Kto wybiera rewidenta [2003]

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Domniemanie, że biegły rewident jest bezstronny i uczciwy, nie ostoi się w pewnych sytuacjach

W artykule sprzed dwóch tygodni (‘Tupanie w parkiet’, Gazeta Bankowa 24 marca) popełniłem błąd. Krytykując proponowany przez giełdę wzorzec sprawozdania notowanych na niej spółek o stosowaniu przez nie zasad dobrej praktyki, stwierdziłem jakoby w giełdowym „raporcie przykładowym” czaił się przykład zgoła niebezpieczny. Miało być nim założenie, że wyboru podmiotu świadczącego usługi biegłego rewidenta dokonuje… zarząd spółki. Zarzut jest bezpodstawny, skoro w raporcie ogłoszonym na witrynie www.gpw.com.pl takiego założenia wcale nie ma. Wobec tego odwołuję zarzut, przepraszam Czytelników, wyrażam ubolewanie giełdzie i śpieszę wyjaśnić, jak doszło do wpadki.

Pomyliłem dwie wersje raportu: roboczą i ostateczną. W wersji roboczej tkwiło sformułowanie o kryteriach, „jakimi powinien kierować się zarząd spółki przy wyborze podmiotu świadczącego usługi biegłego rewidenta”. Z wersji ostatecznej owo majaczenie usunięto, co karygodnie przegapiłem. Dopuściłem się błędu i niewielką mam pociechę z tego, że komuś chodził po głowie zamysł dopuszczenia się jeszcze gorszego błędu. Podtrzymuje za to pozostałe (niemniej poważne, a słuszne) uwagi krytyczne na temat propagowanego przez giełdę przykładu sprawozdania.

Kanon dobrej praktyki zaleca, by wyboru biegłego rewidenta dokonywała rada nadzorcza, lub walne zgromadzenie po przedstawieniu rekomendacji przez radę. Skoro kodeks spółek handlowych przemilcza to zagadnienie, powołana tu zasada (nr 42 z 2002 r.) jest wprawdzie ‘miękkim’ uregulowaniem tej materii, ale za to jedynym. Nie wybiega ono zbyt daleko, skoro już obecnie dalej idzie praktyka niektórych spółek. Przyjmują one, że wyboru biegłego rewidenta dokonuje rada nadzorcza po przedstawieniu rekomendacji przez wyłonioną z rady komisję do spraw audytu. Zapewne następnym krokiem będzie sformułowanie wymogu, by komisja do spraw audytu składała się wyłącznie z niezależnych członków rady. W wielu krajach takie rozwiązanie jest już rozpowszechnionym wzorem postępowania. Spółki, które odstąpią od niego, poważnie ryzykują utratę wiarygodności.

Niezależność członka rady nadzorczej polega na domniemaniu, że nie jest on powiązany ze spółką, jej zarządem, albo inwestorami. Im większy będzie wpływ grona niezależnych członków rady na wybór biegłego rewidenta, tym silniejsze będzie domniemanie jego uczciwości i bezstronności. Biegły rewident nie ma wpływu na to, który z organów spółki decyduje o jego wyborze, a także w jakim trybie wybór ów zostaje dokonany. Ale nie znaczy to, jakoby biegły rewident nie miał żadnego wpływu na kształtowanie się opinii o nim samym. Otóż nie musi on przyjmować zleceń dotyczących badania sprawozdań tych spółek, w których wyłoniono go niezgodnie z kanonem sztuki. To, co zarobi za badanie kwitów, biegły rewident straci po wielekroć na swojej reputacji.

Instytucja niezależnych członków rady jest w Polsce wciąż rzadkością. Z przykrością obserwuję, że są spółki, które kompromitują instytucję niezależnych członków rady. Niby zatem wprowadzają ich do rad, ale – niejako w zamian – wyprowadzają z rad niektóre kompetencje. Należy do nich wybór biegłego rewidenta, zabrany radzie nadzorczej i powierzony zarządowi spółki. W ten sposób kontrolowany zyskuje wpływ na osobę i zachowanie kontrolującego. Wymóg, by rada nadzorcza zatwierdzała decyzję zarządu, ma zamaskować nieprawidłowości, albowiem skoro wybór został już dokonany, niełatwo go uchylić odmawiając formalnego zatwierdzenia. W takiej sytuacji nie zarząd wyjaśniałby motywy wyboru biegłego rewidenta, ale na radzie nadzorczej ciążyłby obowiązek wytłumaczenia się, dlaczego nie zatwierdza dokonanego przez zarząd wyboru rewidenta i co takiego ma przeciwko niemu. Zarząd znalazłby się w pozycji komfortowej, rada nadzorcza – w ambarasującej. W takiej sytuacji rzeczywisty wpływ na wybór rewidenta ma organ, który wybiera, zwłaszcza jeżeli wybiera w zaciszu gabinetów, nie zaś organ, któremu pro forma powierza się obowiązek zatwierdzania takiego wyboru.

W Polsce mamy zatem do czynienia z niepokojącym zjawiskiem. Polega ono na tym, że spółka oficjalnie wyraża aprobatę dla instytucji niezależnych członków rady nadzorczej i nawet wprowadza do rady osoby spełniające kryteria niezależności i godne najwyższego zaufania, lecz wybór rewidenta powierza zarządowi. Z równym skutkiem zarząd mógłby wyznaczać członków rady. Wiem, że w niektórych spółkach zarząd ma znaczny wpływ na dobór członków organu nadzoru, lecz bywa to przynajmniej trzymane w tajemnicy. Nikt nie zakwestionuje, że jest to zła praktyka.

Przyznanie zarządowi prawa wyboru biegłego rewidenta szkodzi nie tylko spółce, ponieważ taka rewizja będzie niewiarygodna. Szkodzi to także firmom audytorskim i osobiście biegłym rewidentom, ponieważ obala domniemanie ich dobrej woli, uczciwości i bezstronności. Profesja rewidentów powinna wziąć to pod uwagę.

Tekst ogłoszony 7 kwietnia 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Czytaj także: 2003.03.24 Tupanie w parkiet

Dodaj komentarz