Kruszenie szklanego sufitu [2003]

Dostrzegając potrzebę zwiększenia obecności kobiet w organach spółek, Skandynawia daje światu dobry przykład.

W polszczyźnie nie zakorzenił się jeszcze odpowiednik terminu glass ceiling (dosłownie: szklany sufit). A przecież jest to jedno z najważniejszych pojęć współczesnej cywilizacji! Oznacza ono przejrzystą jak szkło przeszkodę grodzącą drogę na szczyt hierarchii. Owo przekleństwo karier bywa czasem odnoszone do mniejszości, ale głównie chodzi o kobiety, bowiem najczęściej to one rozbijają sobie głowy o niewidzialną barierę awansu zawodowego. Stąd w wielu instytucjach obecność kobiet przypomina piramidę: są liczne u podstawy, za to im bliżej szczytu, tym ich mniej.

Derek Higgs, autor ogłoszonego w styczniu przeglądu brytyjskiego porządku korporacyjnego, apeluje by skoro kobiety stanowią obecnie zaledwie 6 procent korpusu non–executive directors, czerpać kandydatury do brytyjskich rad z bogatszej puli talentów reprezentujących bardziej zróżnicowane kwalifikacje. Najwcześniej problem dostrzegła Norwegia. Już w roku 2000 rząd zapowiadał wniesienie do parlamentu projektu ustawy przewidującej co najmniej 40–procentowy udział kobiet w radach nadzorczych, w pierwszej kolejności w radach spółek giełdowych. W tym czasie udział kobiet w radach 500 największych spółek wynosił tam 12,5 procent, lecz w mniejszych spółkach był już znacznie niższy.

Norwegia ma tradycję równouprawnienia. Już premier Gro Harlem Brundtland dbała o to, by połowa tek w jej socjaldemokratycznym gabinecie przypadła… mężczyznom. Sprawa ma charakter ponadpartyjny. W ubiegłym roku konserwatywny minister przemysłu i handlu Ansgar Gabrielsen powtórzył apel o 40–procentowy udział kobiet w radach (wskaźnik osiągnięty już w sektorze publicznym i w parlamencie). Pracodawcy zaoponowali, argumentując że norweskie spółki zostaną upośledzone wobec zagranicznej konkurencji, ale od tego czasu 21 z pięćdziesiątki największych spółek zwiększyło udział kobiet w radach. Statoil i Telenor mają w radzie po 4 kobiety, co daje odpowiednio 44% i 4o% składu rad. W radach Norsk Hydro i DnB pracują po 3 kobiety. Orkla (potentat rybny inwestujący i w Polsce), Gjensidige Nor i Storebrand mają w radach po 2 kobiety, Norske Skog i Tomra po jednej. Z dziesiątki największych spółek tylko jedna, Bergesen, nie ma kobiety w radzie, za to najmniej licznej, bo pięcioosobowej (cztery z rad wspomnianych spółek liczą po 10 osób, cztery inne po 9).

W praktyce łatwiej o hasła głoszące potrzebę kobiet w radach, niż o odpowiednie kandydatki. Szwedzka wicepremier i minister do spraw równości Margareta Winberg domaga się przynajmniej 25–procentowego udziału kobiet w radach; jeżeli spółki nie spełnią tej kwoty do końca przyszłego roku, rząd przedsięweźmie inicjatywę ustawodawczą. Obecnie w szwedzkich radach jest zaledwie 6,1 procent kobiet. Rady są tutaj liczne; FoereningsSparbanken ma 17–osobową, w tym 6 kobiet. TeliaSonera, Nordea i H&M mają w radach po 4 kobiety, SEB trzy, Ericsson i Handelsbanken (SHB) po dwie, a SCA i Sandvik po jednej. Gdyby odliczyć przedstawicielki związków zawodowych – obraz byłby mniej korzystny. Z pierwszej dziesiątki spółek jedna, Volvo, nie ma kobiety w radzie. Nawet na tylnym siedzeniu.

Inicjatywa pani Winberg spotkała się z mieszanymi reakcjami biznesu. Gorset politycznej poprawności puścił… Wielu argumentuje, że skład rady to nie interes rządu, ale akcjonariuszy. Tak twierdzi m.in. Ulla–Britt Fraedjin–Hellqvist, wiceprezes unii szwedzkich przedsiębiorców. Przeciwko legislacji o kwotach kobiet w radach najsilniej przemawia brak stosownych kandydatek. Wśród szwedzkich przedsiębiorców jest bowiem niewiele kobiet, które raczej wybierają kariery w sektorze publicznym, gdzie ich prawa są respektowane. Na przeszkodzie wprowadzaniu do rad kobiet rozwijających kariery za granicą stoi natomiast niskie wynagrodzenie za pracę w szwedzkich radach.

Niemniej w Szwecji dochodzi do głosu przekonanie, że jeżeli spółki same nie zadbają o należyty udział kobiet w radach, rząd pośpieszy z wprowadzeniem kwot. Dlatego spółki dokonują przeglądu przyjętych przez nie procedur kształtowania składu rad nadzorczych, a przynaglane terminami wiosennych walnych zgromadzeń rozglądają się za odpowiednimi kandydatkami do rad nadzorczych. Nie brak głosów, że spółki powinny dobrowolnie wprowadzać, a później stopniowo zwiększać, własne kwoty udziału kobiet w radach. W tym duchu wypowiedziała się Birgitta Johannsson–Hedberg, szefowa największego banku Szwecji, FoereningsSparbanken. Natomiast Folksam, instytucja zarządzająca funduszami, zapowiedziała rychłą sprzedaż akcji spółek, które nie podejmują należytych wysiłków ku skruszeniu szklanego sufitu. Taka postawa rynku może okazać się bardziej skuteczną od przedsięwzięć legislacyjnych. Albowiem prawo jest ostatecznością. Po przymus warto sięgać tylko wtedy, gdy zamierzonego celu nie można osiągnąć po dobroci – a ten akurat można.
Tekst ukazał się 27 lutego 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2000.12.04 Szklany sufit
2003.03.10 Szklany sufit po polsku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *