Jest, jak nie powinno [2010]

Prezesi spółek odchodzą znienacka, w toku kadencji, między walnymi zgromadzeniami. Przypadek Mariusza Grendowicza jest przecież jednym z wielu.

Zostałem wywołany do tablicy przez red. Macieja Samcika (Gazeta, 9 sierpnia), który sugeruje, ze Polski Instytut Dyrektorów mógłby zwrócić się do rady nadzorczej BRE Banku i akcjonariusza strategicznego o wyjaśnienie przyczyn odwołania prezesa Grendowicza. PID zabiega o dobre praktyki na rynku kapitałowym, lecz nie ocenia, ani nie piętnuje, postępowania poszczególnych spółek. Jest ich na giełdzie kilkaset; wiele z nich ciężko grzeszy przeciwko dobrym praktykom. Gdyby Instytut miał reagować na każde niewłaściwe zachowanie, corocznie słałby na rynek kilkaset interwencji. PID przyjął przeto formułę działania: zamiast rozpaczać jak jest – cierpliwie wskazuje, jak być powinno.

Najlepiej, by prezes odchodził na walnym zgromadzeniu wieńczącym jego kadencję i został przez zgromadzenie rzetelnie rozliczony. By o zamiarze odejścia informował z należytym wyprzedzeniem (chwalebne przykłady dali Krzysztof Szwarc w BRE Banku, Cezary Stypułkowski w Banku Handlowym, Jacek Kseń w Banku Zachodnim WBK). By uczestniczył w procesie wyłaniania następcy. By, współpracując z nim, zapewnił płynność sukcesji.

Niestety, bywa inaczej. Zmian najczęściej dokonuje się poza walnymi zgromadzeniami. Co gorzej, rynek przyzwala na to. W walnych uczestniczą głównie inwestorzy instytucjonalni; indywidualni nie odczuwają takiej potrzeby. Ponadto, zmiany w zarządach, nawet nagłe i niezrozumiałe, rzadko mają wpływ na notowania. Owszem, po odejściu Sławomira Lachowskiego kapitalizacja BRE Banku zmniejszyła się o miliardy – lecz z czasem spółka wróciła na wcześniej utarty szlak, a już na odejście Mariusza Grendowicza kurs akcji nie zareagował.

Decyzje personalne najczęściej podejmuje rada nadzorcza. Ustrój BRE Banku odbiega od schematu. Realny nadzór sprawuje tam komisja prezydialna rady nadzorczej i jej przewodniczący, mocno wrośnięty w bank, urzędujący tam stale zamiast – jak w innych bankach – wykonywać funkcję z doskoku. Za to sama rada ma charakter nieco ornamentacyjny. Wymóg przejrzystości spółki publicznej nie przekracza progu sali toczonych w poufności obrad rady nadzorczej i jej komisji. Protokoły nie są ujawniane. Zresztą, nie ma wymogu protokołowania przebiegu dyskusji na posiedzeniu, a uchwały nie muszą zawierać uzasadnienia. Spółki powinny same wyłuszczać rynkowi motywy ważnych decyzji, na przykład zmiany prezesa. Jeżeli tego nie czynią, podejmują ryzyko uszczerbku na swojej reputacji. Wszakże próby wyjaśnienia wszystkich aspektów sprawy mogą niekiedy spowodować większe szkody.

Nie jest przyjęte dopuszczać się niedyskrecji, karmić rynek przeciekami na temat przebiegu obrad rady nadzorczej. Dlatego nawet pikantne przecieki niekoniecznie budzą zaufanie. Po rynku kursuje fakt prasowy, jakoby przyczyną dymisji Mariusza Grendowicza miał być „brak chemii” między nim a dwojgiem z członków rady nadzorczej. Maciej Samcik wyśmiewa tę pogłoskę.

Zważywszy, że piastuni spółki akcyjnej zobowiązani są dokładać w wykonywaniu swoich zadań staranności wynikającej z zawodowego charakteru działalności – nie sądzę, by kierowali się oni „chemią”, humorami, kaprysami. Chociaż… Moja matka powiadała, że z chemii zna tylko regułę „im więcej zasad, tym więcej kwasów z tego wynika”. Odnosiła ją do kobiet, nie do banków, była antykwariuszem sztuki, nie finansistką, ale nie dałbym głowy, że w omawianym przypadku reguła zasad i kwasów nie ma zastosowania.

Tekst został ogłoszony w Gazecie Wyborczej 16 sierpnia 2010 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *