Nieloty

Ogłoszono, że 31 osób złożyło aplikacje w konkursie na prezesa Polskich Linii Lotniczych LOT. „Tak duże zainteresowanie stanowiskiem prezesa zarządu jest pozytywnym sygnałem dla firmy, świadczy o jej potencjale biznesowym na rynku” – powiedział szef rady nadzorczej spółki. Mam wątpliwości, czy chmara kandydatów to sygnał pozytywny, i czy z tej chmary można wysnuć wniosek o biznesowym potencjale firmy.

Niewiele jest firm, w których prowadzące do zarządu i rady nadzorczej drzwi obrotowe kręcą się tak szybko. W jednym z wywiadów użyłem formuły, że LOT w ostatnich latach miał więcej prezesów niż ma samolotów. To przesada, ale pożyteczna, ponieważ ilustruje punkt widzenia. Wielu spośród tych krótkodystansowych prezesów to osoby całkiem przypadkowe. Zapewne w puli 31 kandydatów (ich danych nie znam) też znajdują się osoby przypadkowe.

Osobliwi kandydaci trafiali również do rady nadzorczej. Legendą obrósł jej niegdysiejszy przewodniczący, człowiek skądinąd zacny, który swoją legitymację do fotela tłumaczył tym, że często lata samolotem. Jestem przekonany, że nie miał pojęcia o sprawozdawczości finansowej, za którą w teorii ponosił pełną odpowiedzialność. Zaiste, LOT jest firmą odporną na turbulencje, skoro wciąż jakoś trwa wbrew uprawianej przez właścicieli lekkomyślnej polityce kadrowej.

Z drugiej strony jestem przekonany, że w puli chętnych na prezesurę LOT znajdują się także wartościowi, doświadczeni kandydaci. Przekonanie to wywodzę z faktu, że na polskim rynku mamy znaczną nadpodaż wartościowych menedżerów w stosunku do stanowisk godnych ich aspiracji. O ambicjach rodzimych menedżerów świadczyła wijąca się hen, aż poza Plac Unii Lubelskiej, kolejka aspirantów do prezesury GPW. Konkursu nie ogłoszono (minister Skarbu Państwa zasłużył na gromkie brawa!), co przecież nie zapobiegło kilku zabawnym falstartom. Niemniej większość zainteresowanych, bądź wymienianych przez media jako poważni kandydaci, to osoby sporego formatu.

Mamy wielu dobrych specjalistów, którzy nie czują się w pełni wykorzystani. Dlaczego nie wyruszą w świat, gdzie ich kwalifikacje mogłyby zostać należycie spożytkowane? Otóż wielu polskim menedżerom brakuje mobilności. Daliby sobie radę w obcych krajach, w innych środowiskach biznesowych, znają języki, zdobyli cenne doświadczenia, mają dorobek, niektórzy także kontakty, stoją za nimi osiągnięcia udanej transformacji, opinie o naszej gospodarce, sukcesy niektórych polskich firm. Od niektórych słyszę, że przeprowadzce do innego kraju sprzeciwia się rodzina. Żona nie zna języków, czuje się nieobyta, brak jej światowego szlifu. Córka ma tu chłopaka, ma koleżanki, nigdzie nie poleci… Tak formują się nieloty. Czy któryś z nich kandyduje na fotel prezesa LOT?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *