Moda na poprawność [2010]

Zarządy oraz rady komponuje się zgodnie z zasadą „male, pale and stale”.

Czas nie był łaskawy dla „Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW”. Dokument ten wszedł w życie 1 stycznia 2008 r., a już przed upływem 12 miesięcy został dotkliwie potrącony przez nowelizację Kodeksu spółek handlowych, która inkorporowała część dobrych praktyk do systemu prawa. Właśnie dostrzegła to Rada Giełdy i 19 maja b.r. dokonała nowelizacji dobrych praktyk. Zabieg polegał na ociosaniu dokumentu z zasad, które straciły rację bytu. Przy okazji udało się coś dopisać, w tym rekomendację dla spółek publicznych i ich akcjonariuszy, by zapewniano zrównoważony udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych, co wzbogaci kreatywność i innowacyjność działalności gospodarczej.

Można było ująć to zgrabniej, niemniej rekomendacja jest na miejscu i na czasie. Coraz więcej państw (Norwegia, Szwecja, Francja, Irlandia, Wielka Brytania…) wprowadziło lub rozważa regulacje promujące udział kobiet w organach spółek. Tylko patrzeć, jak ta kwestia stanie się przedmiotem kolejnej z dyrektyw Brukseli. My jeszcze podśmiechujemy się z tematu, co przecież nie świadczy o nas dobrze. Rodzą się pytania: czy warto dążyć do zwiększenia udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych, a jeżeli tak – to w jaki sposób?

Otóż warto. Na często wyrażane wątpliwości, co takiego kobiety wnoszą do organów spółek, jakimi wartościami górują nad mężczyznami – niezmiennie odpowiadam, że chodzi o różnorodność. Często zarządy i rady nadzorcze komponowane są zgodnie z formułą „male, pale and stale” – sami mężczyźni, bladzi i czerstwi, czyli gromadka wypalonych zawodowo wymoczków. Sięganie po kobiety to korzystanie z pełniejszej puli talentów, wzmacnianie różnorodności postaw, poglądów, doświadczeń.

Lecz jak zapewnić należyty udział kobiet w organach spółek publicznych? Niektóre kraje wprowadziły bądź wprowadzają wskaźniki procentowe: kobiet ma być 30 lub 40 procent i basta. To nie jest dobre rozwiązanie. Życie pokazało, że łatwiej wprowadzić parytet, niż znaleźć odpowiednią liczbę należycie przygotowanych kandydatek. Każdy parytet szkodzi, bowiem przepustką do organów spółki nie powinny być płeć, orientacja, kolor skóry lub poglądy polityczne, ale kwalifikacje i zaufanie inwestorów.

Jak wielu starych prawników uważam, że konfigurowanie przepisów do wzorców poprawności politycznej prowadzi na manowce. Gdybyśmy już mieli sięgać po regulacje, optowałbym raczej za przeciwdziałaniem wprowadzaniu do rad nadzorczych, a zwłaszcza stawianiu na ich czele, kobiet będących żonami, matkami, córkami prezesów. Podważa to wiarygodność i takich spółek, i całego rynku.

Łatwiej będzie osiągnąć zamierzony cel eliminując wpływy polityki, polegające na rozdawnictwie posad kolesiom i upowszechniając obsadzanie stanowisk w drodze konkursów.

Tekst ukazał się 27 maja 2010 r. Parkiecie. Wytłuszczenia współczesne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *