Jak Krzysztof Tchórzewski psuje spółki, rynek i państwo

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn130Share on Facebook20

Minister Tchórzewski nie wie, co czyni i mówi. Nikt tak ostatnio Polsce nie zaszkodził, jak ten bolszewik rynku. Na takie określenie zasłużył zamachami na rynek kapitałowy, spółki i inwestorów. Zamierza wspierać budżet podatkami od niepotrzebnego, zamierzonego na szkodę spółek i inwestorów, przesuwania środków między kapitałami spółki akcyjnej. Dąży do radykalnego ograniczenia dywidend, nie zdając sobie sprawy, że w końcu wypłoszy kapitał. Oraz plecie głupstwa, że spółkom z udziałem Skarbu Państwa nie są potrzebni inwestorzy krótkoterminowi.

Opowiadanie, że przesunięcie środków z kapitału zapasowego na kapitał zakładowy wzbogaci spółkę – jest bzdurą. Spółki ocenia się po ich zdolności do generowania zysków; kwestia, w której przegródce bilansu zaksięgowano kapitał, jest tutaj bez znaczenia. Spółki ocenia się także po ich kapitalizacji, czyli iloczynie wyemitowanych akcji i ich bieżącej ceny. Można także dokonać oceny spółki biorąc pod uwagę sumę jej kapitałów: zakładowego, zapasowego i funduszy rezerwowych, przy czym nie ma znaczenia wewnętrzny podział środków między szufladki. Przenoszenie środków z kapitału zapasowego na kapitał zakładowy ma na celu złupienie spółki, obciążanej podatkiem od takiej papierkowej operacji, oraz pokrzywdzenie akcjonariuszy poprzez zmniejszenie przysługującej im dywidendy, albo zgoła odmowę jej wypłaty.

Ministrowie tego rządu mają śmigłą wyobraźnię. Jak wydawać – to bilion, jak auta elektryczne – to milion, jak przesuwać kapitał pomiędzy przegródkami – to 50 miliardów. Otóż warto przypomnieć, że kapitał zapasowy nie jest kaprysem ani marnotrawstwem, jest tworzony obligatoryjnie i służy pokrywaniu strat. Koniunktura, jak wiadomo, jest kapryśna, nawet najlepsze spółki ponoszą czasem straty; na ich pokrycie tworzy się kapitał zapasowy i utrzymuje się go w wysokości określonej przepisami. Dlatego minister nie dysponuje pełną swobodą rozporządzania kapitałem zapasowym. Nawiasem: wspomniane straty są tym bardziej prawdopodobne, im bardziej spółki z udziałem Skarbu Państwa są obsadzane przez „Misiewiczów” pozbawionych kwalifikacji i doświadczeń. To nie tylko psucie rynku, to psucie państwa, jego podstaw ekonomicznych i moralnych.

Z kolei podnoszenie kapitału zakładowego (akcyjnego) poprzez wzrost wartości nominalnej akcji może pozbawić spółkę tzw. zdolności emisyjnej. Mianowicie nie jest dozwolone emitowanie nowych akcji po cenie niższej od wartości nominalnej, może się więc okazać, że kiedy spółka będzie potrzebować dokapitalizowania – zaproponowana rynkowi cena emisyjna nowych akcji będzie na tyle wysoka, że nie zostaną one objęte przez inwestorów. Mógłby je objąć Skarb Państwa, gdyby miał na to pieniądze, ale nie będzie ich miał, bo wszystko wydaje na kiełbasę wyborczą.

Zaiste, trzeba śmigłej wyobraźni, by łudzić się, że możliwy jest rozwój rynku kapitałowego pozbawianego dywidend. A nawet – przetrwanie giełdy. Giełda służy temu, by spółki mogły rozwijać się za cudze pieniądze. Dostawcy kapitału przecież oczekują czegoś w zamian: systematycznej wypłaty dywidend i wzrostu notowań spółki. Minister Krzysztof Tchórzewski deklaruje się wrogiem dywidend; jest on także wrogiem giełdy i rynku kapitałowego. Rynek burzy się przeciwko jego poczynaniom. Giełda milczy – nie wie, jak reagować na „dobrą” zmianę i plany energetycznego ministra.

Minister Tchórzewski oświadczył, że rząd PiS nie jest zainteresowany obecnością w akcjonariacie spółek z udziałem Skarbu Państwa inwestorów nastawionych na krótki horyzont. Są oni, jak wnioskuję, osobnikami gorszego sortu. Lecz inwestorów nastawionych na daleki horyzont rząd PiS płoszy, jak tylko potrafi, a to akurat potrafi. Pana ministra, ani jego rządu, nie powinno obchodzić, czy kupuję akcje spółek na krótko, czy na długo. Nie ich interes. Inwestor krótkoterminowy (za pierwszej komuny zwany spekulantem, jak przezwie go obecna?) dostarcza rynkowi płynności, giełdzie – obrotu, spółkom – ceny. Lecz działa on, jak wszyscy, z chęci zysku, ale spółki z udziałem Skarbu Państwa niewiele mu oferują. Jestem na warszawskiej giełdzie od samego jej początku, akcje niektórych spółek trzymam przez wiele lat, ale spółek porażonych polityką starannie unikam.

Dodaj komentarz