z definicji zależnego, a mandaty członków niezależnych, i wszystkich pozostałych członków rady, wygasną z mocy prawa. Porządek korporacyjny domaga się niezależnych, lecz prawo preferuje zależnych członków rady, w dodatku pod pretekstem ochrony praw mniejszości. Dlatego czasem większość przebiera się za mniejszość, by wycisnąć z rady niewygodnych, a takimi będą niezależni.

W polskim prawie zakaz konkurencji jest stosowany tylko wobec członków rady wybranych w drodze głosowania oddzielnymi grupami i delegowanymi przez te grupy do stałego indywidualnego wykonywania nadzoru. Uważam, że dobra praktyka powinna rozszerzyć ten zakaz także na niezależnych. Z racji szczególnych uprawnień, w jakie wyposaża niezależnych stosowany na warszawskiej giełdzie zbiór zasad dobrej praktyki (redakcja z 2005 roku, zasada 20 pkt c)), są oni osobami szczególnego zaufania i szczególnej odpowiedzialności.

Należy także zastanowić się nad wprowadzeniem limitu dotyczącego liczby rad nadzorczych, w których może zasiadać osoba pretendująca do miana niezależnego członka przynajmniej jednej rady. Wiem, o czym piszę: przed podjęciem pracy w Gazecie Bankowej byłem zawodowym członkiem rad nadzorczych (i wkrótce chciałbym odzyskać ten status). Członkostwo w czterech radach absorbowało mnie tak, że zawód, chociaż wolny, mogłem w owym czasie wykonywać jedynie na ćwierć gwizdka. Nie łudźmy się: osoba rozsiadła w dziesięciu radach – dla żadnej z nich nie będzie miała czasu i w żadnej z nich nie będzie niezależna. Kilka zdań temu napisałem przecież, że niezależny ponosi szczególną odpowiedzialność! Rodzi się przy tym pytanie, przez ile lat, lub kadencji, niezależny zachowuje niezależność? Wszystkim przymiotom z czasem grozi uwiąd, zapewne dotyczy to także przymiotów niezależności…

Niezależny członek rady może być przez nią delegowany do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych, ale nie powinien przyjmować delegacji do czasowego wykonywania czynności członka zarządu, ani – tym bardziej – zamieniać miejsca w radzie na stanowisko w zarządzie. Przechodzenie z rady do zarządu jest jedną z polskich plag; należy ją wyplenić przynajmniej względem członków niezależnych.
Pytań jest znacznie więcej. Jak skłonić spółki do udostępniania osobom wybranym do rady, zwłaszcza w charakterze niezależnych, kompletnych i rzetelnych informacji o spółce? W krajach anglosaskich nowowybranym oferuje się tzw. orientation, czyli kompetentną prezentację spółki, jej działalności, aspiracji, pozycji na rynku; u nas najczęściej samemu zbiera się informacje. Czy można dopuścić niezależnych do inwestowania w akcje spółki? Czy można im to zalecić? W Polsce członkowie rad, nawet zarządów, rzadko inwestują w swoje spółki, co na niektórych rynkach bywa wręcz zalecane.

Jak rozwiązać problem odpowiedzialności cywilnej niezależnych członków rad nadzorczych? Czy obejmować ich (rzecz jasna: na koszt spółki) ubezpieczeniem D&O? Rzecz w tym, że niewiele polskich spółek korzysta z takich polis – a te, które jednak korzystają, nie ujawniają tego. O kilku innych aspektach statusu niezależnych pisałem tu niedawno. Przypomnę tylko tezy tamtych tekstów. Niezależni członkowie rady powinni być uprawnieni do korzystania z niezależnego od spółki doradztwa prawnego.

Gdyby liczne spółki zechciały wprowadzać do swoich rad niezależnych, zapewne poniosłyby wyższe koszty, bo wobec niedostatku kwalifikowanych kandydatów trzeba im płacić godziwie.
O polskim rynku, jego otwartości, najlepiej świadczy, że nie trzeba pytać, czy niezależnym członkiem rady może być cudzoziemiec. Kilku już piastuje taką funkcję. Przybędzie ich z pewnością, gdy przyślą nam więcej uczciwych.

Tekst został ogłoszony 21 listopada 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2014.06.04 Kłopoty z niezależnością
2014.04.30 Niezależność jest publiczna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *