Norweska specyfika [2005]

Urzędnik nie ma czasu ani kwalifikacji do pracy w radzie nadzorczej, nadto grożą mu konflikty interesów.

Podczas niedawnej konferencji Corporate Governance XXIII „Porządek korporacyjny w przedsiębiorstwach publicznych” zwróciło moją uwagę ciekawe wystąpienie dotyczące Norwegii. Pisałem o tym kraju kilkakrotnie, lecz tylko w kontekście udziału kobiet w radach nadzorczych. Otóż przed kilku laty Norwegia wprowadziła kwotę udziału kobiet w radach firm państwowych na poziomie przynajmniej 40 procent. Ktoś najwidoczniej ceni złośliwości czające się w moich tekstach, bo przesłał mi depeszę agencyjną na ten temat z uwagą, że będę wiedział, co powinienem zrobić z tym tematem. Wiedziałem. Bez wahania pochwaliłem norweskie rozwiązanie. Udział kobiet w radzie wzbogaca radę tylko o jedną wartość, czyli o różnorodność poglądów, postaw, zachowań – lecz jest to wartość bezcenna.

Teraz dowiaduję się, że podobny wymóg zostanie niebawem wprowadzony wobec większych spółek akcyjnych spoza domeny państwowej. Morten Kalleving z norweskiego Ministerstwa Przemysłu i Handlu twierdzi, iż są dowody empiryczne świadczące o tym, że spółki o zróżnicowanym kierownictwie – zróżnicowanym także pod względem płci – osiągają lepsze wyniki niż przeciętne spółki, w których członkowie rady dyrektorów i kadry kierowniczej są male, pale and stale. Dobrze powiedziane! Male – czyli płci męskiej. Pale – czyli bladzi, wymoczki. Stale – czyli wypaleni, nieświezi, czerstwi, zwietrzali.

Swoją drogą, chciałbym poznać te dowody empiryczne… Jeżeli takie są, dlaczego spółki, w których skarb państwa nie ma udziałów, nie są entuzjastami zasady promującej udział kobiet w radach? Czyżby w Norwegii zabrakło należycie wykwalifikowanych kandydatek? Nie chodzi przecież o to, by kobiety wchodziły do rad z klucza (jak w spółkach amerykańskich, gdzie obok dyżurnej kobiety dobrze widziany bywa także dyżurny Murzyn), lecz o to, by wzmacniały ich potencjał intelektualny.

Zgodnie z norweską tradycją, ministerstwo odpowiedzialne za państwowe spółki nie ingeruje w obsadę zarządów. Jest to domena rady, odpowiedzialnej także za ważniejsze decyzje gospodarcze, długofalowe planowanie strategiczne i nadzór nad budżetem spółki. Prawo zabrania urzędnikom ministerstwa, oraz posłom, ministrom i sekretarzom stanu zasiadać w radach spółek z udziałem skarbu państwa. W innych krajach nordyckich jest inaczej: tam z reguły w jeden członek rady wywodzi się z ministerstwa.

Norweski zakaz łączenia funkcji w radach spółek z udziałem skarbu państwa z mandatem poselskim lub stanowiskiem państwowym jest pokłosiem kryzysu politycznego z lat sześćdziesiatych ubiegłego wieku. Ministerialny sekretarz stanu przewodniczył radzie spółki wydobywczej. Doszło do eksplozji, zginęło 21 górników, minister stracił posadę. Takie przypadki uczą ostrożności. Zresztą w Norwegii utarło się przekonanie, że urzędnicy państwowi nie mają czasu i kwalifikacji do zasiadania w radach, a nadto grożą im konflikty interesów.

Morten Kalleving zwraca uwagę, że celem „urzędników państwowych jest właściwe administrowanie krajem, obiektywne i sprawiedliwe traktowanie wszystkich obywateli oraz, niejako przy okazji, doprowadzenie do ponownego wyboru naszego ministra”. W działalności gospodarczej, jak wiadomo, chodzi o coś innego. Dalej Kalleving stwierdza: „ Nasza praca jest bardzo skrupulatna, jednak rzadko można ją określić mianem szybkiej. Względy natury politycznej wpływają na wiele decyzji rządu i często maja pierwszeństwo nad dążeniami do wypracowania zysku. Zamykanie czy likwidacja podmiotów gospodarczych, prywatnych lub państwowych, jest zawsze działaniem niepopularnym, a doprowadzanie konkurentów do bankructwa również skutkuje problemami. Szczególnie jeśli ich właściciele mają przyjaciół na wysokich stanowiskach”. Święte słowa!

W norweskich radach przeważają wobec tego osoby spoza spółki o statusie zbliżonym do polskich niezależnych członków rad nadzorczych (w spółkach z przeważającym udziałem skarbu państwa ministerstwo dba o zachowanie wpływu na ich wybór), oraz członkowie wybrani przez pracowników przedsiębiorstwa spółki. Chociaż więc rada wywodzi się z różnych korzeni, w Norwegii kładzie się nacisk na zespołowy charakter jej prac i zobowiązanie członków rady do działania w interesie całego akcjonariatu.

Wynagrodzenia członków organów spółek z udziałem skarbu państwa nie powinny odbiegać od wynagrodzeń w sektorze prywatnym. Od kilku lat rząd wydaje wytyczne odnośnie wynagrodzeń i innych warunków płacy prezesów spółek państwowych. Ich intencją jest zachowanie zasady konkurencyjności wynagrodzeń w sektorze państwowym i prywatnym. Wszystkie składniki wynagrodzenia członków zarządów są podawane do wiadomości publicznej. Skandynawowie cenią przejrzystość spółek. Nie przyjdzie im do głowy pomysł analogiczny do naszej osławionej ustawy kominowej. 

Artykuł ukazał się w Gazecie Bankowej 10 października 2005 r. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *