Na prawie luksemburskim [2002]

ITI jest spółką prawa obcego, więc nie działają w niej znane polskiemu prawu środki ochrony inwestora!

U polskich inwestorów brak nawyku wnikliwego studiowania prospektów emisyjnych. Statutów i regulaminów nie czytają nawet analitycy, co zresztą wcale nie przeszkadza im w pleceniu rekomendacji. Zalecam jednak lekturę prospektu emisyjnego International Trading and Investments Holding S.A. Luxembourg (w skrócie ITI), oraz statutu tej spółki. Spotkamy tam rozwiązania dotąd nieznane polskiemu rynkowi. Mniejsza, czy dobre, czy złe; ważne, że różniące się od tych, jakie występują w polskich spółkach. Wcale zresztą nie uważam polskich spółek za twory doskonałe. Są one często na jedno kopyto. Wprawdzie kodeks spółek handlowych rygorystycznie wyznacza im ramy ustrojowe, ale w tych ramach pozwala na wiele innowacji, z czego spółki korzystają rzadko. Statuty wielu spółek i regulaminy ich organów wyszły spod jednej sztancy, co łatwo stwierdzić po tych samych błędach, bezmyślnie powielanych przez niektóre z najdroższych firm prawniczych.

Polski inwestor ma jednak powody, by szanować ustrój polskich spółek, jest on bowiem dla niego korzystny. Spółką kieruje zarząd, nad którym rada nadzorcza zobowiązana jest sprawować stały i wszechstronny nadzór. Mniejszość może wpływać na kształt rady (prawo wyboru rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami) i przyglądać się pracy zarządu (prawo delegowania przez każdą grupę jednego spośród wybranych przez siebie członków do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych, w tym do uczestniczenia w posiedzeniach zarządu z głosem doradczym, cokolwiek to znaczy). Akcjonariusz ma prawo do wytoczenia przeciwko spółce powództwa o uchylenie uchwały walnego zgromadzenia sprzecznej ze statutem bądź dobrymi obyczajami lub mającej na celu pokrzywdzenie akcjonariusza. Ma on także prawo do wytoczenia przeciwko spółce powództwa o stwierdzenie nieważności uchwały walnego zgromadzenia sprzecznej z ustawą. Warunkiem skorzystania z tych uprawnień najczęściej jest m.in. uczestnictwo w walnym zgromadzeniu.

ITI zajmuje się rozrywką i mediami. Są to obiecujące dziedziny działalności, najbardziej atrakcyjne przemysły świata ery poprzemysłowej. Manifest ITI głosi, że jej programy i produkcje skierowane są do osób znacznie młodszych ode mnie – i dobrze im tak. Sam nie oglądam programów typu Big Brother lub Brothel. Nie oceniam też atrakcyjności inwestycyjnej publicznej oferty ITI, ani jej nie neguję. Zwracam natomiast uwagę, że jest to spółka prawa obcego, której ustrój nie dopuszcza wielu znanych nam instrumentów ochrony inwestora. Nie ma w niej rady nadzorczej, jaka nadzoruje polskie spółki (jej miejsce zajmuje rada dyrektorów, organ zarządczo–nadzorczy). Nie ma zatem wyborów do rady w drodze głosowania oddzielnymi grupami. Nie ma kontroli mniejszości nad zarządzaniem spółką. Może ona rozwodnić kapitał poza kontrolą walnego zgromadzenia. Zresztą indywidualny akcjonariusz z Polski niekoniecznie weźmie udział w walnym zgromadzeniu, które odbywa się w Luksemburgu.

Prospekt emisyjny zawiera (s. 255) informacje, że warunkiem zdolności walnego zgromadzenia do podejmowania uchwał jest uczestnictwo w nim co najmniej połowy kapitału. W sytuacji braku quorum zwołuje się drugie walne zgromadzenie, które może podejmować uchwały niezależnie od wielkości reprezentowanego na nim kapitału. Procedura ta nie znajduje odzwierciedlenia w statucie spółki. W szczególności nie zawiera on wymogu quorum na walnym zgromadzeniu. Należy więc przestudiować prawo luksemburskie.

W prawie polskim żądanie zwołania walnego zgromadzenia przysługuje dziesiątej części kapitału. W Luksemburgu trzeba na to piątej części. Tamtejsze prawo kreuje kulturę inwestorów instytucjonalnych. Daje ono przywileje osobom sprawującym funkcje zarządczo–nadzorcze, pozwalając im głosować w swoich sprawach i wzajemnie udzielać sobie pełnomocnictw do uczestniczenia w podejmowaniu decyzji. ITI działa w Polsce, wyłącznie tutaj zarabia pieniądze, ale wygoda przemawia za ulokowaniem spółki na prawie luksemburskim. Jest to proceder legalny. Korzyść z tego taka, że polski akcjonariusz nareszcie ma szansę dostrzec, iż pod polskim prawem nie jest mu wcale najgorzej.

Nie jest to zresztą jedyny pożytek oferty ITI. Są też inne: na gasnącą już warszawską giełdę nareszcie pragnie wejść spółka z zagranicy. Inwestorzy może wreszcie poznają spółkę inną od tych, z jakimi mieli dotychczas do czynienia. Co najważniejsze: inwestor indywidualny może nareszcie zrozumie, iż działa na własne ryzyko. Albowiem wobec spółki lokowanej na prawie luksemburskim nie ujmie się za nim Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Nie ujmą się też za nim polskie sądy. Co nie znaczy, że komisja i sądy rączo ujmują się za nim w przypadku polskich spółek. Ale przynajmniej mogą.

Tekst został ogłoszony 24 czerwca 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także: 2014.01.18 Parowanie i znikanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *